Prez Start #41 – Ranking Strzelanek 2016 (cz.1/2)

2016 to świetny rok dla wszelkiej maści gier akcji, w szczególności zaś strzelanek. Ponieważ wszystkie zaplanowane gry z tego gatunku zostały już wydane, postanowiłem zrobić małe zestawienie wybranych przez siebie pozycji. Bez podziału na platformy, przyjrzałem się tytułom z poniższej listy pod kątem miodności oraz trybom gry, jakie oferują. Ranking ten jest oczywiście subiektywny i odzwierciedla moje osobiste upodobania. Jeżeli macie jakiekolwiek zastrzeżenia, możecie je zgłaszać do lufy mojej strzelby.

10. OVERWATCH

Tylko gra wieloosobowa.

Blizzard ma to do siebie, że bardzo dba o swoje gry i społeczność wokół nich skupioną. Nic więc dziwnego, że każda jego produkcja to gigantyczny sukces. Fanboje rzucają się pod koła machiny marketingowej z pieśnią na ustach, na długo przed premierą i chociaż ta masowa histeria nie każdemu się podoba, to trudno się jej dziwić – goście robią porządne gry. Overwatch to solidny, sieciowy FPS. Cukierkowa oprawa (jak zwykle w grach Blizzarda) nie każdemu musi się podobać, ale nie można zaprzeczyć, że gra jest dobrze zbalansowana i oferuje masę różnorodnych, grywalnych postaci. W teorii oznacza to setki godzin zabawy, w praktyce szybko się nudzi ze względu na znikomą ilość trybów gry. Overwatch to gra dla fanów Blizzarda, pierdołowatej oprawy graficznej i zbieractwa skórek oraz pierdółek – można się popisać przed kolegami, zakładając, że ma się z kim grać. Wśród moich znajomych, grających na pececie tytuł szybko przestał być popularny, a niestety bez zgranej drużyny gra się w to tak sobie.

09. BATTLEBORN

Kampania dla pojedynczego gracza, kampania w koooperacji, gra wieloosobowa.

Wielu „znawców” w Internecie próbowało usilnie porównywać nową grę Gearbox Software z Overwatch ze względu na komiksową oprawę i klasy postaci dostępne w obu produkcjach. Battleborn różni się jednak znacząco od gry Blizzarda. W multi jest po prostu MOBĄ, przez co rozgrywka jest tu nieco bardziej skomplikowana, choć oferuje też standardowe tryby wieloosobowe, jak dominacja. Granie w multi wymaga sporego zaangażowania i regularnych treningów, a mimo zwykłych trybów gry, zwolennicy tradycyjnych sieciowych strzelanek nie mają tu za bardzo czego szukać. Ja osobiście odbiłem się od multi z hukiem, za to podoba mi się kooperacja. Humorystyczna, prosta kampania, nie bez przyczyny kojarząca się z serią Borderlands, oferuje zabawę na wiele godzin i zachęca do wielokrotnego przejścia dzięki wielu bohaterom do wyboru (tym samym, którymi gra się w multi). Overwatch przyćmił niestety swym blaskiem tę produkcję, ale jeżeli szukacie wymagających trybów multi i kooperacji, powinniście dać grze szansę.

08. KILLING FLOOR 2

Tryb kooperacji, gra wieloosobowa.

Kontunacja bardzo popularnej, pecetowej strzelanki, która zawita w tym miesiącu nie tylko na blaszakach, ale również na konsolach. Teoretycznie jeszcze niedostępna, ale w early access szaleje od zeszłego roku. Bardzo krwawa, efektowna i wymagająca strzelanka kooperacyjna, przy której spędzić można dziesiątki, jeśli nie setki godzin. Sporo postaci i strojów do wyboru, podział na klasy i masa pukawek. Zasady są proste – przeżyj ataki kolejnych fal potworów, ulepszaj swój ekwipunek i pokonaj bossa. Różne poziomy trudności, różne długości gry, możliwość bezproblemowego grania / dogadania się z randomami przy pomocy prostych komend audio. KF2 nie należy do gier łatwych, ale miodność i satysfakcja z wygranej rekompensują trud walki. Sequel oferuje dodatkowo tryb versus, w którym gracze wcielają się w szeregi potworów. Tripwire Interactive wspiera swoje gry przez lata po premierze, więc o zadowolenie społeczności zebranej wokół gry nie ma co się martwić.

07. Call of Duty: Modern Warfare Remastered

Kampania dla pojedynczego gracza, gra wieloosobowa.

Być może powinienem umieścić remaster MW nieco wyżej na liście, ale zderzenie wspomnień z rzeczywistością zmusiło mnie do refleksji. Kampania fabularna jest oczywiście równie dobra jak w 2007 roku, ale, tak jak pisałem w Quick Start!, posiada te same błędy i bolączki, co oryginał. Odświeżona oprawa zasługuje na pochwałę, jednak nie jest to żaden wybitny remaster i widać, że graficznie tytuł odstaje od współczesnych produkcji. Podczas zabawy dla pojedynczego gracza zwracałem częściej uwagę na blokujące się skrypty i tekstury w niskiej jakości, niż na samą zabawę, ale wynika to z faktu, że pierwsze MW ukończyłem wiele razy i zapewne nieco mi się już przejadło. Tryb wieloosobowy stworzono od podstaw i graficznie prezentuje się nieco lepiej niż kampania, posiada też dodatkowe elementy, takie jak medale zdobywane w trakcie meczy, czy emblematy do odblokowania. Niby niewiele, ale dzięki temu ma się poczucie obcowania z nowszą odsłoną serii. Sama rozgrywka to jednak stare, dobrze znane mięsko. Ktokolwiek twierdzi, że nowsze odsłony są za szybkie, a zróżnicowane killstreaki wprowadzają chaos, ten zapewne nie pamięta lub nigdy nie grał w tryb multi w Modern Warfare. Jest ciężko, szybko i chaotycznie. Wracają tryby, które pomijano w ostatnich odsłonach, takie jak Sabotage i HQ. Wraca również tryb klasyczny, bez podziału na klasy, z giwerami rozłożonymi na mapie. Wisienką na torcie jest dodanie Kill Confirmed. Gra się świetnie zarówno z ekipą jak i randomami. Ale ostrzegam – jest wpierdol.

06. TITANFALL 2

Kampania dla pojedynczego gracza, gra wieloosobowa.

Pierwsza godzina spędzona w kampanii fabularnej srogo mnie zawiodła, ale potem zrobiło się znacznie lepiej. Co prawda do końca jej trwania nie opuściło mnie poczucie obcowania z produkcją kameralną, bardziej intymną niż kampanie w Call of Duty, czy nawet Battlefield, ale nie uważam tego wcale za wadę – to kampania inna niż w typowej, korytarzowej strzelance (chociaż gra nadal pozostaje korytarzową strzelanką). Głównie za sprawą sposobu poruszania się i map stworzonych specjalnie pod nie. Momentami Titanfall 2 jest bliższy platformówce niż strzelance i to jest jego ogromna jego zaleta. Opowiadana historia, choć do wybitnych nie należy, ma swoje momenty, a tytan BT-7274, towarzyszący graczowi podczas przygody, to bardzo interesująca postać. Kampania to przepięknie zrealizowane, kosmiczne kino drogi – warto w nią zagrać. Wiadomo jednak, że w Deszcz Tytanów gra się dla trybu multi. Ten nie zmienił się znacznie. Jest tym, czym był tryb multi MW2 w stosunku do MW – oferuje więcej, mocniej i lepiej. I bardzo dobrze! Rozgrywka jest szybka, wertykalna i oferuje w miarę zróżnicowane tryby. Mi najbardziej podobają się same starcia tytanów, bo, nie będę nikogo oszukiwać, po wyjściu z robota dostaje straszne baty jako pilot! Tryb wieloosobowy z pewnością wymaga praktyki, ale bawić się można dobrze nawet z randomami.

PS. Jeżeli chcecie poznać pierwszą piątkę, zapraszam do drugiej części tego zestawienia!