PREZ START #38 – Każulu, oddaj granie!

Co jest z tym zalewem niedzielnych graczy, którzy bezmyślnie pchają się rękami i nogami do naszego kochanego giereczkowa? Ile jeszcze gier na mobilki, płatnej waluty we frituplejkach oraz malutkich DLC za wielkie pieniądze musi wyjść, żebyście przejrzeli na oczy i powiedzieli dość? To po to od dziecka pielęgnujecie swoje hobby, zbieracie magazyny o grach, kupujecie wszystkie możliwe konsole i ściągacie z Japonii gry w oryginalnej wersji językowej, żeby jeden każul z drugim kupował DUDI dla singla? Dla singla?!

Najnowszy Mirror’s Edge oferuje strzałkę, która prowadzi przez grę krok po kroku. Przypominam, że mówimy o produkcji, w której chodzi o jak najszybsze przedostanie się z punktu A do punktu B i znalezienie na to najlepszej drogi. O grze, w której tempo i czas reakcji najbardziej się liczą. A tu jeb! Czerwona linia prowadzi gracza bezpiecznie przez dachy futurystycznego miasta. Masz tu znajdźki graczu. Pozbieraj sobie telefony lub czapki, a jak uzbierasz wszystkie, to poczuj się ważny. Bo tak naprawdę nie jesteś ważny zasrany każulu. Pokaż jak sobie radzisz w Bloodborne lub jakie masz czasy w DiRT Rally. Wtedy pogadamy.

Bo to my, hardkorzy, walczyliśmy o branżę, namawialiśmy do niej ludzi, którzy z kpiną mówili, że gry są dla dzieci. Chcieliśmy by rozrywkę elektroniczną uznano za pełnoprawną formę kultury popularnej, równorzędną książce, filmowi, czy muzyce… I zgadnijcie co? Udało się. Gry weszły na salony. Stały się integralną częścią przemysłu rozrywkowego. Tak, dobrze przeczytaliście – przemysłu. Nie będę przytaczał teraz słownikowej definicji tego terminu. Wystarczy jedno słowo wyjaśnienia – kasa. Pieniądze potrzebne są na produkcję gier, a produkuje się je po to, żeby zarabiać. Gry nie stały się tak szalenie powszechne dlatego, że świat docenił ich artyzm. Po prostu grube ryby doszły do wniosku, że to się opłaca. A żeby się opłacało, musi dotrzeć do jak największej ilości nabywców.

A teraz już na poważnie – czy to źle, że gatunków i rodzajów gier jest takie zatrzęsienie, że każdy znajdzie tu coś dla siebie? Dopiero co napisałem felieton o tym, że typ hardkorowego gracza jest na wymarciu, a garstka tych, którzy się ostali, schodzi powoli do podziemi, niczym fani demosceny. Upraszczanie gier jest zabiegiem powszechnie stosowanym, przez co wiele klasycznych serii ucierpiało, ale jednocześnie przez lata twórcy przyzwyczajali nas do tych uproszczeń. Staliśmy się wygodni, leniwi, ale to nam pasuje, bo czasu na granie jest coraz mniej. Teoretycznie nie brakuje gier stanowiących wyzwanie, ale nie jest to zjawisko powszechne. Trendem stało się prowadzenie gracza za rączkę. Szybko, wygodnie, bez spiny. Czy to źle? Tak długo jak jest alternatywa w postaci tytułów bardziej hardkorowych, nie widzę w tym problemu.

Wystarczy odpalić Rare Replay, żeby przypomnieć sobie, jak kur***ko trudne były kiedyś gry. Większość stanowiła spore wyzwanie. Robiło się notatki jak przejść dany level, konsultowało z kolegami, szukało porady w magazynach komputerowych. Nie było czerwonej strzałki pokazującej dokąd iść. Co więcej, porażki nie zniechęcały, ale napędzały do dalszego działania. A jeśli gra nie była zlokalizowana, to czowiek grał ze słownikiem na kolanach. Oczywiście czasu było więcej na zabawę, więc można było ten sam etap przechodzić wielokrotnie, a wieczory spędzać rozpisując różne buildy dla postaci w Falloucie. Patrząc na to zjawisko z perspektywy czasu, dochodzę jednak do wniosku, że uproszczenie rozrywki komputerowej przyniosło nam wiele zalet. Gry dotarły do szerszego grona, pojawiły się większe pieniądze, więc powstają coraz bardziej wypasione produkcje. Jest taki wybór, że zwariować można.

Wniosek? Jeśli jakaś gra ci nie odpowiada, idź grać w inną. Przestań marudzić w Internetach (wiem, wiem, kochasz to robić). Ja osobiście doceniam prostsze gry, jeżeli w zamian za płytką rozgrywkę dostaję wciągającą historię. Wystarczy spojrzeć na seriale od Telltale, Until Dawn, czy Beyond: Two Souls. Przecież to idealne produkcje pod granie z kimś lub zareklamowanie gier ludziom, którzy od nich stronią, a cenią sobie np. seriale. Twoja dziewczyna twierdzi, że tracisz czas na głupie gry? Pokaż jej Life is Strange. Kumpel wpadł na granie i piwko, ale dostajecie baty w Gears of War już drugą godzinę? Może kooperacja w Beyond: Two Souls? Poza tym taka forma przygodówki mi osobiście bardzo odpowiada. Nienawidzę point & clicków. Nudzą mnie i frustrują. Ale wiem, że wiele z nich opowiada świetne historie, których niestety nie poznam. I właśnie dla mnie oraz innych ludzi mających podobne zdanie, powstają te wszystkie serialowe doświadczenia.

A szczelanki? To jest dopiero temat rzeka. Naprawdę cała masa ludzi boi się grania po sieci, bo cieniują. Dlatego też skillowe strzelanki są coraz mniej popularne. Dlatego nowy Doom jest trochę każulowy (wiem, wiem, ciągle tylko o tej grze piszę, a jeszcze Specjał o niej będzie). Dlatego w Titanfall jest cała masa botów głupich jak nieszczęście. Bo każdy czasem ma ochotę poczuć się jak kozak. A przecież nie zrobi tego w Call of Duty: Black Ops III z psychopatami na najwyższym poziomie prestiżu, ani tym bardziej w Tom Clancy’s Rainbow Six: Siege, jeśli trafi na klan Tęczowego Przedszkola (pozdro dla grających!). No i jest jeszcze Star Wars: Battlefront. Cudowna gra stworzona pod lajtowe strzelanie ze znajomymi. Na Tatooine. Tatooine. Czego tu nie lubić?

Nie bez przyczyny wymieniłem we wstępie BB oraz DiRT Rally. Otóż są to gry, w które cieniuję okrutnie. Wszystko od From Software jest kompletnie nie dla mnie. Lords of the Fallen jest nie dla mnie. Wydane dopiero co demo Nioh jest nie dla mnie. Nie umiem, nie radzę sobie, nie mam ochoty. Z tego typu gier ogarniam jedynie starsze już Severance: Blade of Darkness i szukam podobnych produkcji, ale nastawionych bardziej na każuli. Bo w tym gatunku jestem każulem. A DiRT Rally? Nie jestem może super-cipongiem, ale poziom trudności w najnowszej produkcji Codemasters jest dla mnie ciut za wysoki. Dlatego wolę pośmigać sobie w Sebastien Loeb Rally albo w Dirt 3, który taki trudny nie był. Hardkorowi rajdowcy pecetowi mnie wyśmieją. Ale oni nie bzykają. A ja mam wybór w co grać. To chyba dobrze, nie?

Recenzowane przeze mnie niedawno Stories: The Path of Destinies jest przykładem gry, która mocno tnie mechanizmy gejmplejowe po to, żeby świetnie opowiadaną historię przedstawić większej ilości graczy. Dostajemy więc lajtowy hack ‚n’ slash, który nie ma szans konkurować z gigantami pokroju Diablo III i Path of Exile. Ale co z tego, skoro sprawia masę frajdy? A teraz trochę z innej bajki – Quantum Break. Oto przykład wysokobudżetowej gry z najwyższej półki, która oferuje multimedialne przeżycie dla każdego. Mamy tu trochę strzelania, trochę bardzo prostego platformera, kilka zabaw z czasem, dużo zbierania notatek i absorbującą opowieść przedstawioną za pomocą dwóch środków przekazu – gry i filmu. Całość jako gra jest co najwyżej OK, ze względu na to, że do jednego wora wrzucono na tyle dużo, że bez urposzczeń by się nie obyło. Ale jednocześnie jako projekt multimedialny QB sprawdza się fantastycznie. Chcę więcej takich produkcji.

Jest z czego wybierać. Każdy znajdzie coś dla siebie w zalewie nowości AAA, indyków, remasterów i dinozaurów z GOG. Nikt nie oczekuje od ciebie, żebyś grał w to, czego nie lubisz / nie umiesz, tylko dlatego, żeby pokazać jakim jesteś kozakiem. Jeśli chcesz grać w Gears of War dla kampanii kooperacyjnej, ale na myśl o Gnasherze 10 centymetrów od twarzy twojego awatara, w potyczkach multi, robi ci się słabo, to graj w kampanię. To twoja kasa i jeżli nie zamierzasz wykorzystać całego potencjału jaki produkt oferuje, to masz do tego prawo. Tak samo jak masz prawo wydawać realne pieniądze na walutę w przeglądarkowej grze o sadzeniu marchewek. Ja tego nigdy nie zrozumiem, tak samo jak gloryfikacji indyków zalewających rynek jak deszcze po grzybu. Ale nie muszę wszystkiego rozumieć. Tak długo jak mam w czym wybierać, mogę się napocić przy skillowym shooterze, a potem ograć jakąś serialową pseudo-przygodówkę, tak długo jest spoko. Bo po to jest tyle gatunków, rodzajów i podrodzajów, żeby każdy mógł sobie wybrać to, co lubi najbardziej. Zupełnie jak w pornografii.

PS. Nie ma żadnego post scriptum. Idźcie grać w Garden Warfare, każule.

  • FWG21

    Piszesz, że „Ale nie muszę wszystkiego rozumieć. Tak długo jak mam w czym wybierać” z tym, że szybko się może okazać, że już nie masz w czym wybierać gdy największy hajs będzie z kupowania marchewek. I skończysz wtedy jak KrólKaz ze swoim 3DS. Ściągający swoje dziwne gry o japońskich dziewczynkach ze słabą grafą bo nikt nie chce w to zainwestować na tyle by wyglądało. Zalany przez gry które Cię nie interesują ze świadomością, że te „dobre” już nie wrócą.

    Dlatego warto przypominać twórcom, że chcemy takie Bloodborny i za nie zapłacimy nawet jeśli przyjemnie ciśnie nam się w CoD’y.

    • Prez

      No właśnie obawa, że zostanie tylko zbieranie marchewek, wisiała nad nami jakiś czas, ale jak widać, nadal jest spory wybór gier i każdy znajduje coś dla siebie.

    • Razer

      Podoba mi się analogia do Kazza, wyjątkowo trafiona i pięknie opisująca to smutne limbo w którym się znalazł.

      • Kazz

        Znalazł nie z własnej woli, a przez obecną sytuację na rynku gier.

  • sajet1

    Z cyklu dodam 3 grosze, jakąś opinię.

    1.”DUDI dla singla” ja gram 🙂 Nie każdy lubi średni czas życia 40s;p 2.Czerwona strzałka w Mirrors Edgu2 (w grze z otwartym światem przypomnijmy) mi nie przeszkadza, gdyż chodzi o tzw.flow (płynność rozgrywki), owszem można by było za każdym razem patrzeć w otwieraną mapę.. drugim plusem jest nauczenie się dostrzegania miejsc z którymi możemy wejść w parkourową interakcję( strzałeczka dodajmy, jest opcjonalna).
    3.”wrzucono na tyle dużo, że bez uproszczeń by się nie obyło” nie grałem, ale patrząc na YT recenzje, i zastanawiam się czy faktycznie jest to przyczyną, że gra jest średnia. Ludzie krytykują nudę w przerywnikach, słabe AI komputera i niedopracowany poziom trudności, generalnie przerost formy nad treścią. Patrząc na nowe Tomb Ridery można też powiedzieć, że są uproszczone, a przecież przy odpowiednich ustawieniach potrafią zepsuć trochę krwi.
    Podsumowując to gry powinny być ogólnodostępne dla różnych graczy w danym targecie (np miłośnicy action rpg ze swoim Darksoulem), tylko kwestia sprawnie działającego paska poziomu trudności, by było wyzwanie. Pozostaje jeszcze kwestia nagrodzenia dumy. Gracz pokonujący tytuł na uber hardzie powinien dostać w nagrodę na koniec taki content, żeby poczuł się jakby spoczywał na Wawelu (np złoty miecz w kształcie dildosa świecący jak latarnia olimpijska z oddali i tytuł przy ikonce największego wymiatacza na dzielni).

  • Razer

    Ej, kurde, dałem się nabrać! Tytuł sugerował że „każuale zabrali nam granie, kiedyś było lepiej”, a ostateczny wniosek to „jest tyle gier, że dopóki znajdę coś dla siebie, to jest ok”. Spodziewałem się krwi i flaków, daję najwyżej 2 Cooldany na 5.

  • To czemu tak Cię boli, że gramy w Division i mamy z tego frajdę? Pytam poważnie. Bo już mnie męczy, że za każdym razem piszesz jaka ta gra jest słaba. Trochę się nie stosujesz do własnych przemyśleń.

  • JapaneseRastaJesus

    Jak czytam, że ktoś gra dla fabuły to mnie dźwiga. Oczywiście z pominięciem gier które niczego innego nie oferują. Ale gdy swoimi wrażeniami dzieli się osoba, dla której rozgrywka jest męczarnią, pytam po co. Na palcach jednej ręki leniwca dwupalczastego, wyliczę naprawdę dobre fabuły ostatnich lat. Myślę, że są media które lepiej ogarniają historie, a definicji gier chyba nikomu przypominać nie trzeba. Ale niedługo uncharted 4, więc znowu się zacznie, że za dużo strzelania, a niektóre rzeczy niedopowiedziane. Bo niestety, ale teraz gra się dla przerywników między rozgrywką. Niektórzy nawet przechodzą gry na yt. Bo przecież nic nie tracą, poza męką.
    Z tym poziomem trudności to nie do końca jest tak. Casuale kupują coda dla singla. Ok, ale ja po bo3 mam platynę i traumę. Bloodborne nie ma nawet startu do tego co wymaga od gracza cod. I tak jest z większością gier. Jeśli gracz chce, znajdzie dla siebie wyzwanie. Chyba, że gra dla fabuły, wtedy easy lub ostatecznie normal i lecimy do następnej scenki. A najzabawniejsze jest to, że robią tak osoby, które później narzekają w internetach na ułatwienia (nie ma tu na myśli szanownego autora). Gracze też domagają się ułatwień. Np ostatni god of war, gdzie patchem musiano ułatwić jedno miejsce. Ja tą grę zniszczyłem na najwyższym poziomie trudności, zanim patch zdążył wyjść. Zrobiłem platynę w oryginalnym dead or alive 5, zanim patchem usunięto wymóg zaliczenia 100 walk w survivalu itd. itp. Może się przechwalam, ale gracze to straszne ci.., a ich ewolucja w tym kierunku cały czas postępuje.
    „Jeśli jakaś gra ci nie odpowiada, idź grać w inną. Przestań marudzić w Internetach”
    Mam wrócić do tematu sfv? Gracze nie wybierają z tego co jest. Nie obchodzi ich do kogo kierowana jest gra. Przed zakupem nawet nie sprawdzają co oferuje, bo mają własną wersję wydarzeń. Gracze to święte krowy, żądające, żeby każda gra była robiona właśnie pod nich. A jak coś się nie zgadza, zaczyna się gównoburza. Piękna idea, ale nie działa.
    I ten strach przed onlinem. Te mity o pro gejmerach w codzie. Strach przed żywym graczem w bijatykach. Granie solo w mmo. Ten gość ze starego forum, kręcący serię z soulsów. Wyzywający graczy od czerwonych świń i traktujący podnoszące mu ciśnienie pvp, jako narzędzie do psucia zabawy innym. Casuale na dzień dobry przegrywają jakieś urojone wojny psychologiczne. Zamiast przekonać się, że strach ma wielkie oczy. A na multi to same motylki, cycuszki i śpiewanie szant.

    • Prez

      Zgadzam się całkowicie z tym, że gracze nie sprawdzają co oferuje gra, tylko biorą na ślepo i marudzą, bo tytuł nie jest w ich guście. Taki mamy teraz trend, a najlepiej wiedzą ci, którzy gry poza YT nie widzieli nawet 🙂

      Z kolei co do stachu przed online – po tym co piszesz, wnioskuję, że jesteś wyjadaczem i nawet platyna w COD Ci nie straszna. Ale nie wszyscy mają takiego skilla, nie każdy ma też ochotę na multi. Ich sprawa, nie wiedzą, co tracą 😉

  • b_one

    Jak ktos ma tyle czasu zeby robic notatki, rysowac lvle itp to pewnie jest gdzies w okolicy podstawowki, bo reszta nie ma na to czasu. Multi to strata czasu takze, bo jesli kogos bawi multi to rownie dobrze moze wejsc w rezim MMO

    • Prez

      No właśnie, na notatki nie ma już czasu, zresztą potrzeby też nie – teraz wszystko jest w necie. A co do multi to nie zgadzam się, że to strata czasu. Każdy gra w to, co lubi. A obcowanie z kumplami we wspólnych sesjach np. w DUDI lub Forza Horizon 2 to wartość sama w sobie.

      • b_one

        Polecam Lineage 2 pod zarzadem tej nowej firmy novacostam…. oboz koncentracyjny z farmerami golda sie chowa.

    • Michał Klimiuk

      MMo to inna bajka… to jest gra kompetetywna więc sama gra wymaga od ciebie dużej znajomości mechanik gearu czy działania skilli. Ludzie podchodzący do mmo inaczej są dużym problemem dla społeczności.

      • b_one

        lineage2 nie tyle byl kompetytywny co przeksztalcal cie w trybika w fabryce, dzienne questy specjalnie zaprojektowane tak, zebys siedzial dlugo a nie tylko reklamowana godzinke dziennie, pozniej masz klany, ktore byly o wiele wiele za male aby walczyc same na raidach, clan halle o wiele za male i o wiele za malo zeby pomiescic ludzi, ogolnie schiza, nie chce takich onlajnow.

      • b_one

        gralem w l2 pare lat i w mu, idzie sie wdrozyc, ale to co teraz sie z l2 dzieje to kolchoz

  • Michał Klimiuk

    Pamiętam jak kiedyś przechodziliśmy (czasy bez internetów) Głupki z kosmosu (point n’click) i trafiliśmy na poziom z portalami… Zaczęły się telefony do kuzyna z miasta odległego o 100 km bo prawdopodobnie miał solucję w jakimś clicku cz innej gazecie. echa stare czasy.

    Osobiście jeśli aktualnie gram w jakiegoś erpega i quest sprawia mi trudność (a w erpegi gram dla historii chyba że to hnsy albo są souls-like i tu chciałbym zaznaczyć ze wiedźmin jest souls-like zależy jak w niego grasz) to od razu lecę do internetów po jakieś poradniki czy solucje. Nie jest to co prawda ten poziom co mój znajomy który potrafi sie dzieć z kalkulatorem robiąc postać… (pillarsy zaczynał 10 razy bo za każdym razem znajdował bardziej broken build). Z drugiej strony w moich kręgach jak się powie że przeszło się coś na easy to dostaje się nalepkę frajera.