PREZ START #37 – Co się stało z Quad Damage?

Otwarta beta trybu multiplayer w Doomie spotkała się z falą krytyki. Gra nie spodobała się w szczególności graczom pecetowym, którzy narzekali na zbyt wolne tempo rozgrywki, czy podobieństwa do multi w Halo. Podobieństwa te pojawiły się nieprzypadkowo, bo część ludzi pracujących przy trybie dla wielu graczy rzeczywiście wcześniej robiła dla Bungie. Internet poszedł za ciosem i do merytorycznych opinii dołączyły komentarze w stylu „Nie grałem, ale…”, „Gra kijowa bo grafikę ma brzydką” i moje ulbione „Nie działa mi, więc słaba”. Ja sam też miałem kilka uwag do tej produkcji, a moje wrażenia z bety możecie przeczytać w dziale Quick Start! Mimo wszystko grało mi się bardzo dobrze. Doom wywołał we mnie szalone uczucie grania w transie (spawn, biegnij, zabij, zgiń, respawn, biegnij, zabij, zgiń, respawn), którego nie doznałem od dawna.

Uświadomiłem sobie, że zapomniałem jak gra się w takie produkcje, zarówno te należące do hardkorowych strzelanek skillowych, czy te zwyczajnie staroszkolne. Zapomniałem ile radości sprawiają mi takie gry. Ile jest w nich finezji i uroku. I przede wszystkim jak bardzo niepobłażliwie traktują grającego. Jasne, nowy Doom stoi gdzieś pomiędzy skillowym graniem na myszce i klawie, a konsolowym piu piu piu dla każdego. Ale to właśnie ta nadchodząca produkcja od id Software uświadomiła mi, że takich gier jest ostatnio jak na lekarstwo. Zatęskniłem za Quakiem. Postanowiłem ograć kilka pozycji przed premierą nowego Dooma i odświeżyć sobie ten gatunek. Jeśli w ogóle te gry można zaliczyć do jednego gatunku.

Ale dziś nie o tym będzie. O Wstrząsającej Zagładzie Księcia oraz kilku innych pogadamy sobie w Specjale Rozgrywki, który pojawi się kiedyś tam w maju. Dzisiaj będzie na szybko, ale w temacie pokrewnym – co się stało z tymi wszystkimi hardkorowymi graczami? Bo chętnych do krytykowania nowego Dooma kolejka jest tak duża, że marudzi zarówno stara gwardia wyjadaczy, jak i gracze niedzielni. Postanowiłem więc sprawdzić, w co grają te wszystkie ananasy. Jaką alternatywę multi dla Dooma znajdziemy w 2016 roku? Wyobraźcie sobie, cóż za niespodzianka, że wybór jest niewielki…

Otóż jedyną współczesną alternatywą jest wersja pre-alpha Unreal Tournament, które Epic Games współtworzy razem ze społecznością graczy. Inicjatywa to zacna, a udostępniona wersja gry, mimo tak wczesnego etapu prac, wygląda świetnie, działa rewelacyjnie i ładuje się w sekundę. Serio. Ale jak sama rozgrywka? Też genialnie. Bo oto mamy remake pierwszego UT, który prawie idealnie oddaje to, czym było UT w 1999 roku. To ta sama gra, tylko na nowym silniku. I teraz każdy maruda, który lubi powtarzać, że gry były lepsze, a zwłaszcza maruda, który zjadł zęby na sieciowych shooterach za młodu i któremu futurystyczne Kolodudi nie podchodzi, bo kolorowe, bo tylko Modern Warfare 2, bo coś tam… Każdy może zagrać! Tylko zgadnijcie co? Nie grają! Bo kilkanaście serwerów z ludźmi to niewiele, a wydawać by się mogło po opiniach na temat nowego Dooma, że zapotrzebowanie pecetowej braci jest nieco większe…

OK, ale przecież to wczesna wersja. Być może nie każdy chce bawić się niedokończoną produkcją. Nawet jeśli jest tak dopracowana, jak nowy UT. Ale przecież jest inne rozwiązanie – serwery Unreal Tournament III nadal mają się dobrze. A jaka to cholernie dobra gra jest! Siedem lat na karku, a wygląda lepiej niż niejedna strzelankowa frituplejka, których na Steamie jest zalew. Co więcej, nowo powstająca wersja nie różni się zbytnio od tego co oferuje UTIII, a nawet wypada gorzej w kwestii fizyki, mocy giwer, czy wreszcie mięsa. No i trybów w UTIII jest całe zatrzęsienie, włącznie z takimi, w których można używać pojazdów. I zgadnijcie co… Znalezienie serwera z żywymi graczami graniczy z cudem. Owszem, botów jest pełno, ale przecież to nie to samo.

Pustki w UTIII można jeszcze zrozumieć. Na premierę gra wylądowała w martwym już Games for Windows Live. Przejście na Steam nie zostało specjalnie nagłośnione, a gra ma już swoje lata. Poza tym jest totalnie odlskulowa – nie ma levelowania, nie ma odblokowań, chociaż jest modyfikacja wyglądu postaci. Przede wszystkim nie ma w grze matchmakingu, który niby okazał się takim ciosem dla grania na PC, ale bez którego większość dzisiaj jakoś nie wyobraża sobie zabawy. Bo ten oldskul to chyba tylko w pamięci większości wydaje się taki kozacki, kiedy można sobie powiedzieć: Grałem na informatyce w podstawówce w Quake’a, więc wiem co to Deathmatch, dziwko.

No dobrze, to macie jeszcze Quake Live. Odświeżone Quake III: Arena, dostosowane do współczesnych systemów operacyjnych, w darmowej wersji okazało się strzałem w dziesiątkę, bo przecież według zwolenników QIII (osobiście zawsze byłem #teamUT) nie ma lepszej sieciowej strzelanki. I owszem, to naprawdę dobra, skillowa gra. Wymagająca skupienia i oferująca walkę w transie jak mało która. Biegnij, podnieś broń, zabij, podskocz, zabij, zgiń, powtórz. Bez przerw, bez konieczności biegnięcia przez pół mapy jak w Bitwypolu, bez levelowania, czy pierdół do odblokowania. Taki klasyk. Tylko ciekawe, że miesięcznie gra w to około tysiąca osób, co wysokim wynikiem nie jest. Owszem, jest to stara gra, a ewolucja jaką przeszła mogła wiele osób zniechęcić. QL przeszedł od darmowej wersji przeglądarkowej, przez wersję darmową z abonamentem premium, aż do wersji najwierniejszej pierwowzorowi, ale kosztującej na Steamie 10 euro.

Tylko, że alternatyw nie ma. To dlaczego nie gracie hardkorowcy? Nowy Doom stara się zadowolić graczy bardziej wymagających oraz tych grających z doskosku (mimo wszystko z naciskiem na tych pierwszych!), ale dostaje za to baty. A przecież już w QIII Arena były kolorowe kolorki, za które Doom własnie obrywa. Tam nie przeszkadzały? Personifikacja wyglądu i skórki dla broni w Doomie to taka potwarz dla weteranów, ale w The Division fajnie się te czapki i szaliki zbiera, co nie? To jak to w końcu jest? Kiedy można zbierać czapki, a kiedy nie? Dlaczego Doom ma pozostać taki staromodny, kiedy mało kto jeszcze tego od gier oczekuje? Kiedy mało kto oczekuje wyzwania? Niektórzy nawet, o zgrozo, nazywają nowy shoot ‚n’ loot od Ubisoftu grą taktyczną… Wolne żarty. Na szczęście prawdziwe taktyczne strzelanki zespołowe (np. Insurgency, Tom Clancy’s Rainbow Six: Siege) mają się dobrze, w przeciwieństwie do oldskulowych strzelanek arenowych. Z czego to wynika? Czyżby ludzie cenili sobie współcześnie nacisk na granie zespołowe, bardziej niż nacisk na osobisty skill? Możliwe, bo przecież w drużynie raźniej i na kolegach można polegać, nawet jak się samemu ssie.

Cóż, coraz więcej gier tak jest właśnie konstruowanych. Dzięki temu coraz więcej ludzi gra w sieci, ale wcale nie w wymagające strzelanki. Na szczęście są jeszcze gry, które w nosie mają niedzielnego gracza (co nie oznacza, że niedzielny gracz się nie liczy, ale o tym napiszę w kolejnym felietonie). Weźmy na tapetę takie Tom Clancy’s Rainbow Six: Siege. Oto wymagająca skupienia i głosowej komunikacji gra, której próg wejścia jest dość wysoki, ale satysfakcja z dobrze wykonanej roboty jest nie do opisania. Nagle okazuje się, że są jeszcze ludzie, którzy grają na klawie i myszce i to dla nich jest ten tytuł. Na konsolach gra też jest, ale patrząc po opiniach naszych grupowych użytkowników konsol, to boją się oni w większości jej tykać. No i spoko, nie wszyscy muszą lubić grać w takie rzeczy, tak samo jak nie wszyscy muszą lubić grać w Quake’a. I nikt nikogo nie zmusza. Co więc powoduje ludźmi, którzy tak bardzo lamentują nad stanem nadchodzącej gry od id Software? Chyba sam fakt, że mogą lamentować. Zwłaszcza, kiedy dostają do łap coś za darmo. Bo przecież id Software robi tylko to, co wszyscy inni – próbuje dotrzeć do jak największego grona odbiorców. I owszem, można mieć do nich o to pretensje, ale przecież widać jak na dłoni, że i tak nikt nie gra w arenowe strzelanki wymagające skilla i treningu.

Postępujące upraszczanie gier rodzi zauważalne na każdym kroku efekty. Nowy Unreal Tournament oferuje odblokowywanie elementów ubioru, żeby każdy gracz mógł wyróżnić swoją postać z tłumu (tak, są czapki). Być może, gdyby bardziej nagłośnić jego istnienie, cała masa hipokrytów mogłaby również jemu wystawić ocenę negatywną za ten ficzer. Ale raczej tego nie zrobią, bo UT trzeba zainstalować na autorskiej platformie Epic, nie na Steamie, gdzie tak ładnie wszystko dopasowane jest pod użytkownika (co oczywiście uważam za zaletę). Poza tym grę trzeba sobie samemu wyszukać, bo matchmaking chociaż jest, to średnio jak na razie działa. Także Epic może spać spokojnie – póki co internetowa tłuszcza nie wymiesza ich gry z błotem. Pytanie brzmi, czy długo opłacało się będzie robić tę grę głównie pod kątem hardkorów i kiedy deweloper wypłynie z nią na szerokie wody każulowego grona odbiorców? Bo patrząć na ilość grających „na poważnie” to raczej wielkiej kariery nowemu UT nie wróżę. A Doom? Ludzie kupią dla singla, a ci, którzy będą chcieli, będą później masowo eksterminować się w multi. I dobrze.

PS. Może nadzieja jest w nadchodzącej produkcji Cliffiego B. – LawBreakers? Co o niej sądzicie? Chcielibyście zagrać?

  • Delate

    Wow. Twierdzenie, że kompletnie nie ma alternatywy dla Dooma i UT to duża przesada. Ostatnio po Steamie kręci się Toxikk czerpiący ze starych FPS baaaardzo dużo. Jest Tribes : Ascend, które choć inne to podobne i pamiętam że jakieś 2 lata temu wyszła Shotmania Storm od twórców Trackmani, również bardzo staroszkolna. Tak więc jakieś tam zapotrzebowanie jest, co nie zmienia faktu że ta odmiana gatunku na razie nie ma swojego miejsca na rynku. Nawet znajomym z mnóstwem czasu nie chcę się szkolić miesiącami, żeby ich gra jakoś wyglądała.

    • Prez

      Tak, są próby zrobienia staroszkolnych strzelanek, ale pojawiają się one w świadomości graczy na moment i szybko znikają. Kto dzisiaj pamięta o Toxikk? Tylko garstka hardkorów, która w niego gra. Mainstream szybko wyrzuca ze świadomości takie tytuły. Czy to oznacza, że niedługo trzeba będzie zejść do podziemia i o nowych produkcjach tego typu dowiadywać się na tajnych grupach demosceny? 😉

  • Jakub Antoniuk

    Zaczynam żałować, że nie zdecydowałem się zapoznać z sieciowa „betą” Dooma. Staroszkolnych FPSów (ogółem FPSów) ostatnim czasem jest mało, większość nie dość, że jest nastawiona sieciowo na zabawę drużynową to obowiązkowa nakazuje nam rozwój postaci czy kombinowanie z uzbrojeniem w trakcie walki. Nie mówię, że to jest złe, sam trochę swego czasu grałem ze znajomymi w Killing Floora czy Team Frotress 2 ale osobiście preferuje inne podejście do sieciowych efpeciek. Jestem wychowankiem Dooma, Quake’a i UT. W tych grach liczył się skill, zwinne palce, szybkie reakcje. Masakra w najczystszej, brutalnej, najprostszej postaci. Na górze tabeli jestem dlatego, że byłem o ułamek sekundy bardziej ogarnięty niż kolo, którego rozsmarowałem a nie bo reanimowałem 20 chłopa nie kosząc przy tym nikogo (może przesadzam ale coś w tym jest). Czy nowy Doom będzie mesjaszem gatunku? Wątpię. Wątpię bo gracze i ich preferencje się zmieniły. Ludzi bardziej jara czapka Papy Smerfa w Team Fortress i setny level postaci niż świadomość, że się wpierdoliło jakiemuś serwerowemu hardkorowi. Starych pryków takich jak ja jest coraz mniej, nie robi się gier dla niszy bo to się nie opłaca (logiczne) a gatunek raczej nie odżyje bo większość przyzwyczaiła się do Piu! Piu! Piu! i powrót będzie dla nich zbyt dużym wyzwaniem.

    • Prez

      Otóż to. Aż chciałoby się powiedzieć internetowym mądralom „wąhaj me rakiety, każulu” lub bardziej dyplomatycznie „nie chcesz, nie graj, ale idź być mądrym gdzie indziej” 😀

  • Razer

    Ciekawy tekst, nie mogę się doczekać sjepcjala, a póki co kilka moich luźnych uwag.

    Przykład ze zbieraniem czapek w Division raczej nie trafiony, bo Division to nie hc skill arena shooter tylko strzelanka mmo o powtarzaniu misji i zbieraniu lootu, zupełnie inna półka, dział, a nawet sklep.

    Co prawda nie wchodziłem na QLive ani na nowego UT od ponad roku, ale problem może być w tym że te 1000 osób na świecie które jeszcze w to grają mają już takiego skilla, że każdy nowy gracz jest na wejściu mielony jak kotlet. A pamiętam jak to jest być mielonym w arena shooterze, i trzeba ogromnej woli walki żeby stwierdzić „od dziś będę trenował po 5h dziennie i za rok wam pokażę!”. Tyle czasu na granie to ja miałem w liceum a nie teraz. Więc o ile nagle nie nadejdzie renesans grania w hardkorowe shootery multi to jakoś nie widzę szans na przyciągnięcie do tych gier nowej widowni.

    Samo rozróżnienie arena shooterów od obecnych fpsów też jest ciekawe. To że teraz wszędzie są poziomy postaci, różne ubranka, bronie, customizacja elementów wyposażenia, masa osiągnięć, jakieś perki, baretki, prestiże, sezony. A kiedyś mieliśmy tylko mapy i spluwy. I wałkowało się je miesiącami. Może innych gier było mniej, może czasu było więcej, może to wszystko było nowe i świeże, i dlatego tak wciągało. Pamiętam pierwszą alfę Q3, te kolorowe „apteczki” i amunicja wywoływały skrzywienie na twarzach fanów posępnego Q1 i trochę mniej posępnego Q2. Ale ostatecznie okazało się że kolorki kolorkami, ale gra była genialna, do dziś jest moim ideałem jeśli chodzi o fizykę poruszania się (pewnie po prostu przez lata grania ta fizyka stała się częścią mojego jestestwa). UT był fajny, ale nie czułem się w nim jak ryba w wodzie. W Q3 byłem u siebie, jak w domu, cały byłem tą gra, pełna synergia.

    Teraz to już inne czasy. Winę zwalam na internet, Nadprodukcję Dóbr Kultury™ i własną zniedołężniałość. Skilla wystarcza mi na ownowanie w czołgach, gdzie na reakcję mam kilka sekund, a nie ułamek jednej. Po wygranym pojedynku pvp w The Division trzęsą mi się ręce, odzwyczajone od „twitchowej” rozgrywki i celowaniu w latający po ekranie piksel. Kiedyś to by było nie do pomyślenia. Kiedyś byłem najlepszy na dzieli w Q3, który był grą roku, a ja miałem czas żeby w niego napierdzielać od powrotu ze szkoły do późnej nocy.

    To se ne vrati.

    Pesymistyczne zakończenie.

    Kropka.

    Chociaż…

    Przecież malutkie Devil Daggers przyniosło ze sobą gigantyczny koncentrat tej starej magii. Strzelając sztyletami znowu byłem nastoletnim Maćkiem który nie odpuszcza, który po każdym respawnie stara się być odrobinę lepszy, zajść odrobinę dalej, pokazać grze kto tu rządzi. Jakby DD postanowiło kontynuować tradycję fpsów sprzed kilkunastu lat i stało się nowym Q1… Kto wie, może znowu grałbym od szkoły do północy.

    • Prez

      Po pierwsze, masz absolutną rację co do tego, że próg wejścia w takim QL, czy UT jest cholernie wysoki i trzeba silnej woli, żeby nie poddać się po kilku sromotnych porażkach. Jednak jeśli grałeś za małolata tak jak ja, a grałeś, to powrót do tego stylu rozgrywki zajmuje jedynie kilka meczy. Po chwili „to coś” wraca. Owszem, jesteś już stary, masz przesyt przez Nadprodukcję Dóbr Kultury™ ale nadal to w Tobie siedzi. Niestety, kiedy ostatnie pokolenie hardkorów umrze, o arena shooterach świat może zapomnieć. Tym bardziej pytam: Dlaczego Doom, który obniża poprzeczkę, jest tak bardzo krytykowany? Przecież gdybyśmy dostali kolejne Q3: Arena, ludzie totalnie by się odbili / powiedzieliby, że to kopia Q3: Arena / napisaliby, że #teamUT, chociaż i tak nie grają.

      • Jakub Antoniuk

        Akurat mam zwyczaj nie czytania dram internetowych ale ciekawi mnie kto marudzi na nowego Dooma i jakie ma argumenty. Czy hardkory, którzy nie dostali nowego sieciowego nie tyle Dooma co Quake’a czy młokosy co zaczynały przygodę z multikiem od Halo?

        • Prez

          Marudzą wszyscy, zwłaszcza pecetowcy, którzy mocno odczuli fakt, że gra skrojona jest pod pada i dla których tempo rozgrywki jest zbyt ślamazarne (chociaż i wśród graczy konsolowych są takie opinie). Ogólny odbiór widać po mieszanej ocenie ogólnej na Steamie, chociaż należy pamiętać o fenomenie „Nie działa mi / Myślałem, że to będzie inna gra – daję minusa” który jest powszechnym zjawiskiem. Do tego dochodzi ukochane przez Cooldana „Internet Hivemind” i jad wylewany dla wylewania.

          • Jakub Antoniuk

            Czyli dobrze, że nie obserwuje Głosu Internetów. Pojawią się recenzje bardziej merytorycznych ludzi to ocenie czy będzie warto grać.

          • Prez

            Obczaj moje pierwsze wrażenia: http://rozgrywkapodcast.pl/quick-start-doom/

            W maju po premierze pełnej wersji nagramy Specjał, a w nim wypowie się kilka osób, które siedzi w temacie, więc będziesz mógł zdecydować, czy chcesz w to grać, czy nie.

      • Razer

        Ja go jakoś specjalnie nie krytykuję, tempo wydaje się w miarę ok, ale fizyka mi nie siedzi. Postać jakoś szybko opada i mam wrażenie że klei się do podłoża. Niby można robić jakieś bunnyhopy, ale ja tego jakoś nie czułem (może w becie było lepiej, ja grałem tylko w alfę). Nie podoba mi się też podział na klasy, brak zbierania broni z mapy i wygląd postaci (chociaż ten najmniej, Q3 miał przedziwnych ludzików łącznie z okiem na dwóch rękach, więc tutaj jestem w stanie przymknąć oko na ludków w rave’owych zbrojach). Mapy są fajne, ładne, wertykalne, klaustrofobiczne, stara szkoła.

  • JapaneseRastaJesus

    „spawn, biegnij, zabij, zgiń, respawn, biegnij, zabij, zgiń, respawn, którego nie doznałem od dawna”
    Czy nie na tej formule bazuje cod od długiego czasu? I na pewno robi to lepiej od dooma. Wiadomo, inny klimat, ale spójrzmy na mechanikę. Duże tempo, szybkie kille jeszcze szybsze respawny, duble jumpy. Bardziej wykręconych map pozazdrościłby nie jeden arena shooter. Nawet mamy bronie specjalne, których co prawda nie podnosimy, ale dostajemy za killstrike, który również miał swoje miejsce w klasycznych grach. Od BO1 się odbiłem. Do BO3 przekonał mnie w becie właśnie ten oldschoolowy pierwiastek ganiania się z przeciwnikami i walenia z bazooki w powietrzu. Gdyby twórcy ostatniego coda ogłosili produkcję arenowego strzelania, jestem kupiony.
    Na bete dooma czekałem. I poważnie miałem na jej podstawie zdecydować co kupię najpierw u4 czy doom. Wyszło, że kupię u4, a gram w ratcheta. Bo doom ssie. Nie wystarczy, że gra będzie oldshoolowa, musi jeszcze robić to dobrze. Na czym dokładnie się zawiodłem? Na tym co wszyscy. Ślamazarne tempo. To że konsolowcy grają na padach, nie znaczy że są upośledzeni. I jeśli zrobiono to pod konsolowców, bethesda zatrzymała się na etapie psxa, kiedy do celowania używano bumperów i triggerów. Nijakie bronie i żadna satysfakcja. Mogę prać rakietami bez opamiętania. Niczym się to nie różni od piu piu laserkami w halo. W codzie jak trafie kogoś wspomnianą bazooką w powietrzu to: raz wygląda i brzmi to niesamowicie, dwa czuć siłę, trzy postać rzuca komentarz „ambush that motherfucker”, cztery jesteśmy nagradzani punkcikami i wyskakującymi radośnie odznaczeniami. Wszystko podkręcone na +11, żeby dać graczowi jak największą radość. W doomie to jest po prostu meh. I jeszcze ten komentator, niezależnie od wersji językowej. Który powinien komentować dzień sportu w podstawówce, a nie krwawą jatkę z diabłami. Nijakie mapy. Przy dzisiejszej technologi chyba da się zrobić coś ciekawszego i bardziej szczegółowego.
    nie gardzę darmowym graniem, więc jeśli beta wyleciała po dwóch meczach, bez perspektywy na drugą szansę, to po prostu nie chce mi się w to grać. Głupi cod, który nawet nie jest przedstawicielem tego samego podgatunku, robi lepiej rzeczy, o które doom miał być oparty.
    Unreal to inna historia. Nie gram bo to tfu pc, ale sprawdziłem i chcę na konsolę. Bo widocznie da się wrócić do klasyki, bez spieprzenia tego.

    • Prez

      DUDI, którego, jak wiadomo, jestem wielkim fanem, faktycznie od Advanced Warfare zaczęło skłaniać się w kierunku swoich korzeni i przyspieszać tempo (co również spotkało się z wielkim niezadowoleniem dużej części graczy). Jednak ta seria to nieco inne granie. Masz kucanie, leżenie, celowanie przez przyrządy. Do tego wszystkie odblokowania, levelowanie postaci, etc. Fakt, że nowy Doom chce to zgapiać, ale dlaczego tak się dzieje, wyjaśniłem w tekście.

      A co do samych zarzutów do mechaniki – tak jak napisałem w Quick Starcie, nie każdemu się musi taki model rozgrywki podobać, ale wbrew pozorom tempo gry wcale nie jest ślamazarne. Mapy owszem, nie powalają jakością grafiki, ale sama ich budowa zła nie jest – są skróty, korytarze, tajne miejscówki. Przemyślaną kontrukcję najlepiej widać podczas grania w Warpath, kiedy mapę trzeba znać, żeby szybko i z sukcesem przechwycić ruchomy punkt.

      Co do reszty to całkowita zgoda – bronie są nijakie i w zasadzie tylko obrzyn się liczy, ale przecież to nie pierwsza gra, która stawia na brak balansu w arsenale. Wystarczy przytoczyć serię Gears of War. Wiadomo, że taka decyzja nie przypadnie każdemu do gustu, ale na to nic poradzić nie możemy. Z kolei narrator – NIEPOROZUMIENIE. Piona.

  • Tomek Pieniak

    Świetny tekst. IMO pokazuje, że jak gracze mówią, ze pragną startej szkoły to znaczy, że mówią 😉
    Lubimy głośno krzyczeć jak to nowe czasy są dużo gorsze od tego co było kiedyś i jak tęsknimy za oldschoolem, ale jak przychodzi co do czego to wcale po ten oldschool nie sięgamy tak chętnie, a w nowych czasach odnajdujemy się doskonale kupując tak krytykowane pre-ordery, DLC i niedokończone gry 😛

  • Michał Klimiuk

    Ja czekam na lawbreakers, bo wydaje się o wiele bardziej dynamiczne kd nowego dooma. Dla mnie doom to głównie 3 bo w czasach jego poprzedników zagrywałem się w rtsy. Poza ttm udźwiękowienie gry według mnie leży, nie wspominając lokalizacji polskiej. Gnaty nie dają tej satysfakcji którą powinny (granaty to inna bajka).
    Co do indywidualnego skilla to w każdym fpsie to jest to uber ważna rzecz. Jeśli ktoś w insurgency nie nauczy się strzelać z m4 czg używać tuby to będzie posysał, ale znając kampy można indywidualnie naprawdę wykręcać kosmiczne akcje.
    Kolejną sprawą jest realizm. Ja umyślnie odszedłem od gier typu kolodudi czy innych csów bo szukałem gier w których gnat to gnat a nie laserowa dzida bez odrzutu strzelająca idealnie prosto.
    Kolejna sprawa to szybkość rozgrywki. Mimo iż uważam muzykę za bardzo ważną część każdej produkcji to w shooterach nastawionych na rywalizację mam ją wyłączoną. Powód? Zamiast lecieć na wariata jak małe dzieci na koksie, wolę spokojnie poczekać, zaplanować, powiększyć swoją przewagę nad przeciwnikiem. W arena shooterach nie ma na to czasu żeby usłyszeć przeciwnika zanim nas zauważy tylko trzeba biec i strzelać i biec i strzelać.

    No i jeszcze raz jak sobie przypomnę polski dubbing to mi się płakać chce.

    • Prez

      Piszesz o dwóch różnych sprawach. Wymieniasz swoje zarzuty względem Dooma – ok, zgadzam się. Ale piszesz też o taktycznych / realistycznych strzelankach i o tym, dlaczego wolisz je od arena shooterów. Absolutnie rozumiem Twoje podejście – wolisz ralizm od chaosu i absurdalnego tempa. Pytałem o to w tekście, dostałem odpowiedź. A teraz – czy uważasz, że z podobnych powodów ludzie odeszli od grania w oldskulowe strzelanki? A może jednak z tych samych powodów, poza Tobą i grupą zapaleńców, ludzie nie grają też w Insurgency i RSix?

      • Michał Klimiuk

        No dobra zły przykład z insurgency. Weźmy np cs go. Popularność csa jest efektem rozwoju formuły staroszkolnego shootera i dodaniu do niego wystarczającej dozy realizmu, jak bardzo unikalne recoile broni. Ta mieszanka kupiła rzesze ludzi.

  • Michał Piwowarczyk

    Gracze nie wiedzą, czego chcą, wiedzą tylko, czego nie chcą, kiedy tego już spróbują. Szczególnie, kiedy próbują za darmo albo na pirackiej wersji. Nie potrafią sobie znaleźć alternatywy, nie mają żadnych tak naprawdę wymagań i pomysłów, po prostu wytaczają z siebie jakiś tam jad, bo przecież prawdziwy gracz to wie, co mu się nie podoba (i gra w to, co mu się nie podoba, a potem płacze, że to nie jest gra dla niego).

    • Prez

      Idealnie podsumowałeś. Nic dodać, nic ująć.

      • wujaszek

        Z tym że pokazuje problem tylko z jednej strony. Drugą stroną medalu jest to, że producenci często obiecują co innego, zapewniają że w produkcie będzie to i owo, a okazuje się że produkt finalny różni się od tego co obiecywano.

        Wydaje mi się że ostatnio ten problem pojawia się coraz częściej. Co z tego że gracz wie co chce (zakładanie że „gracze nie wiedzą, czego chcą” jest lekką przesadą) jak kupuje produkt który miał mieć te cechy, a po fakcie okazuje się że ich nie ma?

        Mi też niedawno zarzucono że „nie wiem czego chcę”, „nie da się zadowolić wszystkich”, „przesadzasz bo TO, TO i TO działa ok”…może i działa ok. Problem z tym konkretnym przypadku był taki, że grę chciałem kupić ponieważ miała mieć konkretne cechy/mechanizmy promowane i nagłaśniane przez producenta, a w finalnej wersji zostały one żywcem wycięte. I tak, w takim wypadku będę później hejtował i płakał na forach, bo mam do tego powód.

        • Prez

          To o czym piszesz, to zupełnie inne zagadnienie. Multi w nowym Doomie było niewiadomą. Wiele osób oczekiwało kolejnego Quake’a, a przecież twórcy mają prawo przedstawić nam swoją własną wizję tego trybu. Nie dostaniemy przecież multi z pierwszych części. Nawet trójka ma już 13 lat. W dodatku tryb multi w tej odsłonie nigdy nie święcił triumfów. Deweloper postanowił zrobić coś innego – jednym się spodobało, innym nie. Ale to nie jest przykład gry, w której obiecywano rzeczy, które później nie trafiły do finalnej wersji. To przykład typowego kręcenia nosem, bo „wolałbym inaczej / zrobiłbym lepiej”.

          • wujaszek

            Wiesz, nie wypowiadam się na temat samego DooMa, bo po prostu nie grałem i jakoś mnie to już nie kręci. Bardziej chodziło mi o zarzut że „gracze nie wiedzą czego chcą”. Oczywiście przyznaje Michałowi rację, bo o ile w wielu przypadkach jest tak jak pisze, to jednak nie można wszystkich mierzyć jedną miarą.

            Ja bardziej czekam na DooMa na singlu 😉

          • Prez

            Ale ogólnie gracze nie wiedzą, czego chcą. Nie można się z Michałem nie zgodzić w tej kwestii. Na pewno większość lubi sobie pomarudzić, postękać i hejtować, ale masa ludzi bierze to, co im sie podpowie lub idąc za tłumem, linczuje to, czego nawet osobiście nie spróbowała. Takie czasy, każdy w Internecie się na wszystkim zna i wie najlepiej.

          • wujaszek

            „każdy w Internecie się na wszystkim zna i wie najlepiej.” No widzisz. Ja z kolei zostałem kiedyś na Nieczystych pojechany, bo miałem swoje zdanie na ten czy owy temat 😉

            Zaznaczę tylko że zazwyczaj swoją krytykę próbuje racjonalnie argumentować (czasem utrudnia to pisanie na telefonie i brak czasu) oraz że zaznaczam w wypowiedziach że jest to tylko moje zdanie i subiektywne odczucie.

            Niestety, można pójść też w drugą stronę. Mnie The Division nie wciągnęło, jest dla mnie nudne, strzelanie do przeciwników PvE jest żałośnie nudne i proste (przynajmniej na ile miałem możliwość obcowania z tytułem). No cóż – po prostu gra nie dla mnie. Jeśli natomiast bym gdzieś w internetach napisał że:
            „Dla mnie The Division to nic ciekawego bo:
            -grind (grind to zło)
            -nuda (grind to nuda)
            -nic nowego i ciekawego, jak dla mnie”,

            to mnie przecież ludzie zjedzą. Bo większości się podoba, a mnie nie ma prawa się podobać. A nawet jak tak, to powinienem się zamknąć i nie odzywać…

            Cóż, internet jest pełen skrajności, tak samo jak skrajnie różni są ludzie. Po prostu trzeba mieć do wszystkiego większy dystans, a z tym sporo osób ma problem 😉

          • Prez

            Widzisz mam podobne zdanie do Twojego i podobnie jak Ty wiem, że nie mam się odzywać, bo skoro wszyscy grają w The Division, to przecież nie mogą się mylić, nie? Jak dla mnie ta gra jest przejawem upraszczania gier – starzejemy się i gracze wolą popierdolić na TeamSpeaku i pozbierać czapki, a na koniec poklepać się po plecach, jak to dobrze im akcja poszła i jak to taktycznie rozegrali… pfffff. Nie chciałem być złośliwy, ale jakoś tak wyszło 😉

          • wujaszek

            O, to, to, to!

            Żeby nie było że jestem hejterem całego gatunku, to muszę przyznać się że sam od paru lat co jakiś czas gram takiego Planetside 2 i sprawia mi to zajebistą przyjemnosć. Dlaczego? Bo tam zabicie kogokolwiek, jest osiągnięciem – w końcu każdy przeciwnik myśli, a nie, jedzie ze skryptu. Jest to też jedna z niewielu MMO (mimo że FPS) w której faktycznie widać że jest to Massively multiplayer online game, gdzie Massively pisze się z dużej. Może liczba graczy online w danym momencie nie jest już tak wysoka jak kiedyś za czasów SOE, ale walki gdzie między sobą walczy powiedzmy z 30 samolotów, po 60 pojazdów i ponad 100-150os PO KAŻDEJ ZE STRON, i to NA RAZ (3 strony konfliktu) – to jest skala. BF4 to zabawa dla dzieci 😉

            Z drugiej strony wiem, że większość osób powie – meh, kosmos, meh, sczelanie, meh nic nowego. Cóż, są gusta i guściki. A ja jak chcę poczuć się jak na wojnie, nie odpalam BF4, nie odpalam CoDa, tylko Planetside 2.

          • Razer

            Co do tego że „gracze nie wiedzą, czego chcą, wiedzą tylko, czego nie chcą, kiedy tego już spróbują” to w sumie prawda. Bo jeśli ktoś by mnie zapytał o przepis na idealną grę, strzelaninę, wyścigi czy cokolwiek innego to raczej nie dałbym rady wymyślić nic naprawdę ciekawego, oryginalnego, zaskakującego. A dopiero jak czegoś spróbuję to wiem czy to jest dla mnie czy nie.

            The Division olewałem (mmo looter? pffff, panie, to nie dla mnie) dopóki sam nie zagrałem, wtedy się zakochałem. Konceptu Devil Daggers w życiu bym nie pochwalił (minimalistyczny bullet hell horda survival? pfff, bez sensu), zagrałem tylko ze względu na design i się zakochałem. Trackmanie podobały mi się wizualnie, ale nie umiałem w nie grać (panie, trzeba wykonywać perfekcyjne skoki i drifty, to za trudne), spróbowałem TTurbo i się zakochałem. Czekając na Battlefronta zachwycałem się filmikami o technologiach pozwalających uzyskać tak realistyczny obraz, podziwiałem widoki na screenach, zwiastuny, dźwięki, animacje, w końcu zagrałem w betę, zagrałem w pełniaka i się zupełnie odkochałem. Podobnie z NFSem, pograłem kilkanaście minut u Cooldana i totalnie mi przeszła podjarka którą złapałem oglądając zwiastuny i podziwiając grafikę. I tak samo jest z Doomem, pierwsze zwiastuny wyglądały fajnie, i o ile w kampanię pewnie zagram to multi zupełnie mnie nie przekonało.

            Nie wiem czego bym chciał w grach, liczę na to że to deweloper mnie zaskoczy i zaproponuje coś, co po spróbowaniu uznam za fajne.

            Różnica jest taka że ja nie spędzam godzin „na soszjalach” wypisując jakie to niektóre gry są gówniane. Zazwyczaj opowiadam o tym dopiero jak ktoś się mnie zapyta o zdanie, albo ewidentnie temat rozmowy zejdzie na owe gry. I zawsze staram się wyraźnie podkreślać że „dla mnie” dana gra jest słaba, że „mi to nie podeszło”, „ja wolę coś innego”, a nie że „ta gra to największe gówno w historii, cały świat to wie i podziela tą opinię”.

          • kolek368

            fakt, część ludzi zagrała się im nie spodobało i krytykują, a reszta się pod to podłącza i kopie leżącego, żeby wyładować swoją frustrację bo jest okazja

    • sajet1

      Ja bym dodał, że każdy lubi określone składniki i kompozycje smaków w kuchni, pytanie co kucharz z tego upichci ;p

  • Luc Fox

    Skoro piszesz o „skill FPS’ach” to zakładam ze jest to tekst PC exclusive.
    Na PC jest sprawa prosta, z każdego podgatunku jest miejsce dla jednej gry. Nie ma już dwóch podobnych gatunkowo gier jak kiedyś UT i Q3. Każdy fps szuka swojego miejsca na rynku, swojej niszy. Totalna symulacja: ARMA, kompromis między symulacją a arcade z pojazdami: BF, symulacja na małą skalę: Insurgency, arcade taktyczny: CS, skill: quake arena. Każda z tych gier jest na swój sposób niepowtarzalna i oferuje inne doznania.
    FPS online na PC to pozycje dla ludzi którzy wiedzą czego chcą, Ci którzy niewiedzą kupują konsole i grają w COD.

    • Prez

      Zgadzam się poza dwoma wyjątkami. Po pierwsze w skillowych shooterach na PC są obecnie dwie pozycje – QL i nowy UT, o którym wspominam w tekście.

      Po drugie nie uważam, że każdy, kto gra w COD nie wie, czego chce. Można lubić bardziej i mniej wymagające gry – zależy na co się akurat ma ochotę. Możesz jeździć w DiRT Rally i czasem pykać dodatkowo w Forza Horizon 2. Gram na PC w R6: Siege, Insurgency oraz UT, ale na konsoli chętnie siadam do COD lub Battlefronta. To takie luźne strzelanie na konsoli – mniej wymagające, sprawiające masę frajdy jeśli ma się na to akurat ochotę.

      • Luc Fox

        UT to prealpha, przed napisaniem posta odpaliłem przeglądarkę serwerów, mniej niż 100 graczy, do póki gra nie wyjdzie z fazy testów i nie pojawi się w jakimś porządnym systemie dystrybucji (steam) traktował bym to raczej jako ciekawostkę. Quake Live w przeciągu ostatnich 24h miał ok 1000 unikalnych grających. Przed UT jeszcze długa droga.

        Nie brał bym Ciebie jako wyznacznik, grasz w milion gier na raz, w takie ins w przeciągu ostatnich 2 tygodni nie zagrałeś ani sekundy, stawiam że ostatni raz odpaliłeś przy okazji materiału do ekipa gra (ja zresztą też).

        Nasz wspólny kolega Alek, maniak ekstremalnych symulacji wyścigowych, jak napiszesz mu o NFS to Cię wyśmieje.

        „Normalni gracze PC” trzymają się jednej gry z gatunku, rozdrabianie się w FPS’ach jest zgubne dla skilla, jesteś dobry w jednym tytule albo średni w wielu (no chyba że jest się Karpiem).

        • Prez

          Powtarzasz informacje, które zawarłem w tekście (te o QL i UT). Owszem, to pre-alpha, ale na bezrybiu i rak ryba.

          Nie grałem w INS ostatnio, bo są inne gry do grania, to nie znaczy, że nie wiem, o czym mówię – sam dobrze wiesz ile czasu tam spędziliśmy. A jako że ogrywam wiele pozycji i testuje je, wiem o czym mówię.

          A co ma NFS do naszej dyskusji to nie wiem. I to, że tacy gracze jak Alek, preferują tylko symulatory, nie oznacza, że granie w lżejsze gry jest jakimś ciężkim grzechem. Każdemu jego porno, po prostu.

  • Kamil950

    Jeszcze z tego typu gier jest np.: Reflex (nie mylić z RefleX) – http://store.steampowered.com/app/328070 – jednak w to nie gra zbyt wielu graczy – http://steamcharts.com/app/328070

    Jeszcze z zazwyczaj mniejszą ilością graczy jest np. Robot Roller-Derby Disco Dodgeball czy Ratz Instagib. Chociaż (przynajmniej te dwie ostatnie) nie są to gry, w które grałoby się bardzo długo.

    Jednak może lepiej zamiast iść w gry przypominające Quake’a 3, to lepiej robić hybrydy (coś pomiędzy Quakiem, a CoDem, CS’em, BF, TF2 etc.) jak np. Titanfall, Dirty Bomb (to przypomina też Wolfenstein: Enemy Territory) czy być może LawBrakers. Te gry wciąż mają szybkie tempo rozgrywki (jednak nie aż tak jak Quake), ale dodają do tego coś więcej – np. (zależnie od tytułu) różne klasy postaci, większy nacisk na współpracę (chociaż w Q3 w niektórych trybach też jest trochę teamplayu), nie do końca typowe dodatkowe możliwości poruszania się etc.

    • Prez

      Mi osobiście TF nie podszedł, chociaż spędziłem w nim trochę czasu. Z kolei Dirty Bomb to faktycznie świetna rzecz, każdy powinien spróbować, zwłaszcza, że dostępna jest za darmo na Steamie.

  • No właśnie zainteresowało mnie to Law Breakers. Ma być też nowa gra od Romero, która osobiście mnie #wOgóle.

  • Adam ‚Rudy Rydz’ Jaszczuk

    Również jestem #TeamUT. Nawet sobie ostatnio zainstalowałem wersję z 1999 i dalej się gra świetnie. Ta gra się nie starzeje. 🙂

    • Prez

      A jak Ci się podoba najnowsza wersja UT?

      • Adam ‚Rudy Rydz’ Jaszczuk

        Grałem dosyć dawno, ale podobało mi się tylko mnie strasznie lali w multi. :/

        • Prez

          To musisz raz zagrać z nami, na prywatnych ustawkach wszyscy lamią 😀

          • Adam ‚Rudy Rydz’ Jaszczuk

            A bardzo chętnie tylko najpierw ogarnę tego UT i sprawdzę czy z teksturami mi to jeszcze pójdzie i dam znać. Bo tak, grałem w to kiedy jeszcze mapy nie miały wszystkich tekstur. 😀
            Jestem ciekaw jak dużo osób na grupie ma UT z 1999. W to by się superancko grało po sieci ze znajomymi.