PREZ START #35 – W poszukiwaniu klimatu

Ostatnio omawiałem na odcinku Fallout 4, chwaląc jego kilka misji pobocznych (i wpędzając w histerię co wrażliwszych osobników uczulonych na jakiekolwiek spoilery). Jednocześnie doszedłem do tych samych wniosków, co poprzednio – tej grze brakuje mocnych chwil, które zapadałyby w pamięci. Nacisk położony na walkę, budowanie i repetytywne zadania poboczne zabił nie tylko fabułę, ale i klimat. Bo owszem, jest w tej produkcji sporo miejscówek i momentów, które można by uznać za ciekawe lub klimatyczne, ale to nie jest to wow, które odczuwałem kiedyś. Zresztą nie tylko nowa gra od Bethesdy wywołała u mnie ostatnio wrażenie, że owszem, sporo się tu dzieje, ale tak naprawdę to nic godnego uwagi.

Takie chociażby Just Cause 3 – dawno nie widziałem gry tak bardzo pozbawionej tożsamości, tak bardzo nijakiej. Owszem jest ładnie, wyspa jest ogromna, a kozy z rakietą przyczepioną do tyłka efektownie eksplodują 10 metrów nad ziemią. Tylko co z tego? Po wspólnej sesji doszlliśmy z Adkiem do wniosku, że ta gra jest tak nijaka, że szkoda nam na nią czasu. Znowu jakiś reżim, jacyś kolesie w mundurkach, które kompletnie nic nie znaczą i fabuła, której równie dobrze mogłoby nie być. A przecież wystarczy przypomnieć sobie pierwsze Mercenaries. Tam też fabuła nie grała kluczowej roli, a zadania w dużej mierze polegały na tym samym. Ale tam czuć było klimat kraju ogarniętego wojną. Niepotrzebne były żadne bajeranckie linki, żeby pokazać akcję pełną emocji i napięcia. Tam była prawdziwa wojna, tutaj w JC3 jest kolorowe byleco. I dużo wybuchów.

Idąc dalej tym tropem – kto pamięta jeszcze dzisiaj Mad Maxa? Dopiero co nie było końca zachwytom, a teraz nikt już nie gra. Jasne, pewnie wszyscy przeszli. Ale kto może powiedzieć z ręką na sercu, że pamięta dzisiaj coś konkretnego z tej gry? Poza tym, że była o Maxie? Bo ja z niej zapamiętałem jeden lub dwa widoczki oraz mojego garbatego towarzysza podróży. Cała reszta była generyczna i piękna grafika tego nie zmieni. Pustkowia to idealne miejsce na stworzenie całej masy smaczków i momentów, które mogłyby fascynować. Niestety w Mad Maxie tego nie ma. Nie dziwi mnie to jednak wcale. W końcu zrobiła go ta sama ekipa, która chwilę później dała światu mdłe Just Cause 3.

Dochodzę do wniosku, że prawie żadna gra ostatnio nie zaoferowała mi odpowiedniego klimatu czy momentów zapadających w pamięci. Omówione do tej pory tytuły to sandboxy, ale ten temat już poruszałem nie raz – fabułę zabija się w imię rozbudowanego świata i pierdołowatych zadań. Poszukajmy więc gdzie indziej. Może The Flame in the Flood? Jest klimatycznie, pomysł na postapo w wydaniu powodziowym też mi się podoba. Grafika specyficzna, bo to indyk, ale w sumie to całość wygląda spoko. Tylko że ten pomysł już gdzieś widziałem. I w sumie to taki rogalik z losowo generowanym światem, więc po pierwszych kilku podejściach robi się monotonnie. Nigdy nie zrozumiem tego całego zbieractwa i craftingu. Gdzie w tym zabawa?

Jest oczywiście cała masa indyków, które oferują świetny klimat, ale o zapadających w pamięci wydarzeniach możemy raczej zapomnieć, ponieważ większość z nich to losowe przygody oparte na jakimś (nie)ciekawym systemie, jak chociażby Darkest Dungeon czy Rogue Legacy. I nie zrozumcie mnie źle, Darkest Dungeon jest tak przesiąknięte klimatem, że mogłoby podzielić się nim z inną produkcją. Tylko sam pomysł na grę jednak nie jest jakąś przygodą, która zapiera dech w piersiach. Ja chcę emocjonujących wydarzeń i przepięknych widoków. Już wiem, czego chcę…

Chcę nowego The Last of Us! Właśnie sobie uświadomiłem, że nic nie zrobiło na mnie takiego wrażenia, jak przygody Joela i Ellie. To była gra, która łączyła ze sobą umiejętnie wszystkie moje ulubione elementy – scenariusz, dialogi, klimat, mechanikę poruszania się i walki, a także cudowny, postapokaliptyczny świat. No i grzybowe zombie – to też było na propsie. Była jakaś tam namiastka zbieractwa i craftingu, ale nie było to zbyt rozbudowane, a już na pewno nie stanowiło głównego członu zabawy. Fabularnie gra wciągała od pierwszej minuty, klimatem obezwładniała i przytłaczała, a widoki były niesamowite. Do dziś pamiętam żyrafy w opustoszałym mieście. Zastanawiam się nawet, czy TLOU nie było łabędzim śpiewem umierającego powoli gatunku gier. Gatunku, w którym liczy się storytelling. Pewnie, potem było jeszcze GTA V, SOMA, czy wreszcie Wiedźmin 3: Dziki Gon. Dla niektórych jeszcze scenariusz ma znaczenie. Ale to coraz częściej wyjątki.

Czym teraz zachwycają się ludzie? Superhot. Dwie godziny powtarzalnej, mocno każualowej zabawy. Zbiórka pieniędzy, lata w produkcji, wysoka cena i gra, która równie dobrze mogłaby być demem. I świetne recenzje zbiera, więc sprzedaje się też dobrze. To jest przyszłość branży? Bo przecież Firewatch też nie należy do najdłuższych gier, a zachwycił wszystkich (w tym mnie). FW to mimo wszystko gra, którą zapamiętam na długo. Za sprawą scenariusza, klimatu, immersyjnych momentów. Czyli jednak coś tam mnie wciągnęło ostatnio. Tylko to zakończenie… I ogólna głupota opowiedzianej historii – bo tak naprawdę, to się wcale kupy nie trzyma. Aż strach pomyśleć, ile głupot scenariuszowych rodem z serialu LOST byśmy dostali, gdyby gra trwała dłużej niż te biedackie 3 godziny.

Jak to jest, że nadal pamiętam pierwszy etap w Nightmare Creatures czy Blood Omen: Legacy of Kain, a nie pamiętam gier, w które grałem w zeszłym miesiącu? Nowa Lara. Totalnie wyleciała mi z głowy. Był jeden lub dwa grobowce, które miały klimat, ale w sumie to niewiele z nich pamiętam. Pamiętam za to słaby scenariusz, który pokonał W3 w nagrodach D.I.C.E. (Kpina! – dop. Razer). Pamiętam też skrywaną początkowo walkę, która w końcu i tak przejęła główne skrzypce w tej grze o eksploracji ruin i poszukiwaniu artefaktów. Czy tego wszystkiego jest już tak dużo w branży, że ja po prostu mielę tytuł za tytułem i wydalam go drugą stroną, nie przykładając się w ogóle do tego, co dzieje się w grze?

FCP-Screen-Riding-Sabertooth-BeastMaster-Reveal-151204-5AM-CET

Otwarcie Far Cry: Primal mnie zachwyciło. Opętało mnie i strzeliło po pysku taką immersją, że czułem się znowu jak dziecko. Co z tego, skoro gra okazała się kolejną wariacją na temat tej samej gry, jeszcze bardziej kładąc nacisk na zbieractwo i crafting. Tak, jest tu nawet rozbudowa bazy. Wszystkie elementy, które teraz są tak bardzo popularne. Tylko coś fabuła mnie nie za bardzo interesuje. Dobrze chociaż, że klimat prehistorycznego, absolutnie obcego dla mnie świata, tak bardzo do mnie przemawia, że poświęcam się nawet i zbieram te cholerne roślinki, żeby budować te głupie chatki. Tylko na jak długo mnie to przytrzyma przed telewizorem?

Gry robią się coraz słabsze. Nie mówię, że „kiedyś to było lepiej”, tylko stwierdzam prosty fakt. Ostatnią grą, która mnie naprawdę i całkowicie porwała, była SOMA, a przed nią TLOU. A może ja zwyczajnie marudzę? W dupie się przewraca? Nie wiem, to ocenicie Wy w komentarzach.

Prez

PS. Warto wspomnieć jeszcze o Far Cry: Blood Dragon, które jako pierwsze w historii serii zaproponowało inne podejście do tematu i zrobiło to genialnie. Klimat, scenariusz, oprawa audiowizualna – wszystko to na najwyższym poziomie. Scenę otwierającą mam nadal przed oczami. Polecam!

  • Zapisane do przeczytania na kibelku.

  • Razer

    Primo – Prezz chyba zaraził się od kogoś marudzeniem 😉
    Secundo – BAJOP! Mad Maxa i JC2 robiły zupełnie inne oddziały tego samego studia! Nie ci sami ludzie! MM to Sztokholm, JC3 to NY. Bajop bajop Karny Krasnal!
    Tertio – Ogólnie rozumiem twoje rozterki, i mam akurat przykład gry która pojawiła się znikąd i za 5$ zaoferowała mi takie tony klimatu w oldskulowym stylu że nie mogę pozbierać myśli na dzisiejszy podcast.

    • Prez

      Będzie grane w Devil Daggers.

  • bejton

    Ostatnia gra, która zachwyciła mnie klimatem… Kurde, ciężko będzie coś konkretnego wskazać. Powiedziałbym, że ICO (bo w niego właśnie gram) ale ciągle nie wiem, czy lubię ten tytuł, czy nie. Z takich nowości to chyba nowa odsłona Thiefa miała to coś. Ja wiem, że to nie jest najlepsza skradanka pod słońcem, ale klimat The City strasznie mi się podobał, miejcówki też były niczego sobie. Wiedźmina pomijam, bo ileż można w kółko o tym samym…

    A fenomenu TLoU dalej nie rozumiem. Chociaż bardzo bym chciał – ta gra mnie nie porwała. Chyba za dużo dobrego się nasłuchałem przed osobistym przejściem i liczyłem na coś więcej, niż dostałem. A zaserwowano mi nawet ciekawą fabułę ze skopaną mechaniką. Gdzieś już to widziałem, była taka gra o złodzieju…

  • Kazz

    Problem w tym, że zamykasz się w tylko w ramach zachodnich blockbusterów/indyków oraz środowiska pecetowego, z lekką domieszką PS4.

    • Prez

      Na pewno omijam wiele tytułów, ale wszystkiego nie da się ograć, a japońskie erpegi lub jakieś dziwne tytuły kompletnie mnie nie kręcą.

      • cooldan

        Ale jak Ci mówię żebyś ograł Her Story czy Life is Strange bo warto to „może kiedyś” 😉

        • simonx

          Life Is Strange bardzo polecam, Prez, co Ty robisz ze swoim życiem, że jeszcze w to nie grałeś? 🙂 Her Story kupiłem na tablet, zacząłem i jakoś nie siadło… Nie mam chyba zacięcia detektywistycznego w sobie

          • Prez

            Przeszedłem pierwszy epizod LiS, ale mnie nie zachęcił do dalszej przygody. Ale skoro tyle osób mi tę grę nieustannie poleca, będe musiał przytulić ją na jakiejś wyprzedaży.

  • sajet1

    Problem w tym, albo i nie, że jestem z czasów, gdzie okładka, oraz 40sekundowe demo wystarczało mi, żeby zbudować sobie klimat, jakąś historię i poczuć co się dzieje (może duża zasługa gier fabularnych za małolata i setek godzin sesji). Ale przykładowo w takim nowym Tomb Raiderze wejście na jeden punkt widokowy i spojrzenie na krajobraz, w takim nędznym Fallocie4 przejście ulicą ruin miasta, gdzie w oddali słychać strzały ,wystarczają mi bym poczuł, o co tu chodzi i z czym mi przyjdzie mi obcować (do tego dobrze dodana ścieżka audio). Nie potrzebuje szeregu narratorów, 3 godzinnego filmu i co chwilę wsadzanych mi w gębę kartek do czytania. Pamiętne wydarzenia z gry to takie które wzbudzają emocje, a staram się wybierać produkcje których GAMEPLAY powoduje zaciśnięte zęby, napięcie, strach, czy niepokój, albo wypuszczone powietrze po jakimś momencie w grze.
    Prez wydaje mi się, że pominąłeś ten aspekt i np dlatego just cause czy madmax (żeby nie było żadna z tych 2ch mi się mi podoba) nie zapadły Ci w żaden sposób w pamięci – albo ja znajduję za dużą frajdę/zajadłość w elementach rozgrywki.

  • Berserker

    Od momentu TLOU wlasciwie zadna nowa gra do dzisiaj nie łapie tego poziomu fabularnie (ok, Wiesiek byl mocny ale to inna półka) i mysle ze dopiero 2 czesc moze to zmienic, na lepsze oczywiscie. Historia Ellie i Joela przewróciła moje growe-życie do góry nogami, to wlasciwie nie gra to nieodwracalne doświadczenie, zostaje do konca zycia.

  • Piotr Zawiła

    To chyba jak z recenzowaniem filmow porno. Po jakims czasie juz nic Cie nie zaskoczy. Chcialoby sie wrocic do tych pierwszych chwil. 😉
    Tyle ze TLOU wcale takie stare nie jest. Troche faktycznie te dialogi i cala fabula, sa zeby byc a nie aby poruszac naszymi emocjami.

  • Jakub Weber

    „Jak to jest, że nadal pamiętam pierwszy etap w Nightmare Creatures czy Blood Omen: Legacy of Kain, a nie pamiętam gier, w które grałem w zeszłym miesiącu?” – Kluczowe zdanie. I te gry też pamiętam jak dziś… Jezu Nazareński, Blood Omen grałem nocami, po kryjomu, by starzy nie słyszeli a do pokoju wślizgiwałem się o 6:15 by udać, że spałem i wstać o 6:30 bo do budy na 7:30 było… Pillars of Nosgoth – pamiętamy!

    • Razer

      Też identycznie grałem po nocach, ale z trochę innych powodów – łamałem szlaban na komputer 🙂 To było mniej więcej w czasach Kingpina i Slave Zero, bo pamiętam że to dla tych gier zakradałem się na parter do kompa, podłączałem porozłączane kable i monitor i grałem zamiast spać 🙂

  • Jakub Weber

    Dopiszę troszkę w obronie gier z klimatem. Jest ich trochę ale jak poprzednicy pisali, trzeba ich szukać gdzie indziej. Mnie pozamiatało 80 Days na komóreczkę… Zacząłem wieczorem, kładąc się do łóżka. Miałem tylko oblukać gierkę a skończyło się o ok 4 nad ranem wraz z końcem tej wspaniałej „małej” , tekstowej przygody.

    Ps. Her Story czeka na steamie, teraz to już się muszę zmobilizować do jej ruszenia 🙂

    • Adrian Kornaś

      Zgadzam się, komóreczki są bardzo niedoceniane, chociaż przy tym całym zalewie słabych gier nie ma co się dziwić. Od siebie jako klimatyczne dodam Lifeline, świetny pomysł na mechanikę, co prawda nie wciąga tak, że grasz przez parę godzin zapominając o świecie dookoła, ale idealnie wpasowuje się w rytm dnia codziennego i często człowiek łapie się na tym, że gotując obiad zastanawia się co tam u Taylor.