PREZ START #3 – Borderlands: The Pre-Sequel!

Kiedy ogłoszono prace nad Borderlands, grę reklamowano jako połączenie Diablo i Mad Maxa. Obiecywano kooperację i otwarty świat w ponurej, rdzawej stylistyce. Byłem zachwycony – miałem zaufanie do Gearbox Software za ich autorską serię Brothers in Arms oraz konwersję PC Halo: Combat Evolved. Czułem w kościach, że zrobią dobrą grę i nie myliłem się, chociaż finalny produkt znacząco różnił się od zapowiedzi: Pierwsze, ponure obrazki z gry nasuwały jednoznaczne skojarzenia z przygodami Maxa Rockatanskiego, jednak studio zdecydowało się na zastosowanie cel-shadingu i gra nabrała kolorów oraz specyficznego stylu graficznego.

Charakterystyczny styl graficzny, tona humoru, różnorodne grywalne postacie, ciekawi przeciwnicy, tysiące proceduralnie generowanych broni, otwarty świat gry, cała masa zadań i innych atrakcji. Plus pojazdy! Możliwość grania ze znajomymi i nieograniczone kombinacje sypiącego się zewsząd lootu zapewniły sukces produkcji. Gra zdobyła serca graczy na całym świecie, otrzymała cztery duże DLC i utorowała drogę dla kolejnych części serii – jej sequel okazał się jeszcze większym hitem. W grze można spędzić dziesiątki, jeśli nie setki godzin, nie licząc nawet mniejszych i większych DLC wydanych po premierze.

Panie i Panowie, oto Borderlands! Znowu

Czy kogoś dziwi więc, że powstała kolejna część? Nie dziwi nawet dowcipny tytuł gry – wydarzenia tu przedstawione dzieją się dokładnie pomiędzy pierwszą i drugą częścią serii i opowiadają historię faceta o imieniu Jack… Brzmi znajomo?  The Pre-Sequel wyjaśnia jak pomniejszy pracownik korporacji Hyperion zdobył władzę i stał się zmorą protagonistów „dwójki”. Wybór tej historii jako głównego wątku wydaje się trafny, ponieważ Handsome Jack to najciekawsza postać serii.  Niestety jego transformację obserwujemy niejako z boku, nie mając wpływu na wydarzenia, ani nawet nie będąc szczególnie ważną ich częścią (w przeciwieństwie do Borderlands 2, w których to nasze działania napędzają fabułę).

02

Zdaję sobie sprawę, że większości graczy nie interesuje fabuła, tylko akcja, loot i rozwój postaci. A szkoda, bo seria znana jest z ciekawej narracji oraz bardzo błyskotliwych i dowcipnych dialogów, których nie brakuje również w najnowszej odsłonie. Jest zabawnie jak zawsze, rzucane przez Jacka i ferajnę teksty są kozackie, a gagów nie brakuje… Niestety nie ma co się oszukiwać, nie jest to poziom „dwójki”.

Największe rozszerzenie w historii

Porównań do dwójki nie zabraknie, ponieważ The Pre-Sequel to tak naprawdę wielkie rozszerzenie do niej, którego przygotowanie zlecono 2K Australia i które sprzedaje się jako pełen produkt, w pełnej cenie. Spodziewajcie się więcej tego samego z niewielkimi zmianami i kilkoma nowościami: większymi wybuchami (zmiany!), laserami (nowość!), kosmosem (nowość!) i nowymi postaciami do pokierowania (zmiany i nowość!)

Akcja dzieje się tym razem nie na planecie Pandora, ale jej księżycu – Elpisie. Nowa lokalizacja dała twórcom z 2K Australia pole do popisu. Nowości urozmaicające rozgrywkę to jeden z największych atutów ich produkcji. Na księżycu grawitacja jest znacznie mniejsza niż na Pandorze, dzięki czemu możemy teraz bezwstydnie odbijać się od jego powierzchni i pokonywać ogromne odległości susami wspieranymi dodatkowo przez zbiornik z tlenem, który służyć może nam za ster strumieniowy. I to jest świetne! Pozwala to na wertykalną konstrukcję lokacji, a także wertykalną walkę. Jednak jeśli spodziewacie się szalonej wymiany ognia we wszystkich kierunkach rodem z Shattered Horizon, możecie zapomnieć o niej zapomnieć. Przeciwnicy skaczą zazwyczaj po łuku, a część z nich ma czelność nie korzystać z tego ficzera wcale.

01

Biegamy nie tylko po kosmicznych bazach, ale również powierzchni księżyca, więc wspomniany wcześniej zbiornik z tlenem nie jest tu bez znaczenia – jeśli tlenu zabraknie, kierowana przez nas postać udusi się. Na papierze jest to fajny ficzer, który ma podnieść adrenalinę w trakcie rozgrywki. Niestety w praktyce okazuje się, że zbiorniki z tlenem hurtowo wypadają z pokonanych niemilców, a stacje doładowujące rozsiane są na mapach dość gęsto. Całe to zamieszanie z tlenem Claptrapa nie obchodzi zaś wcale, takim jest kozakiem (ha!).

Poznajcie nowych bohaterów

Claptrap, genialna maskotka serii, jest tym razem postacią grywalną! Poza nim do grona najemników wykonujących polecenia Jacka dołączają gladiatorka Athena znana z DLC do „jedynki” (The Secret Armory of General Knoxx), a także Wilhelm i Nisha, których gracze mieli okazję poznać jako bossów w Borderlands 2. Nie można niczego zarzucić nowym postaciom ani opcjom ich rozwoju. Wilhelm wykorzystuje dwa drony wspierające go w walce, a wraz z postępem w grze sam zaczyna przypominać bardziej maszynę niż człowieka. Athena używa tarczy magazynującej energię kinetyczną wystrzelonych w nią pocisków, żeby odesłać damage w przeciwnika, a Nisha, rewolwerowiec, potrafi spowolnić czas i idealnie wymierzyć w każdego widocznego na ekranie wroga (niczym w Red Dead Redemption, czy Call of Juarez). Ale wracając do Claptrapa.

03

Żółty robocik, zwany tu Fragtrapem, jest najciekawszą grywalną postacią! Dość powiedzieć, że to przecież Claptrap – przy jego wyborze gra trzykrotnie pyta nas, czy jesteśmy pewni i czy aby na pewno nie wybraliśmy go przez pomyłkę. Ale ta postać to nie żart, to naprawdę ciekawa klasa. Jego zdolnością specjalną jest Vaulthunter.exe – program, który analizuje sytuację na polu walki i uruchamia odpowiednią umiejętność. Część z nich to głupotki, inne zapożyczają zdolności od pozostałych postaci serii, zaś wszystkie są jajcarskie i bardzo urozmaicają rozgrywkę (w przeciwieństwie do monotonnych zdolności innych postaci). W dodatku, podczas rozwoju drzewka umiejętności możemy odblokowywać kolejne wariacje. Żeby poznać je wszystkie należy rozwinąć całe drzewko, a tego nie da się zrobić podczas jednokrotnego przejścia.

Kosmos, wybuchy, lasery

Nowością w arsenale są giwery zamrażające, a także nowa klasa broni – lasery.  Osobiście spodziewałem się większego efekciarstwa po tych dodatkach. Broń zamrażająca nie zrobiła na mnie większego wrażenia, z laserami zaś bywa różnie. Ja i tak pozostałem przy moich faworytach: snajperkach i rewolwerach. Mechanizm generowania broni nadal sprawdza się znakomicie, nadal brniemy po pas w loocie, często tracąc czas na przeglądanie ekwipunku i zastanawianie się, co będzie lepszym wyborem. Są też nowe bronie charakterystyczne, wśród których warto wymienić ‘merykańskiego Firestarta, strzelającego podpalającymi wiązkami laserowymi oraz nową zabawkę od Moxxi – Vibra-Pulse.

04

Nowe otoczenie to nowe pojazdy, nowi przeciwnicy oraz lokacje. O ile do pojazdów nie można się przyczepić, o tyle do przeciwników i lokacji już tak. Tych pierwszych jest zdecydowanie mniej rodzajów niż w „dwójce” i są mniej interesujący (chociaż zdarzają się wyjątki takie jak będący hołdem dla Lovecrafta, występujący w kilku odmianach Shuggurath). Design i klimat lokacji są świetne i na starcie oferują mroczniejszą alternatywę dla cukierkowych pejzaży Pandory. Niestety są o wiele mniejsze niż dotychczasowe mapy i mimo wspaniałych widoków kosmosu, szybko zaczynają być monotonne: powierzchnia księżyca, kosmiczna baza, powierzchnia księżyca, kosmiczna baza.

Tylko dla fanbojów

Borderlands: The Pre-Sequel! powiela błędy poprzedniczek i dodaje nowe. Przez design lokacji (wiele skośnych płaszczyzn) zdarza się, że loot wypada z zabitych wrogów i pojemników tylko po to, żeby zapaść się pod teksturę i nigdy nie odnaleźć. Jest to frustrujące, zwłaszcza kiedy przed oczami mignie nam jakaś lepsza broń i zaraz zniknie na zawsze. Są też problemy z Claptrapem, który jest niższy od innych postaci – zdarza się, że otwarta klapa pojemnika zablokuje go i przez jakiś czas nie możemy się ruszyć. Nie najlepiej jest z grafiką – wiele tekstur jest brzydkich. Widać, że silnik nie jest pierwszej świeżości i przydałaby się zmiana. To nie wszystko – przeciwnicy często reagują na naszą obecność z opóźnieniem, zapadają się w podłożu lub olewają wiszący nad nimi sufit, czy laserową tarczę – co w szczególności im nie służy, bo tarcza, mająca ich chronić, przepuszcza pociski.

05

Jak dla mnie ten interquel (dzieło przedstawiające wydarzenia, które wydarzyły się pomiędzy poprzednimi kompletnymi dziełami) to produkt zrobiony naprędce, który jest bezczelną powtórką z rozgrywki – Borderlands potrzebuje zmian, ponieważ po kilkudziesięciu godzinach obcowania z „dwójką” mam już serdecznie dość tego samego. Owszem, nadal jest cholernie zabawnie, easter eggi machają do nas na każdym kroku, nowe bronie są ciekawe, a wspólne granie ze znajomymi dodaje grze skrzydeł. Tylko że nie chce mi się już w to grać. W Borderlands mimo ciekawego scenariusza i tak leci się na pałę z kolegami strzelając do wszystkiego i patrząc, żeby nie zgarnęli nam całego lootu sprzed nosa. Wolę to robić w pozbawionym fabuły Destiny, które owszem, zgapia od Borderlands na całego, ale robi to świetnie. I mam pewność, że nikt nie zakosi mojego lootu!

Podsumowując: Fanboje zamówili tytuł już przed premierą i są zachwyceni, a moje zdanie mają prawdopodobnie w tylnej klapie Claptrapa. Inni niech poczekają na przecenę. Jeśli jesteś nowym graczem i chcesz zacząć swoją przygodę z serią, to odpal lepiej Borderlands 2 GOTY – chwycisz to teraz za niedużą kasę.

PS. Czy zauważyliście, że pseudo-jetpacki są w modzie tej jesieni? Destiny ma swoich Warlocków unoszących się nad powierzchnią, Call of Duty: Advanced Warfare skoki w egzo-szkielecie, a The Pre-Sequel stery strumieniowe pozwalające nawigować w niskiej grawitacji. W ramach autoironii, 2K Australia dodała do puli zdolności specjalnych Claptrapa możliwość wygenerowania wielkiej gumowej kaczki, która sterowana przez gracza skacze na drążku pogo siejąc pożogę wśród przeciwników.

Grę w wersji PC otrzymaliśmy do recenzji od polskiego dystrybutora, firmy Cenega.