PREZ START #28 – Blood Bowl II

W szkole podstawowej zagrywałem się z kolegami w planszówkę Troll Football. Piękne to były czasy, kiedy orkami miażdżyłem linię defensywy ludzkich patałachów, którymi sterował mój kolega. Każdy mecz to była inna historia, każde zagranie wyglądało inaczej, a z naszych młodocianych gęb nie schodził głupi uśmiech. Tyle brutalności na małym polu, ta satysfakcja, kiedy gracza przeciwnej drużyny nie tylko udało się pokonać, ale kompletnie odesłać z boiska. I pomyśleć, że kawałek papierowej planszy i kartoniki z namalowanymi zawodnikami budziły tyle emocji, dawały takie pole do popisu dla wyobraźni – gimby nie znajo. Troll Football było polską podróbką Blood Bowl – turowej gry figurkowej ze stajni Games Workshop. O brytyjskiej wersji z bajeranckimi figurkami i dziwacznymi kostkami mogłem rzecz jasna pomarzyć, ale wtedy podróbka w zupełności wystarczyła mi do szczęścia.

Później moje zainteresowania się zmieniły, ale zarówno do planszówek jak i figurek pozostał mi ogromny sentyment. W planszówki lubię czasem pograć, chociaż okiełznanie instrukcji, a nawet przygotowanie samej gry to niekiedy kwestia kilku godzin. O malowaniu figurek i wielogodzinnych starciach absolutnie nie ma mowy – brak mi na to czasu i kompanów do gry. Dlatego z przyjemnością sięgam po cyfrowe tytuły oparte o gry planszowe, zwłaszcza te ze stajni Games Workshop. Dopiero co recenzowałem Warhammer 40.000 Deathwatch – Enhanced Edition, a do moich rąk już trafiła kolejna pozycja ze świata Warhammer’a. Tym razem jest to sequel Blood Bowl od studia Cyanide, które obecnie posiada prawa do marki i w 2009 roku wydało całkiem udaną „jedynkę”.

 

 

Blood Bowl to parodia futbolu amerykańskiego osadzona w alternatywnej wersji świata Warhammer Fantasy. Alternatywnej, bo w świecie ogarniętym pożogą wojny nie było miejsca dla międzyrasowych rozgrywek krwawego futbolu – Blood Bowl można traktować więc jako spin-off serii. I nie ma z tym problemu, bo lore, mimo że istnieje, nie jest tutaj istotne. Oto gra traktująca o alternatywnej wersji znanego w naszej rzeczywistości sportu, w którym owszem, ważne są przyłożenia, ale najważniejsze jest rozmazanie przeciwnika na murawie. Brzmi dobrze prawda?

Celem gry jest przejęcie piłki i znalezienie sposobu na dotarcie z nią na koniec boiska, żeby zdobyć punkt za przyłożenie jej w odpowiednim polu. Przy okazji uszkadzamy jak największą liczbę przeciwników. O wiele brutalniejsza od oryginału wariacja na temat popularnego sportu nie zna pojęcia faulu, więc torując sobie drogę odpychamy, ogłuszamy, kontuzjujemy, a nawet zabijamy graczy z drużyny przeciwnej. I sprawia to nie lada frajdę, zwłaszcza, że rozgrywka jest dość wymagająca i wcale nie tak łatwo zdobyć punkt.

 

 

Blood Bowl II nie jest oczywiście grą sportową – jeśli liczycie na akcje rodem z Madden NFL, możecie już przestać czytać. Produkcja jest strategią turową, w której podstawą są odpowiednie planowanie i taktyczne rozporządzanie ruchami zawodników. Wybieramy rozstawienie drużyny odpowiadające naszej taktyce, a podczas swojej tury poruszamy wszystkimi zawodnikami po kolei tak, żeby przejąć piłkę lub doprowadzić niosącego ją gracza do końca boiska. A nie jest to proste, bo przeciwnik też rozstawia swoich zawodników i chce jak najszybciej przechwycić piłkę oraz zdobyć punkt – wiadomka.

W rezultacie oglądamy starcia dwóch agresywnych drużyn, okładających się nawzajem po gębach, przepychających się przez środek obrony przeciwnika lub próbujących ominąć kocioł i zgrabnymi podaniami przekazać piłkę jak najdalej… No może z tymi zgrabnymi podaniami to przesadzam! Wiele zależy tu od szczęścia i rzutów kością (lub kilkoma), co w praktyce oznacza często oglądanie niezgrabnych orków nieudolnie próbujących złapać piłkę, krasnoludów z zezem, którzy zamiast podać do przodu rzucają w bok oraz eleganckich elfek, które podczas zwykłego biegu potrafią wyrżnąć się prosto na pysk.

 

 

Poza rzutami kości o sukcesie wykonywanej akcji decydują też statystyki gracza (rozwijane podczas kolejnych meczy) oraz zdolności specjalne, pozwalające chociażby na ponowny rzut kością lub wzmocnienie zagrania. Podczas ruchu zawodnika rozkażemy mu przemieszczać się, omijać przeciwników lub ich atakować, podawać lub przechwytywać piłkę i… w zasadzie to wszystko. Przed wykonaniem ruchu otrzymamy informację o szansach na powodzenie, np. kiedy będziemy chcieli przebiec blisko gracza defensywnego drużyny przeciwnej. Jeśli będzie to ogromny Skur****n Chaosu, są duże szanse, że nas zastopuje – czasami na zawsze. Dlatego ważna jest tutaj odpowiednia taktyka i rozplanowanie akcji. Drużyna Elfów o wiele lepiej sprawdza się w podaniach i szybkim dobiegnięciu do końca boiska, niż brutalnych starciach, choć przywalić też potrafią. Z kolei Chaosem lepiej grać w zbitej grupie, osłaniając gracza z piłką i rozpychając na boki krasnoludzką defensywę.

Wraz z kolejnymi meczami poznamy kolejne sztuczki i nauczymy się lepiej grać, korzystając z możliwości, które Blood Bowl II oferuje. Kampania dla pojedynczego gracza wprowadzi nas w tajniki rozgrywek służąc za rozbudowany samouczek – dowiemy się jak zarządzać drużyną i, przede wszystkim, nauczymy podstaw poruszania. Lojalnie ostrzegam jednak, że kampania nie uczy wszystkiego, a gra nie należy do najprostszych – fani jedynki szybko się tu odnajdą, ale nowi gracze mogą się od tytułu odbić. Kampania ma też inny minus, pojedynkę na dłuższą metę nudzi. Blood Bowl II to gra nastawiona na rozgrywki sieciowe.

 

 

W sieci dołączymy do lig innych graczy lub założymy własną, by następnie stworzyć zespół i dostosować wedle własnych upodobań. Dobierzemy nazwę, barwy, motto, nazwiemy zawodników i zmodyfikujemy ich wygląd. Opcji jest niewiele, ale przecież to nie jest The Sims. Ras do wyboru jest osiem, ale spodziewać się można ich o wiele więcej w DLC, które na pewno się pojawią. Jedynka w edycji rozszerzonej zawierającej wszystkie dodatki oferowała aż 24 grywalne rasy, także gracze chcący wciągnąć się w tytuł na długo, mogą spodziewać się kolejnych drużyn.

Blood Bowl II najlepiej sprawdza się podczas grania kanapowego z kolegą, dokładnie tak jak planszowy oryginał. Osobiście tylko pod tym kątem polecałbym rozpatrzenie zakupu, ale ostrzegam, że rozgrywka należy raczej do skomplikowanych i powolnych, co będzie zaletą dla fanów planszówek, ale wadą dla graczy spodziewających się dynamicznej, brutalnej rozwałki. Losowość akcji też może zniechęcać – nawet wypasiony zawodnik potrafi kompletnie spierd***ć zagranie, a powtarzanie rzutów kością ogranicza się do kilku razy na mecz. Blood Bowl II to gra dla tych, którzy znają już serię i / lub kochają rozbudowane planszówki – reszta powinna sprawdzić najpierw tytuł u znajomych, żeby przekonać się, czy jest to zabawa dla nich.

PS. Użyte w recenzji grafiki promocyjne są odrobinę przekłamane – gra nie jest szczególnie piękna, kuleje w niej też optymalizacja na konsolach.

ZDANIEM WINFRIDA:

Ciężko mi się jednoznacznie wypowiedzieć, czy gra mi się spodobała, czy nie. Po wspólnych sesjach u Preza byłem raczej na tak, odpaliłem jedynkę by pograć w zaciszu domowego ogniska i nie byłem w stanie przez nią przebrnąć. Obie części dzieli przepaść technologiczna – rozwój sequela oceniam zdecydowanie na plus. Co nie przeszkadza dwójce bardzo mocno żabkować podczas prezentacji drużyn, czy widoku na cały stadion (testowaliśmy tytuł na Xone). To co jeszcze odrzuca, to dużo większa losowość akcji i zagrań niż wynikałoby to ze statystyk zawodników. Nie rozumiem dlaczego krasnoludzki wojownik nie potrafi przejechać się walcem po mrocznym elfie, przegrywając wszystkie ustawki jeden na jeden. Odnoszę wrażenie, że balans trochę kuleje w najnowszej odsłonie. Ogromną zaletą Blood Bowl II zdecydowanie są ciekawe rozwiązania taktyczne. Kiedy drużyna Choasu uformowała taran ze swoich zawodników, próbując przebić się z piłką i eliminowała po kilku moich elfów w turze myślałem, że to koniec. Parę sprytnych akcji, długie podanie i przed końcem meczu to ja prowadziłem 4:0. Uważam, że gra ma olbrzymi potencjał. Jeśli będę miał okazję znowu zagrać, na pewno nie odmówię!

Grę do recenzji otrzymaliśmy od Evolve PR.