PREZ START #27 – Warhammer 40,000: Deathwatch – Enhanced Edition

Games Workshop rozdaje licencje na prawo i lewo, a wynikiem tego jest zalew gier z Warhammer Fantasy i Warhammer 40.000. Większość z tych tytułów to produkcje co najmniej średniawe, ale zdażają się też lepsze kąski. Małe studio Rodeo Games, specjalizujące się w strategicznych grach mobilnych, również dogadało się z Games Workshop, czego rezultatem były licencje na oba światy. Pierwsza gra, Warhammer Quest, została dobrze przyjęta na iOS, ale za jej konwersją pecetową już nikt nie szalał. Jak będzie z portem kolejnej gry?

Warhammer 40.000: Deathwatch – Tyranid Invasion w wersji iOS może pochwalić się Metascore 87. Nic więc dziwnego, że jego twórcy postanowili wydać grę również na PC. Warhammer 40,000: Deathwatch – Enhanced Edition stworzona jest na silniku UE4 i zawiera dodatkowe efekty specjalne oraz dynamiczne oświetlenie, przeprojektowany interfejs i nowe jednostki Kosmicznych Marines z zakonów Mrocznych Aniołów, Imperialnych Pięści i Czarnych Templariuszy. To tyle jeśli chodzi o suche fakty. A jak się w to gra?

 

Ultramarines

Deatwatch to strategia turowa z elementami RPG, w której kierujemy małym oddziałem Space Marines z Drużyn Śmierci – jednostek na rozkazach Ordo Xenos, czyli Łowców Obcych, będących kapitułą Imperialnej Inkwizycji. No co, spodziewaliście się, że łatwo będzie połapać się w jednym z największych i najbardziej popularnych uniwersów science-fiction? Wolne żarty. Ale w skrócie: Ordo Xenos rozprawiają się z obcymi, handlarzami obcej technologii lub ukrywającymi obce gatunki mieszkańcami Imperium. Gdy zagrożenie ze strony kosmitów jest zbyt wielkie, nie wzywa się Imperialnej Gwardii i Kosmicznych Marines… Wzywa się elitę braci bitewnych – Straż Śmierci – oddziały złożone z Kosmicznych Marines ze wszystkich zakonów.

Przekozakami ze Straży Śmierci pokierujecie na obrzeżach Imperium, gdzie inwazja Tyranidów zakłóciła sielankowy zazwyczaj żywot mieszkańców tego uniwersum („In the grim darkness of the far future, there is only war”). Z kosmitami walczyć będziecie m.in. na bio-statkach Tyranidów i w miastach. Niewielkie, ale klimatyczne mapki, będą terenem waszych działań, a starcia mimo małej skali, nie raz zmuszą was do główkowania.

 

Kosmiczne Wilki

Tutorial prezentuje zasady gry na przestrzeni czterech krótkich misji. Uczymy się sterowania postaciami i walki, poznajemy też z grubsza rodzaje zadań, jakie wykonamy w trakcie kampanii. A te nie są szczególnie urozmaicone – standardowe przejście przez mapę od A do Z, zniszczenie / przejęcie punktów strategicznych, obrona pozycji przez określoną liczbę tur, pokonanie specyficznego rodzaju Tyranida. Niewiele, ale w zupełności wystarczy do dobrej zabawy.  Przez pierwsze misje przebrniecie bez problemu, ale im dalej w las, tym ciężej – i to na normalnym poziomie trudności.

Z początku rozgrywka wydaje się dość prosta, ale to tylko złudzenie – jest tu wiele możliwości i fani gier taktycznych z pewnością to docenią. Nie raz będziecie podchodzić do misji z inaczej przygotowanym zespołem i próbować nowych rozwiązań, kiedy powinie wam się noga. Każdy Kosmiczny Marine w Deathwatch posiada wyjątkową kombinację zdolności, które odblokowuje się za punkty doświadczenia. Za XP otwiera się również miejsca na dodatkowy ekwipunek dodający zdolności zarówno pasywne jak i aktywne, a także podnosi statystki – życie, celność i atak krytyczny. Wprowadza to element RPG do gry i powoduje, że każdego Marine możemy inaczej przygotować. Przy kompletowaniu drużyny warto pamiętać o tym, że Marines z tego samego Zakonu lepiej ze sobą współgrają, usprawniając swoje statystyki.

W grze do zdobycia jest 150 przedmiotów, które losowo wypadają ze zdobytych za wykonaną misję kart (po jednej na misję) oraz paczek 3 kart (po jednej na rozdział). Dodatkowe paczki kupuje się za dostępną w grze walutę, otrzymywaną w małych ilościach po każdym zrealizowanym zadaniu. Jest w czym przebierać, zwłaszcza że klas Marines są trzy, a dodatkowo poszczególne jednostki mogą mieć zdolności usprawniające użycie danego rodzaju broni. Wspomniane klasy to Assault do walki na krótki dystans, Tactical na średni i Devastators z bronią ciężką. W zależności od mapy i czekającego na nas zadania, należy odpowiednio dobrać skład – Devastator z wyrzutnią rakiet nie przyda się na statku Tyranidów pełnym wąskich tuneli, ale świetnie sprawdzi się na miejskim placu, podczas obrony przed hordą.

 

W40K04

Krwawe Anioły

W trakcie tury wykonujemy ruch wszystkimi postaciami. Każda z nich ma po 4 punkty akcji, które może spożytkować na przemieszczanie się, atak i overwatch, czyli zachowanie punktów na defensywę podczas tury przeciwnika. Overwatch przepada jednak, jeśli Tyranid zdoła zadać nam obrażenia w pierwszej kolejności, np. atakując z pozycji poza zasięgiem widzenia Kosmicznego Marine. Normalny atak kosztuje jeden punkt akcji i tylko Devastator płaci dwa, najlepiej więc trzymać go w jednej pozycji z daleka od reszty zespołu. Klasa Assault jako jedyna może oddać cios za darmo po udanym ataku przeciwnika podczas walki w zwarciu. Odejście od popularnego ostatnio rozwiązania dwóch ruchów na postać (X-COM: Enemy Unknown, Shadowrun: Hong Kong) to powiew oldskulowej świeżości – fajnie, że nie wszyscy korzystają z tych samych rozwiązań.

Kosmiczni Marines w trakcie walki używają też dodatkowych przedmiotów, w które wyposażymy ich przed walką, oraz unikalnych zdolności, odblokowywanych za XP. Łącznie daje to spory wachlarz możliwości podczas starć z przeciwnikiem, który nie należy do najmądrzejszych, ale potrafi zajść za skórę liczebnością. Walka w Deatwatch sprawia frajdę, niestety nie jest idealna – brakuje chociażby możliwości wydania powtórki rozkazu z poprzedniej rundy. Podczas misji obronnych, co turę musimy ustawiać overwatch dla każdego żołnierza i pokazywać mu miejsce, które ma obserwować. Warto jednak się naklikać – odziani w pancerze i obwieszeni bronią Kosmiczni Marines wyglądają epicko masakrując kolejne fale Tyranidów.

 

Niestety nie da się nie zauważyć, że gra jest konwersją z iOS. Grafika mimo tuningu nie jest imponująca, a animacja postaci nie należy do szczególnie rozbudowanych. Podczas ruchu wroga nie można swobodnie kontrolować kamery, a gra sama przybliża mocno widok, uniemożliwiając obserwowanie tego co dzieje się w szerszym polu. W grze taktycznej to duża wada. Interfejs, mimo że przeprojektowany, nadal jest minimalistyczny, przez co ciężko rzutem oka ocenić ile punktów ruchu zostało żołnierzom. Trzeba przeklikać się przez każdego z nich lub kręcić kamerą (punkty akcji widać dodatkowo pod nogami postaci). Z klikaniem jest też inny problem – po wykonaniu ruchu gra często odznacza kierowaną przez nas postać, mimo że ta nadal posiada punkty do wykorzystania. W testowanej przeze mnie wersji w oczy rzucał się też tearing ekranu mimo uruchomionej opcji v-sync. Mam nadzieję, że w dniu premiery łatka poprawi te niedogodności.

Warhammer 40,000: Deathwatch – Enhanced Edition nie jest grą doskonałą, ale naprawdę wciąga i daje masę frajdy. Grzebanie w ekwipunku i customizacja postaci to zabawa sama w sobie! Kosmiczni Marines na polu walki rozmawiają ze sobą i komentują sytuację, co dodaje grze klimatu i odrobiny głębi. To nie jest generyczna gierka na urządzenia mobilne, tylko strategia, w którą twórcy wsadzili dużo serca. Walka jako główny mechanizm rozgrywki, choć nie tak absorbująca i efektowna jak ta z X-COM: Enemy Unknown, wywołuje syndrom jeszcze jednej tury, a to przecież podstawa w tego typu grze! 

PS. W ramach recenzji day one mam dla Was również mini-wywiad, który przeprowadziłem ze współzałożycielem Rodeo Games.

 

 Wywiad

Rozgrywka: Czy ciężko było zrobić ten port? Czy uważasz, że gry mobilne mają szansę zdobyć sukces na PC?

Ben Murch: Zawsze chcieliśmy, żeby Deatwatch wylądował na pecetach, więc od początku tworzyliśmy go pod tym kątem. Wszystkie modele postaci i otoczenia stworzyliśmy w teksturach wysokiej jakości. W połączeniu z UE4, którego pełną moc mogliśmy wykorzystać na PC, zrobiliśmy atrakcyjny wizualnie tytuł. A gameplay? Stworzyliśmy grę, która ma podobać się graczom niezależnie od platformy. Osobiście nie jestem fanem hardkorowych strategii, ale lubię produkcje takie jak XCOM. Mam nadzieję, że nie tylko ja!

Rozgrywka: Steam oferuje Workshop – czy pozwolicie społeczności graczy tworzyć mody do gry, które urozmaicą i wydłużą jej życie?

Ben Murch: Wszystko zależy od popularności gry. Jeśli będziemy mieć miliony graczy, wtedy absolutnie dodamy wsparcie dla Workshop i wepsrzemy dalszy rozwój. Kochamy naszych fanów i staramy się zawsze ich wysłuchać. Zaangażowanie ich w tworzenie modów byłoby świetną sprawą!

Rozgrywka: Uniwersum Warhammera to powoli Wasz chleb powszedni. Najpierw Warhammer Quest w świecie fantasy, teraz Deatwatch w mrocznym sci-fi. Będziecie trzymać się Warhammera, czy może czas na coś nowego?

Ben Murch: Deatwatch to początek serii. Jesteśmy już w fazie pre-produkcji Deathwatch 2. Równie mocno kochamy też Warhammer Fantasy, więc kto wie, może doczekacie się Quest 2… Spodziewajcie się więcej informacji wkrótce!

Grę do recenzji otrzymaliśmy od Rodeo Games.

  • Zastanawiam się nad zakupem na iOS. Możliwe,że znalazłem idealną produkcję na przejazdy komunikacją.

    • Prez

      87 na Metacritic, bardzo pochlebne opinie fanów. Ta gra w wersji PC to naprawdę solidna produkcja, na mobilkach to już w ogóle szał.

  • Tomasz Zgred Witt

    Taki klon Space Hulk’a 🙂

    • Prez

      Space Hulk jest trochę powolniejszy i bardzo hermetyczny. Deathwatch o wiele bardziej mnie wciągnął.

  • DK Pazuzu

    A sprawdzę!!!

  • Mateusz Tomczyk

    potwierdzam bardzo dobrze sprawdza się na iPadzie , tel jest niestety za mały trochę, z drugiej strony Warhammer Quest na tel przeszedłem właśnie.