PREZ START #15 – Hatred

Hatred zbiera średnie recenzje, ale na Steam po jednym dniu sprzedaży znalazło się na pierwszym miejscu bestsellerów, przebijając Wiedźmina 3 i GTA V, a oceny użytkowników platformy są w większości bardzo dobre. Produkcja Destructive Creations ma obecnie średnią ocen 53 na Metacritic, ale co z tego, skoro graczom się podoba? Wysokiej sprzedaży można było spodziewać się ze względu na atmosferę skandalu towarzyszącą grze od pierwszej zapowiedzi – ludzie kupili Hatred, żeby przekonać się, o co było tyle krzyku.

Przyznam szczerze i bez bicia, że po pierwszych zapowiedziach Hatred stałem na barykadzie protestujących przeciwko tej produkcji, niczym zwolennicy pewnej partii pod pałacem prezydenckim. I owszem, nadal uważam, że tematyka gry jest kontrowersyjna – oto psychopatyczny morderca wychodzi na ulicę, by masowo eksterminować wszystkich ludzi, którzy będą mieć nieszczęście się na niego natknąć. Grze brakuje kontekstu tej przemocy, fabuła w zasadzie nie istnieje, a długowłosy antybohater Hatred nazywany Krzyżowcem (The Crusader) „po prostu” nienawidzi ludzi. I to jest chore, ale przecież już była taka gra. Nazywała się Postal i za gówniarza zagrywałem się w nią jak szalony…

Gone Postal

Nie można nie porównywać Hatred do Postal, ponieważ polska gra jest niczym innym jak kopią produkcji z 1997 roku. Ciężko nie zauważyć podobieństw – obie gry powstały w atmosferze skandalu, obie zostały chłodno przyjęte przez krytykę, obie pokochali gracze (a przynajmniej tak się wydaje na pierwszy rzut oka) i obie traktują o tym samym, pokazując akcję w izometrycznym widoku. Jest jednak pewna różnica i to od niej chciałbym zacząć. Postal Dude, antybohater gry studia Running With Scissors, był totalnym pojebem rozwalającym ludzi, bo tak. Nosił czerwony płaszcz i koszulkę z ufokiem, a kiedy trafiały go latające na lewo i prawo rakiety, podlatywał w górę robiąc wdzięczne fikołki. Miałem 13 lat, kiedy poznałem grę i „beztroska” eksterminacja cywili oraz stróżów prawa sprawiała mi nie lada radochę, mimo że miałem świadomość tego, co odpierdalam w tym wirtualnym świecie – świecie nawet niepróbującym imitować tego rzeczywistego.

Z Hatred mam ten problem, że jako dorosły człowiek inaczej patrzę na rzeczywistość i nie jestem pewien, czy robienie takich produkcji jest smaczne. Rozumiem, że kontrowersyjność sprzedaje gry lepiej niż cokolwiek innego i nie rzucę w nikogo kamieniem, bo od lat grywam w takie produkcje jak Mortal Kombat, GTA, czy niesławny Manhunt. Ale Hatred odrobinę mi nie pasuje. Bezimienny koleżka zwany przez twórców Krzyżowcem, który postanawia zabić tylu ludzi ilu tylko się da zanim policja powstrzyma go raz na zawsze, jest jakiś taki niesympatyczny (dziwne nie?) – kojarzy mi się z brudasem z liceum, który słucha ciężkich brzmień, nosi koszulki z logiem Anthrax i nienawidzi inne dzieciaki w szkole, bo są zwyczajne, podporządkowane, ugrzecznione. A prawda jest taka, że biedak po prostu nie może zaruchać i spędza mu to sen z powiek. Antybohater jest właśnie tym koleżką z liceum, który nigdy nie poderwał dziewczyny i w wieku dwudziestu paru lat pękła mu żyłka w oku.

I wszystko fajnie, tylko o ile Postal Dude w swoim szaleństwie był specyficzny i intrygujący, o tyle koleżka w czarnym płaszczu jest nijaki i nudny – jego teksty są mocno średnie, często bardziej żenujące niż powodujące ciarki na plecach. Czasem rzuci nawiązaniem do piosenki The Rolling Stones lub zacytuje Postal Dude’a, co akurat jest udanym mrugnięciem oka w stronę popkultury, ale to trochę za mało. Propsy należą się za to twórcom za przemycenie odrobiny humoru do tej raczej dołującej produkcji. Można tu znaleźć billboardy reklamujące papierosy hasłem „Fuck your lungs – smoke this!”. Opisy osiągnięć są naprawdę śmieszne, a w opcjach gry pojawia się hasło „Are you drunk?” – jeśli wybierzemy opcję Yes, gra przyznaje nam osiągnięcie o nazwie „Cheers” informując, że jest ono nagrodą za granie w Hatred po pijaku.

Only my weapon understands me

Ale jak właściwie gra się w Hatred? Gra się świetnie, naprawdę. Oto izometryczna rozwałka w starym, dobrym stylu, przywołująca na myśl gry z serii Crusader (pseudonim długowłosego jest zapewne hołdem złożonym grom studia Origin Systems). Walka w grze sprawia zaskakująco dużo frajdy. Czerpiąc z dobrodziejstw współczesnych rozwiązań, Hatred oferuje różnorodne lokacje, rewelacyjne niszczenie otoczenia i ciekawy styl graficzny. Wszystko spowite jest w odcieniach szarości i tylko światło nadaje otoczeniu kolorów – neony na budynkach, policyjne syreny, ogień i wybuchy to jedyne jaskrawe elementy. Wygląda to naprawdę ładnie, choć nie powiem, żeby grafika powalała, co widać szczególnie na zbliżeniach. A te pojawiają się podczas animacji egzekucji, jakich sterowana przez gracza postać dokonuje na swoich ofiarach. Animacje szybko zaczynają się powtarzać, ale na szczęście można wyłączyć je w opcjach.

Pochwalić należy twórców za model rozgrywki, który wręcz zmusza gracza do psychopatycznych zachowań – nie ma tu regeneracji życia ani apteczek, należy więc dokonywać egzekucji na rannych przeciwnikach, żeby odzyskać pasek zdrowia. Owocuje to uganianiem się za ocalałym cywilem, który chcąc uniknąć śmierci ucieka do lasu. Jeśli nie wykonamy na nim egzekucji, z resztką życia nie mamy szans na wygraną w starciu z odziałem SWAT, który właśnie zmierza w naszym kierunku. A starcia z policją są dość wymagające – o ile poziom inteligencji przeciwników nie jest szczególnie wygórowany (momentami dostają oni wręcz małpiego rozumu), o tyle ich liczebność i niespodziewane ataki potrafią dać się we znaki. W grze nie ma możliwości zapisu, checkpoint pojawia się automatycznie po wykonaniu zadania pobocznego (po trzy na każdą misję), które jednocześnie daje możliwość respawnu. Jedna misja, trzy zadania poboczne, trzy życia. Jeśli się nie uda, zaczynamy całość od nowa. Poziom trudności to wielka zaleta tej produkcji.

Trzeba jednak przyznać, że po jakimś czasie gra zaczyna nużyć – powtarzalny gejmplej to duży minus, ciężko znaleźć tutaj odskocznię od wykonywania ciągle tego samego (zabij określoną liczbę cywili na mapie, odeprzyj atak policji i ucieknij). Monotonna kolorystyka też potrafi męczyć, ponadto często przeszkadza w grze – ciężko jest czasem zobaczyć przeciwników, którzy zlewają się z otoczeniem, zwłaszcza kiedy na ekranie dzieje się dużo na raz. Po ukończeniu krótkiej, trwającej około 5 godzin kampanii, można grę przejść jeszcze raz na wyższym poziomie trudności, tylko w zasadzie nie ma po co. Przydałyby się jakieś dodatkowe misje, dzienne zadania i ranking graczy, które przedłużyłyby żywotność produkcji.

My name is not important

Po rozebraniu z kontrowersyjnej otoczki, Hatred okazuje się przeciętną produkcją niepozbawioną błędów. Optymalizacja kuleje straszliwie i spadki płynności widoczne gołym okiem pojawiają się zbyt często nawet na naprawdę mocnych pecetach. Na szczęście łatki wydane po premierze poprawiły wydajność. Jest też kwestia sterowania. Jak na twin-stick shooter na padzie gra się dość niekomfortowo, ponieważ celowanie grzybkiem pozostawia wiele do życzenia. Lepiej przysiąść do gry z klawiaturą i myszką, chociaż nawet wtedy sterowanie nie jest jakoś wyjątkowo wygodne. Z kolei jazda samochodami (można wsiąść do policyjnych radiowozów i wojskowych pojazdów) to porażka totalna, ponieważ steruje się nimi bardzo źle, w dodatku cały czas „żabkują” – przy Hatred prowadzenie samochodów w State of Decay to przyjemność.

Hatred najlepiej smakuje w małych dawkach – jedna misja wieczorem i powrót do rzeczywistości. Przy dłuższych sesjach potrafi znudzić. Czy i komu można grę polecić? Ciężko powiedzieć – jako weteran Postala powinienem być Hatred zachwycony, ale nie jestem. Strzela się dobrze, ale tylko przez chwilę. Krzyżowiec nie przekonuje i rzuca słabiackie teksty, ale być może takie było założenie twórców? Za zakupem gry przemawia przyjemna walka, świetne niszczenie otoczenia i niewygórowana cena. Jednak niedługa kampania i monotonia bijąca z ekranu powodują, że lepiej chyba poczekać na przecenę – być może do tego czasu Destructive Creations doda dodatkowe tryby gry? Naprawdę przydałyby się jakieś dzienne wyzwania i ranking.

PS. Podobno powstaje Postal: Redux. Grę ogłoszono w zeszłym roku, ale od tamtej pory studio Running With Scissors siedzi cicho. Zobaczymy, co z tego wyjdzie – chętnie zagrałbym w remake, wsadził Postal Dude’owi granat w gębę i usłyszał: „I regret nothing”.

Grę w wersji PC otrzymaliśmy do recenzji od PR Outreach.