PREZ START #13 – Dungeons II

Dawno temu nie było dostępu do Internetu, a gry kupowało się na rynku, obok stoiska z ręcznie robionymi kapciami. Wiele wydawanych wtedy na rynku tytułów nie było dostępnych w sklepach. Tych z kolei było jak na lekarstwo, a ceny miały zaporowe. W skrócie: piraciło się na potęgę. Gier było mniej niż obecnie, więc przy jednym tytule spędzało się całe tygodnie i mimo że płytki były pirackie, to często szanowało się grę bardziej niż niejeden tytuł zakupiony dzisiaj za grubą kasę i rzucony w kąt po dwóch godzinach grania. Prawda jest taka, że za gówniarza gry były magiczne – każda była inna, wyjątkowa, wciągająca.

Jedną z pozycji, które najbardziej mnie oczarowały i na stałe pozostały w pamięci, był wydany w 1997 roku Dungeon Keeper, stworzony przez Petera Monyleux i jego nieistniejące już studio Bullfrog. Miałem 13 lat, komputer stał w pokoju rodziców i nie zawsze miałem do niego dostęp, więc kiedy rodzice wychodzili do sąsiadów i miałem komputer dla siebie, gasiłem światło, zakładałem słuchawki i wrzucałem do napędu płytkę CD. Nie pamiętam, czy poza Diablo i Tomb Raiderem, jakakolwiek gra w tamtych czasach zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie. Nie byłem zresztą osamotniony w swojej fascynacji – świat zwariował na punkcie bycia tym złym.

Dungeon Keeper…

Dungeon Keeper doczekał się w 1999 roku kontynuacji, ale później słuch po nim zaginął. Kultowa gra została reliktem kultowych czasów, jednak świat nie zapomniał. Z odsieczą przybyło Realmforge Studios, które stworzyło Dungeons oraz Dungeons: The Dark Lord, oba w 2011 roku. Niestety żadna z produkcji nie dosięgała do pięt swojemu duchowemu protoplaście i fani, mimo że temat ograli, pozostawieni zostali z pouczuciem niedosytu. Ekipa Realmfroge nie dała jednak za wygraną, zakasała rękawy i postanowiła zrobić kolejne podejście do tematu. Mroczny Lord, znany również jako Największe Zło, powraca w sequelu, by władać nie tylko podziemnymi lochami, ale sięgnąć też po znajdujące się na powierzchni ludzkie osady i zamki…

Na pierwszy rzut oka rozgrywka nie różni się od tego, co znamy dobrze z gier studia Bullfrog – pod nasze władanie oddane zostają podziemia, które rozbudowujemy systematycznie, wydając rozkazy naszym podwładnym chochlikom, zwanym tutaj uroczo zasmarkańcami. Jest tu lewitująca ręka wydająca rozkazy i rozdająca klapsy zachęcające do szybszej pracy, są żyły złota, są różnego rodzaju sale, które budujemy na wykopanych obszarach. Są najemne stworzenia, pułapki i dzielni śmiałkowie, którzy schodzą do podziemi w celu zdobycia bogactwa i chwały. Powtórka z rozrywki wykonana jest tak dobrze, że podczas grania nie ma się odczucia obcowania z klonem legendarnej strategii, a raczej jej kontynuacją – uśmiech sam pojawia się na twarzy podczas sprzedawania klapsów niezasługującym na nie, ciężko pracującym sługusom.

… i nie tylko!

Nowością w Dungeons II jest walka na powierzchni. Każda misja rozgrywa się jednocześnie na dwóch płaszczyznach, do zarządzania którymi służą dwie osobne minimapy. W każdej chwili możemy wypuścić nasze wojska na powierzchnię, by rozpętać piekło na ziemi. Z symulatora zarządzania podziemiami gra przemienia się wtedy w bardziej klasyczny RTS, przypominający nieco to, co znamy chociażby z Warcraft III. Co ciekawe, przełączanie między płaszczyznami jest natychmiastowe, a czas płynie równocześnie na obu z nich. W późniejszych misjach trzeba prowadzić walki symultanicznie pod oraz nad powierzchnią ziemi, co bardzo urozmaica zabawę.

Ogarnięcie całości zapewne sprawiałoby problem, gdyby nie Narrator, który prowadzi gracza przez każdą misję i informuje o nowościach, a także na bieżąco komentuje to, co dzieje się w trakcie gry. Taka forma tutorialu, mimo że nie jest niczym nowym, sprawdza się tutaj rewelacyjnie, ponieważ pasuje do klimatu gry. Narrator jest wyjątkowo zabawny i z przyjemnością słucha się jego opowieści i komentarzy, zwłaszcza, że nie tylko sypie dobrymi żartami, ale często puszcza oczko do klasyków, takich jak Władca Pierścieni, czy Gra o Tron. Niektóre dowcipy mogą wydawać się czerstwe, ale ogólnie Narrator wypada tu nad wyraz dobrze i bardzo pozytywnie wpływa na odbiór całości. Propsy!

Nie ma czasu na nudę

Dungeons II to cholernie dobrze odrobiona praca domowa, która rehabilituje twórców po niezbyt udanej jedynce. Co więcej, nie jest tylko klonem DK – mechanika zarządzania podziemiami wzbogacona jest tutaj o drugie tyle zabawy w postaci gry strategicznej rozgrywanej na powierzchni. Najemne jednostki to znane z klasyki fantasy orki, gobliny i wężoludzie – podstawowa frakcja dostępna w grze to Horda, ale można zagrać również frakcją Demoniczną, przypominająca bestiariuszem to, co znamy z DK. Na pochwałę zasługują też system rozwoju kolejnych technologii i czarów, czy możliwość kupowania przedmiotów do konkretnych pomieszczeń, np. łóżek do szpitala, gdzie potwory leczą się po obronie podziemi (podczas walk na powierzchni wężoludzie mogą leczyć swoich towarzyszy, a na mapie znaleźć można też butelki zdrowia leczące cały oddział).

Gra jest dość rozbudowana, ale nie na tyle, żeby początkujący gracz się pogubił – Narrator dba o to, żeby wprowadzać nas w kolejne tajniki rozgrywki, mimo że czasem się chłop zirytuje i opieprzy nas za opieszałość. Co więcej, każda kolejna misja nie zaczyna się od żmudnej rozbudowy bazy tak jak w DK, choć oczywiście zarządzanie lochami jest stałym elementem każdej mapy. Zabawę urozmaicają też dodatkowe zadania w trakcie misji, takie jak odnalezienie pustelnika żyjącego w podziemiach niedaleko naszego lochu lub zdobycie kopalni złota należącej do krasnoludów. Scenariusz kampanii dla jednego gracza jest na tyle ciekawy, że z przyjemnością poznaje się historię Mrocznego Lorda mszczącego się na ludach zamieszkujących kolorowe do porzygania krainy na powierzchni.

Jak już przy kolorystyce jesteśmy, muszę przyznać, że Dungeons II jest troszkę zbyt kolorowe jak na mój gust. Zdaję sobie sprawę z faktu, że lekko kreskówkowa oprawa ma zapewnić produkcji długą młodość, ale osobiście wolałbym brunatne klimaty pierwszego DK. Podziemia są troszkę zbyt jasne, a słodkie krainy powierzchni (specjalnie przesłodzone do granic możliwości), nawet po przemianie w zalane kwasem i lawą pustkowia, atakują sporą dawką kolorów. Dungeon Keeper przytłaczał swoim mrocznym klimatem i nawet dzisiaj, kiedy w niego gram, czuję, że jestem pod ziemią. W Dungeons II ten efekt wypada troszkę gorzej. Nie ma też możliwości wcielenia się w jednego ze sługusów i zwiedzania lochu z jego perspektywy. Trochę mi tego brakowało – W Dungeon Keeper potrafiłem wcielić się w muchę i bez końca latać po wydrożonych przez chochliki tunelach.

Co jest w skarbcu?

Twórcom udało się uniknąć wielu niedoróbek i błędów, które bardzo negatywnie wpływały na przygodę w pierwszej części. Nowe rozwiązania i możliwość walki na powierzchni, zrobiły z Dungeons II smakowity kąsek, który z powodzeniem przejmuje schedę po klasyku z 1997 roku, oferując udany miks gatunków tower defense i RTS. Dynamiczna rozgrywka, zróżnicowane misje, spora dawka humoru, ładna oprawa audiowizualna (choć jak na mój gust odrobinę za kolorowa) – warto się tą grą zainteresować, bo wciąga jak mało która współczesna produkcja! Jak dla mnie jest to tytuł świetny, zasługujący na wyróżnienie w postaci Laski Preza. Dla wszystkich growych dinozaurów, którzy tęsknią za Rogatym Rozpruwaczem, jest to pozycja obowiązkowa, zwłaszcza że pudełkowa edycja limitowana PC dostępna jest w Polsce za stosunkowo niewysoką cenę. Jest też dobra wiadomość dla posiadaczy konsol – gra zmierza na ósmą generację!

PS. Poza kampanią fabularną gra posiada tryb multiplayer dla maksymalnie 4 graczy, oferujący kilka trybów rozgrywki poprzez Internet lub LAN. W trakcie starć w sieci frakcje Hordy i Demonów nie tylko rozbudowują swoje lochy, ale toczą też potyczki o strategiczne punkty rozsiane na powierzchni.

Grę w wersji PC otrzymaliśmy do recenzji od polskiego dystrybutora, firmy cdp.pl.