PREZ START #10 – Red Baron: War of Planes

Nigdy nie byłem fanem gier mobilnych. Przy całej masie tytułów dostępnych na PC i duże konsole, jakoś nie czułem potrzeby męczenia się przy małym ekraniku. A jednak cała masa ludzi, zwłaszcza tych grających z doskoku, bardzo ceni sobie taką formę zabawy. Granie mobilne to kopalnia złota dla twórców gier i z tego względu tytułów dostępnych na komórki oraz inne urządzenia przenośne jest zatrzęsienie. To świetna wiadomość dla graczy – wynikiem dużej konkurencji jest coraz lepsza jakość oferowanych tytułów.

Niedawno do ogrania trafił do mnie Red Baron: War of Planes od VRI Phantom. Normalnie kazałbym rozgrywkowym chłopakom spadać na drzewo, ale to nie żadne Floppy Bird, czy inne Bubble Shitstorm, tylko gra z krwi i kości. W dodatku o dwupłatowcach. Z Czerwonym Baronem w tytule. Każdy chłopiec wie, że Manfred Albrecht Freiherr von Richthofen był przekozakiem lotnictwa podczas I Wojny Światowej.

02

Żaden ze mnie znawca latania, ale jednego jestem pewien – wolę starsze maszyny od nowoczesnych, które robią wszystko automatycznie. A dwupłatowce to już w ogóle wdzięczny temat, jest w nich coś cholernie przyjemnego. Podobnie zdają się uważać ludzie z VRI Phantom, którzy postanowili stworzyć Red Baron: War of Planes, mimo że podobnych tytułów jest na rynku jak mrówków.

Szczegółowe i bardzo ładne menu główne wita nas zestawem misji rozrzuconych na mapie (łącznie dwadzieścia). Poza wyborem zadań w menu możemy obejrzeć listę dostępnych samolotów (5 maszyn z tamtego okresu), które wraz z postępem w grze odblokujemy, sprawdzić naszą punktację oraz osiągnięcia. Z tego poziomu pogrzebiemy też w opcjach: do wyboru 3 tryby latania (Arcade, Simulator i War Hero), sterowanie (żyroskopowe lub dotykowe) oraz opcje audio. Dodatkowo w menu przygrywa budujące atmosferę radio z niemieckimi piosenkami.

05

Kampania to zestaw misji wykonywanych jedna po drugiej, bez żadnej fabuły, filmików, czy faktów historycznych – Czerwony Baron występuje tu tylko w tytule. Przed misją możemy jedynie rzucić okiem na stojące przed nami zadanie – zniszcz wszystkie maszyny wroga, eskortuj bombowce, etc. Nie oczekiwałem jednak niczego więcej na tym polu od mobilnej gry, w której chodzi o przyjemność latania i zestrzeliwanie maszyn nikczemnych Francuzów. A więc, czy latanie jest tutaj przyjemne?

Twórcy gry zachęcają do latania przy użyciu sterowania żyroskopowego, ale jak dla mnie jest ono niewygodne. Samolot reaguje dobrze tylko, jeśli gramy pod odpowiednim kątem i trzeba dużo czasu, żeby się przyzwyczaić. Skoro jest to gra mobilna, chciałbym wygodnie pograć np. leżąc w łóżku, a przy żyroskopowym sterowaniu nie mogę. Dlatego zdecydowałem się na standardowy dotyk, który nie boli, bo lata się w ten sposób całkiem dobrze. Poza skręcaniem maszyną, musimy jeszcze regulować jej prędkość, przeładować karabin i oczywiście z niego strzelać. Prędkość regulujemy widocznym z boku ekranu suwakiem, tapnięcie po lewej stronie ekranu pozwala przeładować, po prawej – strzelać.

06

Kiedy już przyzwyczaimy się do sterowania, możemy oddać się beztroskiemu zestrzeliwaniu wrogich maszyn z powietrza. Latanie jest cholernie przyjemne, a walka wciąga. Należy regulować prędkość samolotu w trakcie manewrów, celować w punkt przed kierunkiem, w którym leci wroga maszyna, uważać żeby nie lecieć pod słońce i odpowiednio dozować strzelanie, tak żeby w najmniej odpowiednim momencie nie skończył się pas amunicji – przeładowanie chwilkę trwa. Niby nic skomplikowanego, a jednak sprawia masę frajdy! Nasi sojusznicy to nie tylko element otoczenia – biorą oni aktywny udział w walce i nie raz samodzielnie niszczą wrogie samoloty. Przeciwnicy radzą sobie równie dobrze, a wraz z postępem w kampanii kolejne misje zaczynają stawać się wyzwaniem.

Red Baron: War of Planes to solidna rzemieślnicza robota. Oczy cieszy wysokiej jakości oprawa graficzna. Kokpit, modele samolotów, teren, nad którym latamy – wszystko jest bardzo ładne i szczegółowe. Efekty cząsteczkowe to już w ogóle wysoka półka – chmury są świetnie zrobione, podobnie jak eksplozje i dym. Trafione samoloty ciągną za sobą smugi czarnego dymu, słońce oślepia, a plansze wyglądają inaczej w zależności od pory dnia. Wizualnie Red Baron: War of Planes to gratka dla oka na małym ekranie. W dodatku po rzuceniu obrazu na TV (jeśli wasz telewizor obsługuję tą funkcję) nadal jest ładnie!

03

Pisząc ten tekst mam przed oczami jedną z misji eksortowych: chmara wrogich myśliwców, sojusznicze bombowce ostrzeliwujące przeciwnika z pokładowych karabinów, a wszystko to na tle zachodzącego słońca. Grając w Red Baron: War of Planes można doświadczyć immersji, co w przypadku gier mobilnych rzadko się zdarza. To naprawdę przyjemna gra, za którą twórcy życzą sobie niewiele, bo około 12 złociszy.

PS. Ogrywałem wersję testową przed nadchodzącą 2.0, w której zmian i usprawnień będzie jeszcze więcej. W produkcji jest też wersja VR – to dopiero będzie czadzik.

Grę w wersji Android otrzymaliśmy do recenzji od developera, firmy VRI Phantom.