Powrót do Przeszłości #05 – Czerwiec 1996

Jeśli moje obliczenia się zgadzają, to w czerwcu 1996 roku kończyłem właśnie 7 klasę podstawówki nr 2 w Lublinie. Zbliżały się ostatnie w moim życiu wakacje bez komputera. Spędzone głównie na rowerze czy rolkach, z klasowymi ziomami z odległej dzielnicy. Jak to dobrze, że selektywny umysł pamięta z tamtych czasów wyłącznie słoneczne dni, pełne beztroski i dobrej zabawy.

W kinach leciały Nick of Time z Deppem i Screamers (na podstawie Dicka) z Peterem Wellerem (Pan Robocop 1 i 2). Zagranico w kinach królował The Rock (Connery, Cage, Harris, dla mnie absolutny klasyk sensacji lat ’90, i to od Michael’a Baya), The Cable Guy (Carrey w formie, już po obu Ace Venturach, Głupim i Głupszym czy Masce, ale jeszcze przed Kłamca Kłamca czy Truman Show), Eraser (Schwarzenegger strzelał z dwóch railgunów, najlepsza rzecz w średnim filmie), Striptease (zrobiła Demi dla Burta) i The Nutty Professor (Eddie i żarty o pierdach już mnie wtedy aż tak nie śmieszyły).

W czerwcu Jay-Z, The Hives, Lost Boyz czy H2O wydali debiutanckie albumy. Metallica wypuściła Load, Bryan Adams 18 til I Die, Ice-T Ice-T VI: Return of the Real, Beck Odelay. Nie wiem co dokładnie leciało w radiu na zakończenie roku, ale mogli to być The Fugees – Killing Me Softly, George Michael – Fast Love, Maxi Priest Feat. Shaggy – That Girl, Celine dion – Because you loved me, Robert Miles – Children, czy wspominany w poprzednim PDP temat przewodni z Misji Niemożliwej.

Onet2 czerwca powstał Onet, wtedy zwany jeszcze OptimusNet i nie przypominający w niczym swojej obecnej formy. Wcześniej firma miała się starać o koncesję GSM, więc gdzieś w alternatywnej rzeczywistości każdy z nas mógłby mieć telefon w sieci Optimus. Warto dodać, że do założenia portalu przyczynił się sam Bill Gates, który na spotkaniu z Romanem Kluską, założycielem Optimusa, przekonał go, że „Internet jest przyszłością”. 8 czerwca powstała Akcja Wyborcza Solidarność, a 21 czerwca stoczniowcy demonstrowali w Warszawie przeciwko planom likwidacji Stoczni Gdańskiej. Od 8 do 30 czerwca trwały Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej, spoiler, w finale Niemcy pokonali Czechów 2:1. Poza kolejnymi zamachami bombowymi w Manchesterze (IRA), czy w moskiewskim metrze, niewiele się działo.

W giereczkowie nastąpiły dwa wiekopomne wydarzenia. 22 czerwca odbyła się premiera Quake’a. Następca Dooma i Wolfensteina robił niesamowite wrażenie trójwymiarowa grafiką i mrocznym, gotyckim designem. Robiłby też muzyką Nine Inch Nails, ale najpopularniejsza w Polsce „wersja” była jej niestety pozbawiona. Zasługi Wstrząsu dla przemysłu gier są gigantyczne, zarówno pod względem gameplayowym jak i technologicznym. Można by o tym wszystkim pisać miesiącami i w sieci znajdziecie pewnie tysiące takich elaboratów. Ja dam się wypowiedzieć ekspertom, którzy w najbliższych miesiącach przygotują odpowiednie recenzje.

Drugim, równie wstrząsającym wydarzeniem, była japońska premiera konsoli Nintendo 64, która nastąpiła dzień po premierze Quake’a. 23 czerwca mali, żółci wyspiarze, mogli za ok 200$ kupić ostatnią dużą konsolę na kartridże i zagrać na niej w trzy gry – Super Mario 64, Pilotwings 64 i Saikyō Habu Shōgi (bez 64, dopiero sequel dorobił się tej liczby w tytule). Pierwsza trójwymiarowa inkarnacja Mariana robiła spore wrażenie, nawet jeśli ktoś nie gustował w platformówkach. Ostatecznie gra stała się największym hitem sprzedażowym piątej generacji (PSX, Saturn, N64, Jaguar, 3DO), trafiając do rąk 11 milionów nabywców (Gran Turismo niecałe 11mln, Final Fantasy VII prawie 10mln). A jeśli wierzyć plotkom, to po dwudziestu latach niepodzielnej dominacji płyty kompaktowej Nintendo w glorii i chwale przywróci kartridże do głównego nurtu.

W czerwcu 1996 pewnie nie bardzo wiedziałem o co chodzi, ale teraz, patrząc na okładkowy art z pierwszej, automatowej części Virtua Fighter (’93), czuję latające w brzuchu motyle. Płaskie cieniowanie, pozbawione tekstur modele, tak niewiele polygonów, a tak wiele charyzmy. Cytując tekst z okładki – „PRZEŁOM”.

Numer skupia się oczywiście na targach. Przede wszystkim na wiosennym ECTSie, ale jest też kilka słów o E3. To niesamowite jak aktualny jest rys branży sprzed dwudziestu lat. Koszty marketingu równe kosztom dewelopingu, podaż przekraczającą popyt, duże firmy wchłaniające mniejsze, czy wyraźny brak „gier środka” (chociaż ostatnimi laty to się na szczęście trochę zmieniło).

Dział zapowiedzi okupują gry prezentowane na targach. Można się z niego dowiedzieć kilku dziwnych informacji o Diablo, albo o tym,  że „Screamer i NFS wyznaczyły nowe standardy wyścigów„. Och, Screamerze, gdzie jesteś kiedy tak cię teraz potrzebujemy? Screeny z Hardwar wyglądają tak klimatycznie, że aż muszę sprawdzić jak ta gra wyglądała w ruchu. Jest też zapowiedź Prey’a! Tak dobra, że nawet nie będę cytować fragmentów – trzeba ją samemu przeczytać w całości. Futurystyczne wyścigi Scorcher pamiętam za wysoki poziom trudności, chyba nie dałem rady przejść poziomów z dema. Ale na Pentiumie działał w 30fps w SVGA (800×600), podczas gdy „w wielu nowoczesnych wyścigach samochodowych w trybie SVGA owa szybkość spada do kilkunastu klatek na sekundę„. Wypas, SVGA ówczesnym 4k. Jest też zapowiedź Tomb Raidera, oczywiście z obowiązkowym przywołaniem Fade To Black. No, ale Lara ma mieć „2000 klatek animacji”  a „potwory zbudowane zostały z dużej ilości wielokątów i w ogóle nie wyglądają kanciaście”. W ogóle! W zapowiedzi Settlers 2 cieszy split screen i praca w DOSie –  ale będzie grane. Na Amisię wyszedł Super Taekwondo Master, Rajd Przez Polskę, czy Primal Rage.

W tym miesiącu ukazuje się też pierwszy Secret Service CD, taki duchowy następca Cover Disk. W sumie nie mam pojęcia jak to wyglądało, bo SS z krążkiem kupowałem o wiele później. Ale z opisu można wywnioskować, że to istna rewolucja, nie tylko na rodzimym, ale i światowym rynku. Wstępniak skupia się na zawartości numeru i owym krążku, króciutkie Gawędy o pecetach i konsolach, Aloha! na internetowych mangach i MUDach, a na koniec wskakuje pierwsza część relacji z E3. A tam takie cudowności jak Acclaim, czy GT Interactive wymieniane jako liderzy branży, na równi z Electronic Arts, a Namco i Konami przedstawiane jako nieznane w Europie japońskie giganty. Nazwy takie jak Interplay, Mindscape, Microprose czy Psygnosis, kiedyś wywołujące szybsze bicie serca, dziś są już praktycznie zapomniane. Ehh, dwadzieścia lat minęło, jak jeden dzień…

W Kombat Kornerze Gulek streszcza animowany film Mortal Kombat: The Journey Begins. Animacja 2D była tam przeplatana sekwencjami walk wyrenderowanymi w 3D, i o ile wtedy robiły wrażenie, tak teraz wyglądają strasznie pokracznie (film można bez problemów znaleźć na YT). Dobrze że MK4 wyglądał o wiele lepiej. A skoro jesteśmy przy grach wyglądających lepiej niż prerendery od New Line Cinema – głównym daniem w tym miesiącu jest Virtua Fighter 2, „gra, dla której warto mieć konsolę Sega Saturn”. Pod koniec 1997 wyszła wersja PC, w którą zagrywałem się z kumplami w liceum, i mogę się podpisać pod wszystkim, co napisał Gulash. Charakteryzująca się przejrzystym sterowaniem, setkami kombinacji i unikalnymi stylami walki gra na zawsze pozostała jednym z moich ulubionych i najbardziej katowanych mordobitek 3d (obok Soul Calibura i Dead or Alive 2). A żeby podnieść poziom nostalgii do 11, wrzucam recenzję gry z magazynu Escape, którą swego czasu oglądałem tak często, że znałem ją prawie na pamięć. „Słońce praży, doktorat obroniony… Czas dać komuś w zęby!”

Tak w ogóle to Tomasz Knapik jest dla mnie Głosem Gier Wideo. Wiadomo, był Joystick, Kazimierz Kaczor, Review Territory (nigdy nie miałem Hypera, więc mnie totalnie ominęło) i kilka innych inicjatyw (nie piszcie mi tu tylko o Multimedialnym Odlocie, bo będę banować), ale to właśnie Escape i Pan Tomasz byli dla mnie telewizyjnym ucieleśnieniem gier wideo. Zamykam oczy i znowu mam czternaście lat…

Szybki skok do działu recenzji. Nigdy nie grałem w żadną część serii Silent Hunter (80%), ale jakoś do dziś pamiętam że to te gry o łodziach podwodnych. W Mega Tripaku znajdziemy m.in. Cyclemanię (75%), która wykorzystuje technologię znaną z Mega Race, czyli trasa i całe tło jest prerenderowanym filmem, po którym poruszają się renderowane w czasie rzeczywistym pojazdy. Za to w Mega Packu 5 były taki hity jak Flight Unlimited (80%), Fx-Fighter (85%), Primal Rage (75%) czy Jagged Alliance (80%). Wydawane przez CD Projekt Packi zawierały kilka gier w całkiem okazyjnej cenie. Pamiętam że miałem chrapkę właśnie na ten z numerkiem 5, ale nie mogłem go znaleźć w żadnych lokalnych sklepach komputerowych. W EarthSiege 2 (85%) nigdy nie grałem, załapałem się tylko na drugiego Mechwarriora, ale i tak wolałem wersję analogowo-planszówkową.

No, w końcu gra w którą zawsze chciałem zagrać, a nigdy nie miałem okazji. Kingdom O’Magic (85%) wydaje się być bardzo fajnym tytułem. Podane przykłady humoru („Wychodzę z gry!”) czy mechanik występujących w grze (wędrujący NPCe? wow) brzmią bardzo zachęcająco. Ciekawy zabieg, że każdą z dwóch grywalnych postaci gra się na oddzielnej płytce cd – odwiedzają te same lokacje, ale prowadzą inne dialogi. No i wstęp do recenzji jest ciekawy. Jak dzisiaj musi się czuć Micz, gdy grę opisuje się jako np. „multiplayerowy, pixelartowy, survivalowy, trzecioosobowy indyk moba z craftingiem w early accessie”.

Zawsze też chciałem zagrać w Bad Mojo (85%) bo bardzo podobała mi się ta charakterystyczna „fotograficzna” grafika. Oglądając gameplaye na YT stwierdzam, że to wciąż fajny pomysł na grę, który po kilku unowocześnieniach sprawdziłby się nawet teraz. W żadne Zorki nie grałem, ale seria była znana i lubiana, więc załączam recenzję Zork Nemesis (90%). Piękne renderki środowiska, rozglądanie się na boki po panoramach 360, tak się kiedyś usyp… tzn. grało w przygodówki. Na koniec Dust (90%), która, mimo działania na znienawidzonym Windowsie, okazała się świetną grą (o której nigdy nie słyszałem). To western dziejący się sto lat przed moimi urodzinami w miasteczku Diamondback (jak ja kochałem tą myszkę Razera), który z opisu wygląda jak pradziadek dzisiejszych sandboxów. Żyjące miasto pełne mieszkańców, przeróżne aktywności czekające na gracza (poker), dialogi, przygody, wszystko skąpane w fotorealistycznej grafice. Kurna, grałbym (20 lat temu)! Recenzji Bastionu od L.K.Avalon nie zamieszczam, bo gra nie dostała ani pełnej strony, ani dobrej oceny (45%). A tak naprawdę zapomniałem zrobić zdjęcia.

Ileż się dzieje na rynku konsolowym! Na Jaguara wychodzi „druga generacja oprogramowania”, a IPS zaczyna sprzedawać w Polsce gry na PSX, który niedługo ma być dostępny do kupienia w lokalnych salonach Sony. Sega Saturn kosztuje 999 złotych, czyli mniej więcej tyle co teraz gruby Xbox One. Przeczytajcie też newsy, bo są naprawdę dobre. A w recenzjach m.in. pierworodny ISS (85%), czyli prapraprapradziadek PESa, czy Need For Speed (90%), który na konsoli jest „fenomenalnie szybki i płynny”, a w stosunku do wersji PC dodano splitscreen i nową kamerę. Na Jaguara wyszedł Flashback (80%), w którym „Pełna filmowej jakości (24 klatki na sekundę) animacja sprawia niezwykłe wrażenie”. Pamiętajcie te słowa gry znowu traficie na grę nie trzymającą 30 klatek.

W dziale Test znajdziemy m.in. opis trzech kart Sound Blaster PnP – SB 16 Value Edition PnP (360zł), SB 32 PnP (555zł) i SB AWE 32 PnP (860zł). Wiecie w ogóle ile kosztuje wasza obecna karta muzyczna?

Po siedmiu (SIEDMIU!) stronach „reklam”, będących tak naprawdę listami gier wypisanymi czcionką 2mm, trafiamy na koniec numeru. A tam dwie perełki. Pierwsza to opis 45 odcinka Czarodziejki z Księżyca. Polsat nie wyemitował dwóch ostatnich odcinków pierwszej serii (dlaczego – wyjaśnienie w ramce z newsami), więc SS przybył na ratunek, i teraz możemy sobie przeczytać opis tego niesamowitego finału sezonu. Ewenement, takie rzeczy tylko w czasach bez Internetu.

Drugą perełką jest recenzja anime Ghost in the Shell, które dopiero co miało swoją premierę VHS w USA. Tutaj nie ma co wybierać cytatów, warto ją przeczytać samemu. W mojej świadomości ten klasyk gatunku istnieje „od zawsze”, więc teraz aż ciężko mi uwierzyć, że świat mangi i anime poznałem w czasach, gdy GITS jeszcze nie istniał. Jestem stary.

Żegnam się z ekipą Virtua Fighter odkładając SS#36 na półkę. W kolejnym odcinku wydanie wakacyjne – dwumiesięczne. Pecetowcy zasmakują walki w 3D (a czasem nawet w FPP), będą osadnicy, pancerne smoki i moja pierwsza kompaktowa akcja.

  • Jakub Orlano Antoniuk

    Fapowanie do rozdziałek nigdy się nie kończy?

    • Prez

      Nigdy! 😀

  • isaakPL

    Tak to czytam i przecież nie jestem tak stary a pamiętam jak czytałem ten numer SS