Powrót do Przeszłości #03 – Kwiecień 1996

Lecimy z kwietniowym PDP, mam nadzieję, że nadgonię niedługo kolejne miesiące i wreszcie cykl ukazywać się będzie regularnie. Wybaczcie te refleksy światła na zdjęciach, następnym razem obiecuję poprawę.

Co pamiętacie z kwietnia 1996? Ja nic. Ale dzięki mocy wszechpotężnego Internetu wiem, że właśnie wtedy amerykanie złapali Unabombera. Pan Kaczynski nie zdążył pewnie udać się do kina, by podziwiać przepoconego Van Damme’a w The Quest. U nas grali wtedy takie hiciory jak Toy Story (pierwsza na świecie długometrażowa animacja 3D i pierwszy kinowy film Pixara, a w 2018, po 22 latach, ma się odbyć premiera czwartej części), Zostawić Las Vegas, Gorączka, Pociąg z forsą, Drakula Wampir bez zębów, czy Dziwne Dni (świetny cyberpunkowy thriller noir).

RATM wydał swoją drugą płytę, a Tina Turner śpiewała nam GoldenEye. Golden, golden eye…

Pierwszego kwietnia (wszyscy pewnie myśleli, że to tak dla jaj, a oni byli zupełnie serio) ukazał się pierwszy numer CD-Action, które po dziś dzień żyje i najwyraźniej ma się całkiem dobrze. Cokolwiek by nie  mówić, 20-letniego stażu może im pozazdrościć wiele konkurencyjnych magazynów. Tym bardziej, że praktycznie wszystkie już od dawna nie istnieją. Czasami zastanawiam się, czy kupowałbym SS, Gamblera i Reset, gdyby wciąż się ukazywały. Pewnie nie. Zmieniły się czasy, zmienili się redaktorzy, zmienił się rynek, i zmieniłem się ja… Ale wracając do przeszłości – na dołączonej do numeru płytce nie było, co prawda, słynnych pełnych wersji gier, ale można było sprawdzić dema m.in. gier Need For Speed, Mortal Kombat 3, czy Warcraft 2. Ale na pełnoprawną wizytę CDA w PDP będziecie musieli jeszcze chwilkę zaczekać, bo póki co, regularnie kupowanym przeze mnie magazynem był tylko i wyłącznie Secret Service.

W kwietniu 1996 w Londynie odbywały się targi ECTS, a sikret obchodził swoje trzecie urodziny. Na okładce pan z gry Aliens. Tak, z „tych” aliensów, ale spoiler alert – nie ma się czym ekscytować. W dziale zapowiedzi nie przewinął się raczej żaden znany hit, więc nie wiem, co jeszcze mógłbym napisać. Może to, że po dwudziestu latach, część przemyśleń Adriana Chmielarza z Gawęd jest nadal zaskakująco aktualna.

ss_34_02

W zeszłym miesiącu relację z targów Play Box opisywał magazyn Gry Komputerowe. Teraz możemy się dowiedzieć, jak to wydarzenie wyglądało z perspektywy żółto-czerwonych. A na ich stoisku działo się, oj działo, aż żałuję, że nikt tego nie nagrał dla potomnych.

Obok widnieje reklama Kompendium Wiedzy. Kompendium było zbiorem starych i nowych materiałów, wydanym w formie książkowej i sprzedawanym wyłącznie wysyłkowo. 352 strony pełne m.in. grzebania w savegame’ach, mangowych recenzji, opisów ciosów do bijatyk, felietonów historycznych i przede wszystkim tipsów (kodów, cheatów) do gier. Wszystko przeplatane rysunkami nadesłanymi przez czytelników (tak, Śledzia też). Sam nie załapałem się na pierwsze wydanie (z helikopterem), ale jestem szczęśliwym posiadaczem wydania drugiego (z Larą Croft). W kolejnych latach Kompendiów było jeszcze kilka, i podobnie jak Secret Service, przechodziły trudne zmiany kadrowe, ale to historia na oddzielny tekst.

Dwustronna reklama Labiryntu, największych targów gier wideo, odbywających się w miejscu, które wiele lat później będzie lokacją dla Poznań Game Arena. Wydawcy, tacy jak Mirage, MarkSoft, IPS Computer Group, CD Projekt, Digital Media Group czy Techland, będą prezentować gawiedzi hiciory pokroju Duke Nukem 3D, Wing Commander 4, Civilization 2, Quake, czy Gabriel Knight 2. Na targach miał się ukazać specjalny numer SS, który dopiero dziś miałem okazję ujrzeć na własne oczy (dzięki ci, wszechpotężny Internecie!), ale okazał się po prostu kilkunastostronicowym katalogiem gier dostępnych na targach.

Tymczasem lecimy z recenzjami. Opisywany miesiąc temu w Grach Komputerowych Skaut Kwatermaster (70%) dostał w sikrecie ocenę o 10 punktów niższą. Przy tej okazji można zobaczyć jak inaczej były pisane recenzje w SS w porównaniu do tych z GK. Obok, również całkiem kreatywna, recenzja gry Kupiec (65%), znanej pewnie posiadaczom Atarynek i Amigi (tak słyszałem, sam nie grałem, rzetelne dziennikarstwo).

Ciekawe rzeczy działy się w kwietniowym Kombat Kornerze. Nie wiem czy numer ukazał się dokładnie pierwszego kwietnia, ale czytając informacje o Tekkenie na PC sprzedawanym ze specjalną kartą graficzną, albo trójwymiarowej bijatyce od rodzimego Metropolis, mam wrażenie, że Gulash puścił wodze fantazji. Ale nie powiem, dwadzieścia lat temu długo wpatrywałem się w screena z „punkiem i panem policjantem” licząc na to, że kiedyś zagram w taką swojską bijatykę.

Ostatecznie z wyżej wymienionych gier grałem w Toshindena i Virtuę, która obok Mortali przez długi czas była moją ulubioną serią. Dwójkę nieźle katowaliśmy w liceum, ale to dopiero za niecałe dwa lata… I nie za bardzo wiem, o co chodziło Gulashowi z tym cytatem z Babilon Zoo. Najwyraźniej piosenka Spaceman (1996) bardzo mu się podobała. Nie ma się co dziwić, starszaki pewnie pamiętają charakterystyczny motyw z kozackiej reklamy jeansów, a oryginalny numer też jest klasa.

Recek SU-27 Flanker (90%) i EF 2000 (95%) nawet nie czytałem, ale wrzucam ze względu na stare czasy, kiedy premiera symulatora lotniczego nie była świętem lasu (wychodzą teraz w ogóle gry tego typu?).

I znowu gra, którą Gry Komputerowe opisywały miesiąc temu – Wing Commander 4 (90%). Trzeba tylko pamiętać, że marcowy numer GK zaliczył poślizg, dlatego był niby z marca, ale gry zawierał już dosyć kwietniowe. W ramach ciekawostki znowu można sobie porównać obie recenzje. Zdjęcia z The Dig (65%) już nie wrzucam, i tak większość tekstu to solucja.

Ale ale, cóż mamy na kolejnej stronie? Toż to Aliens: A comic book adventure (55%), gra na licencji kultowej marki, która (jak wiele kultowych marek) nie miała zbyt wiele szczęścia do adaptacji growych. Wydana na dwóch kompaktach przygodówka mogła się pochwalić całkiem szczegółowo wyrenderowanymi statycznymi lokacjami i filmikami, ale „trudno jest w nią pograć”. Ja nawet nie wiedziałem o istnieniu takiej gry, za to przypomniałem sobie, że miałem kiedyś osobiście sprawdzić, czy równie słabo (jeśli nie gorzej) oceniane Aliens: Colonial Marines z 2013 naprawdę zasługuję na swoją (nie)sławę.

Podobno seria Battle Isle była naprawdę fajna. Ja tam nie wiem, oczywiście nie grałem, rzetelność. Ale wklejam poniższą recenzję Battle Isle 3 (65%) ze względu na jeden piękny cytat: „Na jaką masę trzeba było przerabiać ten program pod Windows? (…) pod przereklamowanym Win’95 gra chodzi nieźle, ale ilu jest już odważnych z tym systemem?”. Nienawiść do „okienek” taka piękna, buchała żarem już dwie dekady temu.

ss_34_10

Pominę recenzję gry Cricket (70%), zawierającą nawet opis zasad gry (więc nie dowiecie się, co oznaczają zwroty „legs before wicket” czy „legbyes”). Pominę również tekst „Z edytorem przez wieki”, który byłby równie ciekawy (opis edytorów do The Universal Military Simulator, Tanks!, Warlords 2, Warcraft 2 i Battleground Ardennes), co usypiający. Przejdźmy od razu do czegoś bardziej pobudzającego. W dziale konsolowym m.in rewolucja na miarę walkmana, oficjalna dystrybucja Mega Drive w Polsce, czy flagowe tytuły z PSX (w USA sprzedano już 1mln konsol) przenoszone na Saturna, który teraz dzięki swojej technicznej wyższości (ta, chyba w 2D) może poważnie zagrozić konkurencji! Dzieje się w konsolowym światku. Ale nie to jest najciekawsze. Spójrzcie na recenzje Fify, Wipeouta, czy Destruction Derby, i nasyćcie swoje zmysły zachwytami nad wydajnościową i dominacją wersji konsolowych. Chyba już nigdy nie będzie nam dane czytać w recenzji, że gra na konsole zjada pod względem rozdzielczości i płynności wersję pecetową. A Assault Rigs pamiętam z Escape…

W dziale Test opis CD 32 Pro Module, czyli ustrojstwa zmieniającego Amigę CD32 w pełnoprawną Przyjaciółkę 1200. Grałem kiedyś u kogoś na Amidze w Mortala, żonglując co rundę dyskietkami, a poza tym nic nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem.

Czymś zdecydowanie bardziej na czasie jest recenzja gogli wirtualnej rzeczywistości I-Glasses. Mogę sobie wyobrazić jak wyglądała jakość obrazu wyświetlanego przez te ekraniki, ale nie mogę sobie wyobrazić, jak musiała wyglądać detekcja ruchu. Z resztą, jeśli sam tekst to dla was za mało, to wystarczy zajrzeć w zakamarki wszechpotężnego Internetu.

Na koniec, na ekskluzywnej przestrzeni tylnej okładki, recenzja gry niezwykłej. Gry, która swoimi innowacjami pchnęła gatunek do przodu. Gry, która stworzyła ikonicznego bohatera. Gry, którą Tomek Pieniak stawiał na piedestale gatunku w naszym Doomopodobnym Specjalu. Gry, której teraz chyba bym nie rozpoznał po poniższej recenzji, skupiającej się głównie na flakach, krwi i żądzy mordu. To ciekawe jak Duke Nukem 3D (95%) był widziany w dniu premiery, jeszcze bez tej wielkiej sławy, której dorobił się przez kolejne lata. Ani słowa o charyzmie, czy słynnych one-linerach. Trochę zachwytów nad interaktywnością otoczenia, ale przede wszystkim skupienie się na zabijaniu. No i ta stara klasyfikacja Dooma jako „gry zręcznościowej”. Z perspektywy czasu, to wszystko wydaje się trochę dziwne, nie? Ja w Księcia grałem setki razy, zawsze zaczynając od początku i nigdy nie dochodząc nawet do połowy. A gdy id Software kilka miesięcy później zaserwowało nam Wstrząs, wszystkie gry na silniku Build(opodobnym) spadły w moich oczach do niższej kategorii wagowej. Duke zawsze był dla mnie księciem, ale nigdy nie był królem.

I tyle było kwietnia. W kolejnym odcinku, w pogoni za upragnioną terminowością, czeka nas pojedynek MK3 vs SSF2T, F-14 Mavericka, polski Warcraft, szósta planeta od słońca, walczące samochody, walczący motocykliści, pancerne smoki, rozdarte dekolty, erotyczne przygody i pierwsza, ale na pewno nie ostatnia, wizyta pewnego całkiem znanego hazardzisty. Pamiętajcie, GoldenEye i Spaceman!

  • Prez

    Gra pracuje w nieco wyższej rozdzielczości i wyświetla trochę więcej klatek na sekundę (jest przez to płynniejsza) niż wersja PC <3

  • Jakub Antoniuk

    Spacemana to ja pamiętam z wersji z zrobociałym, piskliwym refrenem. Nawet nie wiedziałem, że istniała inna wersja.