Powrót do Przeszłości #02 – Marzec 1996

Pamiętacie, że kiedyś niektóre magazyny growe zaliczały sporą obsuwę premiery? Chodziliśmy codziennie do ulubionego kiosku, by w końcu dostać marcowy numer w połowie kwietnia? No, to w przypadku PDP udało mi się kontynuować tę tradycję. Nie będę was zanudzać opowieściami o przeciągającym się remoncie, czy nawale pracy. Nie będę pisać, że prędzej czy później, ale na pewno kolejne odcinki będą się ukazywać w kolejności chronologicznej. Po prostu zaproponuję puszczenie składanki hitów z 1996 roku (ależ tam jest muza) i zabranie się do czytania, co tam takiego ciekawego wydarzyło się 20 lat (i trzy miesiące) temu.

Marzec 1996. Adam Małysz wygrywa swój pierwszy konkurs Pucharu Świata, a Brytyjska para królewska odwiedza Polskę, w kinach lecą Rozważna i romantyczna, Co się wydarzyło w Madison County, Słodko gorzki i Wrzeciono czasu. Za granicą kina okupje Fargo, Sierżant Bilko, Diabolique, Klatka dla ptaków (polecam!) i Krytyczna decyzja – prawdopodobnie jedyny film z Seagalem, w którym Steven ginie, w dodatku jeszcze zanim zaczyna się konkretna akcja.

Gdzieś za oceanem. Phil Collins odchodzi z Genesis, a Gravity Kills (grali na soundtracku do filmu Mortal Kombat) wydają debiutancki album. Max Cavalera płodzi szósty album Sepultury – Roots, na którym można usłyszeć m.in. Davida Silverie, Jonathana Davisa, DJ Lethala, czy Mike’a Pattona. Ja dopiero po kilku latach dowiem się, jak duży wpływ na, raczkujący wtedy, nu metal miała ta płyta. Al Yankovic wydaje Bad Hair Day, zawierający m.in parodiujący Coolia Amish Paradise. Pojawia się debiutancki, solowy album Busta Rhymes, i składanka Songs in the Key of X: Music from and Inspired by the X-Files, której kasetę mam do dziś. W marcu bracia Hanson wydali album MMMBop… Tak…

Skoro więc jesteśmy przy grach, to w tym miesiącu na półki sklepowe rzucono Super Mario RPG, Kirby Super Star, Panzer Dragoon Zwei i pierwszy na świecie survival horror – Resident Evil. O ile dwie pierwsze tytuły niewiele mi mówią, to o dwóch kolejnych chyba nie muszę wam opowiadać. Zresztą, pewnie niedługo będzie recenzja w Secret Service. A, no właśnie, Secret Service…

Zastanawiam się, dlaczego kupiłem kolejny numer SS’a. Czy tak bardzo spodobał mi się poprzedni? Czy już wtedy postanowiłem, że będę go kupować co miesiąc? A może z nudów postanowiłem sprawdzić, co tam napisali w nowym numerze? Nie wiem. Nie pamiętam w jakich okolicznościach go kupiłem, ale najważniejsze, że to zrobiłem.

Gdybym był prenumeratorem, obłowiłbym się w Cover Disk z demem Screamera, a tak musiałem się zadowolić okładką z apetyczną Cammy. Do tego wyraźnie zaznaczone Tekken i Wormsy, klasyka, szykuje się dobry miesiąc. W środku reklama i recenzja Nowego Teenagenta (95%), gdzie za jedyne 69zł można usłyszeć voice acting Alexa, Gulasha czy Martineza. Chyba grałem kiedyś w jakieś demo, ale ledwo pamiętam, z resztą to pewnie wstyd, przyznać się do nieznajomości Teenagenta. W dziale zapowiedzi m.in. Big Red Racing, Bedmuda Syndrome czy Descent 2. Into The Shadows „będzie mieszanką RPG, przygodówki i mordobicia” – brzmi zupełnie jak otaczające nas od lat „przygodowe gry akcji”, czyli prawie wszystkie gry TPP. O Quake’u „piszemy w zasadzie po raz pierwszy”, „osadzony w klimacie fantasy”, „John Romero powiada, że większość tego, co się o Quake mówiło jeszcze pół roku temu, jest już obecnie nieaktualne”. Wszystko się zgadza, ale o tym za momencik napisze ktoś mądrzejszy ode mnie. W zapowiedziach znalazła się jeszcze bijatyka z pięknie prerenderowanymi robotami – Rise of the Robots 2. Co ciekawe, w pierwszej części gracz mógł walczyć tylko jedną postacią – to się nazywa rewolucja w gatunku.

Niecałe pół strony zajmuje notka o Lovecrafcie, którego 59 rocznica śmierci wypadała 14 marca 1996. Poniżej mała rubryczka Aloha! Internet!, której nie ma co opisywać, trzeba po prostu zobaczyć oryginał:

W tym numerze ukazał się też pierwszy odcinek Gawęd bez fai pisanych przez „tego” Adriana Chmielarza. Można się z nich dowiedzieć jak wielkie nadzieje były pokładane w pierwszym Quake’u, i chociaż po części zrozumieć dlaczego w jednej grze znalazły się zamczyska, zombie, piekielne potwory, ale i rakietnice, strzelby i żołnierze z laserami. Fantasy i SF, pomieszane bez większego wytłumaczenia. Ciekawe się na to patrzy wiedząc jak gigantycznym sukcesem i kamieniem milowym gier wideo był Quake.

Na dyskietce 1,44mb zmieściła się cała jedna trasa Screamera. Co prawda tylko w wersji VGA, czyli 640×480, ale dzięki temu śmigała już na 486DX/33 i 8MB ramu. 5zł. To już „humbla” można by za to kupić.

Warto tez pokazać jak wyglądał kącik Tips & tricks, czyli wszelkiego rodzaju podpowiedzi i „tajnych kodów”. Niektóre porady brzmią jak obecne posty na forach, czy Facebooku, a kiedyś były wysyłane listem i drukowane w miesięczniku. Ehh, te mroczne wieki bez Internetu.

Czas na danie główne – recenzje. Na pierwszy ogień chyba dosyć niska ocena dla Wormsów (65%), które przynajmniej w moim otoczeniu z miejsca stały się klasykiem. Sam pomysł na rozgrywkę może i nie był oryginalny (Scorched Earth miało już wtedy pięć lat), ale oprawa audiowizualna i klimat robaków walczących na śmierć i życie wybuchającymi bananami i owcami na pewno były czymś niespotykanym. Obecnie praktycznie martwa seria (ostatnio zapowiedziano Worms W.M.D) składała się z pokaźnej ilości gier, które chyba nigdy nie zbliżyły się poziomem do pierwszych części. Pamiętam, że jedynie Liero, czyli „takie Wormsy, tylko w czasie rzeczywistym”, miało w sobie coś z dawnej magii walczących robali.

W Kombat Kornerze dwudziestojednoletni Gulash rozpoczyna opis postaci ze Street Fightera. Kiedyś człowiek zastanawiał się, skąd ci kolesie w gazetach znają te wszystkie listy ciosów, historie postaci itp. Teraz wystarczy posłuchać Konsolite opowiadającego jak to drzewiej bywało, i wszystko staje się jasne!

Comix Zone, jedna z najbardziej komiksowych gier ever, zbiera 90%, Grand Prix Manager 95%, CyberMage 80%, Police Quest 5 SWAT jedynie 50%. The 11th Hour, czyli następca The 7th Guest, zgarnia 70%, tuż za nim druga część opisu do Dark Seed 2 (85%). Torin’s Passage (50%) po dziś dzień kojarzę z nazwy tylko z recenzji w programie Escape, ale to temat na zupełnie inny tekst.

Nigdy nie było mi dane zagrać w Beavis & Butt-Head Virtual Stupidity (95%), mimo, że naprawdę chciałem. Tym bardziej, że gdy już wyprosiłem swój pierwszy komputer, sporo czasu spędziłem z demem gry, które zawierało mini gierkę z pluciem z dachu na różne rzeczy (widoczne na screenie pod napisem Virtual). Doszedłem do takiej wprawy, że trafienie w zwinną wiewiórkę, czy mały, papierowy samolocik, nie sprawiało mi żadnej trudności. A ten dźwięk „charczącego zaciągania amunicji” pamiętam do dziś (Pograłbym w to – dop. Prez).

W tym numerze pojawia się też kolejna porcja pinballi. I niech mi ktoś powie że kiedyś nie było lepiej (dla fanów pinballi)

Warhammer: Shadow of the Horned Rat zebrał 95% i, podobnie jak przygody dwóch przygłupów z MTV, ku mojej rozpaczy, nigdy w niego nie zagrałem (A ja grałem! Mam nawet na GOG, chcesz? – dop. Prez). Na szczęście po dwóch latach załapałem się na na kolejną część (Dark Omen), która już na zawsze pozostała w moim sercu, a żaden kolejny Warhammer już tak dobrze nie smakował. Teraz, po dwudziestu latach, ukazuje się Total War: Warhammer, czyli wersja Młotka, o której od wielu lat marzyli fani komputerowych strategii.

Muszę przyznać że o Battleground Gettysburg (100%) nie wiem absolutnie nic, ale patrząc na ocenę, nie wyobrażam sobie, żeby o nim nie wspomnieć. A więc, oto strategia najwyraźniej doskonała:

Marcowy kącik konsolowy to przede wszystkim takie perły jak Killer Instinct (tylko 70%?), pierwszy Tekken (100%, druga seta numeru!) czy (śmiało, wiem że chcecie to wypowiedzieć to na głos) Ridge Racer (kolejne 100%, mind blown!). Ze świata cyferek – Atari sprzedało 200 tysięcy Jaguarów, Sony 3,4 miliona PSXów, a Sega 2,4 miliona Saturnów. Miło czyta się też informacje o ustaleniu standardu DVD, który „kiedyś będzie montowany w komputerach i konsolach”. Dwadzieścia lat minęło, a my zastanawiamy się czy te przestarzałe napędy optyczne są nam jeszcze w ogóle potrzebne.

Opis wchodzącego na polski rynek napędu CD do Jaguara. Powiem tylko jedno – puzzle z teledysków. Mamy Blu-ray’e, 4k i VR, a gdzie są puzzle z teledysków?

Jako ciekawostkę wrzucam też przykładowe strony z ofertami sklepów, bo właśnie zdałem sobie sprawę, że dla młodszych graczy takie tabelki są pewnie czymś niespotykanym. Warto rzucić okiem, rozstrzał cenowy niczym między obecnymi tytułami AAA, a indykami. Ale wiadomo, że na giełdach i tak było taniej.

Co prawda po kilku latach dorwałem polskie wydanie komiksu Appleseed, ale tak naprawdę, o większości dóbr kultury opisywanych w Manga Roomie mogłem jedynie pomarzyć. Tak tez było z filmem Street Fighter The Animated Movie, w którym „Chun Li bierze długi, gorący prysznic”. Na szczęście, gdy miałem dostęp do sieci w kafejkach internetowych (nie było jeszcze YouTube, ale czasami można było znaleźć fanowski FTP z filmikami w formacie avi, czy mpeg) nadrobiliśmy z Chun ten wymarzony, długi, gorący prysznic. Boże, błogosław Internet.

Jak zwykle na ostatniej stronie okładki leży recenzja na deser, w marcu 1996 trafił tam Wipeout, zgarniając ocenę 80%. Wormsy mogłyby się wstydzić, bo futurystyczna seria gier o antygrawitacyjnych wyścigach, doczekała się świetnych kontynuacji na wiele generacji konsol (szkoda, że tak rzadko gościła na pecetach). Obecnie, poza kilkoma wyjątkami, popularność tego gatunku przygasła, ale dla mnie Wipeout wciąż pozostaje jego niekoronowanym królem. Królem, w którego nigdy nie nauczyłem się grać i rozbijałem się po bandach niczym wypełniona wodą wanna na torze bobslejowym.

Jak mówiłem, nie wiem dlaczego kupiłem nowego Sikreta. Ale tym bardziej nie wiem, dlaczego kupiłem nowe Gry Komputerowe. To był pewnie okres eksperymentów, wiecie, każdy to przeżywał w szkole, czy na studiach. I nie skończyło się na marcowym numerze, moją kolekcję zdobi jeszcze kilka numerów Gier. Może to kwestia kolorów okładki? W końcu czerwień, żółć, błękit i biel dobrze się kojarzą.

Gry Komputerowe były cienkie. Dosłownie, nie w przenośni. Okładka nie była tak pięknie lakierowana jak u konkurencji, ale przynajmniej nie musieliśmy wygrzebywać z kieszeni 3,30zł, a jedyne 2,20zł. Zaoszczędzoną złotówkę można było odłożyć do skarbonki na loda Magnum, paluszki Lajkonika, albo Tamagotchi, które w 1996 r. miało swoją premierę w Japonii i po jakimś czasie trafiło również do Polski (miałem z dinozaurem, po jednym mi się znudziło, ale pixelart był zacny).

Dla porównania niejaka firma Hegatar Computing na słynnej giełdzie na Grzybowskiej sprzedawała importowane brytyjskie magazyny po 20-30zł. Ciekawe kto wykładał dziesięciokrotność równowartości rodzimych pism żeby móc poczytać coś w języku Szekspira. To pewnie ci, co dziś kupują Edge albo Retro Gamera.

A jeśli ktoś z was wiedział jaka firma wyprodukowała konsolę Playstation, to dzwoniąc na numer 0-700 mógł wygrać ten cud techniki (3,70 + VAT, drożej niż dwa numery Gier Komputerowych!). Wspaniałe czasy, brakuje tylko Telezakupów Mango.

Dzięki relacji z trzeciej edycji katowickich targów Play-Box można sobie przypomnieć kilka starych firm dystrybucyjnych, ale przede wszystkim  poczytać o „słabości polskiej prasy komputerowej, poróżnionej i skłóconej”, oraz poznać historię pewnej kraksy samochodowej.

Po prawej wielka reklama Megapaka 5, czyli zbioru dziesięciu gier sprzedawanego w bardzo atrakcyjnej cenie. Pamiętam, że miałem chrapkę na Primal Rage, Jagged Alliance i FX Fighter, ale niestety, w żadnym sklepie nigdy nie trafiłem nawet na ślad jakiegokolwiek Megapaka.

Dział recenzji otwiera Dowódca Skrzydła Cztery (95%), kolejna część super znanej serii kosmicznych symulatorów. Przynajmniej tak mówią wszystkie stare pryki, bo ja nigdy nie miałem okazji osobiście zagrać w żadnego WC. Ta seria kojarzy mi się z fabularnymi przerywnikami filmowymi i Lukiem Skywalkerem (w tekście opisany jako Luc, może to ten raper z Zielonej Góry). No i McDowellem. I z tym grubym brodaczem, który ma dziwne nazwisko, grał w wielu serialach, i był Gimlim we Władcy Pierścieni. I tyle. Teraz najbliższą okazją na zapoznanie się z czymś zbliżonym do WC będzie Star Citizen (robiony pod kierownictwem tego samego pana, Chrisa Robertsa), kiedy już w końcu wyjdzie. Wydanie gry było całkiem niezłe, bo poza sześcioma płytami (w końcu gdzieś musiały się zmieścić te cztery godziny filmów) zawierało trzy spolszczone książeczki. Warto też rzucić okiem na wymagania sprzętowe, bo 486/DX4 75MHz, 30MB przestrzeni dyskowej, czy CD-ROM podwójnej prędkości, to nie przelewki. Więcej na temat WC4 nie jestem w stanie napisać, mogę was jedynie przekierować do recenzji.

Drugą dużą recenzją jest The Dig, czyli kosmiczna przygodówka od Lucas Arts, która zebrała ocenę 99%. Po sukcesie sprzedażowym, twórcy planowali stworzenie filmu na jej podstawie, ale do dziś nic z tego nie wyszło. Za to ukazała się książka, luźno oparta na wydarzeniach z gry. A w samej grze głos podkładał m.in. Robert Patrick, znany przede wszystkim z roli T-1000 z Terminatora 2, albo z późniejszych sezonów Z Archiwum X. Scenki przerywnikowe, stworzone przez Industrial Light & Magic, orkiestrowy soundtrack, i nie mam pojęcia co jeszcze, bo w The Dig też nie grałem.

Skauta Kwatermastera też nigdy nie grałem (ale się wypowiem, ładnie mi dzisiaj idzie), ale tytuł brzmiał tak charakterystycznie, że pamiętam go do dziś. Przygodówka polskiej firmy LK Avalon zdobyła nawet nagrodę Złotego Dysku od Świata Gier Komputerowych, a, co można przeczytać w krótkiej recenzji, humorem dorównywała słynnemu Teenagentowi (też nie grałem, odłóżcie te kamienie). Warto spojrzeć na cenę – 24 złote przy standardowych ~150, to całkiem niezły „indyk”, już o rozgrywce na niecałe dwie godziny nie wspomnę.

W marcowym numerze Gier ukazał się pierwszy odcinek Strefy Śmierci. Dział nie miał nic wspólnego z postapokaliptyczną grą RPG o tej samej nazwie, która ukazała rok wcześniej w magazynie Magia i Miecz (1/95). Swoją drogą klimat erpegowej Strefy Śmieci jest niesamowity i polecam ją wszystkim fanom radioaktywnych pustyń pełnych popromiennych mutantów. Fani, za pozwoleniem autorów, zebrali wszystkie materiały w jeden, darmowy podręcznik, dostępny chociażby pod tym adresem. Ale wracając do marcowych Gier Komputerowych, tutejsza Strefa Śmierci była nowym działem poświęconym wyłącznie bijatykom. Taki odpowiednik SSowego Kombat Korner, w dodatku akurat w tym odcinku zawierał… opis postaci ze Street Fightera! Cóż za zbieg okoliczności! Na trzeciej stronie znajdowała się lista ciosów do Primal Rage, nawalanki z prehistorycznymi stworami, która „jest tak dobra, że chyba nawet lepsza od słynnego Street Fightera”.

W grudniu 1995 wydając 2 lub 3 złote w krakowskim centrum Manggha można było wejść na wystawę gier Nintendo i pograć w Killer Instinct albo Asterixa. Impreza miała trwać ponad dwa tygodnie i „wejść na stałe do kalendarza ekspozycji Centrum Sztuki Japońskiej” (Mahggha). Fajnie, muszę sprawdzić kiedy kolejna edycja, na NX-ie sobie pogram, a co.

Coś jest z gazetami komputerowymi i działami z dowcipami. Może to kwestia tych rymowanek o znienawidzonych platformach, wzorowanych na folklorze futbolowym? A może po prostu wiele osób połasiło się na nagrody pieniężne za wydrukowanie najlepszych tekstów? W każdym razie jako ciekawostkę wklejam stronę „Na wesoło!”.

Był dział tipsów w Sikrecie, jest i w Grach Komputerowych. Te kolumny cyferek z kodami do poszczególnych poziomów muszą sprawiać, że wszystkim fanom excela robi się gorąco z wrażenia. Tak się właśnie kiedyś czitowało.

W dziale Doommania, poświęconemu grom „doomopodobnym”, obszerna zapowiedź Duke Nukem 3D, wymieniająca masę rzeczy, którymi charakteryzuje się gra, poza samym strzelaniem. A każdy, kto grał w przygody Księcia, wie, że było tego od groma. Im bliżej do premiery, tym większe panowało poruszenie wśród graczy, i chyba nikt nie mógł się doczekać tej przełomowej produkcji. A pół roku później miał jeszcze nadejść Quake. Jeśli chcecie sobie przypomnieć tamte czasy, to zapraszam do specjalnego odcinka Rozgrywki, poświęconego właśnie tym najbardziej znanym, starym grom „doomopodobnym”.

Obok znalazła się porcja map do Hexena, czyli wariacji na temat Dooma w wersji fantasy. Były to po prostu printscreeny z map znajdujących się w grze, nawet bez zaznaczonych znajdziek czy lokacji. Niby była gotowa mapa, ale wciąż trzeba było kombinować.

Ogłoszenia drobne z działu Giełda mogą wzruszać. Te wszystkie Amigi i Atarynki szukające nowych właścicieli. Jest nawet poszukiwanie młodych twórców gier (do 17 lat, po co komu starsze dziady), albo opisy i kody „na zamówienie”, swoją drogą wcale nie tanie.

I to chyba tyle jeśli chodzi o marzec. W kwietniu 1996 czeka nas słaba gra o Obcym, gogle wirtualnej rzeczywistości i guma do żucia kończąca się w odpowiednim momencie.

  • Kazz

    Piękny tekst! Super ta wzmianka w recenzji Ridge Racera o przewadze PlayStation nad pecetami. Gdzie te czasy?