Phantaruk

Phantaruk to debiut krakowskiego studia Polyslash. W swoim założeniu to survival horror w klimacie science-fiction z widokiem pierwszoosobowym, nastawiony na eksplorację. Czy jest to debiut wymarzony? Zapraszam do lektury.

Co się dzieje?

Początek gry nie jest bardzo oryginalny – budzimy się w pozornie wolnym od żywej duszy miejscu. Pierwsze chwile to oswojenie się z sytuacją. Dowiadujemy się, że jesteśmy na statku kosmicznym Purity-02, który należy do H+ Corporation. Już pierwsze informacje rzucają więcej światła na to, jak bardzo mamy przeje…. to znaczy przegwizdane. Dlaczego? Otóż H+ zajmuje się tworzeniem klonów ludzi, którzy mają być pozbawieni słabości. Jakby tego było mało, na naszej prawej ręce znajduje się coś w rodzaju HUD-a, który wskazuje nasz puls oraz stężenie toksyn. No właśnie, toksyny. Zatruwają nasz organizm, i kiedy ich stężenie dochodzi do 100% rośnie nasz puls, a my coraz słabiej widzimy. Kiedy ten z kolei urośnie do 200, umieramy. Jedyne lekarstwo to rozsiane po statku strzykawki, ale jest ich niewiele (i to nie jest jedyny problem z nimi związany, ale o tym później). Podsumowując, mamy przerąbane jak w ruskim czołgu zimą.

Jaka jest w tym nasza rola?

Autorzy postawili uprzykrzać graczowi życie w drodze do jego celu, a punktem odniesienia były gry takie jak SOMA, Alien: Isolation, czy też Dead Space. Na statku bowiem znajduje się tytułowy Phantaruk, a także wspomniane już klony. Co prawda są one średnio ogarnięte, ale jak już się do nas dobiorą, to czeka nas respawn. Z tytułowym potworem jest tak samo – nie mamy z nim szans. Gameplay to unikanie wrogów, chowanie się w cieniu, szukanie strzykawek. Często, by przejść dalej, musimy rozwiązać niezbyt trudną zagadkę logiczną (np. znalezienie czterech ogniw, kart dostępu, czy innego przdmiotu). Broni nie posiadamy, jesteśmy zdani tylko i wyłącznie na siebie. Po drodze znajdujemy również dzienniki tekstowe oraz audio, które pozwalają dowiedzieć się jak wyglądało życie załogi na Purity-02.

A jak to wszystko wygląda?

Bardzo przyzwoicie! Silnik Unity, użyty na potrzeby gry, dał sobie radę z pomieszczeniami na Purity-02, a także z oświetleniem i efektami efektami specjalnymi. Nie jest to może poziom Outlast, ale nie można się do niczego przyczepić. Warto też dodać kilka słów o oprawie audio. Jest bardzo dobrze dopasowana w każdym calu. Gdy zbliża się do nas tytułowy Phantaruk, nie tylko zaczyna nam się delikatnie zamazywać obraz gry, ale też muzyka robi się coraz głośniejsza oraz klimatyczna. Audio w grze zostało wykonane przez człowieka o pseudonimie Draco Nared (sprawdźcie sobie jego kanał na YT – jest moc). Technicznie jednak mogę się przyczepić do takich rzeczy jak powtarzalność obiektów, czy okazjonalne błędy w kolizji ze skrzyniami oraz niektórymi niemilcami (bardzo rzadko, ale jednak się zdarza).

Czy granie powoduje wypieki na twarzy?

Ciężko jest udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Gra jak wyżej napisałem to survival horror. W pewnej chwili jednak człowiek raczej przestaje się bać i zaczyna wyścig z czasem (i szczęściem, ale o tym za chwilę) bo toksyny powoli zabijają, a czytanie i słuchanie dzienników nie zatrzymuje całkowicie czasu. To niestety wpływa w mojej opinii na minus, ponieważ w takich grach wkurza mnie poganianie za kolejnymi antidotami – wolę wczuwać się w klimat i grać na spokojnie. Do tego wszystkiego dochodzi fakt, że czasem nasz wróg numer jeden potrafi kantować. O tak, widzę dziada jak idzie w lewe drzwi, przechodzę blisko ściany i za moment pojawia się w innej części poziomu. Teleportować się nie potrafi, więc jakim cudem? U mnie wypieków na twarzy nie było. Ale wynika to z faktu, że tego typu horrory jak Phantaruk, SOMA, Dead Space i Alien: Isolation wciągam nosem bez zająknięcia. Widziałem jednak reakcje wielu jutuberów, a także czytałem niektóre opinie i wielu ta gra wystraszy (na Ciebie patrzę Razer, czytałem Quick Start!).

I co ja mam z tobą zrobić, mój ty niemilcu?

No właśnie. Pewnie wielu czytających spojrzy na to, co napisałem i pomyśli, że ocena będzie niska, bo trochę rzeczy mi nie pasowało. Ja jednak mam na to inne spojrzenie. Historia w grze była nawet ciekawa, choć na pewno nie szczególnie oryginalna. Eksperyment z szukaniem antidotum jest niezły, choć wymaga na pewno kolejnych szlifów. W grze rzadko korzystałem z rzeczy takich jak szyby wentylacyjne, a szkoda, bo to fajne miejsca choćby na chowanie się i szukanie skrótów. W sumie to w ogóle mało było elementów interaktywnych. Z drugiej strony nad grą pracowało 7 osób, które mają doświadczenie w innych firmach (Bloober Team, The Farm 51, Reality Pump), a dla samego studia jest to debiut. Ja na pewno będę dalej obserwować ich pracę, bo pokazali, że wiedzą, co z czym się w tej branży je. Nie od razu zbudowano Rzym, nie od razu dostaniemy polską Somę, czy Aliena, lecz na Boga – następna ich gra będzie jeszcze lepsza, zobaczycie!

Moja ocena gry to solidne 7/10. Osoby, które lubią się trochę bać, mogą spokojnie dorzucić plusika. Jeśli podobała wam się SOMA lub Alien: Isolation, to musicie w to zagrać. I najważniejsze – 12 euro na Steam za premierę? Kto Wam za tyle sprzeda nowy tytuł, hmm?

Autor: Krzysiek „Hader” Tałajczyk 

Platforma: PC

Phantaruk / Deweloper: Polyslash / Wydawca: PlayWay / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od Community Villa.