Pagan Online

W kwietniu tego roku w ramach Early Access pojawił się Pagan Online. Gra od samego początku dostała kilka solidnych kopniaków od graczy, którzy zarzucili jej (słusznie zresztą) okrutną monotonność, nijaki gameplay, fabułę naprawdę niskich lotów, czy słabe sterowanie. I to sterowanie faktycznie jeszcze parę miesięcy temu bardziej przypominało coś z MOBA niż z gry, która miała dawać przynajmniej tyle samo frajdy, co tłuczenie mobków w Diablo, czy Grim Dawn. 26 sierpnia pojawiła się w końcu wersja 1.0.0. Czy coś się zmieniło i Mad Head Games poprawiło największe bolączki swojej gry? Tego oczywiście dowiecie się wewnątrz tekstu. Zapraszam.

Zamysł twórców, a także ich obietnice na papierze, wyglądały bardzo obiecująco. Klon Diablo osadzony w mitologii słowiańskiej, kampania na wiele godzin, masa umiejętności postaci. Niestety, na upartego tylko jedna z powyższych rzeczy została należycie wykonana. Kampania. I to nie dlatego, że jest pełna fabularnych twistów i wciąga jak bagno. Jest naprawdę całkiem długa. Jej przejście może zająć grubo ponad 20 godzin, da się też bawić na trzech poziomach trudności, dzięki czemu ten czas będzie jeszcze dłuższy. A o czym w ogóle jest kampania? Wybieramy jedną z 10 dostępnych klas postaci i ruszamy do bitwy. Nie mija kilka minut, a nasz protagonista ginie. Pobudka na boskim panteonie może byłaby przyjemna, gdyby nie to, że … bogowie zniknęli. I w ten sposób zaczyna się prawdziwa rozgrywka i rozwijanie swojej postaci. Niestety, nawiązań do słowiańskości nie ma tu tak naprawdę zbyt wiele. Co z tego, że spotkamy Welesa, skoro wygląda on jak losowo generowany boss z Diablo lub Torchlight?

Gra oferuje 10 grywalnych postaci. Niestety, nie ma możliwości żeby prowadzić sobie jednocześnie na przykład dwie lub trzy z nich. Dlaczego? Bo po wyborze pierwszej, drugą trzeba sobie po czasie odblokować. Kiedy piszę ten tekst, a minęło kilka tygodni od premiery, nic się w tej materii niestety nie zmieniło. Dopiero, kiedy w trakcie grania, zdobędziemy Duszę Bohatera, będziemy mogli zacząć zabawę drugą postacią. I to jest bzdura w najczystszej postaci. Kolejną bolączką tego tytułu są, w mojej opinii, umiejętności naszych protagonistów. Każdy z dzielnych wojowników ma ich kilka na start oraz kilka do wyboru wraz z awansami na kolejne poziomy. Niestety, kiedy już przyjdzie ten magiczny moment, w którym będziemy mogli sobie wybrać następny wariant siania zniszczenia wśród przeciwników – trzeba będzie zrezygnować z jednego z tych, którymi walczyliśmy do tej pory. Naprawdę drogie Mad Head Games? Nie dało się tam pomyśleć i dodać kilku miejsc na pasku u dołu ekranu? I nieważne, że po drodze w jedną ze zdolności wpakujemy kilka modyfikatorów, które np. spowolnią i będą ranić wroga co 2-3 sekundy. Musisz z tego zrezygnować, jeśli chcesz przetestować nowe możliwości.

Na szczęście Pagan Online nie jest tak bardzo zły, jak sugerują dwa pierwsze akapity. Jest to idealny tytuł, jeśli mamy 20-30 minut wolnego czasu i chcemy go spędzić na eksterminacji wrogów. Mapy, na których odbywają się sieczki, są nieduże, misje krótkie, a wprowadzenie do nich to pół minuty rozmowy między bohaterem, a NPC. Na szczęście sama rozgrywka jest całkiem satysfakcjonująca, nawet pomimo niewielu dostępnych umiejętności. Nie jest jednak idealnie. Gdyby mapy nie były duże, ale za każdym razem inne – nie czepiałbym się. W tym wypadku jednak jest tak, że trafiamy po kilka razy w te same miejsca, a zmienia się tylko punkt startowy. Dlatego przychodzi moment, w którym zaczynamy się nudzić. Próbować to wszystko ratują jeszcze np. skrzynie, na otwarcie których mamy określony czas i trzeba szybko przedrzeć się w odpowiednie miejsce i czasem wypada z nich jakiś ciekawy przedmiot. Niestety, i to może znużyć. Dlatego też jeśli ktoś chce pograć w ten tytuł, lepiej niech nie nastawia się na długie sesje. Do tego nie każdemu będzie odpowiadało sterowanie. Padem na razie grać się nie da (jedynie w teorii), ale są tu 3 schematy sterowania klawiaturą oraz myszką. I najwygodniej grało mi się, kiedy poruszałem się WSAD-em. Próbowałem wszystkich opcji, i tylko w ten sposób dało się odczuwać satysfakcję z rozgrywki.

W takiej grze jak Pagan Online, do ogólnopojętego siania zamętu oraz eksterminacji, trzeba mieć odpowiedni oręż. I tutaj znów nie jest idealnie (jest średnio, prawdę mówiąc). Bronie, dodatki czy pancerze wypadają co prawda w bardzo dużej ilości, jednak zdecydowana ich większość nadaje się tylko na sprzedaż. Niby jest tu crafting, ale pomimo wielu prób i straty praktycznie wszystkich surowców, tylko raz mój kowal zrobił sprzęt godny mojej postaci. A żeby było jeszcze ciekawiej, zdobytej broni nie da się rozłożyć na części! Sprzedajemy więc np. 10 kusz tylko po to, żeby kupić jedną i ją rozłożyć na surowce lub spróbować przerobić na coś lepszego, czym w końcu pokonamy bossa z ostatniego zadania, bo ten ciągle robi z nas miazgę. Ten system, który w głowach opracowali twórcy, chyba nie był przez nikogo testowany, bo wygląda bardzo źle. Wisienką na torcie jest użycie słowa online w tytule. W tej grze online praktycznie nie istnieje. Niby można spróbować pograć z kimś w kooperacji, ale online w zdecydowanej większości to tutaj sprawdzenie kto ma wyższą rangę, moc swoich protoplastów oraz to, że trzeba być zawsze połączonym z siecią podczas gry.

Uwielbiam gry hack and slash. Spędziłem setki godzin przy każdej części Diablo, tak samo jak przy Grim Dawn, Torchlightach czy Titan Quest. W Pagan Online po jednorazowym przejściu kampanii mam serdecznie dość. Ta gra nie jest strasznie zła, ale jest cholernie niedopracowana i wyszła przynajmniej pół roku za wcześnie. Na szczęście cena nie jest zbyt wygórowana, bo za niecałe 70 złotych można jeszcze wybaczyć niedoróbki. Myślę, że za trochę ponad poł roku gra przejdzie na model darmowy. Tam jest jej miejsce. Ale co z tego, skoro z darmowym Path of Exile nie ma najmniejszych szans. 

Autor: Krzysiek “Hader” Tałajczyk

Platforma: PC

Pagan Online / Deweloper: Mad Head Games / Wydawca: Wargaming / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od Wargaming.

  • kapitanbudapren

    Próbowałem na premierę i poszedł refund. Tytuł przypomina jakiś wczesny dostęp, nawet nie betę. Wymaga jeszcze wiele pracy. Mówię to ze smutkiem, bo ostatnio mam głód na jakiegoś znośnego H&S.

    • Krzysiek Talajczyk

      Na niekorzyść tego tytułu właśnie działa to, że jest kilku naprawdę mocnych graczy na rynku – z Grim Dawn i Path of Exile na czele.

      Nawet jak ta gra wyląduje w f2p dostanie od PoE po dupie.

      • kapitanbudapren

        Cytując z jakiegoś filmu : Na każdą modelkę przypada jeden zmęczony nią facet. Ja tak mam z POE, mimo że, wbiłem tam sporo godzin 🙂

        • Krzysiek Talajczyk

          Tylko różnica polega na tym, że PoE jest rozwijane od wielu lat. I będzie dalej dostawało dodatki duże i małe. Tu mam mocne obawy, czy poza patchami wyjdzie cokolwiek. A w PoE sam gram, teraz na ps4 i mocno sobie chwalę.

  • Jędrzej Mąkosa

    Ty chyba lubisz recenzować gnioty, co? 😉

    • Krzysiek Talajczyk

      Czy ja wiem, czy to taki gniot… mam po tej grze mieszane uczucia – jakbym po całym dniu przerzucania gnoju popsikał się dezodorantem.
      Można czasem w to zagrać, tak pół godziny i koniec bo nuży. Po tym, jak grałem raz cały wieczór, nie mogłem potem tego odpalić przez prawie tydzień. Nie umiałem na to patrzeć nawet… Ale w krótkich sesjach, można przeżyć 😉