Obduction

Nigdy nie byłem fanem gier przygodowych. Żmudne klikanie wszystkiego na wszystkim, przeczesywanie każdej lokacji po kilka razy i drętwa rozgrywka – z tym wszystkim kojarzyły mi się zawsze przygodówki, zwłaszcza te w perspektywie pierwszoosobowej. Z tego właśnie powodu klasyczne Myst i Riven: The Sequel to Myst są tytułami kompletnie mi nieznanymi.

Na szczęście elektroniczna rozrywka ewoluuje i na przestrzeni lat pojawiły się pewne podgatunki gier przygodowych, które mnie do siebie przekonały. Przeszliśmy długą drogę od Myst i Atlantis do Life is Strange, SOMA, czy Firewatch. Zmieniły się sposób przedstawiania akcji, sposób prowadzenia fabuły, mechanika, czy wreszcie same zagadki, ale wszystkie te pozycje łączy jedno – to nadal gry przygodowe.

Podgatunków gier przygodowych jest wiele i ciężko je obecnie sklasyfikować, a jeszcze ciężej o klasyczne przygodówki, które święciły triumfy w latach 90. Gry od Telltale to w sumie wirtualne opowieści w odcinkach, zaś popularne obecnie przygodówki środowiskowe, czyli tzw. symulatory chodzenia, mimo że bezpośrednio wywodzą się od staroszkolnych gier adventure, to niewiele mają z nimi dziś wspólnego. W zalewie tych współczesnych produkcji pojawiło się Obduction, stworzone przez ojców gatunku, firmę Cyan Inc., która lata temu dała graczom Myst i Riven. Obduction, tak jak wielu duchowych spadkobierców niegdyś kultowych marek, powstać mogło dzięki zbiórce na Kickstarterze.

Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że Obduction to kolejny symulator chodzenia, w dodatku bardzo atrakcyjny wizualnie, ale myli się ten, kto myśli, że to gra równie prosta i przyjemna jak Firewatch. Ludzie z Cyan Inc. dostarczają produkt we współczesnej oprawie graficznej, pozwalający na współczesne rozwiązania, a jednak maksymalnie wierny swoim klasycznym poprzednikom – to trudna, żmudna, nie prowadząca za rączkę, nie wyjaśniająca czegokolwiek gra przygodowa w pespektywie FPP… Jak ja ich nie znoszę.

20160926183857_1

Początek jest mocny – zostajemy porwani i przeniesieni do świata o nazwie Hunrath, który ewidentnie ma pozaziemski rodowód. Na miejscu okazuje się, że przed nami trafili tu również inni ludzie, a wraz z nimi fragmenty ludzkiej technologii. Ponieważ ludzie ci pochodzą z różnych epok, świat Hunrath składa się z różnorakich elementów – znajdziemy tu zarówno miasteczko i kopalnię rodem z Dzikiego Zachodu, wyglądającą w miarę współcześnie stację benzynową, a nawet nowoczesny sprzęt RTV. Wszystko to zaś na środku pustyni oddzielonej magiczną kopułą od dziwnej planety, na której się znajdujemy. O co chodzi? Tego musimy się dowiedzieć, ale cel rozgrywki pojawia się dość szybko – musimy razem z resztą ludzi uciec z tego dziwnego więzienia.

Pierwszy napotkany przez nas mieszkaniec tego dziwnego miejsca, Cecil, prosi nas o pomoc w przywróceniu zasilania. Cecil wita się z nami przez zamknięte drzwi i otwiera jedynie okienko w nich – przez owe okienko obserwujemy prawdziwego aktora, wyświetlanego w formacie wideo, zupełnie jak za starych czasów. To świetny smaczek i wielu weteranom zakręci się od tego łezka w oku. Jest to jednak pierwszy zwiastun tego, czym gra jest. Cecil i reszta odizolowani są od gracza, który świat Hunrath przemierza samotnie, wysłuchując od czasu do czasu niejasnych poleceń i czytając masę tekstu – nie o takie opowiadanie historii nic nie robiłem.

Eksploracja i rozwiązywanie zagadek. Oto dwie podstawowe czynności w Obduction. Cały ten intrygujący świat szybko zaczyna irytować, kiedy okazuje się, że bez celu szwendamy się już od pół godziny. Nie ma żadnych podpowiedzi, notatnika, ani strzałki nad głową. Jest aparat fotograficzny, ale gra o nim nawet nie wspomina – o jego istnieniu dowiedziałem się z menu głównego. Aparat się przydaje, bo wiele wskazówek znajduje się daleko od miejsca rozwiązania danej zagadki i bez zdjęć pod ręką trzeba by chodzić w te i z powrotem, pokonując całkiem spore odległości – a gra i tak często właśnie tego od nas wymaga. Dobrze, że chociaż biegać tu można.

Poza bieganiem niewiele więcej można tu robić, gdyż świat jest interaktywny tylko w miejscach, gdzie autorzy zaplanowali zagadki. Można od czasu do czasu podnieść jakiś przedmiot oznaczony jako przedmiot, który powstał dzięki zbiórce, ale to nic nie daje i tylko wybija z immersji. Nie można tu kucnąć, podskoczyć, a wejść można tylko w te miejsca, które na to pozwalają, np. na metrowej wysokości podest wejdziemy tylko po kładce położonej przez twórców. Jeśli kładki nie ma, w dane miejsce nigdy się nie dostaniemy. Taki projekt poziomów jest zrozumiały – w grze istnieje możliwość przełączenia na staroszkolny tryb sterowania. Wtedy poruszamy się klikając myszką i obserwujemy jak kamera brnie do przodu. Kolejny smaczek rodem z lat 90. Jednak tak jak wspomniałem na początku, twórcy wprowadzają do gry wiele współczesnych rozwiązań – planowana jest nawet obsługa VR.

Zagadki w Obduction potrafią być trudne, a konieczność podróżowania sporych odległości i wracania ciągle w te same miejsca nuży. Nie pomaga otwieranie kolejnych skrótów, gdyż gra nie wyjaśnia nam co robić i wszystkiego trzeba się domyślić – dla mnie przejście gry bez poradnika nie byłoby możliwe, gdyż zasnąłbym z nudów od tego chodzenia i rozglądania się po wszystkim. Na szczęście brak inwentarza i konieczności podnoszenia przedmiotów, a także mało interaktywnych miejsc, znacznie upraszczają sprawę. Tak jakby.

Mnie Obduction nie porwało, chociaż przyznam szczerze, że z każdą kolejną rozwiązaną zagadką i odkrytą lokacją miałem ochotę zobaczyć, co będzie za rogiem. Gorzej, że za rogiem często pojawiała się kolejna irytująca zagadka i wielki znak zapytania nad moją głową – co teraz zrobić, gdzie iść? Sytuację ratuje dalsza część gry, kiedy możemy wyrwać się z pustyni i zobaczyć inne lokacje, ale nie będę psuć nikomu zabawy – warto zobaczyć je samemu. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że wielu weteranów rzuci się na Obduction jak pies na szynkę – i dobrze, bo to naprawdę konkretna przygodówka. Po prostu zupełnie nie dla mnie.

Autor: Prez

Platforma: PC

Obduction / Deweloper: Cyan Inc. / Wydawca: Cyan Inc. / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od polskiego dystrybutora – firmy Techland.

  • gassasin

    pomysł na fabułe i świat wydaję się być ciekawy, jak dla mnie to gra w sam raz na zimowy wieczór pewnie się skuszę:) Fajnie będzie wsiąknąć w jakiś ciekawy świat.