Nine Parchments

Frozenbyte to studio znane przede wszystkim z cenionych przez graczy serii Trine oraz Shadowgrounds. W swoim dorobku ma również mniej udane Shadwen. W moje ręce wpadła niedawno ich najnowsza produkcja – Nine Parchments. Fani Magicki, mam coś dla was!

Jeśli są na sali osoby nie znające gry od Arrowhead Game Studios spieszę z wyjaśnieniem – powyższy tytuł to hack and slash, w którym liczy się magia i to, jak nią operujemy. 8 żywiołów i ich łączenie było niesamowitą frajdą, a w kooperacji to wszystko jeszcze się potęgowało. Frozenbyte poszło jednak trochę na skróty. Zamiast łączenia żywiołów mamy gotowe czary, z których każdy ma osobny pasek many. Gra jako całość jest również wolniejsza i mniej rozbudowana od Magicki. Czy jednak warto po nią sięgnąć? Po odpowiedź zapraszam jak zwykle poniżej.

Kim jesteśmy i dokąd właściwie zmierzamy? Po pierwszym włączeniu gry możemy wybrać jedną z dwóch dostępnych postaci, a w ramach postępu będzie nam dane odblokować kolejne pięć. Możemy również odkryć dodatkowe wariacje, po 4 dla każdego bohatera, dzięki czemu rozpoczęcie nowej gry da nam inne umiejętności i ubiór, co zachęca do przechodzenia jej kilka razy. W kogokolwiek jednak się nie wcielimy, nasz brodaty nauczyciel i tak uważa, że bardziej stanowimy zagrożenie dla otoczenia, niż nadzieję dla ludzkości. Mamy jednak możliwość pokazania ile jesteśmy warci, ponieważ w wyniku eksplozji nieznanego pochodzenia, ginie kilka stron bardzo ważnego pergaminu. No a kto, jeśli nie nieobeznany w zasadach BHP, chuderlawy, leniwy uczeń Akademii Astral, byłby je w stanie odzyskać?

Nie ukrywam, że liczyłem na sporo humorystycznych akcentów w tym tytule już po samym intrze, ale gra brutalnie sprowadziła mnie na ziemię. Tu praktycznie nie ma dialogów, a najwięcej (całe 2-3 zdania) usłyszymy od narratora w chwili wejścia na nowy obszar. I to w zasadzie wszystko. Zero dodatkowych zadań, zero wyzwań, czegokolwiek. Naprawdę autorów stać było jedynie na umieszczanie kilku piór i skrzynek na każdej mapce? Ilość przedmiotów i ich wpływ na nasze umiejętności też nie powala. W grze mamy możliwość zmiany jedynie naszego kapelusza lub dzierżonej broni. Wpływ na obrażenia od konkretnego żywiołu, czy przyspieszenie regeneracji many, ma tylko broń. Kapelusz, czy czapka, nieważne co się założy na głowę, nie dają totalnie nic. Rozwijanie postaci też nie jest specjalnie ciekawe.

Dobra koniec marudzenia, bo jeszcze pomyślicie że to kiepska gra jest, a to nieprawda. Przejdźmy więc do mięska. W Nine Parchments mamy ponad 30 mapek różnej wielkości, które utrzymane są w różnych klimatach. Zwiedzimy więc między innymi okolice pięknych wodospadów lub zaśnieżone górskie stoki. Korzystając z okazji, płynnie przejdę do oprawy audiowizualnej. Już po pierwszych minutach obcowania z tym tytułem wiedziałem, na czym skupiło się studio podczas tworzenia gry. Produkcja jest przepiękna, wszelkie krajobrazy czy widoki daleko od naszej postaci mają sporo fantastycznych momentów. Podobnie jest z muzyką, która choć czuć, że zrobiona jako całość jest utrzymana w podobnym tonie, to nie nuży, a zachęca do dalszej zabawy. Animacje towarzyszące wybuchom, leczeniu, czy zamrażaniu wrogów również robią wrażenie. Wielkie brawa należą się za to studiu Frozenbyte.

Dla kogo jest Nine Parchments? Gra, która od początku miała być odpowiedzią na Magickę, jest idealnie skrojona pod granie ze znajomymi. Można grać również solo, ale nie ukrywam, że miałem ciężkie momenty. Nasz chuderlawy protagonista pada od kilku ciosów i musi często się leczyć (szczególnie powyżej normalnego poziomu trudności). Grając na padzie nie mamy bezpośredniego dostępu do konkretnej umiejętności, tylko lewym i prawym bumperem (pad od X360) zmieniamy czar. Bywało więc tak, że zamiast walczyć uciekałem w tę i z powrotem szukając w tym czasie czaru leczenia. Warto tu dodać, że jeśli rzucamy czar obszarowy, to działa on również na przeciwników. Kilka razy rzuciłem sobie czar, a potem uciekając potwory zagoniły mnie i straciłem resztę życia. Lub inny przykład – czar naprawdę szybkiego leczenia postaci jest obszarowy. Domyślcie się, kto się uleczył, a kto zginął w tamtej potyczce. Co do niemilców, z którymi przyjdzie nam walczyć, to i one mają swoje unikatowe (i niektóre fantastycznie wyglądające) skille. Kolejna ciekawostka to fakt, że każda umiejętność ma swój pasek many. Kończy się jeden, szybka zmiana z kuli ognia na meteory i bawimy się dalej. Dzięki temu gra podczas walki nie zwalnia ani na moment.

Trochę marudziłem i trochę chwaliłem, jak więc oceniam Nine Parchments? Jeśli znacie Magickę na wylot i macie z kim pograć, to nie zastanawiajcie się ani chwili, bo będziecie się dobrze bawić. Jeśli jednak nie macie z kim zagrać, to polecam wstrzymać się z zakupem. Frozenbyte zrobiło tytuł na pewno lepszy od Shadwen, ale niestety w moim odczuciu gorszy niż wszystkie odsłony serii Trine. A szkoda, bo wystarczyło wsadzić trochę zadań pobocznych, przedmiotów oraz przyspieszyć tempo rozgrywki o jakieś 10-15% i byłby hit. W końcu samą oprawą audiowizualną świata się nie zawojuje, prawda?

Autor: Krzysiek „Hader” Tałajczyk

Platforma : PC / PS4 / Xone / Switch

Nine Parchments / Deweloper: Frozenbyte / Wydawca: Frozenbyte / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od GOG.com – możecie ją kupić tu.