Necropolis: Brutal Edition

Dziś swoją premierę ma pudełkowa edycja gry Necropolis: Brutal Edition w polskiej wersji językowej. Rozszerzona edycja gry to nowa postać, nowe środowisko, dodatkowy oręż i przedmioty oraz masa usprawnień. Z tej okazji Prez i Winfrid postanowili wyruszyć w drogę – Cooldan.

Winfrid: Necropolis to nowa gra od twórców serii Shadowrun. Tytuł jest typowym reprezentantem gatunku roguelike. To oznacza, że gry musimy nauczyć się sami, poziom trudności rośnie z każdym krokiem, śmierć jest tu ostateczna (choć kooperacja zaburza tę tezę), a jedynie część odblokowanych wcześniej przedmiotów przechodzi do kolejnej sesji. Bez specjalnych udziwnień, bez udawania czegoś, czym gra nie jest.

Prez: Podoba mi się wejście w świat gry. Szybka rozpiska klawiszy, żarcik narratora i… radź sobie sam. Generowana losowo plansza, pierwszy przeciwnik, jakieś wazy do rozbicia, loot do podniesienia. Czy to jest Diablo w perspektywie TPP? To chyba dobre porównanie. Hack and Slash oparty o zasady roguelike. Dla mnie osobiście to miłe zaskoczenie, bo po zapowiedziach spodziewałem się raczej czegoś w stylu Dark Souls.

Winfrid: Zaczyna mi się robić niedobrze od tego, że każdy chce mieć grę “taką jak Dark Souls, tylko inną”. To samo tyczy się osób, które uważają, że jak w grze się często umiera, to na pewno jest to klon serii od From Software. Necropolis: Brutal Edition nie ma niczego wspólnego z tymi tytułami. To dungeon crawler, w którym śmierć zabiera ci wszystko. Co ciekawe, pierwszy kontakt z tym tytułem sprawił, że byłem mocno na nie. Doceniłem grę dopiero podczas sesji w kooperacji. Od tego momentu wieczór w wieczór razem z Prezem formujemy drużynę i wyruszamy w drogę.

Prez: I muszę przyznać, że to jedno z lepszych doświadczeń growych ostatnich miesięcy. Poznawanie świata i jego zasad to przyjemność sama w sobie. Walka, chociaż mało skomplikowana, idealnie sprawdza się jako główny człon rozgrywki. Dreszczyku emocji dodają konieczność wypróbowania działania każdej broni i tarczy, czy eksperymentowanie na sobie z miksturami i czarami, jeśli nie mamy akurat pod ręką zwoju identyfikacji. W kooperacji wszystko to nabiera dodatkowych rumieńców – trzeba uważać, żeby nie zranić kolegów, wypada dzielić się lootem, bo tylko kasa jest tu rozdysponowywana po równo, a broń i zbroje występują pojedynczo. Brak mapy i możliwość oznaczania kredą miejsc, które się już odwiedziło, to kolejny świetny smaczek.

Winfrid: Tak, mamy kredę, ale właściwie jest nieprzydatna. To, gdzie byliśmy, najczęściej symbolizują otwarte i zamknięte drzwi. Przy dwóch graczach każdy z nas steruje inną klasą postaci. Po pierwsze, nie musimy się wtedy bić o zbroje, gdyż te są możliwe do ubioru tylko dla konkretnego typu budowy ciała. Po drugie, zauważyliśmy, że poziom trudności różni się w zależności od ilości graczy oraz archetypów jakimi kierują. Kiedy obaj wzięliśmy osiłków, zabicie rekinoludzia było znacznie trudniejsze, niż kiedy ja grałem małą, zwinną czarnogwardzistką, a Prez sterował brutalem. Domyślam się, że podczas grania w czwórkę jest jeszcze trudniej. Jednocześnie jest tu pewne ułatwienie – możliwość podniesienia kompana jest nieoceniona i wydłuża wspólną rozgrywkę.

Prez: Zazwyczaj tego typu produkcje szybko mnie nudzą, zwłaszcza jeśli muszę powtarzać pierwsze, proste etapy po raz kolejny. Tutaj już pierwsza plansza może okazać się wyzwaniem, więc trzeba mieć się cały czas na baczności. Z kolei sama tematyka miejscówek jest na tyle różnorodna, że może się podobać nawet podczas setnego przejścia. Ale nie oszukujmy się – w końcu do wszystkiego się człowiek przyzwyczai i widoczki mu obrzydną. Na szczęście każde przejście oferuje nieco inaczej ułożone miejscówki.

Winfrid: Miejscówki są oczywiście generowane losowo. Co ciekawe, im więcej gramy, tym bardziej się zmieniają. Nie ma tu levelowania postaci. Po zgonie tracimy oręż i zbroję. Kiedy zaczynamy kolejne przejście, mamy jednak odblokowane księgi, przepisy do craftu i specjalne tokeny (służą do otwierania skrzyń, zakupu ksiąg i malowań zbroi), zebrane podczas poprzednich sesji. Wtedy gra rzuca nam pod nogi większe kłody. Jakie było nasze zdziwienie, gdy po kilku grach, w których przelecieliśmy przez poziom w mgnieniu oka, trafiliśmy na bardzo rozbudowany labirynt i przechodziliśmy go około 2-3 razy dłużej niż inne lokacje. Moim zdaniem generator poziomów jest bardzo dobry. Nie czuć wcale, że wszystko wokół jest losowe. Nie można tego niestety powiedzieć o przeciwnikach, którzy sobie nie radzą w tym generowanym proceduralnie świecie.

Prez: Inteligencja przeciwników nie powala, a sami niemilcy faktycznie często nie ogarniają planszy i np. blokują się w ścianie. Nie oznacza to jednak, że nie stanowią oni wyzwania – wręcz przeciwnie. Pierwsze spotkania to zazwyczaj niegroźne zombiaki atakujące w malutkich grupach, ale potem robi się ciekawiej. Szkielety, lewitujące kule strzelające laserem, groźni rekinoludzie, złote golemy i ich opancerzeni strażnicy. Z każdym walczy się nieco inaczej – niektóre stwory skaczą nam na głowę, inne atakują spod ziemi, jeszcze inne strzelają z dystansu. Zwykli wojacy używają dodatkowo różnego oręża, które posiada swoje właściwości – potrafią oni m.in. zadać atak obszarowy lub ogłuszyć gracza. Ale, ponieważ każdy miecz ma dwa końce, przeciwnicy mogą zranić przypadkiem swoich ziomków i w efekcie pobić się między sobą. Tak samo gracze mogą zranić swoich kompanów – należy więc uważać podczas sesji w kooperacji. Swoją drogą, grania w pojedynkę sobie nawet nie wyobrażam. Można, tylko po co?

Winfrid: Gra dużo traci podczas zabawy w pojedynkę. Jeśli więc macie kogoś chętnego do zabawy w kooperacji, to nie wahajcie się z zakupem. Zapewniam, że będziecie się świetnie bawić. To jest też tytuł, który nie angażuje szczególnie mocno. Nie trzeba się doszukiwać głębi w dialogach, czy opisach. Nie trzeba zasiadać od razu na wiele godzin. Można spokojnie pogadać sobie na voice chacie i przy okazji zwiedzić kilka lochów, odkryć nowy pancerz, wypróbować nową broni i wypić niezidentyfikowaną miksturę, by zobaczyć co się wydarzy. Nawet 30-minutowa sesja to masa zabawy.

Prez: Necropolis: Brutal Edition to wciągająca jak bagno, udana gra, która prawdziwych rumieńców nabiera w sesji kooperacyjnej. Graficznie nie imponuje, ale to nie przeszkadza w zabawie, z kolei towarzyszący grze soundtrack jest idealny w tle. Niezbyt skomplikowana walka sprawia autentyczną przyjemność i jednocześnie stanowi wyzwanie, a radość płynąca z odkrywania nowego oręża, napojów i różnych smaczków to wisienka na torcie tej generowanej losowo przygody. Dziś swoją premierę ma edycja pudełkowa w polskiej wersji językowej w cenie – uwaga – 55 złotych. Warto jak cholera!

Autorzy: Prez, Winfrid

Platforma: PC

Necropolis: Brutal Edition / Deweloper: Harebrained Schemes / Wydawca: Techland / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od firmy Techland – polskiego dystrybutora Necropolis: Brutal Edition.