[Na szaro] #2 – Kocham PlayStation tak bardzo…

…że z nieba leci złoty deszcz kiedy o tym myślę. 

 

To paradoks gdy uciekając od przyszywania łatek i szufladkowania samemu jest się szufladkowanym. Pisząc pierwsze [Na szaro] skrytykowałem brak jaj u gier Sony pokazywanych na Paris Games Week co wywołało głosy o mym wiecznym niezadowoleniu. A tak naprawdę nie jestem malkontentem tylko niedowiarkiem. To druga strona monety, którą noszę w swym portfelu w Żółwie Ninja – pierwszą jest miłość do PlayStation.

 

Żeby to opisać wypada zrobić sobie małą podróż w przeszłość. W drugiej połowie lat 90-tych PSX wygrał ceną i nowoczesnym podejściem do dystrybucji. Ken Kutaragi wiedział, że wykorzystanie tego, że Sony ma wielką sieć kontaktów handlowych i ogromne doświadczenie w produkowaniu muzycznych płyt CD może być największym atutem PlayStation i go wykorzystał. Gry były tanie, dostępne, nowoczesne, a dzięki kluczowym umowom m.in. z Namco na szaraku wylądowały hity widziane do tej pory tylko w salonach Arcade. Poza tą całą egzotyką stało się jeszcze coś ważnego, czyli połączono Wschód i Zachód. Poza przepięknymi grami z Japonii dostaliśmy też Wipeouta, MediEvila, Soul Reavera, Crasha Bandicoota, Spyro, Drivera, Colony Wars, Tony Hawk’s Pro Skater, Oddworlda… nigdy do tej pory obie szkoły tworzenia gier nie były w tak wysokiej formie na jednej platformie. Nie dało się tego nie pokochać, a PlayStation 2 wzięło to wszystko i wywindowało na jeszcze wyższy poziom.

 

Przez ponad 10 lat to na plecach PlayStation rósł cały growy biznes, który teraz niemal zabija swojego konia pociągowego – czyli tego kto na dobre sprawił, że gry stały się masową rozrywką także wśród młodych dorosłych i dorosłych. Najpierw upuszczono krwi przy pomocy ostrej konkurencji: gdy zapowiadano, że Assassin’s Creed, GTA IV, Resident Evil 5, Final Fantasy XIII, Tekken 6, Street Fighter IV i Devil May Cry 4 trafią również na Xboksa 360 niemal słyszałem patroszenie podstaw Sony. PlayStation 3 niemal słaniało się na nogach gdy otrzymywało kolejne ciosy, a słynny wyciek danych milionów klientów i awaria PSN z 2011 roku były niemal nie do uratowania…ale na szczęście zaczęto dawać duże gry w PS Plus i jakimś cudem pieniądze zaczęły się zgadzać. Choć gdyby nie gry Naughty Dog trudno byłoby odnaleźć choć trochę charakteru w tej platformie.

 maxresdefault (1)
 

Teraz PS4 święci wielkie sukcesy, a Sony samo nie wie czemu. Nawet dobrych gier nie robią, poza Bloodborne nie mają exclusive’ów, karzą sobie płacić za granie online, ale sprzedają się jak szaleni. Zdarzył się wielki cud, który dla mnie ma znaczenie symboliczne – bo jest niczym danie Sony przez los ostatniej szansy, ostatniej przewagi. Ten łut szczęścia jest po to, by dawny champion mógł się podnieść i wrócić do tego co robił najlepiej, czyli zadziwiać. I Sony wydaje się to widzieć wspierając Shenmue 3, potwierdzając The Last Guardian, prezentując remake Final Fantasy 7 czy mając drugiego NieRa w pogotowiu (jaki odważny i ładny był ten pierwszy trailer, ach). Odkupują w ten sposób swoje winy i grzech pychy przez jaki PlayStation 3 zawiodło. Platforma skazywana była na pewne zwycięstwo, a potknęła się o własne nogi i sznurówki wiązane przez legendarny procesor Cell. A ponieważ uwielbiam sport, czyli dziedzinę która jest wręcz stworzona do wielkich powrotów i jeszcze większych upadków, kibicuję Sony podobnie jak ulubionej drużynie. Przede wszystkim dlatego, że tylko oni są w stanie pogodzić u siebie Wschód i Zachód. Microsoft próbował, ale dostał od Japończyków wilczy bilet, Nintendo za to tak naprawdę nigdy się o to nie starało. A Steam? Steam wygląda jak studnia bez dna, do której wszystko jest wrzucane, a mało czemu poświęca się czas i miejsce.

 

Do wielkiego powrotu (formy całej branży) potrzeba jednak równie genialnych zapowiedzi zachodnich twórców, a już zwłaszcza studiów wewnętrznych Sony. Chcę oglądać ich gry i patrzeć na nie tak jak kiedyś na Wipeouta, MediEvila, Soul Reavera, Crasha Bandicoota, Spyro, Drivera, Colony Wars, Tony Hawks Pro Skater, Oddworlda – czyli jak na arcydzieła, dla których mógłbym odłożyć na bok (trzymając się przykładów z PSX) japońskiego Tekkena 3, Front Mission 3, Chrono Cross, Vagrant Story czy Metal Gear Solid. Nie chcę, by pochodzenie gier było wciąż istotne i wypominane podczas rozmów o nich, lepiej żeby obie szkoły robiły tak świetne tytuły, że wymienia się je jednym tchem zamiast wdrażać kolejne podziały między graczy.

 ps1_all_stars___wallpaper_by_dashyster-d5od3l7
 

Wrócę tu do kwestii bycia niedowiarkiem, bo wydaje się istotna. Przeczytałem ostatnio w bardzo mądrej książce, że niedowiarek to po prostu osoba, która nie wierzy we wszystko co jej się „nie składa”. I ja tak mam widząc te wszystkie niewyraźnie zaprojektowane gry posiadające takie same znaczniki na takich samych mapach, w których robi się to samo, a co gorsze w tym samym stylu. To nie jest coś co kojarzy mi się z tym PlayStation, które rozpaliło moją miłość do gier.

 

Niedowiarek nie będzie wierzył w jedną rzecz jeżeli nie wypływa ona z drugiej. Kiedy design nie łączy się z gameplayem, a dobry pomysł mylony jest z odtworzeniem starego rozwiązania. Teraz na topie są gry proste jak chłop z Mazur, a mimo to nie radzą sobie z własną spójnością. Dlatego warto się zastanowić czy elementy, które składają się na ogrywany przez nas tytuł naprawdę posiadają coś co je łączy i potrafi je wyjaśnić. W większości przypadków elementy te idą własnymi drogami i nigdy się jednak nie spotykają, a twórcy liczą tylko na to, że zauroczą nimi swych odbiorców na tyle długo, by szybko nie zwrócić gry do sklepu (50% sukcesu) i nie nakłonić ich do krytykowania tytułu wśród znajomych (wtedy mamy 100% sukcesu). Ja często szukam tego magicznego „klejącego wszystko” elementu i go nie znajduję, nawet w największych grach, których nie wymienię, żeby nie powrócić tematu wiecznego malkontenctwa i niezadowolenia.

 

Dlatego ekipo PlayStation, wracajcie szybciej na dobre tory i łączcie wodę z ogniem tak jak kiedyś. Przecież widzę, że chcecie…

PS. Oczywiście równie mocno kocham Segę, Xboksa i Nintendo.

  • BIGPUN

    Zdrówko! także kocham PS:)

  • isaak911

    Mnie wychowało Nintendo, pegazus, N64 potem chwilowa miłość do Segi DC i Moja ulubiona konsola NGC, PS2 nabyłem u schyłku generacji i z miejsca pokochałem Sony, PS3 stało u mnie w domu cała generacje, w momencie debiutu aktualnej generacji sprzedałem wszystko żeby nie ominąć hitów na premierę. Srogo mnie zawiodły gry, żadnych przełomowych tytułów do tego ciagłe awarie PSN szale goryczy przelał Driveclub którego szybciutko przeszedłem i przez kilka miesięcy ani razu nie połączyłem sie z serwerami. Sprzedałem teraz mam XO tylko czy to będzie miłość?

    • miłość czy nie, jeżeli chodzi o konsole to warto skakać z kwiatka na kwiatek

      • isaak911

        Teraz chciałbym porządna konsole BigN, z wszystkimi tytułami multiplatformowymi, do tego konkretny Metroid, Zelda Splatoon i będę szczęśliwy.

  • Kamil Lovicky

    Ja mam PS4 glownie dla BF4. Na PC trzeba wszystko wylaczyc w grafice a i tak to nic nie daje bo masa cheaterow jest. Na PS4 kazdy ma ten sam pad te same ustawienia mi sie to pododba. Opisujesz o graczach, ktorzy tym zyja kupuja gry jedna za druga i faktycznie oni przyniosa zyski. Dla mnie obecna sytuacja jest super. Dziala mi BF na takiej grafice jaka mi sie podoba [ bo moze lepiej jakby bylo 1080p ] nie musze co chwile sprzetu zmieniac. Widze, ze DICE nie olal BF pewnie kasa z PS+ robi swoje bo duzo sie zmienia. Gra jest coraz lepsza i wydaja lepsze mapy. Mi taka sytuacja sie pododba 🙂 Denerwuje mnie prosze taki kicz w PS+ te gry niczym na telefon. Reszta dziala dobrze i wiem, ze jak wyjdzie nowa gra to nie bede musial dokupowac rzeczu zeby zadzialala.

  • Kazz

    Powiem szczerze, że nigdy nie rozpatrywałem PlayStation w kategoriach konsoli wyznaczającej trend łączenia Wschodu z Zachodem (w wymiarze gier oczywiście). Ale po tej lekturze przyznaje mi się zgodzić z takim wnioskiem. Sądzę jednak, że PlayStation 3 nabrało w późniejszej fazie życia trochę charakteru. Oby z PS4 było lepiej (na razie niestety nie jest). Trochę szkoda, że obecnie Sony stara się przekonać zachodniego gracza przede wszystkim zachodnimi tytułami i zachodnim patrzeniem na rynek. Mnie brakuje w tym wszystkim tego sławnego japońskiego szaleństwa i pomysłów, które często bywały nietrafione, ale i często odkrywcze

  • Sora

    To nie jest nawet narzekanie, tylko biadolenie starej baby z wąsem. ” Choć gdyby nie gry Naughty Dog trudno byłoby odnaleźć choć trochę charakteru w tej platformie”. Ktoś tu chyba od dłuższego czasu unika stanu trzeźwości umysłu. Bo ratchety na pewno nie definiowały konsoli. LBP też oczywiście nic nie znaczyło. O świetnej platformówce puppeteer nie pamiętamy, bo udajemy że takie gry nas jeszcze interesują, ale to przecież nie crash b. Killzone z najbardziej ikonicznymi przeciwnikami też na pewno nie wpisał się w wizerunek ps3. Podobnie jak god of rozmach. Gry D. Cagea też nie są niczym unikalnym, przecież walking dead zawsze było lepsze ze swoimi super wyborami „teraz umrze nic nie znacząca postać A czy jeszcze mniej znacząca postać B”. GT – to w ogóle wyszło? Podróż? Demons Souls bez którego nie istniałaby podobno jedyna dobra gra na ps4, ktoś kojarzy? Ninokuni, nie wiem czemu o tym pomyślałem, tak samo jak nie pojmuję czemu widząc ps3 widzę yakuzę. Ale lepiej nie skręcać w stronę jp, bo tam na pewno nie znajdziemy niczego niepowtarzalnego tylko na ps3. Strasznie nijaka była ta konsola. Dobrze że ktoś wpadł na pomysł połączenia do granic wyeksploatowanego tomb raidera z nie bardziej oryginalnym indianem i święcącymi triumfy u konkurencji gearsami. Inaczej byłoby ciężko.

    Ps4. Bloodborne to jedyna dobra gra, tak? Wiesz to bo przeszedłeś i tak ci się podobała, że nie śpisz po nocach czekając na dlc? Czy może bo tak słyszałeś? A słyszałeś o Until Dawn, Tearaway, Drivieclubie, Guilty Gear, LBP3, Infamous? W czym niby te gry są gorsze, że bloodborne to jedyna dobra gra? W fabule? Chyba nie. Przyjemności z rozgrywki? W DC GG i Killzonie spędziłem znacznie więcej czasu równie dobrze się bawiąc. Więc może tu też mamy do czynienia z cudem? Cudów nie ma. Konsola się sprzedaje bo i bez sony jest w co grać. Plus jest to inwestycja na lata, ps4 ma mocniejsze bebechy, a gry w końcu będą po stronie sony. I każdy o tym dobrze wie, patrząc na poprzednią generację. Gorszy okres też nie powinien być dla nikogo zaskoczeniem, bo już to mieliśmy. Widocznie dla graczy ważniejsze będzie jak się kończy, a perspektywa nie jest zła, patrząc na zapowiedzi.

    Oczywiście można być T. Pstrągowskim który narzeka na brak gier, a potem kupuje pc dla gry która wyszła również na konsole. Wiele logiki w tym nie ma. To nie jest narzekanie że nie ma się w co grać, tylko foch że cyferki nie są wyższe.

    • wiesz co, po prostu zagłosuję przeciw temu postowi xD

      • Sora

        chciałem tak samo zrobić, ale jednak poza tym miałem coś do powiedzenia. a to chyba jest wartościowsze^^