[Na szaro] #1 – PlayStation w Paryżu

Po milionach godzin w końcu Arkadiusz Ogończyk, znany jako Cascad pojawia się na naszym blogu. W cyklu [Na szaro] będzie komentował tematy związane z jedyną prawidłowo numerowaną marką konsol. /Cooldan

Konferencji Sony na Paris Games Week wypatrywałem z bardzo samolubnych pobudek –liczyłem na to, że ujrzę na niej datę premiery anglojęzycznej wersji Yakuzy 5. Nie dostałem jej i jestem zawiedziony. Show trwało jednak blisko dwie godziny, więc chyba coś ciekawego jeszcze na nim pokazano…?

 

 

Szczerze mówiąc to nie do końca i czuję się tym bardzo zmieszany.

 

Zaczęto od blockbusterów. Black Ops 3 i Battlefront nie są grami istotnymi z punktu widzenia rozwoju medium, ale dołożą swoje do wzmacniania gamingu w inny sposób ­ czyli sprzedając kolejne tysiące konsol. Pół zepsutej PS4 nie sprzeda za to Battleborn, czyli nowe przykre pierdololo udające Mobę w FPP od twórców Borderlands znanych ze swego motta: „sami nie wiemy czemu ludzie lubią to co zrobiliśmy, więc wydaliśmy to trzy razy”. Choć i tak grę zaprezentowano jako coś ważnego dla PlayStation 4.

 

Promyczek nadziei stanowił występ Yoshinori Ono (producent Street Fightera V), który prezentował swoją grę co chwilę drwiąc z tego, że wszystkie informacje o niej już wyciekły do sieci. Jakby tego było mało wywołał na scenę Katsuhiro Haradę (producent Tekkena 7) przedstawiając go jako nową postać w SFV. Był to kawałek konferencji, który oglądało się z przyjemnością, bo na scenie nareszcie znaleźli się ludzie po których widać, że lubią swoją pracę, a nie tylko przelew który dostają na koniec miesiąca.

 

ONOharada

 

Te dwa kontrastujące ze sobą światy pokazują, że różni gracze mogą mieć PS4 pod telewizorem i czuć z tego powodu zadowolenie. Choć jak zwykle więcej uwagi poświęcono tym, którzy wierzą w dym i lustra. Gdy konferencja się skończyła, po ochłonięciu i ułożeniu jej sobie w głowie poczułem, że była zupełnie niepotrzebna. Nie wiem nawet po co pokazywano Gran Turismo Sport (które nie wyjdzie w 2016, co pokazywał niepewny uśmiech Yamauchiego) ani Detroit, które ma bohaterów-androidów żeby zakamuflować drętwą gadkę, z której słynie David Cage. Nie wiem po co starano się w kilka minut oddać magię Dreams, które nadaje się do zupełnie innych eventów i nie wiem czemu po raz kolejny pokazano ten sam fragment Horizon Zero Dawn.

 

Niby PlayStation 4 się Sony udało, ale działania firmy dalej wyglądają tak jakby rzucała pomysły na ślepo licząc, że trafi im się gdzieś nowy Crash Bandicoot. Problem leży jednak w tym, że inwestuje się w gry mające słabą identyfikacje wizualną. Jedyne co w nich widziałem to: ładny samochód, ładny cyborg, dziewczyna z Game of Thrones i Misia Uszatka po operacji zmiany płci. Nie chcę, ale muszę napisać powszechnie wyśmiewane „kiedyś było lepiej”.

 

design

 

Nie czuję, by studia first party były dociskane do robienia czegoś co miałoby choćby ćwiartkę uroku No Man’s Sky, którego z daleka nie da się z niczym pomylić, można się nim jarać od pierwszego gameplayu i widać w nim zwyczajnie coś nowego. Tę grę robi garstka ludzi od Joe Danger ***** jego mać… a wy, Sony, macie 20 lat doświadczenia, ludzi, studia, infrastrukturę i pokazujecie mi w Paryżu grę, która wyrosła z filmiku mającego trzy lata. I jakby wasi analitycy jeszcze tego nie wiedzieli ­ był on fajny dzięki niedopowiedzeniom, których cały czar prysnął gdy okazało się, że miastem przyszłości ma być Detroit.

 

Chwila na złapanie oddechu.

 

Detroit…

 

Cyborg będzie odkrywał zło świata i marzył o byciu prawdziwą dziewczynką, tak jak Pinokio chciał być prawdziwym chłopcem obok klubu, w którym Eminem rzygał Spaghetti mamy w „Ósmej mili”. Kurtyna.

 

A nowej wersji Prince of Persia się nie da stworzyć z Ubisoftem? Podnieść z gleby WipeOuta? Zrobić coś w stylu Destruction Derby? Pokazać grę muzyczną, która nie jest tym co widzę za każdym razem gdy wypiję trochę wódki i zamknę oczy? Środki na wszystkie te rzeczy były, co nam pokazano – tylko zdecydowano się je umieścić w zupełnie innych miejscach. I mnie to dobija.

 

Na tej konferencji było dużo gier, dużo IP, dużo reklam, ale mało postaci, mało bohaterów i mało co z tego ogólnie będzie. Chyba, że uznacie obecność czarów w multi Uncharted 4 za podniecającą. Ja nie.

 

PS Ale w Horizon wierzę, żeby nie było. I w SFV, ale to akurat pewniak.

  • BIGPUN

    Świetny artykuł!

  • Adrian Kornaś

    Super Arek, właśnie takie rzeczy lubie czytać!

  • Pawel Matula

    Ale WILD to też będzie dobre.

  • Razer

    Praktycznie z każdym akapitem nie idzie się nie zgodzić 🙂

  • Marcin Dmochowski

    Dlaczego czar pryska kiedy miastem przyszłości okazuje się Detroit? W czym to przeszkadza?

    • chodziło o odarcie z czaru prezentacji Kary, jeżeli Cię to uspokoi to przyczepiłbym się tu do każdego miasta – od Detroit po Drezno, Ankarę czy Mediolan,

  • Marcin Dmochowski

    I jeszcze – autor krytykuje Sony za zachowawczość, brak jaj przy produkcji i wybieranie sprawdzonych schematów, po czym uznaje, że lekarstwem na te bolączki będzie więcej tego co już znamy: Prince of Persia, Wipeout, Destruction Derby?

    • ale nie mają słabej identyfikacji wizualnej (wipeout ma niesamowity design), nie kojarzą się z serialem i ewentualnie służą zabawie od A do Z, gdy można wsiąść za kółko i zacząć rozwalać samochody. Podałem te gry jako przykłady kierunku w jakim Sony może iść, nie muszą to być ich sequele (ale na potrzeby tekstu nie będę wymyślał i opisywał na trzy strony nowych gier dla sony skoro mogę pokazac w jakich kierunkach nie idą na gotowych przykładach)

      • Marcin Dmochowski

        A jak uzyskasz dobrą identyfikację wizualna w wyścigach samochodów? Czy może mają przestać tworzyć wyścigi aut, i robić tylko gry z dobrą identyfikacją wizualną?
        Horizon też ma słabą identyfikację wizualną? Tylko dlatego, że główna bohatera kogoś przypomina?
        Ja ten tekst jednak odbieram trochę w kategoriach „jestem zmęczony graniem” „gry to już nie to samo co jak byłem młodszy” „za czasów PSX to były gry” Ano nie to samo, branża się zmieniła, ale my też się zmieniliśmy. Zalożę się, że mały Cascad, z czasów PSX świetnie bawiłby się w multi U4 – bo szybko, kolorowo, wręcz arcade’owo.

        • nie jestem zmęczony graniem, jaram się dziesiątkami tytułów – tylko wczoraj za bardzo takich nie pokazywali

          • Marcin Dmochowski

            Wszystkim nie dogodzą. Takie konferencje celują w mainstream, bo mainstream się sprzedaje. Jeśli dalej jarasz się dziesiątkami tytułów, to i za rok, dwa te dziesiątki tytułów będą. Ale nie rozumiem narzekania na psa, że nie jest kotem.

          • czyli jedni posiadacze PS4 mogą wymagać dostawania nowych porcji gier, które im się podobają, a drudzy nie. spoko

          • Marcin Dmochowski

            Ale czy ich brak na konferencji oznacza, że ich nie będzie? Czy tylko, że mainstreamu nie interesują, więc nie ma sensu na nie tracić „czasu antenowego”

          • nie chcę zabijać komentarzy pod tym tekstem naszą konwersacją, więc pozwól, że zakończę tym, że piszesz to kilka miesięcy po E3 na którym Sony wymiotło remake’iem FF7, The Last Guardian i Shenmue 3.

            oczywiście jeśli chcesz to ostatnie słowo może być Twoje, ale na mainstream i nie-mainstream DZIELĄ branże najczęściej nie Ci, którym coś się nie podoba, tylko Ci, którym nie pasuje to, że inni nie potrafią się zachwycić magicznym totemem w Uncharted i wszystko inne nazywają niszą dla nikogo, której nie opłaca się nawet na jutub wrzucić.

            Pomyślę nad tym do kolejnego tekstu [Na Szaro,] może tam się uda kontynuowac temat

          • Marcin Dmochowski

            Czyli może coś się nie podobać, ale nie może się nie podobać nie podobanie? 😉
            Mi tam szczerze „wisi” czy komuś się podoba totem w multi U4, czy podoba Horizon, etc. Ale jeśli nie podoba mi się jakaś gra, to w nią nie gram.
            Nie nazwałem też żadnej gry niszą dla nikogo, może dlatego, że nie wymieniłeś żadnej gry z obecnie dostępnych którą się jarasz (podałeś tylko magiczną liczbę dziesiątek tytułów).
            Nie lubię tylko naszego sportu narodowego – narzekania. Na wszystko. Zamast cieszyć się tym co jest, narzekamy że czegoś nie ma. A sam przyznasz, że tekst mocno uderza w ton „kiedyś było lepiej” (odwołania do Crasha to taka straszna klisza). I chociaż sam jestem graczem od magicznego „kiedyś” bo zaczynałem od Ponga, to nigdy nie zrozumiem tego nawoływania „chcemy więcej gier jak dawniej”. Nie, ja nie chcę.