Maize

Opuszczona farma pośrodku przerośniętego pola kukurydzy, tajna placówka naukowa, gadające rośliny, mechaniczny miś z rosyjskim akcentem oraz notatki w postaci przylepnych karteczek, pozostawione przed dwóch zwariowanych naukowców. Oto zwariowana gra przygodowa, podlana poczuciem humoru, które totalnie do mnie nie przemawia.

Początek jest niezły. Startujemy, standardowo, gdzieś na odludziu, pozbawieni jakiegokolwiek wprowadzenia. Otoczeni przez pole kukurydzy, musimy przebrnąć przez labirynt roślin, żeby dostać się do farmy. Zanim do niej dotrzemy, znajdujemy wejście do podziemnego bunkra, do którego otwarcia potrzebować będziemy trzech przedmiotów. W ogarnięciu tej kuwety pomagać ma dziennik, ale w praktyce służy on głównie do zbierania wszelakich notatek oraz opisów przedmiotów, na które natrafimy, a które zazwyczaj nie są nam do niczego potrzebne – większość opisów można więc z czystym sumieniem pominąć. Pomaga też samouczek w postaci napisów tłumaczących sterowanie, który właściwie nie jest potrzebny. Twórcy pozwolili sobie zaimplementować w nim żarcik o tym, że klawisz Q niczego nie robi. Niestety powtórzony kilka razy przestaje być śmieszny.

Gdyby nie żarcik w samouczku, mógłbym pomyśleć, że za rogiem czai się coś złego – atmosfera na samym początku gry mogłaby stanowić wprowadzenie do horroru. Bez obaw jednak, to żaden horror. Maize to raczej luźna przygodówka okraszona naprawdę kiepskim poczuciem humoru, mającym naśladować brytyjski – większość tekstów niestety nie bawi. Nie bawi też sama rozgrywka, która w dużej mierze opiera się na eksploracji, poszukiwaniu przedmiotów i rozwiązywaniu prostych, choć nie zawsze logicznych zagadek. Być może bawiłbym się lepiej, gdyby fabuła mnie bardziej zainteresowała, ale Maize naprawdę nie porywa pod tym względem. Nawet robot Vladdy nie ratuje sytuacji, choć ten zrzędliwy misio to akurat jedna z mocniejszych stron gry.

Eksploracja jest prosta, trasy wytyczone, a niektóre miejsca oznaczone na żółto, żebyśmy wiedzieli, jakiego przedmiotu użyć. Same przedmioty posiadają żółtą otoczkę, która wyróżnia je na tle danego pomieszczenia. Jak dla mnie to zaleta, bo klikanie wszystkiego na wszystkim nigdy nie należało do moich ulubionych czynności. Zastanawiam się tylko, czy amatorom pierwszoosobowych gier przygodowych takie uproszczenie przypadnie do gustu. Na szczęście w Maize jest wiele innych przedmiotów do obejrzenia oraz sporo notatek do przeczytania. Te didaskalia pozwalają lepiej zrozumieć świat przedstawiony i jeżeli ktoś lubi symulatory chodzenia, powinien odnaleźć się w takiej formie narracji.

Graficznie, choć rewelacji nie ma, gra przedstawia się bardzo porządnie, a design i wygląd otoczenia, oraz wielu elementów, zasługuje na pochwałę. Jest klimatycznie i różnorodnie. Dźwięk, dialogi i muzyka to też porządna robota. W sam raz na jednorazowe przejście gry i wyrzucenie jej z pamięci. A nie jest to żadne osiągnięcie, bo całość zajmuje około trzech godzin i jeżeli nie zaśniecie wcześniej z nudów, to poradzicie sobie z Maize przy jednym, dłuższym posiedzeniu. Lubię od czasu do czasu pograć w jakiś symulator chodzenia, jeśli oferuje ciekawą historię, niestety Maize takowej nie posiada. Z kolei przygodówek FPP nie lubię, o czym wspomniałem już przy okazji recenzji Obduction. Dlatego też produkcja Finish Line Games niestety mnie nie zachwyciła.

Autor: Prez

Platforma: PC

Maize / Developer: Finish Line Games / Wydawca: Finish Line Games / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od Evolve PR.