Lamplight City

Lamplight City jest przedstawicielem z gatunku gier przygodowych point & click, utrzymanym w pikselartowej grafice, w którym zakochałem się od pierwszego momentu. Poczułem się jak ponad 20 lat temu, kiedy najpierw oglądałem jak ktoś gra, a potem sam próbowałem swoich sił w przygodówkach.

W grze trafiamy do miasta New Bretagne. Patrząc na ubiór osób, z którymi rozmawiamy oraz to jak wyglądają budynki, czy ich wnętrza, na myśl przychodzi Anglia czasów epoki wiktoriańskiej, wymieszana delikatnie ze steampunkiem. Wcielamy się w Milesa Fordhama. Podczas pierwszej obserwowanej przez nas sprawy, kiedy poszukujemy „złodzieja” kwiatów, bohater przeżywa tragedię. Po tym wydarzeniu odchodzi ze służby, a gra rozpoczyna się na dobre. Miles, pracujący teraz jako prywatny detektyw, lubi zajrzeć do kieliszka i często rozmawia z głosem we własnej głowie. Podczas rozgrywki dobrze jest jednak tego głosu słuchać, bo mądrze podpowiada, chociażby, kiedy możemy jeszcze przycisnąć osobę z którą rozmawiamy, a kiedy powinniśmy już odpuścić. Jest to o tyle ważne, że kiedy przesadzimy nie mamy możliwości przeprowadzenia kolejnej rozmowy z daną postacią. Pamiętać też trzeba, że tak naprawdę Miles nie może nikogo zmusić do pomocy, bo pracuje w cywilu. Nie będzie więc machać odznaką do chwili, w której podejrzany nam wszystko wyśpiewa. Ba, w niektórych miejscach nawet policjanci nie będą ułatwiali nam życia.

Grundislav Games stworzyło grę, w której jesteśmy prawdziwym detektywem. Tytuł nie jest liniowy, a pięć spraw tylko pozornie nie jest ze sobą powiązanych. Musimy być uważni, czujni i… musimy wykazać się dobrą znajomością języka angielskiego. Czy nam się to podoba, czy nie gra polskiego języka nie posiada. Trochę szkoda, bo osoby, które nie radzą sobie dobrze z angielskim, raczej nie mają czego w Lamplight City szukać. Wyżej wspomniałem o rozmowach z innymi postaciami. Wracam do tego nie bez przyczyny, ponieważ jeśli nie zbierzemy odpowiedniej ilości materiałów i wskażemy Bogu ducha winną sprzątaczkę zamiast woźnego (zbieżność wykonywanych zawodów jest przypadkowa) możemy przedwcześnie skończyć grę. Z jednej strony możemy tytuł ukończyć szybciej, z drugiej jednak nie obejrzymy właściwego zakończenia. Po ukończeniu wszystkich spraw rozpocząłem grę drugi raz. Celowo wybrałem inną osobę podczas wskazywania odpowiedzialnego za jedno z przestępstw, co znów dało inne zakończenie. Ciekawe rozwiązanie, pokazujące dużą pracę wykonaną przez twórców.

Osoby, które nie mają problemów z językiem angielskim, powinny przejść grę za pierwszym podejściem bez popełnienia błędu. Wystarczy słuchać i czytać wszystkie wskazówki. To pokazuje też, że zagadki nie są wcale trudne. Jeszcze bardziej upraszcza to brak ekwipunku. Owszem, można zabrać przedmioty, takie jak na przykład kubek, linka czy drut. Nie możemy zrobić z nimi nic, dopóki nie trafimy do miejsca, w którym można ich użyć. Wtedy albo klikamy na przedmiot, z którym będzie pasować albo odpowiednią opcję dialogową podczas rozmowy. I niestety, ale to wszystkie opcje. Puzzli, szyfrów, czy kombinacji do zapamiętania, praktycznie nie ma! Z drugiej jednak strony w grze mamy napawać się klimatem wiktoriańskiej Anglii, słuchać ludzi – ot, prawdziwe życie detektywa. I to napawanie się klimatem i dialogami to jest właśnie rzecz, którą Lampligh City robi doskonale. To też dobry powód, żeby w grę zagrały osoby nieszczególnie przepadające za point & click, jak chociażby Prez, który zachwalał grę na podcaście.

A jak prezentuje się oprawa audiowizualna? Lamplight City to gra utrzymana w pikselartowej, uroczej grafice. Pełne detali miejsca, różnorodne dzielnice, ciekawi ludzie, z którymi rozmawiamy. I każdy, kto choć na chwilę włączy grę, zobaczy, że dzieło Grundislav Games ma w sobie sporo ze steampunku. Akcja toczy się w 1844 roku, a w grze są już… żarówki. Zresztą nie tylko one! Warto w to zagrać i samemu zobaczyć, jakie przedmioty i atrakcje jeszcze czekają wśród zwiedzanych lokacji. Jeżeli chodzi o dźwięk, to jest na tyle dobry, na ile może być w produkcji tego typu. Do muzyki też się nie można przyczepić, bo spełnia swoją funkcję doskonale. Wisienką na torcie jest zaś voic-acting. Wszystkie wypowiadane w grze kwestie są mówione,  a gra aktorska stoi na wysokim poziomie! I tak właśnie wygląda i brzmi Lamplight City. Gra, w której moim jedynym zarzutem może być… brak języka polskiego. No i na upartego mała ilość zagadek. Wystarczy słuchać, rozmawiać i myśleć. Tylko tyle i aż tyle. I to wszystko w świetnej oprawie, z wciągającą historią i świetnym głosem zza grobu. Oby więcej takich gier!

Autor: Krzysiek „Hader” Tałajczyk

Platforma : PC

Lamplight City / Deweloper: Grundislav Games / Wydawca: Application Systems Heidelberg / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od GOG.com.