Kartka z kalendarza, 9 stycznia – Syberia / WOW

Witam w nowym tygodniu i dzisiejszej Kartce z kalendarza. Dzisiaj mamy 9 stycznia, do najbliższego nadprogramowego dnia wolnego od pracy zostało aż ponad 4 miesiące (Poniedziałek Wielkanocny). Na poprawę humoru zapraszam do lektury najświeższej Kartki, a w niej podróż nowojorskiej prawniczki w głąb, nie tyle Rosji, ile samej siebie oraz wirus, za którym szalałem, jak byłem małą dziewczynką.

Syberia

Przygodówek Point & Click w historii giereczkowa powstało wiele. Zdecydowanym liderem w czasach największej popularności gatunku była firma LucasArts, autor takim dzieł jak seria Monkey Island, Full Throttle czy Sam & Max: Hit the Road. Na początku trzeciego tysiąclecia rynek przygodówek był znacznie mniejszy, co nie przeszkodziło w powstaniu jednej z najlepszych produkcji tego typu.

Syberia autorstwa francuskiego Microids firmowana nazwiskiem belgijskiego twórcy komiksów – Benoita Sokala – ukazała się na PC 9 stycznia 2002 roku i niemal od razu została okrzyknięta jedną z najlepszych produkcji w historii gatunku. Wcielaliśmy się w postać nowojorskiej prawniczki, Kate Walker, która przybyła do małej francuskiej wioski Valadilene w celu finalizacji przejęcia fabryki mechanicznych zabawek. Na miejscu okazuje się, że właścicielka fabryki – Anna Voralberg – dopiero co zmarła, a jedyną osobą, z którą można zawrzeć umowę jest jej brat – Hans Voralberg – mieszkający gdzieś w głębi Rosji. Kate nie mając innego wyjścia udała się w podróż nie tylko przez pół Europy, ale również w głąb siebie. Odwiedziliśmy wspólnie podupadające akademickie miasteczko Barrockstadt w Niemczech, postradziecki kompleks przemysłowy Komkolzgrad oraz uzdrowisko Aralbad. Każde z tych miejsc kryło historię życia poszukiwanego Hansa oraz objawiało jego konstruktorski geniusz. Prowadzona sprawa doczekała się szczęśliwego finału, ale to nie oznaczało końca opowieści. Wręcz był to wstęp do drugiej, jeszcze lepszej historii wydanej dwa lata później.

Spokojna, urokliwa opowieść umiejscowiona w świecie, który wydawał się już być jedynie wspomnieniem został bardzo ciepło przyjęty zarówno przez media, jak i graczy. Poza ciekawą historią spora w tym zasługa bardzo szczegółowej, ręcznie malowanej grafiki, nastrojowej, choć mało zróżnicowanej muzyki oraz unikalnego klimatu. Zresztą nie tylko atmosfera gry zachęcała do gry, również uczciwy system zagadek sprawiał, że Syberia była wyznaniem, ale jednocześnie nie zniechęcała abstrakcyjnością.

W ciągu 15 lat jakie minęły od premiery gatunek nieco odzyskał starego blasku. Pojawiło się naprawdę wiele wartościowych pozycji, ale dla wielu obie Syberie wciąż są niepobitym ideałem. Czy zbliżająca się trzecia część udźwignie ciężar swoich poprzedniczek?

Trzy słowa od Emjoota:
Kiedy usłyszałem, że na rynku ma się w końcu pojawić długo oczekiwana przeze mnie kontynuacja Syberii, gry, w którą dekadę temu zagrywałem się niesamowicie (potrafiłem przejść ją kilka razy pod rząd, tak mi się podobała), byłem wniebowzięty. W czasach, gdy na rynku królują remastery i indyki, powiew świeżości w postaci S3 jest wielce oczekiwany.

Dlaczego czekam? Syberia i Syberia 2 to gry wyjątkowe. Niesamowity klimat, świetna oprawa dźwiękowa, no i przede wszystkim te tła, a to wszystko w steampunkowym sosie. Przemierzanie kolejnych lokacji, odkrywanie tajemnic, poznawanie wspaniałej historii – nawet po latach (odpaliłem grę parę dni temu ponownie) nie straciło nic ze swojego uroku. Aczkolwiek niektórych może razić rozdzielczość 800×600, ale dobrze radzę – przymknijcie na to oko, jest warto.

Co do trzeciej części – mam nadzieję, że scenariusz podoła, że Benoit Sokal ponownie stanie na wysokości zadania i dostaniemy dzieło, o którym za kolejne dziesięć lat będę pisał w kolejnej Kartce z równie olbrzymim sentymentem i radością.

WOW

Początek lat 90. to dla wielu z nas czas, kiedy rozpoczynaliśmy wielką przygodę z komputerami oraz grami wideo. Każdy wtedy chciał być informatykiem, a nawet najmniejsze zjawisko zbliżone do naszego hobby stawało się obiektem zainteresowania. Jerzy Łukaszewicz, reżyser telewizyjnej adaptacji przygód Wesołego Diabła, dostrzegł ten trend i stworzył jeden z najpopularniejszych seriali dziecięcych lat 90. – WOW.

Była to opowieść o młodym chłopcu imieniem Jim (w tej roli debiutujący wówczas Mateusz Damięcki) oraz jego nauczycielu matematyki (Wojciech Malajkat), którzy stali się właścicielami wirusa komputerowego. I to nie byle jakiego. Nie dość, że był szalenie inteligentny, potrafił komunikować się używając ludzkiego głosu, to jeszcze jako jedyny na świecie miał fizyczną formę. Dosłownie wyskoczył z komputera w postaci lewitującej kulki przypominającej kształtem okrągłego jeża. W rzeczywistości była to kulka z pleksi naszpikowana świecącymi drutami zawieszona na wędce, ale dla młodych widzów był równie rzeczywisty jak wszyscy dookoła. Został nazwany WOW i przez cały trzynastoodcinkowy serial był celem Morgana – właściciela firmy Computronex, który miał wobec niego własne, niecne plany.

Serial był niesamowicie popularny. Pojawił się po raz pierwszy w ferie 9 stycznia 1994 roku na antenie TVP 1 i doczekał się wielokrotnych powtórek. Mimo, że była to produkcja dla najmłodszych to miała bardzo zacną obsadę aktorską. Poza wymienionym wcześniej Malajkatem zagrali w nim bracia Pazura, Anna Seniuk, Katarzyna Skrzynecka oraz ówczesny telewizyjny ulubieniec dzieci – Pan Yapa.

Dzisiaj serial oczywiście nieco się zestarzał, bawią muzealne komputery oraz co poniektóre gadżety, ale sama przygoda mimo upływu lat potrafi zainteresować. Zbliżają się ferie, może warto zrobić naszym dzieciom przerwę od Kucyponków [Poniaczy, damyt, Poniaczy – przyp. Emjoot] czy Nexo Knights i zapoznać z serialem naszego dzieciństwa?

Jakub Antoniuk

Z mroźnej Syberii na pomoc na mamucie przybywa Michał „Emjoot” Jankowski