Kartka z kalendarza, 8 marca – The Division

Witajcie w 97 Kartce z kalendarza, historycznym cyklu społeczności podcastu Rozgrywka. Jak przypominałem wczoraj wszystkim zapominalskim dzisiaj obchodzimy Dzień Kobiet. Mam nadzieje, że wszystkie nasze drogie czytelniczki dostały już dowody uznania od nas – mężczyzn. Jeżeli zapomnieli, a są rudzi to im wybaczcie, oni też dzisiaj mają swoje święto. Niech chociaż raz w roku mają złudzenie, że ktoś ich lubi.

Dzisiaj w Kartce tylko jeden wpis autorstwa Winfrida o grze obchodzącej co prawda dopiero pierwsze urodziny, ale o jakiej grze. Le Diviśion to nie jest zwykła gra, to wielka przygoda, która od roku niejednemu graczowi zabrała wiele wolnego czasu. Jeżeli ciekawi was dlaczego jest tak wyjątkowa zapoznajcie się z przemyśleniami Winfrida.

Miłej lektury.
Jakub Antoniuk

The Division

Najczęściej w tym cyklu wspominamy starsze produkcje, filmy sprzed dekad, czy zasłużone postacie dla świata. Czy w Dzień Kobiet, 8 marca, wypada w kartce przedstawić zaledwie roczną produkcję, jaką jest The Division? Moim zdaniem, nie tylko wypada, ale wręcz powinno się. Tytuł ten obrósł legendą. Przez długie miesiące karmieni byliśmy obietnicami czym ta gra będzie. Ostatecznie nie udało się sprostać położonym w niej nadziejom. Tyle tylko, że nie oznacza to, że powinniście zupełnie The Division sobie odpuścić.

Skupmy się na tym, czym ta gra jest. To tytuł nastawiony na kooperację i walkę z różnymi ugrupowaniami bandytów, którzy zaczęli rościć sobie prawo do wprowadzania własnych rządów, w objętym kwarantanną, zimowym Nowym Jorku. Śmiem twierdzić, iż Wielkie Jabłko jest głównym bohaterem opowieści. Graffiti na ścianach, porozrzucane telefony z ostatnimi nagraniami, bajeranckie hologramy, przedstawiające scenki z dnia lokalnej apokalipsy, rozmowy bandytów, pogoda. Te wszystkie czynnik sprawiają, że chce się wierzyć w wykreowany przez Ubisoft świat i robią to naprawdę efektowny sposób.

To, co się nie udało, to tak zwany end game, który dotarł do The Division dopiero z kolejnymi dodatkami. Te przyszły jednak zdecydowanie za późno. Doliczcie do tego kompletnie źle zabezpieczony kod sieciowy, który doprowadził do szeregu frustracji, spowodowanych nieuczciwymi graczami na PC. Zniszczona została największa radocha, jaka miała nas spotkać, czyli starcia między drużynami żywych agentów Dywizji.

Tytuł jest żywy, ma oddaną społeczność i wciąż znajdziecie chętnych do grania. Obecnie jest tam tyle zawartości, że każdy miłośnik strzelania znajdzie coś dla siebie. Jedna tylko rzecz – nie możecie mieć alergii na to, że przeciwnikom trzeba niejednokrotnie wpakować kilka magazynków w głowę, by zeszli z tego łez padołu. Innym pozostaje wczorajsza premiera Wildlands.

Winfrid

PS: Podziękowania dla Toperza za udostępnienie zrzutów ekranu.