Kartka z kalendarza, 27 marca – Quentin Tarantino

Witajcie w kolejnym tygodniu z Kartką z kalendarza. Dzisiaj mamy poniedziałek, 27 marca, 86 dzień 2017 roku. Dzisiaj obchodzimy Międzynarodowy Dzień Teatru. Dzisiejszy solenizant, któremu poświęcamy Kartkę z teatrem nie ma obecnie zbyt wiele wspólnego, ale jako reżyser wielu hitów ma bardzo podobny warsztat. Dzisiaj przed wami krótka charakterystyka Quentina Tarantino, jednego z największych reżyserów postmodernistycznych.

Miłej lektury.

Quentin Tarantino

Reżyserów jest wielu, reżyserów wybitnych można naliczyć kilku, ale jest tylko jeden człowiek w Hollywood, który patrzy na kino w inny sposób, nie goni za trendami, nie tworzy filmów pięknych, grzecznych czy pod szeroką publikę. Robi to, co chce, co czuje i zazwyczaj robi to z wielkim smakiem i typowym tylko dla niego stylu. To Quentin Tarantino, który dzisiaj obchodzi swoje 54 urodziny.

Quentin Tarantino urodził się 27 marca 1963 roku w Knoxville w stanie Tennessee. Edukację zakończył dość wcześnie, bo już w wieku 16 lat. Szkoła go nudziła i ograniczała, nie widział większego sensu brnięcia w to. Po przedwczesnym zakończeniu edukacji imał się różnych zajęć. Skłamał co do swojego wieku i początkowo pracował jako bileter w kinie pornograficznym. Gdy prawda wyszła na jak wyleciał z niego z wielkim hukiem. Kilka lat później dostał pracę w wypożyczalni kaset wideo, co pozwoliło mu przez cały czas na obcowanie ze zróżnicowanymi filmami. To tutaj zaczęły kształtować się jego zainteresowania, jego styl i to tutaj poznał podobnego mu kinomaniaka z twórczymi aspiracjami, Rogera Avery’ego.

W 1985 roku rozpoczęły się pierwsze poważniejsze próby filmowe. Wspólnie z kumplem z kursu aktorskiego, Craigiem Hamannem, zaczął kręcić amatorski film zatytułowany My Best Friend’s Birthday. Film nigdy nie ujrzał światła dziennego, gdyż materiał uległ zniszczenia w wyniku pożaru. Po tym wydarzeniu Tarantino zaczął pracę nad dwoma scenariuszami, które potem sprzedał. Oliver Stone kupił Urodzonych morderców, a Tony Scott Prawdziwy romans. W ten sposób zebrał środki potrzebne na realizację filmu. W 1990 roku wraz z Averym przeniósł się do wytwórni Cinetel Productions i sprzedał odpowiednim ludziom koncepcje filmu Wściekłe psy. Film mimo niewielkiego budżetu (ok. 1,5 mln dolarów) i bardziej kameralnej formy okazał się sporym sukcesem artystycznym. Finanse nie powalały, ale film zarobił na siebie. To jednak było dla Tarantino drugorzędne, liczyło się, że jego charakterystyczny, podlany czarnym humorem styl został zauważony i doceniony. Film otrzymał nagrodę Międzynarodowej Federacji Krytyków Filmowych na festiwalu w Toronto, a sam Tarantino poznał na nim Roberta Rodrigueza, z którym w przyszłości wielokrotnie współpracował.

Wściekłe psy pozwoliły Tarantino zawrzeć kontrakt z wytwórnią Miramax. Za 8 milionów dolarów powstało arcydzieło, które przyniosło mu międzynarodową sławę, wiele nominacji i kilka prestiżowych nagród. Pulp Fiction na podstawie scenariusza stworzonego przez Tarantino i Avarego został bardzo entuzjastycznie przyjęty przez krytykę i widzów. Chwalono niezwykle staranne dialogi i nowatorski sposób narracji. Złota Palma i Oscar padły łupem Pulp Fiction, a Tarantino dopiero się rozgrzewał.

Potem ścieżki z Averym rozeszły się, a zacieśniła się współpraca z Rodrigerem oraz innymi twórcami. Ten okres jest różnie oceniany przez widzów i krytyków. Od zmierzchu do świtu, jak i drugoplanowa rola we Włącz się do gry zostały raczej chłodno przyjęte. Scenariusz do Od zmierzchu do świtu był nominowany do Złotych malin. Kolejny jego projekt reżyserski, Jackie Brown, już został lepiej oceniany. Chwalono dojrzalszy scenariusz i odniesienia do tradycji kina klasy B, ale narzekano jednocześnie na braki techniczne i ślamazarną akcję.

Po Jackie Brown reżyser miał kilkuletnią przerwę od reżyserowania, poświęcił się pisaniu scenariusza w realiach II wojny światowej i pomniejszym aktywnościom. Potem stworzył dwuczęściowego Kill Billa, widowiskową, niecodzienną mieszaninę stylów (pierwsza część była filmem akcji rodem z Hong Kongu, druga westernem) docenioną przez wszystkich. Później było już niemal tylko lepiej. Jako reżyser swoich własnych filmów Tarantino zazwyczaj sprawdzał się doskonale. Jeżeli coś mu nie wychodziło to zazwyczaj były to filmy tworzone wspólnie z Rodriguezem. Grindhouse było koronnym tego przykładem. Choć z drugiej strony Sin City: Miasto grzechu znane z nietypowej formy artystycznej okazało się projektem bardzo udanym i dochodowym. Być może dlatego, że udział Tarantino w tym projekcie był raczej symboliczny.

Mieszanina stylów i form narracji jest znakiem rozpoznawczym Tarantino. Rzadko kiedy jego filmy są podobne do siebie, choć widoczne są pewne inspiracje. Grindhouse był parodią tanich horrorów klasy B z lat 50., Django westernem, a Bękarty wojny komediodramatem wojennym. Co jest spójne dziełom Tarantino to czasem wręcz przesadna brutalność i nawiązania do popkultury. Tarantino nie boi się poruszać w swoich filmach tematów trudnych i łamania schematów. Widać, że lubuje się w kinie klasy B, i choć często jego twórczość zakrawa o parodię, to potrafi wydobyć z tych gatunków najlepsze elementy i podlewając typowym tylko dla siebie sosem tworzyć istne perełki, jedyne w swoim rodzaju.

Jakub Antoniuk