Kartka z kalendarza, 27 lutego – Pokemon \ Daniel Olbrychski

Witajcie w pierwszej w tym tygodniu Kartce z kalendarza. Zbliża się marzec i Kartka przejdzie drobne zmiany. Pojawiały się głosy, że piszemy bardzo fajne artykuły, ale niestety zbyt długie. Zwłaszcza Jakub i Jacek. Postaramy się teraz nieco wrócić do korzeni cyklu i pisać bardziej zwięźle, nie pomijając przy tym najważniejszych faktów. Mamy nadzieje, że nowsze, krótsze Kartki przypadną wam do gustu. Piszcie, co myślicie o tym pomyśle i czy odpowiada wam nowa forma.

I pozdrawiamy wszystkie niedźwiedzie polarne, które dzisiaj mają swoje święto.

Miłej Lektury.

Pokemon

Pokemony zna każdy. Większość z nas miała styczność z nimi po raz pierwszy za sprawą serialu animowanego emitowanego pod koniec lat 90. w Polsacie a najmłodsze pokolenie może je kojarzyć z zeszłoroczną szajba jaka ogarnęła cały świat za sprawą Pokemon Go. Marsz o uwielbienie milionów poki zaczęły nie wraz z rozpoczęciem emisji serialu, ale wcześniej za sprawą wydanych 21 lat temu w Japonii gier na przenośną konsolę Game Boy. Gry ukazały się 27 lutego 1996 roku i nosiły tytuły Pocket Monsters: Red oraz Pocket Monsters: Green. Wydania zachodnie ukazały się później pod tytułami Pokémon Red i Pokémon Blue.

Był to typowy japoński erpeg, w którym celem było dla odmiany nie ratowanie świata przed zagładą z ręki Prastarego Drzemiącego od Wieków Zła, a zostanie trenerem pokemonów, małych, śmiesznych zwierzątek obdarzonych nadnaturalnymi umiejętnościami. Jako początkujący trener przemierzaliśmy świat w poszukiwaniu wolno żyjących pokemonów, które należało złapać, rozwijać i wystawiać przeciwko pokemonom innych trenerów. Do zebrania było 150 pokemonów, co było gwarantem wielu godzin świetnych godzin. Co ciekawe nie wszystkie można było zdobyć grając samemu, niektóre możliwe były do zdobycia jedynie poprzez walki z innymi graczami posiadającymi swój egzemplarz gry.

Pierwsze wydania Red i Green zawierały sporo błędów merytorycznych i technicznych. Wiele z nich (choć nie wszystkie) zostało naprawionych w wydanej pół roku później edycji zatytułowanej Blue. Te, które przetrwały do niebieskiej edycji zostały naprawione w wydaniu Yellow. Jeżeli Dzisiaj narzekacie na gry we Wczesnym Dostępie, to pamiętajcie, że w przypadku pierwszych Pokemonów nie istniała możliwość łatania gier w locie. Konieczny był zakup kolejnej, lepszej wersji. #KiedyśByłoLepiej drogi Kazzie.

Za grę odpowiedzialne było japońskie studio Game Freak, które od początku swojego istnienia było blisko związane z Nintendo. To oni przed Pokami stworzyli na NES-a grę logiczną Yoshi oraz na SNES-a Mario & Wario. Jednym z ojców Poków był sam Shigeru Miyamoto, ojciec hydraulika Mario i serii The Legend of Zelda. Studio po sukcesie pierwszej gry o poszukiwaniu wojowniczych stworów zaczęło sprawować pieczę nad serią i z sukcesami robi to po dziś dzień. Ich ostatnią produkcją były Pokemon: Sun / Moon.

Jakub Antoniuk

***

Daniel Olbrychski

Wśród wszystkich aktywnych obecnie polskich aktorów trudno jest znaleźć takiego, który pod względem ilości odegranych ról mógłby konkurować z obchodzącym dzisiaj swoje 72 urodziny Danielem Olbrychskim.

Urodził się 27 lutego 1945 roku w Łowiczu. Swoją karierę rozpoczynał na progu dorosłości wiążąc się z Teatrem Młodzieżowym. Został zauważony przez reżysera Janusza Nasfetera, który zaproponował mu w pierwszej połowie lat 60. rolę w filmie Ranny w lesie. Olbrychski wówczas był na pierwszym roku studiów. Jego kolejnym filmem, w którym brał udział były Popioły w reżyserii Andrzeja Wajdy, reżysera, który już wówczas uchodził za klasę samą w sobie. Praca nad planem pod skrzydłami tak uznanego mistrza dla dwudziestolatka była dużo lepsza niż kilka semestrów spędzonych na studiach aktorskich. Pod okiem Wajdy Olbrychski, mimo braków warsztatowych, stworzył postać zapadającą w pamięć, dzięki czemu pojawiły się kolejne propozycje i angaże. Później związał się zawodowo z innych cenionym reżyserem, który, podobnie jak Wajda, miał wielki wpływ na jego karierę. Jerzy Hoffman obsadził go w Panu Wołodyjowskim.

Lata 70. to okres, kiedy jego gwiazda świeciła najjaśniej. Duża w tym zasługa roli Kmicica w Potopie, do której Olbrychski musiał się przygotować nie tylko aktorsko, ale również sprawnościowo. Grana przez niego postać była bardzo sprawna fizycznie oraz w walce. Olbrychski zdecydował się przed rozpoczęciem zdjęć podbudować swoją tężyznę fizyczną, nauczył jazdy konnej oraz fechtunku. Rola została przyjęta przez widzów i krytykę bardzo entuzjastycznie, a on sam wskoczył do pierwszej aktorskiej ligi. Kolejne jego rolę tylko były potwierdzeniem jego talentu. Jednocześnie przez cały czas był bardzo aktywny w teatrze.

W czasie Stanu Wojennego wyemigrował z kraju i grał w produkcjach zagranicznych. Po powrocie do kraju cały czas występował w wielu świetnych spektaklach i filmach, nie tylko tych reżyserowanych przez Andrzeja Wajdę oraz Jerzego Hoffmana, choć jakby nieco mniej dzisiaj pamiętanych. Przełom wieków to czas, kiedy ponownie zaczął pojawiać się w wielkich, pamiętnych produkcjach. To wtedy zagrał w Ogniem i mieczem Tuhaj-Bej, ojca postaci, w którą wcielił się w Potopie, Gerwazego w Panu Tadeuszu oraz Księcia Elfów w niesławnym Wiedźminie Marka Brodzkiego. Sporo było szumu z powodu jego udziału w amerykańskiej produkcji Salt, gdzie u boku Angeliny Jolie zagrał drugoplanową rolę Olega Wasiljewicza Orłowa. Oczywiście jego udział był symboliczny, ale w Polsce ta informacja została przyjęta nad wyraz entuzjastycznie. Marketingowcy wykorzystywali ten fakt przy promocji.

Obecnie jego gwiazda nieco przyblakła, ale bardziej przyczyny należy szukać w kondycji polskiego kina, a nie spadku formy aktora. Mimo ponad 70 lat na karku wciąż jest aktywny zawodowo, gra w serialach i na deskach teatrów. Co ciekawe Daniel Olbrychski dopiero w 2010 roku uzyskał dyplom magistra w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie.

Jakub Antoniuk