Kartka z kalendarza, 26 lutego – Nintendo 3DS \ Dragon Ball (anime)

Witajcie w niedzielnej Kartce z kalendarza. Dzisiaj z powodów niezależnych ode mnie opublikowanej z kilkugodzinnym opóźnieniem. Siła wyższa. Sorry. Obiecuję, że to już przedostatni raz. Dzisiaj przy niedzieli troszkę krócej, ale mam nadzieje, że wciąż nostalgicznie i przyjemnie. Przynajmniej w przypadku wpisu Jacke Kalety prowadzącego kanał #JapSpam, który dzieli się swoimi wspomnieniami związanymi z serialem Dragon Ball. Ja zaś uzupełniam Kartkę wpisem o nie takim w końcu starym 3DS-ie od Nintendo.

Miłej lektury.

3DS

Nintendo może pochwalić tym, że stworzyło najbardziej popularną kieszonsolkę w historii – DS-a. Konsola posiadająca dwa ekrany bazująca na pomyśle jeszcze z prastarego Game & Watch sprzedała się w ponad 150 milionach egzemplarzy co daje jej tytuł drugiej najlepiej sprzedającej się konsoli w historii tuż za Playstation 2.

Niestety nic nie jest wieczne i w pewnym momencie Nintendo, aby nie stracić dochodów musiało wymyślić nowy produkt. Jasne było, że ciężko będzie wprowadzić naprawdę innowacyjne funkcjonalności, który mógłby ponownie zmienić sposób, w jaki się gra na konsolach przenośnych. Japończycy z Kioto ponownie szukali inspiracji w swoim dawnym projektach. Wyciągnięto z szafy słusznie zapomnianego Virtual Boya, który był pierwszą konsolą oferującą gry w prawdziwym 3D, nie trójwymiarowe, a w trzech wymiarach.

Efektem był 3DS, w rzeczywistości podrasowany DS wzbogacony o wspomnianą funkcjonalność (oraz kilka pomniejszych jak street passy), która 20 lat wcześniej była totalnym niewypałem. Wiele się zmieniło w giereczkowie, teraz ten pomysł mógł się przyjąć. Producenci telewizorów z uporem maniaka promowali wtedy technologię 3D w telewizorach, więc dlaczego nie podpiąć się pod ten trend?

Nintendo jednak nie byłoby sobą, gdyby nie dodało czegoś od siebie. Telewizyjny trójwymiar nie był możliwy do dostrzeżenia bez specjalnych okularów, 3D od Nintendo można było dostrzec gołym okiem. Możliwe to było dzięki wykorzystaniu autostereoskopii, telewizory zazwyczaj korzystały z technologii stereoskopii. Konsola ukazała się równo 6 lat temu, 26 lutego 2011 roku w Japonii.

W początkowym okresie sprzedaż była dobra, ale nie rewolucyjna. Duża w tym zasługa dosyć małej ilości gier oraz faktu, że ludzie nie rzucili się na głośno reklamowane 3D. Powodów było kilka, po pierwsze 3D nie jest dla większości graczy funkcjonalnością, która sprzedaje sprzęt, raczej jest to ciekawy bajer, który włącza się, gdy po raz pierwszy obcuje z konsolą w celu przekonania się jak to działa. Druga kwestia to męczenie się oczu. 3D na 3DS-ie może i wygląda ciekawie i na samym początku potrafi oczarować, ale dłuższe z nim obcowanie najzwyczajniej w świecie męczy, powoduje ból głowy. Na szczęście każdy model konsoli miał magiczny suwaczek pozwalający na wyłączenie tego efektu, a i przy okazji oszczędzenie mnóstwa energii.

Z czasem jak zaczęły pojawiać się coraz lepsze gry zainteresowanie konsolką wzrastało. To była jedyna platforma, na której dostępne były oryginalne i jedyne w swoim rodzaju gry związane ze stajnią Nintendo oraz świetne „Japończyki”. Dzięki oryginalności i ekskluzywności swoich gier 3DS dał radę oprzeć się nowej i bardzo mocnej konkurencji w postaci smartphonów. Nie wygrała z niby bo to było niemożliwe ale sprzedaż ponad 60 milionów konsolek w czasach gdy kieszonsolki są w odwrocie jest nie lada sukcesem. I co ciekawe ta maszynka wciąż się nieźle sprzedaje.

Jakub Antoniuk

***

Dragon Ball

Jest rok 1996, mały Jacek wtedy jeszcze nie wiedział, że poza rosołkiem babci w jego życie wkroczy coś jeszcze. Coś niesamowitego, co będzie towarzyszyło mu praktycznie przez resztę życia. Twór, przez który na dworzu zapanuje pustka…dzieło będące tak wciągające i uzależniające, że nawet udawania ekipy Tsubasy na boisku pójdzie w odstawkę, albowiem nikt nie będzie chciał przegapić takiego wydarzenia. Mowa tutaj o serialu Dragon Ball. Dla uściślenia dodam, że mam na myśli pierwszą serię, którą zaczęto emitować w Japonii dokładnie 31 lat temu, 26 lutego 1986 roku.

Powiem Wam szczerze, że pomimo tego, iż pierwsza seria nie zyskała aż tak wielkiej popularności, jak DBZ… to i tak jest moją ulubioną jeżeli chodzi o uniwersum smoczych kul. Wspaniali bohaterowie z młodym Goku na czele, który razem z Bulmą wyruszają w podróż, żeby odnaleźć siedem smoczych kul. To miało w sobie magię. Niby prosta przygoda bohatera opartego na Sun Wukongu i nieposiadająca jakoś nadwyraz brutalnej zawartości, ale wciągała jak bagno. Dosłownie, kiedy na RTL 7 leciał Dragon Ball to całe podwórko nagle robiło się puste. Nikomu wtedy nie przeszkadzało, że tak naprawdę mieliśmy puszczaną wersję japońską często z francuskim dubbingiem, na którego nakładany był polski lektor. To wtedy nie miało znaczenia. Jeżeli ktoś nie miał owego kanału, na którym emitowano DB, to zawsze był chętnie zapraszany do kogoś, kto taki kanał posiadał. To był niezwykły czas, który niestety już nie powróci. Chyba że w formie elektronicznej rozgrywki. Czy to na konsolach Sony albo Nintendo.

Jacek Kaleta