Kartka z kalendarza, 25 grudnia – White Knight Chronicles

W dzisiejszej Kartce z kalendarza przyjrzymy się nieco White Knight Chronicles, pierwszemu erpegowi na Playstation 3 od uznanego japońskiego studia Level 5. Jeżeli nie kojarzycie tego studia to może słyszeliście o najbardziej znanej ich serii przygodach Profesora Laytona?

White Knight Chronicles pojawiło się na japońskim rynku 25 grudnia 2008 roku. Była to opowieść skupiająca się na młodzieńcu imieniem Leonard, który przez przypadek wraz z przyjaciółmi znajduje się w centrum zawieruchy, ratuje księżniczkę Cisnę przed pewną śmiercią i zdobywa możliwość kontroli nad tytułowym Białym Rycerzem, gigantycznym magicznym wojownikiem, swego rodzaju Generałem Daimosem Fantasy. Co ciekawe Leonard nie był postacią, która tworzymy na samym początku gry, wcielaliśmy się w jego pomocnika.

Ja jako osoba, która ucieka od gier na dłużej niż 10 godzin nie grałem w White Knight Chronicles, więc oderwałem od świątecznego stołu Jacka Kaletę z podcastu Asian JAM, aby podzielił się swoimi wspomnieniami związanymi z tym tytułem.

White Knight Chronicles…pamiętam jakby to było wczoraj, kiedy to kumpel sprzedał mi ten tytuł za niecałe 70zł. Zachwalał go od lewej do prawej mówiąc, jaki to dobry tytuł, pogromca Final Fantasy o nieskazitelnej grafice a do tego unikat warty ponad 300zł. Nie miałem wtedy internetu i nie znałem się na cenach gier więc byłem bardziej niż zadowolony, że udało mi się zdobyć taką perełkę za tak niską kwotę. Po tym, jak wymieniliśmy szekle na płytkę, znajomy powiedział, że nie przyjmuje już zwrotów. Okazało się, że zostałem wrobiony i sprzedał mi tytuł, którego nikt inny nie chciał nawet za 30zł. Po powrocie do domu odłożyłem go na półkę i przeleżał tak z dobre trzy miesiące, zanim doszło do momentu, kiedy postanowiłem się przełamać i odpaliłem ten tytuł. Pierwsze co mnie zaskoczyło to fakt, że na płycie nie była tylko jedna gra, ale dwie. Miałem wtedy wybór, w którą cześć chciałem zagrać jako pierwszą. Oczywiście decyzja była prosta. Poczekałem chwilę aż pobierze się patch, ustawiłem inwersję w opcjach i odpaliłem grę. Wtedy moim oczom ukazało się intro i napis, że za grę odpowiada studio Level5. Teraz to może wydawać się śmieszne, ale wtedy nie miałem bladego pojęcia co to za studio. Gdyby wtedy ktoś mi powiedział, że będzie to mój ulubiony developer to nie uwierzyłbym i krzyknął, że tylko SquareSoft się liczy.

Tak czy siak, w głowie miałem wbite słowa mojego kumpla, któremu ta gra się nie podobała, więc moje nastawienie od samego początku było mocno sceptyczne. Po przebrnięciu jednak przez pierwsze kilka minut poczułem się zaintrygowany. Świat wydawał się ogromny i piękny pomimo tego, że tytuł nie był wyposażony w jakieś super szczegółowe modele. Miał jednak swój styl, któremu nie mogłem się oprzeć. Z każdą kolejną godziną czułem, że słowa mojego znajomego były tylko pustym hejtem. Wszystkie inne tytuły poszły wtedy w odstawkę i skupiłem się tylko na WKC. O dziwo był tutaj dokładnie taki sam motyw jak w niedawno ogrywanym przeze mnie Xenoblade Chronicles X. Czyli najpotężniejszego atutu nie otrzymywaliśmy praktycznie przez większość gry. Co nie dokuczało, ponieważ sama gra miała bardzo fajny system walki, który dawał mega dużo przyjemności. Niby prosty w swoich założeniach, ale oferował mega wiele opcji, dzięki czemu mogliśmy znaleźć styl gry dopasowany do naszych upodobań.

Był to też mój pierwszy jrpg, który zawierał w sobie tryb online. Niestety nie było mi dane go zasmakować z racji tego, że kupiłem używkę i przepustka sieciowa była już wykorzystana. No i prawdopodobnie dlatego, że serwery tej gry były już zamknięte w tym okresie. Trochę mnie to wkurzyło, ponieważ byłem porwany przez dzieło Level 5 i chciałem spróbować wszystkiego, co oferuje. A było tego wiele. Rozbudowywanie i odwiedzanie miast, wykonywanie dodatkowych side questów na wzór monster huntera i tym podobne. Coś pięknego jak na tamte czasy. Przynajmniej tak twierdziłem będąc laikiem w konsolowym graniu ówczesnej nowej generacji.

wkc-02Przygotowując ten materiał z ciekawości zajrzałem na YouTube czym jest White Knight Chronicles. To był błąd. Boże, jaka ta gra jest piękna, i bynajmniej nie chodzi mi o jakość grafiki, ta jest mega spoko i nic ponadto, a kreację świata i postaci najbliższą chyba The Legend of Zelda z nutką naszego Wiedźmina. Niby japońszczyzna i w wielu miejscach to widać, ale zachodnie wzorce są mocno wyczuwalne. Urzekł mnie przecudowny fantastyczno-średniowieczny design świata oraz oprawa dźwiękowa, która w czasie eksploracji koi zmysły a w trakcie konfrontacji zagrzewa do walki. Już kupiłem, mam nadzieje, że poczta w okresie świąteczno-noworocznym działa sprawnie.

wkc-03Media branżowe oceniły tę produkcję na poziomie mega spoko 6/10 a sprzedaż była całkiem niezła. Co prawda, opierając się na danych z VGChartz można stwierdzić, że magiczna bariera jednego miliona sprzedanych egzemplarzy na całym świecie nie pękła, ale była wystarczająca, aby druga część ukazała się dwa lata później i dokończyła historię. Ostatnia scena po napisach końcowych zdradza, że twórcy mieli dalsze plany odnośnie do marki, ale jak na razie nic więcej Level 5 w świecie White Knight Chronicles nie stworzyło. Poza tym PSP otrzymało oddzielną produkcję o podtytule Origins dziejąca się 10 000 lat przed wydarzeniami z pierwowzoru, ale w tym wypadku za produkcję odpowiedzialne było studio Matrix Software.

Jacek Kaleta i Jakub Antoniuk