Kartka z kalendarza, 23 stycznia – THQ / Drużyna A

Witam na pierwszej w tym tygodniu Kartce z kalendarza. Dzisiaj obchodzimy Dzień Najbardziej Kochanych, Dzień Pisma Ręcznego oraz Dzień bez Opakowań Foliowych. W dzisiejszej Kartce debiutuje znany z recenzji na naszej stronie Winfrid, z którym wspólnie wspominam oryginalną Drużynę A. Poza tym w dziale giereczkowa historia THQ.

Miłej lektury.

THQ

Fortuna kołem się toczy. Raz jest się na szczycie i zgarnia wszystko, a chwilę później za sprawą kilku złych decyzji upada się na samo dno i już nie podnosi. Ta prawda życiowa niestety pasuje do THQ, wydawcy gier wideo z tradycjami, którego walkę o życie i upadek jeszcze nie tak dawno temu śledziło całe giereczkowo.

THQ zostało powołane do życia pod koniec lat 80. jako firma fasadowa, czyli nieprowadząca własnej działalności, pod nazwą Trinity Acquisition Corporation. Dopiero rok później, gdy przejęła studio Brøderbund Software, Inc. weszła na rynek gier wideo, choć do 1994 roku równolegle prowadziła również działalność związaną z produkcją zabawek oraz gier planszowych. Później skupiła się wyłącznie na elektronicznej rozgrywce.

Początkowa polityka firmy skupiała się na produkcji tanich gier na NES-a, wiekową, ale wciąż żywą konsolę Nintendo, która miała już na rynku swojego następcę SNES-a. Popyt był spory, a koszty produkcji niskie. Taka polityka była istną żyłą złota. Pozwoliło to firmie na wyjście z kryzysu spowodowanym niepowodzenie w segmencie zabawek. Oczywiście firma nie zapominała o aktualnej generacji konsol, ale zawsze wchodziła w ten segment z opóźnieniem.

W drugiej połowie lat 90. firma zaczęła produkcję gier na piątą generację konsol – Playstation, Nintendo 64, Saturn. Wejście było huczne z powodu pozyskania praw do bardzo popularnej w Stanach marki World Championship Wrestling. Wydane pod koniec 1997 roku WCW vs nWo: World Tour okazało się prawdziwym hitem, generującym aż 40% rocznych przychodów firmy. W późniejszej historii firmy gry wrestlingowe stanowiły stały i bardzo ważny element corocznego planu wydawniczego.

Początek XXI wieku to okres intensywnych inwestycji. Wydawca chcąc zwiększyć możliwości produkcyjne, zakupił kilka studiów, wśród których znajdowało się Relic Entertainment – twórcy kosmicznej strategii Homeworld, oraz utworzyło kilka własnych jak Vigil Games (Darksiders), Juice Games (Juiced), Kaos Studios (Homefront). Zainwestowało również w nowe, znane licencje jak marki Disney-Pixar czy Warhammer 40 000.

Nieco później w THQ zaczęło dziać się źle. Obroty znacząco spadały, a akcje z 30 $ w bardzo krótkim czasie spadły do poziomu poniżej dolara. Było źle, bardzo źle. Na taki stan rzeczy złożyło się kilka czynników. Do najbardziej znaczących można było zaliczyć niepotrzebne wycofanie się z produkcji gier dla młodszych odbiorców, bardzo wysokie koszty związane z wrestlerskimi licencjami, kilka spektakularnych, finansowych klęsk oraz największa z nich – niepotrzebna premiera tabletu uDraw na konsolach Playstation 3 oraz Xboxa 360. Użytkownicy tych platform nie potrzebowali ubogiej pod względem możliwości i bardzo drogiej zabawki pozwalającej jedynie na ograniczone zabawy.

W obliczu niemal pewnej katastrofy podjęto decyzje o powołaniu na stanowisko prezesa Jasona Rubina, człowieka, który z sukcesem stworzył jedno z najlepszych studiów tworzących gry wideo – podległe Sony Naughty Dog, ale było już za późno, aby ratować sytuację. Rubin mógł co najwyżej doprowadzić do najbardziej humanitarnego zejścia firmy. Po ogłoszeniu bankructwa rozpoczęła się wyprzedaż majątku firmy. Wiele znanych marek poszło pod młotek i znalazło nowych właścicieli. Wyprzedaż własności intelektualnych, która rozpoczęła się 23 stycznia 2013 roku uważana jest za symboliczny koniec THQ. Firma przetrwała blisko ćwierć wieku.

Jakub Antoniuk

Drużyna A

Niedawno wspominałem, że Polona 1 na początku lat 90. była światełkiem na japońską popkulturę za sprawą emisji cieszących się dzisiaj kultowym statusem japońskich animacji. Ta stacja również emitowała wiele zabawnych seriali akcji z lat 80. charakteryzujących się lekkim scenariuszem, sporą dawką humoru i mnóstwem efekciarskich scen naładowanych efektami pirotechnicznymi. Takie były amerykańskie, telewizyjne seriale akcji lat 80., przyjazne całej rodzinie.

Drużyna A, jeden z najpopularniejszych w Polsce seriali tego nurtu dzisiaj obchodzi swoje 34 urodziny. Po raz pierwszy pojawił się 23 stycznia 1983 roku w amerykańskiej telewizji NBC. Do Polski dotarł blisko 10 lat później i od razu rozkochał w sobie dzieci i młodzież. Mimo że to był serial, w którym dochodziło do częstej wymiany ognia, nie była to produkcja brutalna, bardziej komiczna. Płonące samochody wylatywały w powietrze, ale na ekranie nigdy nikt nie zginął. Z wraków zawsze ludzie wyczołgiwali się co najwyżej obolali i posiniaczeni.

O podzielenie się swoimi wspomnieniami związanymi z Drużyną A poprosiłem debiutującego w ramach Kartki z kalendarza Winfrida.

Ty ty ty, tyry tyry ty ty, ty ty tyry ty, ty ty ty. Są takie rzeczy, które zostają nam w głowie, choć wcale tego nie planujemy. Zawsze mnie to zaskakiwało w okolicach sesji na studiach. Pamiętanie największych głupot i niemoc wkucia wiedzy potrzebnej do zaliczenia. W każdym razie, jeśli tak jak ja nucicie sobie opening do Drużyny A to zapewne jesteście dziećmi lat 80. i ciepło wspominacie Hannibala, Buźkę, Murdocka oraz Mr. T. Tak wiem, że ten ostatni inaczej się nazywał w serialu, ale kamą, wszyscy i tak mówili na niego Mr. T.

Dla tych, co nie znają serialu powiem, że opowiada losy przyjaciół z wojska, z wojny w Wietnamie, którzy zostali oskarżeni o napad na bank w tymże, a którego nie popełnili. Zostali skazani, uciekli z więzienia i ukrywają się w Los Angeles pracując jako najemnicy.

Fanów do odbiorników telewizyjnych przyciągały barwne osobowości głównych bohaterów. Każdy odcinek pęczniał od żartów i zabawnych sytuacji. Akcja zawsze zawierała elementy humorystyczne, które pojawiały się w próbach ośmieszenia przeciwników czy nawet autoironii w rozmowach wewnątrz drużyny.

Choć każdy epizod opowiadał inną historię, to przez całość przewijał się motyw chęci oczyszczenia się z zarzutów i powrotu do społeczeństwa. W walce ze złem nierzadko Hannibal i spółka korzystali z własnoręcznie tworzonych broni i wyposażenia, a także całej gamy customowych pojazdów. Niemałe znaczenie miał fakt, że tak jak słynny MacGyver (aktor go grający – Richard Dean Anderson – ma dzisiaj urodziny. Także wszystkiego najlepszego!) robili coś z niczego. Połączenie humoru oraz akcji, w której praktycznie nikt nie ginął i majsterkowania przykuwała nas do ekranu od poniedziałku do piątku dwa razy dziennie (rano leciały obowiązkowo oglądane powtórki z poprzedniego dnia).

P. S. Film pełnometrażowy wydany w 2010 roku, choć w gwiazdorskiej obsadzie (Bradley Cooper, Liam Neeson, Jessica Biel) nawet nie zbliżył się do tych uczuć z młodości, choć recenzje ma więcej niż na mega spoko bo 7/10.

Winfrid, Jakub Antoniuk