Kartka z kalendarza, 23 lutego – Deadly Premonition \ Stan Laurel

Witajcie w czwartkowej Kartce z kalendarza. Dzisiaj mamy 23 lutego i obchodzimy Międzynarodowy Dzień Pomocy Potrzebującym, Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją, Dzień bez Łapówki oraz Święto Geografii Wojskowej. Zapewne jednak ważniejszy jest fakt, że mamy dzisiaj Tłusty Czwartek i bez oporów i na legalu możemy obżerać się przez cały dzień pączkami i faworkami. Dużo już tego poszło? Nie macie dosyć? Jeżeli czujecie się przepełnieni i nie macie siły na nic, to zachęcam do lektury dzisiejszej Kartki. Znajdziecie w niej krótkie wspomnienia Kazza związane z Deadly Premonition oraz historię życia Flapa, aktora Stana Laurela, który wspólnie z przyjacielem Oliverem Hardy stworzył niezapomniany kinowy duet.

Miłej lektury

Deadly Premonition

Deadly Premonition to jedna z tych gier, o której pamięta się nie ze względu na jej bardzo dobre wykonanie, świetną historię czy epickie doznania. Produkcja autorstwa japońskiego studia Access Games, wizja artystyczna projektanta Hidetaka Suehiro była w założeniach duchowym spadkobiercą serialu Miasteczko Twin Peaks w otoczce survival horroru. Mimo, że wydana na Xboxie 360 oraz Playstation 3 graficznie, jak i rozgrywkowo bardzo mocno zakorzeniona w erze Playstation 2. Ukazała się na rynku 23 lutego 2010 roku. Była to mroczna historia agenta FBI Francisa Yorka Morgana, który przybył do małego zapomnianego miasteczka na krańcu świata w celu zbadania tajemniczego zabójstwa, które miało miejsce w pobliskim lesie.

Deadly Premonition jak mało która gra stała się bohaterem wielu burzliwych medialnych i co najciekawsze wyjątkowo merytorycznych debat pomiędzy jej zagorzałymi przeciwnikami, a wielbicielami. Tak skrajne opinie były wypadkową świetnej narracji i masy dziwnych mechanik, które na każdym kroku wybijały z rytmu. Koślawość i komiczność była celowym działaniem, a nie efektem nieudolności twórców, formą manifestu, którego nie byli w stanie dostrzec ludzie oceniający Deadly Premonition jedynie przez pryzmat typowej gry akcji. Widzieli świetną historię z masą niewybaczalnych baboli psujących zabawę.

Ci bardziej świetli gracze, do których się nie zaliczam, dostrzegli przesłanie mówiące, że gra wideo nie może w pełni być nośnikiem głębokich emocji, bo przez swoje podstawy: mechanikę, interakcję i uproszczenia zawsze spłyci odbiór. Zadaniem gier jest bawić.

Jedną z nielicznych osób, która doceniła kunszt Deadly Premonition był nasz podcastowy Krull, ojciec założyciel podcastu Rozgrywka, pieszczotliwie nazywamy Smerfem Marudą, Piotr Kaźmierczak aka Kazz. Oto co ma do powiedzenia o Deadly Premonition 7 lat po premierze gry.

Jeżeli lubisz unikatowe historie, jeżeli cenisz intrygujące rozwiązania fabularne, jeżeli nie boisz się autorskich rozwiązań i w końcu, jeżeli jesteś gotowy na coś wyjątkowego i dziwacznego, po prostu musisz sięgnąć po Deadly Premonition.

To jedna z tych gier, które nie mają konkurencji. Owszem, można tu szukać inspiracji z gatunku horroru, groteski czy kryminału, ale dzieło Hidetaki Suehiro oferuje doświadczenie, którego nie znajdziesz nigdzie indziej. Deadly Premonition to wyjątkowe przeżycie, takie, o którym z entuzjazmem opowiada się znajomym, komentuje z innymi, którzy go doświadczyli i stara się przełamać niechęć tych, którzy do tej pory go nie spróbowali. Drugiego tak pokręconego, zabawnego i strasznego (tutaj uśmiech w stronę niektórych mechanik gry) tytułu po prostu nie znajdziecie. Dajcie się ponieść magii Greenvale, a pozostanie ona przy was do końca życia.

Jakub Antoniuk, Piotr Kazz Kaźmierczak

***

Stan Laurel

Melonik, laska i frak. Grubas z tendencją do ustawiania wszystkich po kątach i mazgajowaty wysoki chudzielec, któremu wszystko wypadało w rąk. Tak najprościej można scharakteryzować Flipa i Flapa, ikony światowego kina, które przez wiele lat bawiły naszych dziadków… no może ich rówieśników zza oceanu. W tym związku na ekranie to potężny Flip nosił spodnie i doprowadzał do pionu ciapowatego przyjaciela, ale w życiu poza sceną było zupełnie odwrotnie, to chuderlawy Stan Laurel miał większy wpływ na losy niezapomnianego duetu.

Urodził się jako Arthur Stanley Jefferson w 1890 roku w brytyjskim miasteczku Ulverston. Jego rodzice byli związani z teatrem i oczywiste było, że zwiąże się z aktorstwem. Jego pierwszy występ miał miejsce, gdy miał 16 lat. Wzorował się na Danie Leno, jednym z największych angielskich komików tamtych czasów. Od tamtego czasu pod okiem ojca szlifował swój talent kabareciarza. To wtedy stworzył postać, z którą był związany przez większą część swojego zawodowego życia, ubranego w melonik, niezbyt ogarniętego jegomościa z tendencją do popadania w histeryczny płacz.

W 1910 roku wstąpił do grupy Freda Karno, w której poznał młodego Charliego Chaplina, wspólnie z nim kilka lat później przybył do Stanów w poszukiwaniu aktorskiej samorealizacji. Grał w wielu niemych krótkometrażowych komediach. Na planie jednej z nich – Szczęśliwego psa z 1921 roku – poznał swojego przyszłego scenicznego partnera i wielkiego przyjaciela Olivera Hardy’ego. Jednak zanim ich znajomość rozkwitła i wydała na świat najznakomitszy kinowy duet pierwszej połowy XX wieku – Flipa i Flapa – minęło jeszcze trochę czasu. W międzyczasie za namową przyjął sceniczne nazwisko Laurel, które ponoć miało nie być pechowe.

W 1927 roku pojawiły się pierwsze dwa nieme filmy, w których Laurel zagrał wspólnie z Oliverem Hardy jako Flip i FlapSlipping Wives oraz Kacza zupa. Panowie poza planem bardzo się zaprzyjaźnili i znaleźli nić komicznego porozumienia, co przekładało się na ich współpracę i w efekcie bardzo żywiołowy odbiór ze strony widzów. Dostrzegł to Leo McCarey, dyrektor Hal Roach Studios i dzięki jego staraniom rozpoczęto stałą produkcję filmów o przygodach zabawnych jegomości.

Krótkie filmy cieszyły się ogromną popularnością. Nagłe przejście kinematografii z ery kina niemego do kina dźwiękowego jedynie pomogło w dotarciu do widzów. Niestety pod koniec lat 30. doszło do konfliktu na linii Hal Roach Studios a Laurel i Hardy. W efekcie w 1940 roku ukazał się ostatni film z serii nakręcony dla tej wytwórni. Rok później obaj panowie podpisali kontrakt z wytwórnią 20th Century Fox. Ten okres krytycy uznają za mnie udany, choć powstałe wtedy filmy nie schodziły poniżej pewnego poziomu.

W 1947 roku Laurel powrócił do ojczyzny za sprawą krótkich wspólnych wakacji z Oliverem Hardy. Wszędzie, gdzie się pojawiali witały ich rozentuzjowane tłumy. Zachęciło to panów do zainicjowania krótkiej trasy z występami po Wielkiej Brytanii i Europie Zachodniej. Ostatecznie spędzili w ten sposób 7 lat.

Po raz ostatni na planie filmowych jako Flip i Flap pojawili się w 1950 roku, kiedy nakręcono film Flip i Flap na bezludnej wyspie, który okazał się katastrofą. Po tej niechlubnej produkcji skupili się na występach na żywo, rozpoczynając kolejne tournée po Europie. W maju 1954 roku Hardy miał zawał, przez co konieczne było przerwanie oraz odwołanie trasy. Niemal rok później poważne kłopoty zdrowotne dotknęły również Laurela, który doznał udaru mózgu. Chciał wrócić do prac nad zaplanowanymi projektami, ale kolejny zawał Hardy’ego wszystko przekreślił, aktor nie był w stanie dalej grać. Odszedł w 1957 roku.

W 1960 roku osamotniony i wycofany z show biznesu Laurel otrzymał honorowego Oscara za całokształt działalności artystycznej i wybitne dokonania filmowe. Odszedł 23 lutego 1965 roku w wieku 74 lat w wyniku powikłań spowodowanych przez zawał. Jak relacjonowała pielęgniarka, która była przy nim w chwili śmierci odszedł spokojnie po krótkiej rozmowie z nią.

Stan Laurel wspólnie z Oliverem Hardy stworzył niezapomniany duet, który przez długie lata bawił miliony widzów. Obok Charliego Chaplina dzisiaj są najbardziej rozpoznawalnymi aktorami przełomu kina niemego i dźwiękowego. Filmy z ich udziałem, choć miejscami już nieco archaiczne wciąż potrafią świetnie bawić i znajdują nowych odbiorców.

Jakub Antoniuk