Kartka z kalendarza, 22 grudnia – Icy Tower

W dzisiejszej Kartce z kalendarza wspominam Icy Tower, małą, niepozorną, darmową giereczkę, która na początku XX wieku zawładnęła komputerami niemal wszystkich szkolnych sal informatycznych.

Icy Tower to idealny przykład, na to, że za cudowną zabawą na miliony godzin wcale nie musi stać ogromny budżet, a mechanika może być w pełni opisana w kilku słowach. Za tytuł odpowiedzialny był Szwed – Johan Peitz, który w ramach małego „studia” Free Lunch Design produkował darmowe giereczki. To on był odpowiedzialny za całkiem znane w swoim czasie Happyland Adventures. Pierwsza edycja Icy Tower ukazała się równo 15 lat temu – 22 grudnia 2001 roku.

icytower02Icy Tower w swoich założeniach był niebywale prosty. Wcielaliśmy się w postać skejcika, którego jedynym celem było podskoczenie do możliwie najwyżej położonej platformy. Zadanie w założeniach nie było trudne, ale gdy dodamy do tego fakt, że musieliśmy się śpieszyć, bo „ekran” nas gonił a im wyżej zaszliśmy, tym szybciej byliśmy gonieni już sprawiało, że osiągnięcie naszego celu wcale nie było łatwe. Spadnięcie skutkowało natychmiastowym zakończeniem próby i zaczynaniem wszystkiego od nowa. Platformy, po których wspinaliśmy się na odległy szczyt były generowane losowy, nigdy nie powtarzał się ten sam schemat, więc wyuczenie się planszy na pamięć było niemożliwe, liczył się wyłącznie skill. Znaczenie miał materiał, z jakiego były zbudowane platformy. Przyczepność naszego skejcika była zdecydowanie lepsza na platformach z betonu aniżeli na lodowych. No i im dalej zaszliśmy to platformy były krótsze, a odstępy między nimi większe. Na pewnym etapie zabawy nie było szans, aby przeskoczyć je wszystkie bez bardziej finezyjnych kombosów.

W czasach kiedy wielu z nas jeszcze nie było podłączone do internetu Icy Tower było świetnym sposobem, aby spotkać się i przez pół wieczoru próbować kto doskoczy najwyżej. Przerwy na lekcjach informatyki w mojej szkole również były często wykorzystywane w ten sam sposób.

Marka na fali swojej popularności przeszła z produkcji hobbystycznej w tryb produktu komercyjnego. Ukazała się druga część, która była obecna chyba na wszystkich możliwych platformach mobilnych oraz jako gra przeglądarkowa. Ach, to była piękna gra, te nieprzespane noce, podczas których zamiast zakuwać do matury łamało się palce na klawiaturze i rypało kolejne rekordy. Nie robi się już takich frituplejek jak kiedyś.

Jakub Antoniuk