Kartka z kalendarza, 21 marca – Polanie

Po wczorajszej przerwie spowodowanej czynnikami, na które nie mieliśmy wpływu Kartka z kalendarza wraca. Szkoda, że się tak stało, bo na wczoraj zaplanowane były dwa artykuły, w tym jeden współtworzony przez nowego autora, ale cóż… tak bywa. Zaległości nadrobimy w przyszłym roku.

Dzisiaj mamy 21 marca, pierwszy dzień kalendarzowej (i jak na razie chyba tylko kalendarzowej) wiosny. To oznacza, że dzisiaj ma miejsce również Dzień Wagarowicza. Jak chodziliście do szkoły, to uciekaliście tego dnia z lekcji?

Po tygodniowym urlopie wracają artykuły pisane przez pozostałą część ekipy. Dzisiaj Emjoot, znawca kultury japońskiej podzieli się swoimi wspomnieniami związanymi z pierwszymi Polanami.

Miłej lektury.

Jakub Antoniuk

Polanie

Kiedy w latach 90. XX wieku na rynku odnosić sukcesy zaczęły gry z gatunku RTS (strategia czasu rzeczywistego), cały świat zagrywał się w Dune II, dwie części Warcrafta czy Command & Conquer. Nad Wisłą stwierdzono wówczas, że dlaczego by nie zrobić podobnego tytułu osadzonego w klimatach naszej historii i mitologii. Wybór padł na czasy Polan.

Gra Polanie, bo to o niej mowa, zadebiutowała na rynku 21 marca 1996 roku w studiu MDF. Jej bohaterem był książę Mirko, który w 698 roku wyruszył na wyprawę wojenną. Moment nieobecności włodarza wykorzystali w kraju jego sąsiedzi, którzy najechali jego ziemie, paląc kobiety, gwałcąc krowy, czy jakoś tak… Dzielny książę nie załamał się i ruszył z wyprawą odwetową. Tak zaczyna się gra.

Do dzisiaj pamiętam swoje pierwsze kroki z tym tytułem. Budowanie pierwszych chat, wysyłanie krów na pastwisko i ich dojenie – co ciekawe, elementem, który służył za „walutę” w Polanach było właśnie mleko. To, co najbardziej jednak zapadło mi w pamięci, to niesamowite okrzyki. Uwielbiałem klikać na małych ludzikach na ekranie, tylko po to, by po raz tysięczny usłyszeć „Co?”, „Idziemy”, „Juhu”, „Jak każesz”, „Na rozkaz”, „Słucham” i wielu innych doskonale (tak mi się wówczas, kilkunastoletniemu szczylowi, wydawało) nagranych głosów.

Wśród naszych wojów nie mogło zabraknąć drwali, myśliwych, mieczników, włóczników, rycerzy i kapłanów. Tak, tak, magia też była tu obecna. Było kim i czym walczyć w wielu zróżnicowanych misjach, których gra oferowała w wersji podstawowej (5 dyskietek) 25 na trzech poziomach trudności, a w wersji CD wydanej później – dodatkowo kolejnych dwadzieścia. Dodajmy do tego znakomitą jak na owe czasy muzykę, dbałość o detale (krowa machała ogonem!) i otrzymaliśmy znakomity polski produkt swoich czasów.

Szkoda tylko, że „Polanie II” (na Zachodzie: KnightShift) od Reality Pump Studios nie odniosło sukcesu, mimo iż gra zbierała dobre oceny. Spowodowało to, że seria odeszła zaszyć się w starej pradawnej puszczy, niedotkniętej jeszcze LexSzyszko. Czy zostanie wskrzeszona? Czas jedynie może pokazać. (Może odświeżona wersja pierwszych Polan, nad którą pracuje sam ojciec serii, Mirosław Dymek, sprawi, że seria dostanie drugie życie? – dop. Jakub Antoniuk)

Michał Emjoot Jankowski

Na zakończenie małe wtrącenie ze strony Ojca Prowadzącego. Polanie 2 nie byli pierwszą odsłona serii, która ukazała się poza granicami naszego kraju. Ten zaszczyt spotkał również „jedynkę”, która ukazał się pod tytułem Victory i która była nieco obdarta ze słowiańskości.