Kartka z kalendarza, 2 lutego – Ragnarok Odyssey

Witajcie w dzisiejszej Kartce z kalendarza. Dzisiaj obrodziło w święta. Obchodzimy Światowy Dzień Wyborów, Światowy Dzień Mokradeł, Światowy Dzień Życia Konsekrowanego, Dzień Handlowca, Dzień Świstaka, Dzień Niedźwiedzia oraz Dzień Pozytywnego Myślenia. Dzisiaj dowiemy się dzięki świstakom zza oceanu czy zima będzie jeszcze długo trzymała, czy już niedługo odpuści. A w Kartce wciąż nieco urlopowo. Prowadzący kanał Jap Spam Jacek Kaleta opisuje Ragnarok Online i przypomina o korzeniach tej serii.

Miłej lektury

Ragnarok Online

Może to wydawać się dziwne, ale Korea była równie obecna w moim życiu co Japonia. Prawdopodobnie tak samo było u każdego, kto próbował swoich sił w grach sieciowych. Nie mówię tutaj o FPS-ach jak Counter-Strike albo RTS-ach jak Starcraft lub Warcraft. Mam tutaj na myśli MMORPG. O ile w naszym kraju najpopularniejsze zawsze były MuOnline, Tibia albo World Of Warcraft (w tamtych czasach oczywiście) tak w moim sercu jest tylko jedno prawdziwe MMO, w które zagrywałem się godzinami. A co najśmieszniejsze to nie tylko ja, ale także całe moje osiedle. Dla wszystkich, którzy jeszcze nie poczuli smaku tamtych lat powiem tylko tyle, że chodzi o Ragnarok Online.

Pamiętam te czasy, kiedy z kumplami opracowywaliśmy buildy naszych postaci, wybieraliśmy się na rajdy i tym podobne. Ba! Potrafiliśmy nawet robić wspólne nocki i ciorać w Ragnarok Online aż nie padliśmy. U niektórych z nas miłość do tej gry osiągnęła taki poziom, że kumpel (pozdrawiam Antka) posiadał na ścianie pełną rozpiskę z respem większości minibossów. To były szalone czasy pełne przygód.

Teraz niestety ekipa już nie ta a samo Ragnarok Online straciło swój urok po zamknięciu najlepszego polskiego serwera. Co oczywiście nie oznacza, że marka jest martwa. Śmiało mogę powiedzieć, że dalej jest rozwijana przez swoich twórców na wiele różnych sposobów. Poprzez patche do wersji MMO, wydanie jRPG-a, który symulował doznania z sieci na naszych DS-ach na czymś, o czym Mam zamiar Wam opowiedzieć kończąc.

Jeżeli brakuje Wam tej magii, tych chwil spędzonych na dropieniu kart dla flumaska i przy okazji jesteście fanami Monster Huntera to powinniście sięgnąć po Ragnarok Odyssey. Gra o dziwo oferowała sporo zabawy i pamiętam jak zacieszałem mordkę, kiedy walczyłem z kultowymi już potworkami z ragnaroka. Masakracja porringów w najlepszym wydaniu ! Odyssey również nie był jakoś super wymagający, co wtedy było nieziemskim plusem, ponieważ każdy mógł w niego grać bez problemu.

Niestety obecnie tytuł znajduje się na wymarciu i mało kto w niego gra online. Więc jeżeli nie macie znajomych posiadających Playstation 3 albo Playstation Vita to nastawcie się na samotne przemierzanie świata gry. Według mnie takie granie może być jak lizanie loda przez szybkę, ale jeżeli oczekujecie niezobowiązującej zabawy, to jest Wasza najlepsza opcja. Znowu powrócą wspomnienia z farmienia kart, dopracowywania klas, ulepszania przedmiotów i tym podobne.

Jacek Kaleta