Kartka z kalendarza, 19 lutego – Metal Gear Rising: Revengeance \ Grzegorz Pawlak (Skipper)

Witajcie serdecznie w niedzielnej Kartce z kalendarza. Dzisiaj mamy 19 lutego, 50 dzień 2017 roku, do którego końca zostało 315 dni. Nie obchodzimy dzisiaj żadnego ciekawego święta, ale warto odnotować, że w 1986 roku radziecka stacja orbitalna Mir została wyniesiona na orbitę okołoziemską. W dzisiejszej Kartce z kalendarza do poczytania dwa artykuły. Dariusz Konsolite Pasturczak opisuje świetny spin off – Metal Gear Rising: Revengeance a Jakub przybliża postać Grzegorza Pawlaka, aktora dubbingowego i lektora. Człowieka, którego najbardziej możecie kojarzyć z roli Skippera z Pingwinów z Madagaskaru.

Miłej lektury.

Metal Gear Rising: Revengeance

Historia tej gry jest dość intrygująca, szczególnie dla fanów wspaniałego Hideo. Pierwotnie miała się nazywać Metal Gear Solid: Rising i być opowieścią o tym, jak Raiden otrzymał cybernetyczne ciało, które zobaczyliśmy w czwartej części Metal Gear Solid. Wszystko zaczęło się podobno od faktu, że zespołowi Kojimy bardzo podobały się animację ze srebrnowłosym cybernetycznym ninja i chcieli zrobić z nim grę. Kojima klepnął pomysł i standardowo ogłosił pracę nad projektem, pokazując nic niepokazujący zwiastun w 2009 roku podczas targów E3.

Jakiś czas później zaprezentowano coś, co można nazwać demem technicznym, gdzie Raiden tnie arbuzy i całą masę obietnic. Projekt się przeciągał, koszta rosły a po sytuacji z Metal Gear Solid 4 – Konami nie chciało kolejnej gry robionej latami, więc publicznie obiecywano, że wszystko w porządku a po cichu projekt ubito pod koniec 2010 roku. Kojima i jego zespół po prostu nie potrafił zrobić tego, co chcieli, brak doświadczenia, niespójna wizja – trudno powiedzieć, wiele wskazuje na te oraz wiele innych problemów. Z pewnością nie pomagał fakt, że Hideo skupiał się głównie na Peace Walker, a Rising olewał, jeśli wierzyć plotkom.

Na początku 2011 roku Kojima spotkał się z Atsushi Inaba, i niedługo po tym Platinium Games zajęło się projektem. Jednak nie była to gra, którą wymarzył sobie Hideo, ekipa z Platinium wymusiła kilka zmian, wyleciał oryginalny zamysł jak Raiden stał się Cyborgiem oraz element skradankowy, choć w kilku momentach pojawiły się sekcje dające możliwość zakradania i cichej egzekucji. Dzięki większej swobodzie w przygotowaniu gry, i bez oddechu Kojimy w 2012 pojawiła się pierwsza grywalna wersja podczas targów E3. Natomiast kompletna wersja trafiła na półki sklepowe w 2013. Kompletna to może nie do końca prawda, gdyż po premierze pojawiło się kilka DLC.

A sama gra? O Jezus, prawdziwe cudo. Szybka, dynamiczna, z genialną ścieżką dźwiękową, fenomenalnym systemem walki i fabułą, która była tak głupia, że aż śmieszna w najlepszym tego słowa znaczeniu. System walki był zmodyfikowaną wersją tego, co znaliśmy z fenomenalnej Bayonetty, Raiden miał możliwość parowania ataków swych przeciwników i błyskawicznej kontry. Bogaty garnitur ataków, w połączeniu z Blade Mode dawał, i nadal daje masę frajdy. Kogo nie cieszy moment, gdy możemy pociąć na drobne plasterki prawie każdego wroga w grze? Platinium zrobiło to, co chciał zespół Hideo perfekcyjnie, dając nam jeden z fajniejszych patentów w grach akcji ostatnich lat.

To ile tu się dzieje trudno opisać. Od pierwszych minut rozgrywki czuć, że chłopaki nie powstrzymywali się. Tempo jest niesamowite. Już na samym początku Raiden staje do walki z ogromnym Metal Gear Ray, by za kilka chwil wykonać szalony sprint po pociskach wystrzelonych w jego kierunku i na tym się nie kończy. Im dalej, tym lepiej, więcej akcji, więcej szalonej walki, więcej wszystkiego. Tempo zwalnia jedynie w przerywnikach, ale tylko na chwilkę. Wszystko przy akompaniamencie znakomitej ścieżki dźwiękowej.

Jamie Christopherson stworzył genialne, dynamiczne utwory z masą gitarowych riffów, elektronicznego podkładu i domieszką dubstepu. Dzięki tym utworom każdy pojedynek aż kipi dynamiką jeszcze bardziej. Jest to specyficzny kicz, dodatkowo słowa wielu piosenek mają odniesienia do serii Metal Gear Solid oraz innych gier Kojimy. Szczególnie te towarzyszące starciom z bossami. Na pochwałę zasługują także wszystkie smaczki oraz liczne ukłony w stronę fanów serii Metal Gear.

Przy tym całym napchaniu Revengeance niesamowitą ilością akcji, znalazło się także miejsce na drobne elementy skradankowe. Nie są one zbyt wymyślne i należy je traktować z przymrużeniem oka. Jednak jest kartonowe pudło, które wszyscy fani z pewnością rozpoznają. Cyfrowe ramki (zamiast pisemek) odwracające uwagę. Rozmowy przez codek oraz wiele innych drobiazgów. Do tego można się zakradać i dokonywać cichego zabójstwa na niczego nieświadomych przeciwnikach. Niektóre etapy wręcz zachęcają, by przedostać się z punktu A do punktu B niezauważonym.

Metal Gear Rising: Revengeance można ukończyć w niecałe 6 godzin. Nie jest to wiele, jednak tak jak wszystkie tego typu gry tak i Revengeance zostało stworzone z myślą o wielokrotnym ukończeniu. Zachętą do tego jest system rozbudowy głównego bohatera oraz nagrody za spełnienie pewnych warunków. Każda walka daje nam punkty, które możemy przeznaczyć na zakup nowych ciosów, ulepszenie broni czy zwiększenie energii Raidena. Nie będę ukrywał jak bardzo podoba mi się ta gra. Platinum Games po raz kolejny udowodniło, że utalentowany zespół jasno określony kierunek jest kluczem do sukcesu.

Dariusz Konsolite Pasturczak

***

Grzegorz Pawlak (Skipper)

Wieku dobrych aktorów znamy z ekranu telewizyjnego bądź kinowego. Znamy ich twarze, dokonania, często również dzięki plotkarskim portalom szczegóły z ich życia osobistego i ekscesy. Jest również druga grupa aktorów, którzy często są dużo bardziej aktywni niż ci znani wielcy”, ale rzadko przeciętny obywatel zna ich twarz, a często ich nazwiska nic mu nie mówią. Występują w reklamach, dżinglach, zapowiadają programy telewizyjne, są głosem z offu w wielu imprezach telewizyjnych bądź podkładają głos pod postacie w filmach animowanych i grach wideo. Aktorzy dubbingowi i lektorzy, bo o nich mowa to niedocenieni bohaterowie.

Dla nas graczy najważniejszy i najbardziej znany jest oczywiście Jarosław Boberek, aktor uzdolniony, potrafiący wcielić się w wiele zupełnie odmiennych postaci. Nieformalnie, uważa się go za króla polskiego dubbingu, głównie ze względu na ilość projektów, w których bierze udział. Drugim po nim zdecydowanie jest Grzegorz Pawlak, który dzisiaj świętuje swoje 56 urodziny.

Pawlak urodził się 19 lutego 1961 roku w Kutnie w województwie łódzkim. Swoją przygodę z aktorstwem rozpoczął w czasach szkoły średniej, kiedy to prowadził amatorski szkolny kabaret Pingwinek. Wtedy poczuł, że aktorstwo może być jego sposobem na życie. Próbował dostać się do Łódzkiej filmówki, ale ta sztuka mu się nie udała. Niezgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami złożył papiery do Wrocławia i Opola. Z wielki poświęceniem i życiem przez tydzień w pociągach PKP, dostał się do obu. Ostatecznie zdecydował się na Wrocław. Jak sam wspomina szkoła teatralna była miejsce, w którym musiał często wiele poświęcić. Podczas warsztatów musiał wlewać w siebie litry wody oraz wypalić ciężarówki papierosów (bo to robiła grana przez niego postać) oraz tachać na barana koleżankę, która była słusznej budowy.

Swoją karierę zawodową rozpoczął w 1987 roku, kiedy zaczął występować na deskach Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu. W przerwie między spektaklami zaczęła się jego wielka przygoda przy mikrofonie. Rozpoczął współpracę z Radiem Opole oraz związaną z nim Agencją Reklamową. Nagrywał reklamy i pisał scenariusze do nich. Miał również małą audycję radiową.

Po przeniesieniu się w 1992 roku do Łodzi i rozpoczęciu pracy w Teatrze Powszechnym zaczął współpracować z różnorakimi rozgłośniami radiowymi. Z czasem pojawiły się propozycje ze stron stacji telewizyjnych i nowe zadania – czytanie list dialogowych w filmach, teleturniejach i programach telewizyjnych. Okazjonalnie udzielał się w kinie i telewizji w pobocznych rolach. Od kilku lat jest głosem Polsatu. To on zapowiada wszelkie mega hity oraz podczas napisów końcowych informuje o kolejnym programie. Podobną funkcję piastuje w Radio Wawa.

Jego ścieżka do dubbingu, zarówno do animacji, jak i gier wideo, była naturalna i płynna. Przez lata zagrał w niezliczonej ilości projektów. Dubbingował Profesora Oaka w polskiej wersji serialu animowanego Pokemon, Pana Bobińskiego w Koraline i tajemniczych drzwiach oraz Wujcia Dobrą Radę. Najbardziej znany jest jednak z roli energicznego dowódcy pingwiniego oddziału, Skippera z Pingwinów z Madagaskaru. Poza tym jako jedyny aktor w Polsce może wcielać się w rolę Tygryska w Kubusiu Puchatku.

Gra również dużo w grach wideo. Barbarzyńca w Diablo 2, Scott Shelby w Heavy Rain czy Roth z odświeżonego Tomb Raidera to tylko nieliczne z jego ról. Co ciekawe Pawlak nie tylko gra paszczą w grach, ale również namiętnie w nie gra. Sam przyznał, że giereczkowo dotarło do niego dosyć późno, bo w wieku ok. 35 lat. Uwielbia gry akcji, FPS-y i TPP. Potrafił po całym dniu w pracy wrócić do domu, napisać scenariusz reklamy i późnym wieczorem zasiąść przed komputerem, aby stracił całą noc na młócenie w Unreal Tournament. Grzegorzu, jeżeli to czytasz Toperzjada zaprasza.

Kiedyś klawiaturstwo, obecnie z powodu natłoku obowiązków bardziej wyznawca Jabłuszka i konsolowiec.

Jakub Antoniuk