Kartka z kalendarza, 18 marca – Katamari Damacy

Witajcie serdecznie w sobotniej Kartce z kalendarza. Dzisiaj mamy 18 marca i mała ciekawostka historyczna związana z tym dniem. Tego dnia w 1596 roku Król Zygmunt III Waza podjął decyzję o przeniesieniu stolicy z Krakowa do Warszawy. Dzisiaj obchodzony jest Europejski Dzień Mózgu.

Po dłuższej przerwie wracamy do giereczkowa. Dzisiaj proponuję zapoznać się z krótką historią o początkach japońskiej serii gier o turlaniu kulki i odbudowie wszechświata – serii Katamari.

Miłej lektury.

Katamari Damacy

Japończycy są dziwni. To w sumie żadna nowość, ale zawsze, gdy widzę kolejne dziwadło rodem z Kraju Kwitnącej Wiśni jestem zdania, że już nic dziwniejszego nie wymyślą, po czym zaskakują ponownie, przebijając poprzednie dokonania. Potrafią tego dokonać w każdej dziedzinie sztuki, muzyce, filmie no i oczywiście w grach wideo.

Potrafią z niczego zrobić cuda i przedstawić to w typowy tylko dla siebie, zazwyczaj niezrozumiały w krajach zachodnich, sposób. Tylko japońscy projektanci gier wideo mogli wpaść na pomysł, aby przenieść trudy codziennego życia żuka gnojowego na poletko gier wideo i zrobić z tego świetną zabawę zarówno dla dzieci, jak i starszych graczy. Tak powstało Katamari Damacy od Namco.

Po raz pierwszy Katamari Damacy ukazało się 13 lat temu, 18 marca 2004 roku jako tytuł wyłącznie dostępny na konsole Playstation 2. Wcielaliśmy się w rolę Książę Całego Kosmosu, któremu przyszło naprawić wszechświat po tym, jak jego ojciec przez przypadek zniszczył wszystkie gwiazdy. Warstwa fabularna oczywiście musiała dorównywać niezwykłej rozgrywce. Książę zostaje wysłany na Ziemię, aby zbierać materiał potrzebny do załatania stworzonych przez jego ojca dziur w przestrzeni.

Rozgrywka w Katamari Damacy polegała na tym, aby Książę toczył przed siebie tytułowe katamari, kolorową kulkę, która zbiera wszystkie napotkane po drodze przedmioty. Zadanie na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo proste, bo co może być trudnego w turlaniu kulki. Jak się okazuje jest to bardziej zawiła mechanika niż może się wydawać. Po pierwsze im więcej przedmiotów zbierzemy, tym nasza kulka jest większa i cięższa w prowadzeniu. Jeżeli natomiast sterowanie jest coraz trudniejsze, tym łatwiej jest stracić kontrolę nad naszą kulką i przygrzmocić w większe obiekty, które powodują, że tracimy masę naszej kuli i musimy ponownie zbierać utracone przedmioty. Jeżeli naszym zadaniem jest tylko osiągnięcie konkretnej średnicy zbierając wszystkie możliwe przedmioty to jeszcze jest to do przeżycia, ale jeżeli celem naszego działania jest zebranie kilku rzadkich przedmiotów, dobrze poukrywanych lub wymagających większego zaangażowania to wtedy utrata masy może być bolesna. Niby prosta mechanika, ale detali sprawiają, że z niewinnej zabawy, wydawałoby się dla dzieci, szybko Katamari Damacy staje się wyzwaniem. Zaczynamy od niewinnych doniczek, a kończymy nawet na wieżowcach.

Mocno dziwna gra okazała się sporym sukcesem i znalazła sporą grupę odbiorców poza granicami Kraju Kwitnącej Wiśni. Jeżeli wierzyć VGChartz, źródłu może umiarkowanie wiarygodnym, ale najlepszemu, jakie posiadamy, sprzedało się ok. 700 000 sztuk Katamari Damacy, z czego blisko pół miliona w samych Stanach Zjednoczonych. Jak na produkcję tej klasy i z takim budżetem był to ogromny sukces. To zaowocowało pojawieniem się kilku kolejnych gier z serii Katamari na wszystkie możliwe sprzęty do grania. Ostatnia odsłona zatytułowana Touch My Katamari ukazała się na początku ubiegłego roku na platformy mobilne, ale niestety nie okazała tak dobrą i dobrze przyjętą grą jak pierwowzór.

Jakub Antoniuk