Kartka z kalendarza, 16 stycznia – Punisher (2005) / Jean Van Hamme

Dzisiaj mamy poniedziałek 16 stycznia a ja witam serdecznie w Kartce z kalendarza. Dzisiaj pięć pierwszych województw (lubelskie, pomorskie, łódzkie, śląskie oraz podkarpackie) rozpoczyna zimowe ferii. Zazdroszczę dzieciakom. Na szczęście mi szykuje się niedługo urlop i zamierzam spotkać się w rozgrywkowym towarzystwie w Toruniu, Warszawie i Trójmieście. Jeżeli macie ochotę na spotkanie, to dawajcie znać.

Dzisiaj jest najbardziej ponury dzień w roku, tak zwany Blue Monday oraz Dzień Pikantnych Potraw. A w Kartce mamy giereczkowego Punishera z 2005 roku oraz autora scenariuszy do komiksów o Thorgalu – Jeana Van Hamme.

Miłej lektury.

Punisher (2005)

Gry będące adaptacjami znanych dzieł to nie nowość, ukazywały się już na prehistorycznych sprzętach i nic nie wskazuje, aby nagle zniknęły. Bardzo często były to produkcje słabe, robione szybko, bez ambicji, aby tylko wypchać tytuł bo znana marka i tak sprzeda sporo kopii. Niewiele jest gier, które starają się być czymś więcej niż skokiem na kasę i dają coś od siebie. Zdecydowanie najlepszym przykładem dobrej growej adaptacji jest trylogia Batman: Arkham od studia Rocksteady, ale wcześniej ukazało się kilka wartych zagrania gier. Do tego grona zaliczyłbym Punishera z 2005 roku autorstwa studia Volition, autorów serii Red Faction oraz Saints Row.

Punisher ukazał się 16 stycznia 2005 roku na PC, Pierwszego Xboxa oraz Playstation 2. Była to strzelanina TPP, nieco podobna w klimacie do oryginalnego Maxa Payna. Gra miała niewiele wspólnego z kinową katastrofą, jaką był Punisher z Johnem Travoltą i Thomasem Jane, bliższa była komiksowemu oryginałowi.

Wcielaliśmy się w postać Franka Castle, Punishera, byłego żołnierza, który stracił całą rodzinę w strzelaninie między gangami w nowojorskim Central Parku. Od tamtej pory Castle jako Punisher prowadzi prywatną wojnę z wszelkiego rodzaju bandytami, działając poza prawem.

Przemierzaliśmy najmroczniejsze zaułki Nowego Jorku w celu rozpracowywania półświatka. Do dyspozycji przy likwidacji bandziorów mieliśmy naprawdę sporo. Poza bogatym arsenałem broni palnej mogliśmy wykorzystać mnóstwo walających się po planszach przedmiotów codziennego użytku, które nawinęły nam się pod rękę. Od butelki po noże a kończąc na piłach tarczowych.

Ważnym i ciekawym elementem gry była możliwość przesłuchiwania bandziorów w celu zdobycia kluczowych informacji. Mniej odpornego delikwenta można było zmusić do śpiewania częstym biciem i kopaniem, bardziej twardzi zmieniali zdanie po serii dźgnięć nożami, a najbardziej wytrwali miękli, dopiero gdy piła tarczowa zbliżała się do ich głowy. Zakończenia przesłuchań były bardzo brutalne. Dla osób bardziej wrażliwych istniała możliwość ocenzurowania najbardziej brutalnych scen, choć nawet i z nią niektóre potrafiły przerazić lub zniesmaczyć.

Punisher z 2005 roku był piątą egranizacją przygód Franka Castle i zdecydowanie najlepszą. Oceny gry może nie były powalające, ale średnia na poziomie 7/10 są gwarantem bardzo rzetelnej gry.

Jean Van Hamme

Gdy myślimy o komiksach, to zazwyczaj pierwsza myśl wiąże się z Batmanem, Supermanem, Spider-Manem czy X-Men. Komiks amerykański zdominował świat, jest obecny wszędzie. Moim skromnym zdaniem komiks Europejski, mimo że mniej powszechny, nadrabia jakością opowieści, złożonością i atrakcyjnością. Wśród wielu europejskich autorów twórczość Jeana Van Hamme należy do tej, z którą powinniśmy się obowiązkowo zapoznać.

Urodzony 16 stycznia 1939 roku w Brukseli Van Hamme nie wiązał swojej przyszłości z komiksami. Ukończył ekonomię, administrację, dziennikarstwo i nauki handlowe i przez kilka lat z sukcesami pracował jako ekonomista. W międzyczasie zadebiutował jako scenarzysta komiksowy. Jego debiutancki komiks Epoxy, narysowany przez Paula Cuveliera, ukazał się w 1968 roku. W 1976 porzucił dotychczasową pracę i całkowicie poświęcił się pisaniu historii.

Od tego czasu spod jego pióra wyszło wiele dzisiaj cenionych powieści, spośród których najbardziej znane dzieła to szpiegowska XIII, sensacyjno-przygodowy Largo Winch oraz najlepiej znany w Polsce historyczno-fantastyczny Thorgal.

Thorgal – wspólne dzieło Van Hamme oraz polskiego rysownika Grzegorza Rosińskiego – zadebiutował w 1977 roku i po dziś dzień ukazują się kolejne zeszyty związane z tą serią.

Swoimi wspomnieniami związanymi z Jeanem Van Hamme podzielił się ze mną Dariusz Konsolite Pasturczak.

Twórczość Van Hamme poznałem w „dzikich czasach komiksu”, gdy w naszym kraju zaczęły się pojawiać tomy Thorgal’a. Scenariusz sprawił, że wsiąkłem w ten świat. Mimo że tomy pojawiały się nieregularnie, to czytałem każdy. Podobnie było z XIII, który był bardziej dorosłym komiksem, podobnie jak Largo Winch. Jednak dla mnie Van Hamme to Thorgal. Nigdy nie zapomnę jego przygód i fantastycznego świata, który niejednokrotnie mnie zachwycił i zaskoczył.

Za historię Thorgala Van Hamme był odpowiedzialny do 2006 roku, po czym przekazał ten obowiązek młodszym artystom. Napisał scenariusz do 29 opowieści. Grzegorz Rosiński po dziś dzień odpowiada za oprawę graficzną. Seria doczekała się jak do tej pory 35 zeszytów i jest to największa i najdłużej kontynuowana jego marka. Pod względem sukcesu komercyjnego Largo Winch oraz XIII zostały bardziej doceniony za Oceanem. Na podstawie Largo Winch na początku XXI wieku roku powstał – emitowany również w Polsce – serial telewizyjny i dwa filmy kinowe, a XIII doczekała się dwóch dobrze przyjętej gier wideo.

Jakub Antoniuk, Dariusz Konsolite Pasturczak