Kartka z kalendarza, 16 lutego – Gearbox Software (Borderlands) \ Ice-T & Body Count

Witajcie w czwartkowej Kartce z kalendarza. Wypatrujecie już weekendu? Ja już nie mogę się doczekać. Niestety póki co mamy czwartek, 16 lutego, podczas którego obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Listonoszy i Doręczycieli Przesyłek oraz Dzień Poczty Polskiej. W dzisiejszej Kartce Winfrid przedstawia studio Gearbox Software odpowiedzialne za serię Borderlands, a Jakub wspólnie ze Zdanem z podcastu What the Fuzz opisują postać rapera Ice-T, który ostatnim czasem na scenie robi więcej łomotu aniżeli bitów.

Miłej lektury.

Gearbox Software (Borderlands, Brothers in Arms, Homeworld: Deserts of Kharak)

W ten piękny słoneczny dzień, 16 lutego, roku pańskiego 2017 Gearbox Software stało się pełnoletnie. Dziecko charyzmatycznego Randy’ego Pitchforda znane jest z tego, że bierze się za projekty, które nie mają szans się udać.

Ich główny problem polega na tym, że to, co wydarzyło się przy Borderlands okazało się pełnym sukcesem. Nie wiem, czy pamiętacie całą sytuację i czym pierwsze Borderlands miało być? Jak miało wyglądać? I jak długą drogę przeszło do tego, czym stało się w części drugiej? Zespół Gearboxa dokonał cudu. Wszystkie pomysły zagrały i stworzyli FPS-a, który wszedł na stałe do kanonu.

Obie części ukradły mi masę czasu. Dość powiedzieć, że dwójka z dodatkami to pierwsza gra, w której wbiłem platynę. Jest też tytułem, w który grałem najdłużej w czasach od premiery Steama. Uważam też, że do części drugiej zostało wydane najlepsze fabularne rozszerzenie w historii gier (przepraszam Chipsy i Colę w tym miejscu). Tiny Tina’s Assault on Dragon’s Keep miażdży nie tylko długością nazwy, ale przede wszystkim zawartością. To jeden wielki pastisz gier RPG. Jeśli siedzicie w temacie, lubicie rzucać wirtualną kostką i odgrywanie ról to to, co dla was tygryski lubią najbardziej, to musicie go ograć. Koniecznie.

Pitchford i jego studio zaczęli z wysokiej półki produkując genialne dodatki do pierwszego Half-Life’a. Później zrobili genialną konwersję jednej z dwóch, w moim prywatnym zestawieniu, gier o deskorolkarzach – Tony Hawk’s Pro Skater 3. Zabrali się także za taktycznego shootera Brothers in Arms. Może nie przebił się on do powszechnej mentalności, ale osoby, które dały mu szansę bardzo go sobie ceniły. Ostatnimi udanymi tytułami były remaster Homeworlda oraz stworzony autorsko prequel do tegoż – Deserts of Kharak.

Niestety Gearbox ostatnio często zalicza wpadki, do tego robi to w bardzo złym świetle. Historie z Duke Nukem Forever, Alien: Colonial Marines czy ostatnie problemy z określeniem własnej tożsamości przy premierze Battleborna pokazują, że w studiu dzieje się coś złego. Nawet Borderlands The Pre-Sequel nie ma charyzmatycznych bohaterów, a rozgrywka jest dziwnie nudna. Mam jednak nadzieję, że odnajdą się i wrócą do nas w glorii i chwale. Czego bardzo wam i sobie życzę.

Winfrid

***

Ice-T & Body Count

Czasem tak zabawnie się dzieje, że artyści nie chcą być kojarzeni z jednym nurtem kultury. Tego typu zjawisko jest dosyć rzadkie, bo zazwyczaj jest bardzo trudno pogodzić ze sobą dwa, często zupełnie różne bieguny, ale nie jest to zjawisko nieobecne.

Dobrym tego typu przykładem jest postać Tracy’ego Laurena Marrowa – Ice-T, znany jako jeden z prekursorów hip-hopu, który kilka lat później dał się poznać jako założyciel i lider metalowej kapeli Body Count.

Ice-T urodził się 59 lat temu, 16 lutego 1958 roku, zanim rozpoczął muzyczną karierę, jak wielu mu podobnych, miał styczność ze światem przestępczym. Zarabiał na chleb jako diler marihuany i drobny złodziej. Bandycki fach jednak był mało opłacalny, więc zaciągnął się do armii, z którą spędził cztery lata. Po rozstaniu z wojskiem postanowił ponownie nie wplątywać się w gangsterski proceder, został DJ-em przyjmując pseudonim Ice-T.

Hiphopową karierę rozpoczął w 1982 roku, kiedy nagrał i wydał swój pierwszy singiel Cold Wind Madness, który cieszył się sporą popularnością w raperskim podziemiu. 5 lat później ukazała się utrzymana w klimatach gangsta rap debiutancka płyta zatytułowana Rhyme Pays. Sukces komercyjny albumu był na tyle duży, że Ice-T mógł już na początku wielkiej kariery usamodzielnić się i założyć własną wytwórnię, która rok później wydała jego kolejny album, Power, który okazał się jeszcze większym sukcesem komercyjnym. Ice-T nie zwalniał tempa, czwarty album, wydany w 1991 roku O.G. Original Gangster uważany jest za najlepszy w dorobku artysty i jeden z kamieni milowych w rozwoju i promocji hip-hopu.

Chwilę wcześniej Ice-T spróbował swoich sił w zupełnie innym gatunku muzycznym. Ale o tym opowie większy niż ja specjalista, Michał „Zdan” Zdancewicz z podcastu What the Fuzz.

Ice-T to niezły herbatnik. Można mu zarzucić wiele rzeczy – ale na pewno prawdą pozostaje to, że jest to facet, od którego aż bije autentyzm. A najlepszym przykładem tego jest Body Count. Bo jak inaczej podejść do rapera w środku kariery, który nagle postanawia założyć pełnoprawny heavy metalowy zespół? Nie nagrać jeden kawałek czy wrzucić odrobinę gitary na swój hip-hopowy album, ale po prostu nagrać płytę z metalem? I to jakim! Bo nie mówimy tu o słodkim, miłym melodyjnym rap-metalu. Nie! Pierwszy album Body Count wydany w 1992 roku to kipiący złością i agresją speed metalowy wręcz materiał na punkowych sterydach. Wtedy to musiało być absolutne zaskoczenie i coś absolutnie niespodziewanego.

Jest jeszcze cała afera z utworem „Cop Killer” – kawałkiem śpiewanym z perspektywy bohatera mającego dość policyjnej przemocy. Ice-T musiał długo się z tego kawałka tłumaczyć a w efekcie płytę wydano ponownie bez niego. Jak widać wolność słowa nie jest pełna nawet w USA. Szkoda, bo to jeden z najjaśniejszych fragmentów płyty. Płyty, której Ice i kumple wcale nie muszą się wstydzić a fan takiego Slayera może spokojnie mieć na półce.

Body Count nie okazało się jednorazowym wybrykiem – płyty nagrywało do 1997 roku. Tutaj warto zwrócić uwagę na bardzo dobry album „Born Dead” mogą iść w szranki z debiutem. Powrotny album z 2006 roku był jednak słaby i nieprzemyślany. Ale już „Manslaughter” z 2014 to album absolutnie rewelacyjny. Ciężkie brzmienie, jeszcze więcej ekstremy w muzyce i tekstach i powalający cover Suicidal Tendencies. Warto to sprawdzić, bo Ice-T pozostaje jedną z najbardziej autentycznych postaci w muzyce. Cop Killer!

Michał „Zdan” Zdancewicz i Jakub Antoniuk

  • Silent Berserker

    Body Count ehhh….. to byla muza, mlodosc, agresja i tanie alko.