Kartka z kalendarza, 12 stycznia – Batman z Adamem Westem / That Dragon, Cancer

Witam w czwartkowej Kartce z kalendarza, dzisiaj mamy 12 stycznia, nie obchodzimy żadnego ciekawego święta (nieprawda, dzisiaj jest Dzień Upamiętnienia Rewolucji Zanzibaru oraz Dzień Całowania Złotowłosych – dop. Emjoot), więc bez zbędnego przedłużania zapraszam do lektury. Dzisiaj gratka dla fanów Batmana, kilka słów na temat pamiętnego serialu z lat 60. z Adamem Westem w roli głównej. Na deser w Giereczkowie pozycja wciąż bardzo świeża, ale ze względu na jej specyfikę postanowiłem wam dzisiaj o niej przypomnieć.

Batman z Adamem Westem

Serialowy Batman z lat 60. to jeden z tych seriali, które są jak wino, im starsze, tym bardziej zyskują na wartości. Serial pojawił się po raz pierwszy w telewizji 51 lat temu – 12 stycznia 1966 roku na antenie amerykańskiej stacji ABC.

Serial zasłynął głównie za sprawą swojej formy. Komiksy o Batmanie były poważnymi, często przygnębiającymi opowieściami detektywistycznymi. Telewizyjny Batman zaś był całkowitym przeciwieństwem – to była świadoma komedia, która bawiła swoją kiczowatością i naiwnością. To wciąż była historia zamaskowanego detektywa na tropie zbrodniarza, ale forma w jakiej była podana była kabaretem. W utrzymaniu specyficznego klimatu pomagały same realia lat 60. – moda, rockandrollowa muzyka, ówczesne trendy w motoryzacji i designie. Wszystko to w połączeniu dawało wybuchową mieszankę.

Sama kreacja świata serialu nie powinna dziwić, bo była to produkcja przeznaczona dla młodszego odbiorcy. Przygoda była tutaj bardzo ważnym elementem, ale musiała ze sobą nieść coś ponad rozrywkę. Normą było, że w fabułę wplatano wątki moralizujące, promujące pewne postawy. Za przykład niech posłuży scena z pierwszego odcinka, kiedy to Batman, który wyszedł z potańcówki (tak, takie rzeczy były w serialu powszechne) będąc pod wpływem próbuje wsiąść do Batmobilu i odjechać na ratunek Robinowi. Oficerowie policji zabierają mu kluczyki, gdyż w takim stanie nie może prowadzić i może doprowadzić do nieszczęścia. Każdy odcinek miał kilka takich wtrąceń. Czasem pełnił też funkcję propagandową, na przykład zachęcał młodocianych do inwestowania w dziecięce obligacje skarbowe, z których pieniądze szły na wojnę w Wietnamie.

Schemat serialu był niemal zawsze ten sam. Któryś z superłotrów rozrabia w Gotham City. Policja wzywa Batmana i Robina albo oni sami jako Bruce Wayne i Dick Grayson znajdują się w centrum bałaganu. Zazwyczaj po oględzinach na miejscu zbrodni bohaterski duet dokonywał w bat-jaskini analizy zgromadzonych dowodów. To zawsze naprowadzało na trop i prowadziło do łotra. Obowiązkowo ktoś wpadał w zasadzkę, a ścigany dawał nogę. Zaczynał się karkołomny pościg i bójka zakończony nagłym zwrotem w akcji w chwili, gdy zło już niemal triumfuje.

Pierwsza seria charakteryzowała się tym, że w ciągu jednego tygodnia emitowane były dwa odcinki. Pierwszy był wprowadzeniem w sytuację i rozwijał przygodę do pewnego kulminacyjnego momentu, po czym nagle się urywał. Aby poznać dalszy rozwój historii, konieczne było obejrzenie drugiego, finalizującego wszystkie wątki odcinka. W trzeciej serii producenci odeszli do tego pomysłu na rzecz jednolitej fabuły.

Po zakończeniu emisji pierwszej serii w kinach był wyświetlany film pełnometrażowy, który pierwotnie miał być kinowym pilotem, ale w obliczu przyśpieszenia telewizyjnej premiery serialu został przełożony na później. Czas na realizację był bardzo krótki, budżet ograniczony, ale wystarczający, aby zbudować nietoperzą łódź oraz śmigłowiec, które były później wykorzystane w drugiej i trzeciej serii.

Serialowy Batman o owym czasie był niezwykle popularny, po latach został nawet nazwany największym fenomenem telewizyjnym drugiej połowy lat 60., ale im bliżej było finału trzeciej serii, tym bardziej spadała oglądalność. Stacja ABC nie miała oporów, aby zadecydować o zakończeniu produkcji. Mimo to przygody Batmana nie zniknęły z telewizji. Pojawił się serial animowany oraz epizodycznie połączono świat nietoperza ze światem Scooby-Doo. Członkowie Brygady Detektywów wspólnie z Batmanem i Robinem rozwiązywali zagadkę Jokera i Pingwina.

Co ciekawe największą popularnością serial może się pochwalić w czasach znacznie nam bliższych. Emitowanie wielokrotnie powtórki odkryte przez kolejne pokolenie stały się niesamowicie popularne. Na tyle, że wokół nich wytworzył się swoisty kult, nieobecny w latach 60. To wtedy odtwórca głównej roli – Adam West – stał się symbolem i gwiazdą.

That Dragon, Cancer

Na zakończenie dzisiejszej Kartki kilka – wyjątkowo krótkich – słów na temat gry związanej z dzisiejszą datą. That Dragon, Cancer autorstwa państwa Green ma zaledwie rok – zadebiutowała 12 stycznia 2016 roku – ale ze względu na jej charakter (i brak mocnego kontrkandydata) chcę ją wam dzisiaj przypomnieć.

That Dragon, Cancer to inspirowana autentycznymi zdarzeniami smutna opowieść bez happyendu opowiadająca o rodzinie, w której kilkumiesięczne dziecko żyje z chorobą nowotworową i pewnym wyrokiem. To swego rodzaju przygodówka, w której musimy przeżyć koszmar gorszy niż w najstraszniejszym horrorze, pełen bólu i rozpaczy. To nie jest typowa gra, bardziej interaktywne doświadczenie, próba przekazania uczuć i beznadziei dla osób, które tego (na szczęście) nie doświadczyły.

Jest to również hołd dla wszystkich dzieci, które w ten sposób przedwcześnie odeszły. Gorzką inspiracją była choroba oraz śmierć synka Ryana i Amy Green. U rocznego Joela zdiagnozowano nowotwór, z którym walczył przez cztery lata, by w marcu 2014 roku mu ulec.

Gry wideo w swojej historii już wielokrotnie pokazywały brutalność i beznadzieję życia, ale zawsze było to ubrane w mechanikę, która mówiła nam, że gramy w grę, bawimy się. W That Dragon, Cancer nie da się dobrze bawić. Jeżeli nie jesteśmy wypranymi z uczuć bydlakami przeżywamy tę historię i poczujemy gorzki żal utraty. Choć to nie jest najlepsza i najładniejsza gra na świecie, swoją tematyką i sposobem narracji bije wiele.

Jakub Antoniuk

Z Zanzibaru przybywa całować Złotowłose Michał „Emjoot” Jankowski