Kartka z kalendarza, 11 stycznia – DC Universe Online / Tomasz „Oley” Olenik i zespół Proletaryat

Witam serdecznie w dzisiejszej Kartce z kalendarza. Dzisiaj mamy 11 stycznia, wpółdopiątek, w Polsce obchodzony jest dzień wegetarianizmu. Dlatego gorąco zachęcam, abyście dzisiejszą Kartkę przeczytali z kanapką z polędwicą, pomidorem, ogórkiem, odrobiną papryki, majonezem i koperkiem. Warzywka są smaczne, dobrze się przyswajają i idealnie komponują z mięskiem.

Tomasz Oley Olenik i zespół Proletaryat

Proletaryat to jedna z legend polskiej sceny łomotu, zespół, który na przestrzeni lat umiejętnie połączył i pogodził punk z metalem, tworząc oryginalną, tożsamą jedynie z nimi jakość. Zespół powstał w listopadzie 1987 roku z inicjatywy gitarzystów Dariusza Kacprzaka i Jarosława Siemienowicza oraz obchodzącego dzisiaj swoje 52. urodziny wokalisty – Tomasza Oley Olenika.

Pierwszy koncert zespołu miał miejsce dopiero pół roku później na lokalnym przeglądzie młodych talentów. Krótko potem kapela została zakwalifikowana do konkursu Festiwalu Muzyków Rockowych w Jarocinie, z którego wróciła z Nagrodą Publiczności i Nagrodą Dziennikarzy. Tego samego roku zostało zarejestrowane i wydane na kasetach magnetofonowych demo zatytułowane Revolt.

Stworzone przez Olenika teksty umiejętnie lawirowały pomiędzy poważnymi tematami a kpiną. Piętnowały bezsensowność codziennego życia i ludzką głupotę. To przekonywało słuchaczy, słuchali kapeli, która była ich ambasadorem. Oley nie śpiewał banałów o miłości, a o codziennych problemach, zmartwieniach, często zjawiskach patologicznych czasem z pewną dozą humoru. Było to zwierciadlane odbicie naszej szarej rzeczywistości, głos pokolenia, które mocno oberwało w okresie przemian ustrojowo-gospodarczych przełomu lat 80. I 90.

Proletaryat to legenda, która potrzebuje odpowiedniego komentarza. Dlatego poprosiłem Michała Zdancewicza z podcastu What the Fuzz o kilka słów od siebie.

Proletaryat to naprawdę nietuzinkowy zespół. Szczególnie jak na polskie warunki. Jego początki wydają się standardowe – panowie łupali prostego, wręcz siermiężnego punk rocka. Ale już wtedy mieli w zanadrzu tajną broń, czyli wokalistę Tomka „Oleya” Olejniczaka. Jego potężny głos był wręcz stworzony do rockowej muzyki. Wokalistą wokalistą, ale co z muzyką? Cóż – w 1993 roku Proletaryat wydaje płytę, która jest dla nich swoistym kamieniem milowym, czyli Czarne Szeregi. I na tej płycie dzieje się rzecz jak na Polskę przedziwna.

Następuje wolta stylistyczna w kierunku cięższych brzmień, czyli mówiąc krótko metalu. Rzecz dość niespotykana, bo o ile na Zachodzie takie zmiany były dość popularne to w Polsce zespoły punk rockowe raczej trzymały się swojego poletka, a pójście „w metal” było uznawane za zdradę punkowych ideałów. Proletaryat miał to sobie za nic. Wzmocnili brzmienie a niektóre riffy i kawałki mogłyby spokojnie trafić na jakieś thrash metalowe wydawnictwo. Uwagę przykuwa utrzymany w średnim tempie numer tytułowy – rzecz z anty-klerykalnym tekstem i potężnym riffem. Z tego okresu warto wspomnieć wspólną trasę z krajowymi gigantami death metalu, czyli Vader. Kombinacja wtedy wręcz niespotykana, a jednak…trasa okazała się wielkim sukcesem. Metalowa droga okazała się dobrym wyborem, a muzycy kontynuowali ją na płytach IV i Zuum. Proletaryat gra do dziś a jego ostatnia płyta to wypuszczone w 2015 roku „Oko za oko” – pokazujące, że nadal są pełni ognia i werwy.

Poza Prolataryatem Oley udziela się muzycznie przy wielu projektach. W 1994 roku wziął udział w nagraniu cover-albumu 60/70 zespołu Piersi zawierającego utwory z repertuaru najbardziej znanych polskich artystów lat 60. i 70. Rok później gościnnie uczestniczył w koncercie List Do R. na 12 głosów upamiętniającym Ryszarda Riedla, zmarłego lidera zespołu Dżem. Wspólnie z kolegami z zespołu TSA stworzył zespół Totem, jednak nie znalazł on większego uznania. Warto też odnotować, że frontman Proletaryatu nagrał piosenkę do słów i muzyki Wojciecha Waglewskiego zatytułowaną Omal nie pękła łepetyna, która znalazła się na ścieżce dźwiękowej do filmu Tytus Romek i A’Tomek wśród złodziei marzeń.

Oley wspólnie z zespołem Proletaryat mimo kilku zawirowań personalnych po dziś dzień trwa na scenie. Z oryginalnego składu pabianickiej kapeli jedynie Olenik oraz Kacprzak grają bez przerwy. I niech trwają nadal, bo to kawał dobrego, inteligentnego, choć prostego łomotu, który jest z nami prawie 30 lat.

DC Universe Online

Szał na MMO trwa w najlepsze, wczoraj w Kartce pisałem o prastarych początkach gatunku, dzisiaj z okazji szóstych urodzin DC Universe Online rzucimy okiem na względnie młodego przedstawiciela tego gatunku.

Za produkcję odpowiedzialne było studio Sony Online Entertainment (obecnie Daybreak Game Company), weteran w dziedzinie produkcji gier MMO odpowiedzialny w przeszłości za takie produkcje jak The Matrix Online, Star Wars: Galaxies, obie części Planetside czy wciąż aktywnego od 1999 roku Everquesta. Poza tym autor kilku mniejszych gierek jak choćby javowe God of War: Betrayal.

DC Universe Online jest produkcją wykorzystującą markę legendarnego wydawnictwa komiksowego DC, domu takich postaci jak Superman, Batman, Zielona Latarnia, Flash czy Wonder Woman. Gra daje nam możliwość zostania superbohaterem lub superłotrem w Metropolis lub Gotham City. Co ciekawe naszym awatarem nie może zostać żadna z ikonicznych postaci znanych z kartek komiksów, tylko stworzona od podstaw własna postać.

Posłuchajcie co ma do powiedzenia Jacek Kaleta z podcastu Asian JAM, który przegrał w DC Universe Online setki godzin.

O DC Universe Online mógłbym opowiadać godzinami i przelać to na kilka stron tekstu. Nie mam jednak tego przywileju ani w jednej, ani w drugiej formie. Co nie zmienia faktu, że w moim przekonaniu ta gra jest czymś idealnym dla każdego fana DC. Podczas zmagań ze złem lub dobrem odwiedzimy wiele kultowych lokacji. Od wielkiej fortecy Supermana po Orbitalną Strażnice Ligi Sprawiedliwości. Niestety nie mogę powiedzieć, żeby każda lokacja była odwzorowana w stosunku jeden do jednego, ponieważ nigdy nie poznaliśmy dokładnych planów tych miejscówek. Ważne jest to, że ociekają klimatem i pozwalają nam na jeszcze większe wczucie się w klimat gry. Gry, w której to MY jesteśmy anty/bohaterami. To nas wielcy i wspaniali bohaterowie proszą o pomoc w wielu sprawach najwyższej wagi.

To, co również zrobiło na mnie wielkie wrażenie to kreator postaci. Przy odrobinie zabawy mogliśmy stworzyć prawie każdego bohatera z uniwersum DC albo Marvela. Mówię naprawdę poważnie. Podczas mojej podróży nie raz spotkałem Iron Mana, Spider-Mana i innych kultorwych przebierańców z innych uniwersów, Ba! Sam stworzyłem postać, która kropka w kropkę przypominała Big Bossa z Metal Gear Solid 3. A dzięki szerokiej palecie specjalizacji do wyboru, mój bohater nawet używał broni palnej. Nie posiadał on oczywiście żadnej supermocy jak latanie albo super prędkość. Wszystko, co nim robiłem i co dla niego wybierałem wiązało się z bardziej przyziemną specjalizacją.

A najlepsze w tym wszystkim jest to, że twórcy dali nam prawie wolną rękę w segmencie rozwijania naszej postaci. Mogliśmy dowolnie zmieniać wiele elementów buildu bez większego problemu.

Nie chcę nawet rozpisywać się o specjalnych eventach, w które obfitowała ta gra, ponieważ to temat na osobny podcast, a nie krótką notkę. Tak czy inaczej, bardzo miło wspominam czas, który spędziłem z tym tytułem. Pomimo że kupiłem go, kiedy jeszcze nie był w wersji f2p to nie żałuję ani grosza. To była wspaniała przygoda, dzięki której poznałem wiele osób. A teraz kiedy mam PS 4 prawdopodobnie wrócę do tego tytułu, wykupię wszystkie DLC, które jeszcze bardziej poszerzą uniwersum gry i znowu zacznę ratować świat.

Nie była to pierwsza superbohaterska gra MMO w historii, wiele lat wcześniej studio Cryptic Studios wspólnie z Paragon Studios oraz koreańskim NC Soft wydało dwie podobne produkcje MMO – City of Heroes oraz City of Villains, które pozwalało niemal na to samo co DC Universe Online. Mechanika rozgrywki jest typowa jak dla większości MMO RPG. Wspólnie ze znajomymi lub solo zwiedzamy ogromny świat, wykonujemy zadania zlecane przez postacie niezależne czy komiksowych (anty)bohaterów, „oramy dziki”, rozwijamy i rozszerzamy umiejętności naszej postaci.

Tytuł zadebiutował równo 6 lat temu – 11 stycznia 2011 roku równocześnie na PC oraz Playstation 3 jako produkcja w pełni płatna z obowiązkowym miesięcznym abonamentem. Mocno przestarzały model biznesowy nie przeszkodził stać się DC Universe Online najszybciej sprzedającą się grą od Sony Online Entertainment. Nie dziwiło też nikogo większe zainteresowanie grą na Playstation 3, platformie, na której DC Universe Online było jednym z pierwszych, naprawdę dużych MMO RPG w historii. Po pól roku pojawiła się możliwość kupowania przedmiotów za prawdziwe pieniądze, co dla wielu było znakiem, że produkcja zmieni się we frituplejkę. Tak też się stało w listopadzie tego samego roku. Raczej ten ruch grze nie zaszkodził. Tytuł wciąż jest żywy, pojawił się na kolejnych platformach i stale gra w niego masa ludzi ze slipami na rajtuzach.

Jakub Antoniuk, Jacek Kaleta, Michał Zdancewicz