Kartka z kalendarza, 10 lutego – Command & Conquer: Generals / Tom i Jerry

Witajcie w piątkowej Kartce z kalendarza. Dzisiaj ma miejsce najwspanialszy dzień w tygodniu, mityczny Piątek, Piątunio, Piąteczek, po którym na dwa dni można zapomnieć o całym bożym świecie, obżerać tłustą pizzą, która nam pozostała z wczoraj i lenić się do oporu. Jeżeli nie jesteście w tej szczęśliwej grupie na pocieszenie pozostaje najnowsza Kartka z kalendarza, w której kilka słów na temat strategii czasu rzeczywistego Command & Conquer: Generals oraz kreskówek z serii Tom i Jerry.

Miłej lektury.

Command & Conquer: Generals

Rzadko się zdarza, abym w ramach Kartki z kalendarza pisał o pobocznych tytułach wielkich serii. Raczej skupiam się na początkach, a o odpryskach co najwyżej wspominam z obowiązku w podsumowaniu. Główny powodem takiego podejścia jest niewielki wpływ spin offów na kształt serii oraz częsta ich mizeria. Szkoda czasu na miernoty, do których podkleja się znaną i cenioną markę w celu lepszej sprzedaży.

Czasem jednak los pozytywnie zaskakuje i zdarzają się odstępstwa od tej niechlubnej normy. Poboczna gra potrafi się obronić wysoką jakością oraz ciekawym, zupełnie innym podejściem do tematu, mimo że czasem ma niewiele wspólnego z pierwowzorem. Fallout: Tactics, Super Mario RPG, Portal, Unreal Tournament czy Final Fantasy: Tactics to nieliczne przykłady dobrych bękartów.

Do tego zacnego, ale nielicznego grona zaliczyłbym również strategię czasu rzeczywistego Command & Conquer: Generals autorstwa studia EA Pacific, która ukazała się równo 14 lat temu, 10 lutego 2003 roku wyłącznie na PC.

Command & Conquer to wielka marka, z której tradycjami początków należy szukać w pierwszej połowie lat 90. Zanim nastali Generałowie serię można było podzielić na dwie, pozornie inne, ale połączone ze sobą linią fabularną podserie: Tiberian oraz Red Alert. Generals całkowicie zerwało z tą historią, Kane, GDI, NOD, Rosjanie oraz Alianci, II wojna światowa i konflikty przyszłości zostały zastąpione przez współczesną wojnę z terroryzmem.

Gra oferowała trzy kampanie dla pojedynczego gracza, po jednej dla każdej ze stron konfliktu: Amerykanów, Chińskiej Armii Ludowej oraz fanatycznej organizacji terrorystycznej Armii Światowego Wyzwolenia. Każda grupa różniła się pod względem uzbrojenia oraz taktyki. Armia Stanów Zjednoczonych to przede wszystkim najnowocześniejsza technologia, Chińczycy braki nadrabiają liczebnością, a Armia Światowego Wyzwolenia opiera swoją siłę głównie na tym, co sama zdobyła na polu bitwy.

Pod względem mechaniki Generals to był stary dobry C&C w nowej oprawie graficznej. Zbieraliśmy surowce, za które zdobywaliśmy fundusze na budowę oraz rozbudowę naszego centrum. Od tego, czy chcieliśmy dalej się zbroić i uderzyć wszystkimi posiadanymi siłami za jednym zamachem czy prowadziliśmy regularne niewielkie walki sukcesywnie prąc do przodu już zależało wyłącznie od naszego stylu grania.

Generals było pierwszą odsłoną serii, która pojawiła się w pełnym trójwymiarze, wszystkie wcześniejsze części miały grafikę opartą o dwuwymiarowe sprite‚y. Nie tylko grafika przeszła gruntowną zmianę, ale również forma narracji. W C&C oraz Red Alertach fabułę poznawaliśmy poprzez filmiki z aktorami, w tej odsłonie zrezygnowano z tego patentu. Cała aktualna sytuacja geopolityczna była przedstawiana przez przyjemny kobiecy głos w trakcie ładowania poziomu. Nic ponad to. Ten element bardzo zabolał ortodoksyjnych miłośników serii. Dla nich gra straciła swój kiczowaty klimat rodem z filmów klasy C. Niektórzy weterani narzekali również na dość niski próg wejścia i kampanie, które byli w stanie ukończyć w maksymalnie dwa wieczory. To, co nie przypadło do gustu wiernym fanom okazało się zaletą dla osób niezaznajomionym z serią oraz grającym w strategie okazjonalnie. Gra dla nich była przystępna, co przełożyło się na świetną sprzedaż.

***

Tom i Jerry

Im starszy jestem, tym chętniej wracając z pracy mam ochotę, aby włączyć telewizor i przez pół godziny, w ramach relaksu, oglądać stare dobre kreskówki. Ulubionej nie mam, ale zawsze chętnie przypominam sobie perypetie Toma i Jerry’ego, kota i myszy, których odwieczny konflikt rasowy sprawia, że wypoczywam i nabieram sił na pisanie wieczorem kolejnej Kartki z kalendarza dla was.

Początki serii sięgają dalekich lat 40., kiedy to dwóch legendarnych twórców, William Hanna i Joseph Barbera, na zlecenie wytwórni MGM rozpoczęli produkcję krótkometrażowego serialu animowanego o odwiecznym konflikcie pomiędzy kotem i myszą. Pierwotna koncepcja brzmiała, że bohaterami mieli być pies i lis, ale pomysł został odrzucony przez wytwórnię. Pierwszy odcinek zatytułowany Eksmisja (Puss Gets the Boot) ukazał się 77 lat temu, 10 lutego 1940 roku. Bohaterami byli kot Jasper oraz mysz Jinx. Dopiero później postacie otrzymały znane nam po dziś dzień imiona.

Serial przedstawia perypetie wspomnianej dwójki. Najczęściej pojawiającym się schematem w serii była próba zdobycia przez Jerry’ego smakołyków a zadaniem leniwego Toma było zapobiegnięcie temu. Doprowadzało to do wielu zabawnych sytuacji, w których kot zawsze dostawał po głowie. Na porządku dziennym były pogonie po całym domu i walki na sprzęty AGD. Czasem motywacją Jerry’ego była zwykła mysia złośliwość. Gdy Tom walczyć o względy atrakcyjnej kotki Jerry musiał wtedy podkładać mu kolejne kłody pod nogi. Nie zawsze nasz dwójka była na wojennej ścieżce, zdarzały się odcinki, kiedy musieli zawiązywać sojusze, czy to ratując z kłopotów niesforne dziecko pozostawione Tomowi pod opieką, czy w celu pozbycia się burzącego ich szalony ład konkurenta.

Serial nie był typowym moralizatorem, bardziej liczyła się frajda, rozwałka i podkładanie sobie świni aniżeli przemycanie dobrych wzorców. Wiele sytuacji dla najmłodszych odbiorców mogło być zbyt drastycznych, mimomimo że podane były w kreskówkowy sposób. Wielkie guzy na głowie będące efektem uderzeń kijem baseballowym czy poharatane palce, po których przejechała kolejka elektryczna były normą. Bohaterom mimo wszystko nigdy nie działa się krzywda.

Z perspektywy czasu i panującej obecnie przesadzonej poprawności politycznej perypetie tej dwójki mogą dzisiaj uchodzić za antywychowawcze, a realia lat 40. udokumentowane w serialu mogą być odebrane jako serial promujący rasizm, głównie dzięki postaci Mamci Dwa Buty okazjonalnie pojawiającej się (najprawdopodobniej) czarnoskórej gosposi.

Poza wspomnianą dwójką w pierwotnej serii pojawiały się postacie poboczne. Niektóre z nich z biegiem czasu zyskiwały na znaczeniu i doczekały się własnych bloków w ramach serii Tom i Jerry. Za najbardziej znany taki duet należy wymienić Spike’a i Tyke’a, ojca i syna, psy rasy buldog amerykański.

Serial na przestrzeni dziejów był realizowany przez kilka wytwórni i przez kilku artystów. W latach 60. serię przekazano Czechom czego efektem była seria zbliżona pod względem estetycznym radzieckim skazkom jak Wilk i Zając. Później seria trafiła w ręce Chucka Jonesa, reżysera kojarzona głównie ze świetnymi, złośliwymi kreskówkami z Królikiem Bugsem, Strusiem Pędziwiatrem, Kojotem Willym oraz moim ulubionym Kaczorem Duffym.

Z serią jednak najdłużej byli związani oryginalni twórcy, duet Hanna-Barbera.

Jakub Antoniuk