Jotun: Valhalla Edition

Jotun, jak wiele indyków przed nim, po dłuższej chwili trafia również na konsole i tak jak wiele indyków przed nim, dorzuca do tytułu coś ekstra, żeby brzmiał bardziej atrakcyjnie. Na szczęście ta gra nie potrzebuje żadnych podtytułów, ani dodatkowej zawartości, żebyście zwrócili na nią uwagę. To jest po prostu świetna produkcja.

Papcio Cooldan powiedział, że to nie jest gra dla mnie. I miałby w zasadzie rację, bo od produkcji podobnych w założeniu do Jotun: Valhalla Edition staram się zazwyczaj stronić. Czego Cooldan jednak nie wiedział, to fakt, że moja krótka przygoda ze studiowaniem na Skandynawistyce zaowocowała wielką miłością do Mitologii nordyckiej. Zresztą mroźną północ poznałem już dużo wcześniej, kiedy jako dzieciak zwiedzałem ją razem z Thorgalem.

Rune, The Banner Saga, The Elder Scrolls V: Skyrim, czy wreszcie nadchodzący God of War to produkcje przesiąknięte nordyckim klimatem i bardzo żałuję, że więcej deweloperów nie decyduje się na sięgnięcie po tę tematykę. Jotun: Valhalla Edition to w zasadzie hołd oddany bogom Asgardu i dlatego jest dla mnie tak bardzo ciekawy. Jednocześnie sama tematyka to nie wszystko, co gra ma do zaoferowania. Drugą atrakcją produkcji jest audiowizualna uczta, jaką raczy ona gracza!

Cudowna, ręcznie rysowana oprawa i animacja przypominają klasyczne Heavy Metal i kreskówki z Asteriksem (zanim ktoś wpadł na pomysł, żeby w roli Obelixa obsadzić Depardieu i zrobić z serii gówniane komedie fabularne). To, co oglądamy na ekranie, zapiera dech w piersi. Animacje są genialne, a całość posiada wyjątkowy, kreskówkowy klimat. Jotun: Valhalla Edition to prawdziwe dzieło sztuki, a nie kolejny pixel art robiony na kolanie.

W grze wcielamy się w Thorę, nazwaną tak przez swego ojca na cześć boga gromu. Thora jest wojowniczką, którą poznajemy podczas feralnej wyprawy morskiej – drakkar, którym płynie nasza bohaterka, tonie w morskich czeluściach, a Thora umiera. Zwykła śmierć jest dla wojownika haniebna, ponieważ wikingowie kultywują męstwo. Żeby dostać się do Valhalli, nieba wojowników, Thora będzie musiała zaimponować bogom, wykazując się w walce. Czy wspominałem już, że ta gra jest praktycznie hołdem dla wierzeń nordyckich?

Gra dzieli się na trzy sekcje, swobodną eksplorację, walkę oraz rozwiązywanie zagadek środowiskowych, które przeplatają się ze sobą podczas przygody. Każda zwiedzana kraina to inne środowisko, poświęcone innemu bogu. Zwiedzamy m.in. drzewo życia Yggdrasil, przykryty lodem Niflheim, czy jaskinię Fe, gdzie w trakcie starcia z bossem walczyć będziemy musieli dodatkowo z broniącymi go krasnoludami. Bo Jotun: Valhalla Edition to gra o trudnych walkach z bossami. Tutaj każde starcie jest inne i z każdym bossem walczy się inaczej. Tutaj nawet każdy etap przechodzi się trochę inaczej – raz musimy dostać się na czubek drzewa unikając ataków wielkiego ptaka, a raz rozwiązać zagadki środowiskowe, układając wzory z szalejących piorunów.

I faktycznie – przy starciach trzeba się czasem trochę napocić. Nie jest to poziom trudności z Salt and Sanctuary, ale rozumiem, przed czym chciał ostrzec mnie Cooldan. Tutaj głównie walczymy z bossami, którzy wielkością przerastają nas dziesięciokrotnie. Podczas walk musimy uważać nie tylko na ataki olbrzymów, ale też pomniejsze przeszkadzajki, takie jak wyładowania elektryczne, czy wyrastające z ziemi, zabójcze pnącza. Być może gdyby nie oprawa, klimat i wszechobecne odwołania do Mitologii nordyckiej, odbiłbym się od gry po kilku niepowodzeniach. Gra nie jest jednak aż tak wymagająca jak mogłoby się zdawać, a pierwsi bossowie padają zazwyczaj przy drugim podejściu. Mimo że po śmierci należy rozpocząć cały etap od początku, nie zniechęca to do dalszej zabawy. Jest tu coś magicznego, czego nie czułem od dawna.

Gra może odrobinę nużyć podczas sekwencji eksploracji, chociaż mi osobiście spokojniejsze fragmenty absolutnie nie przeszkadzały – dawały okazję na napawanie się cudownymi, ręcznie rysowanymi lokacjami. Przyznam szczerze, że konieczność powtarzania niektórych sekcji od samego początku w przypadku niepowodzenia nieco mnie drażniła, ale wystarczyła chwila przerwy, żebym chciał wrócić do grania. Przejście całości zajmuje około 6 godzin – w sam raz na tego typu produkcję. Edycja konsolowa dorzuca tryb Valhalla Mode, czyli swoiste „new game +”, w którym bossowie są trudniejsi do ubicia – nic wielkiego, wolałbym dodatkowego bossa lub coś w tym stylu. Jeśli graliście na PC, wersję konsolową totalnie możecie ominąć. Jeśli jednak nie graliście wcale – natychmiast naprawcie to niedopatrzenie!

Autor: Prez

Platforma: PC, PS4, Xone, Wii U

Jotun: Valhalla Edition / Deweloper: Thunder Lotus Games / Wydawca: Thunder Lotus Games / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od dewelopera – firmy Thunder Lotus Games.

  • Łukasz

    Tytuł zdecydowanie leci na listę życzeń.

    • Prez

      Mądra decyzja wojowniku.