Indygo

Pigmentum Game Studio to pięcioosobowa ekipa, w skład której wchodzą studenci Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, Politechniki Śląskiej oraz jeden przedstawiciel krakowskiego AGH. Ich debiutem jest Indygo – gra narracyjna z elementami przygodówki, mająca na celu ukazanie emocji człowieka w stanie depresji. Całość rozgrywa się w jednym pomieszczeniu i trwa około 30 minut, ale warto przejść ją przynajmniej dwa – trzy razy. Dlaczego? Zapraszam do lektury.

W Indygo wcielamy się w rolę malarza Tomasza Płonki, który swoją chorobę przechodzi już nie pierwszy raz. Ostatnie trzy miesiące spędził w swojej pracowni, gdzie nie robił niczego, tylko izolował się od wszystkiego i wszystkich. Jego jedyny kontakt ze światem to listy od Ani, ukochanej, na które odpisuje. Gdy przychodzi do pracowni, Tomasz zamyka się w łazience lub udaje że śpi. Tak właśnie wygląda początek gry. Co dzieje się dalej? To już zależy tylko od nas. Wybory, których dokonujemy w listach, mają wpływ na zakończenie (dokopałem się do trzech, ale nie będę niczego więcej zdradzać). Rozgrywkę, jeśli to w ogóle dobre słowo pisząc o tej grze, można podzielić na dwie fazy. Pierwsza z nich to przeczytanie oraz odpowiedź na list do Anny lub lekarza, Jakuba Brolla. Druga to nieskomplikowana zagadka – ułożenie zdjęcia ukochanej w ramce po uprzednim podarciu, znalezienie i sklejenie lustra z kawałków, które spadło gdy Anna wychodząc po kłótni, trzasnęła drzwiami, oraz kilka innych. Całość idzie sprawnie i szybko, ponieważ jak już napisałem na początku, gra toczy się w jednym pomieszczeniu, a dla osób z mniej sprawnym do przygodowych gier okiem są też podpowiedzi podświetlające kolejne przedmioty do podniesienia.

Warstwa audiowizualna Indygo jest w moim odczuciu przyzwoita. Grafika  utrzymana w ciemnej, przytłaczającej stylistyce i kolorystyce dodaje klimatu i wzmacnia wszystkie emocje targające Tomaszem. Warto również zaznaczyć, że w ramach postępów kolorystyka może iść jeszcze mocniej w stronę czerni lub delikatnie jaśniejszych barw, co jest uzależnione od naszych wyborów. Muzyki nie ma tu zbyt wiele, jest dość dołująca i powtarzająca się, choć nie zdążymy tego dobrze odczuć, jeśli przejdziemy grę tylko raz. Twórców muszę też pochwalić za dubbing. Występuje w nim tylko sześć osób (trzy w wersji polskiej oraz trzy w angielskiej), ale swoją pracę wykonali na bardzo solidnym poziomie. Najwięcej pracy miał aktor udzielający głosu Tomaszowi, gdyż czytał nie tylko listy, ale także pamiętnik, do którego możemy w każdej chwili zajrzeć. Kiedy się go czyta, można odnieść wrażenie jakbyśmy właśnie znaleźli dziennik obcej osoby, która naprawdę cierpi i nie wie jak sobie może z tym wszystkim poradzić. Pigmentum Game Studio przedstawiło depresję w bardzo przekonujący sposób.

Czy mogę więc z czystym sumieniem polecić Indygo? Na pewno nie jest to tytuł dla każdego. Już pierwsze okno po uruchomieniu  informuje nas, że gra jest przytłaczająca i nie powinny grać w nią osoby bardzo wrażliwe. I taka jest prawda – Indygo jest dołujące, emocjonalne, smutne. Nie uświadczymy tu żadnych dialogów, a jedynie listy i kolejne strony dziennika, w których każde zawarte zdanie tylko pogłębia te wszystkie emocje. Ci, którzy zdecydują się zakupić grę, będą mieli okazję przekonać się, jak depresja oddziałuje nie tylko na chorego, ale również na jego otoczenie. Anna jest bardzo ważną postacią i jej listy są równie emocjonalne jak listy Tomasza. Pigmentum Game Studio poruszyło w swoim debiucie bardzo trudny temat stawiając sobie przy tym wysoko poprzeczkę. W mojej ocenie poradzili sobie dobrze, a każdemu kto się na Indygo zdecyduje polecam dotrzeć do końca przynajmniej dwa razy.

Autor: Krzysiek „Hader” Tałajczyk

Platforma : PC

Grę otrzymaliśmy od Fat Dog Games.