Homefront: The Revolution

Gdy ponad pięć lat temu ukazał się Homefront, nie zwojował on szturmem rynku, chociaż wcale nie był złą produkcją. A mimo to, ze średnią ocen 7/10, został uznany przez graczy za przeciętniaka. Dlatego, kiedy ogłoszono prace nad sequelem, nikt nie wstrzymywał oddechu z wrażenia. Co gorsza, Internet z góry skazał ten tytuł na porażkę, a oceny recenzentów zdają się tylko potwierdzać te przewidywania. Jednak cyferki niewiele mówią o grze. Jaki naprawdę jest Homefront: The Revolution?

Skłamałbym, gdybym napisał, że to świetna gra. W dodatku, przy konkurencji w postaci gier takich jak Doom, Overwatch i Uncharted 4: A Thief’s End, produkcja Dambuster Studios (dawne Crytek UK) ma nikłe szanse na dobrą sprzedaż. Ktokolwiek wpadł na pomysł wydania gry w maju, ewidentnie nie wiedział co robi – a szkoda, bo wbrew pozorom, nowy Homefront nie jest taki znowu zły, jak go maluje Metacritic.

Sequel odchodzi od liniowej, napędzanej fabułą historii i otwiera przed graczem piaskownicę zabaw w postaci okupowanego miasta. Oczywiście fabuła nadal w grze jest i sprawdza się tu idealnie – jest wątek główny, są sensowne cele i misje oddające realia działań partyzanckich w mieście zajętym przez okupanta. Jest klimatycznie i inaczej niż zazwyczaj, ale zapadających w pamięci oskryptowanych scen, czy ciekawych bohaterów, raczej nie możecie się spodziewać.

Samo miasto, główny bohater gry, zrealizowane jest bardzo dobrze, a masa klimatycznych lokacji, kryjówek i alternatywnych dróg, to bez wątpienia jedna z większych zalet gry. Jak na otwarty świat przystało, zadań do wykonania jest tu sporo. Będziemy więc ratować cywili przed agresywnymi żołnierzami okupującej Filadelfię Korei Północnej. Będziemy sabotować sprzęt, eliminować wysokich rangą oficerów, czy wreszcie przejmować kluczowe budynki danej dzielnicy. Wszystko to po to, żeby zachęcić cywilów do powstania i obalenia wrogiego reżimu. I tak kawałek po kawałku.

Rozgrywka od samego początku kojarzy się z serią Far Cry, jednak powiew świeżości, w postaci areny naszych działań, robi swoje – klimat jest tutaj naprawdę niezły, a połączenie mechaniki otwartej walki, wertykalnego poruszania się oraz skradania, pozwalają na różnorodne podejście do misji. Co więcej, pozostawanie niezauważonym jest tutaj kluczowe – to nie jest Call of Duty, w którym siła ognia i wsparcie drużyny pozwalają kosić całe zastępy wrogów bez zająknięcia. Tutaj przeciwnik jest liczebniejszy i bardzo celny, więc ginąć będziemy często, nawet na średnim poziomie trudności.

Gra na każdym kroku przypominać nam będzie, że liczebnością i uzbrojeniem nie dosięgamy okupantom do pięt, dlatego bardzo ważne jest pozostanie w ukryciu, szybkie realizowanie celów i wycofanie się z wrogiego terenu, kiedy przeciwnik nas wykryje. Walka z mniejszym oddziałem ma jeszcze sens, ale kiedy zaczną napływać posiłki, trzeba się zwijać. I to jest ogromna zaleta Homefront: The Revolution. Połączenie strzelanki i skradanki rodem z Crysis sprawdza się tu znakomicie. Szybkie wspinanie się, żeby dostać się do położonego wyżej pomieszczenia, cicha eliminacja strażnika i hackowanie systemów bezpieczeństwa. Alarm, krótka wymiana ognia i ucieczka rodem z Dying Light. Cały czas trzeba też uważać na cywili – chwila nieuwagi i możemy przypadkiem zabić swoich. Serio, to się może podobać.

Kolejna dobra rzecz to możliwość modyfikacji broni, ulepszanie postaci poprzez zakup akcesoriów ubraniowych, zbieranie przedmiotów, dzięki którym wytwarzać będziemy koktaile mołotowa i pułapki. A wszystko to tworzone z dostępnych pod ręką przedmiotów – w końcu walczymy po stronie partyzantów, a nie zwycięskiej armii, okupującej Filadelfię. Niestety, mimo modyfikacji, pukawek do wyboru nie ma zbyt wiele. Kuleje też samo strzelanie – broń nie ma właściwego kopa, a przeciwnik, owszem, pada od naszych kul, ale wszystko to wykonane jest jakoś tak średnio.

Gdyby Homefront: The Revolution było typową, liniową strzelanką, to bardziej przeszkadzałoby mi to, jak zrobione jest strzelanie. Jednak gra nadrabia możliwością skradania się (można się schować w śmietniku lub wychodku!), wertykalnym poruszaniem się (zrobionym całkiem nieźle) i wysokim poziomem trudności (wynikającym jednak z liczebności i celności przeciwnika, nie jego inteligencji). Urozmaiceniem jest możliwość poruszania się na motocyklu, dzięki któremu omijamy patrole i szybciej przemieszczamy. Wszystko to, w połączeniu z klimatycznym teatrem działań, powoduje, że grę z czystym sumieniem mogę polecić fanom gier takich jak Far Cry i Crysis.

Oprawa graficzna jest bardzo dobra (w końcu to silnik CryEngine 4), zachwycają zwłaszcza otoczenie, dynamiczny cykl dobowy i zmienna pogoda. Niestety gra jest fatalnie zoptymalizowana. Wersje konsolowe często spadają poniżej 30 klatek na sekundę i momentami Homefront: The Revolution robi się na konsolach niegrywalny. Z wersją PC jest o tyle lepiej, że można do woli grzebać w opcjach, ale na mocnych komputerach gra powinna śmigać bez problemu na najwyższych ustawieniach – niestety tego nie robi. Co gorsza, są momenty, kiedy wszystko działa idealnie, a kiedy indziej po prostu zaczyna dropić. Jest też autosave (pojawiający się dość często), który zatrzymuje grę na sekundę (PC) lub kilka długich sekund (konsole).

Widać, że to kwestia bardzo złej optymalizacji – w jednym z obszarów wszystko śmiga jak trzeba, ale wystarczy wejść do małej lokacji na środku mapy, żeby ilość klatek na sekundę spadła diametralnie. Być może łatki to naprawią, ale obecnie wydajność gry woła o pomstę do nieba i jest to największy zarzut, jaki wszyscy jej stawiają. Inna kwestia to masa błędów, które atakują na każdym kroku. Chodzący w miejscu cywil, wiszące w powietrzu kartony, zestrzelony dron, który pamiętał o tym, żeby przestać działać, ale już zapomniał, że powinien spać na ziemię oraz moje ulubione – blokujący przejście członkowie ruchu oporu, którzy lubią sobie stanąć w drzwiach i nie ruszyć stamtąd przez dobre kilka minut. Takich baboli jest tu zatrzęsienie.

Jest dużo dobrego w Homefront: The Revolution, ale jest też dużo złego. Dlatego sami musicie zdecydować, czy takia hybryda mechanik oraz całkiem świeży setting sandboxowy wystarczą, żebyście chcieli zagrać, czy może poczekacie na przecenę i solidne łatki, które naprawią grę. Na zachętę pozostaje tryb kooperacji, a w nim 6 misji dla czterech graczy, trzy poziomy trudności, rozwój postaci, różne zdolności, wyzwania, modyfikacja broni i cała masa elementów ubioru do odblokowania – są nawet czapki… Tylko że już teraz ciężko jest znaleźć komplet graczy, więc multi bardzo szybko umrze śmiercią naturalną. Z drugiej strony znaleźć trzech kumpli, do wspólnego grania, nie powinno być problemem, kiedy gra trafi do promocji. Just saying.

Autor: Prez

Platforma: PC, PlayStation 4, Xone

Homefront: The Revolution / Deweloper: Dambuster Studios / Wydawca: Deep Silver / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od polskiego dystrybutora – firmy Techland.