Hob

Runic Games było dotąd znane z ciepło przyjętych dwóch gier z serii Torchlight. Było, ponieważ w sieprniu 2015 roku zapowiedziało swoją nową produkcję. Ja jako fan gier hack’n’slash te „diabloklony” uwielbiam, a w grze Hob zakochałem się od pierwszej chwili. I od razu pragnę zaznaczyć, że tysięcy wrogów eskterminować tu nie będziemy.

Kim jesteśmy i co tu robimy? Na to pytanie na pewno chciałby sobie odpowiedzieć nasz protagonista. No właśnie – chciałby, ale nie może. W grze bowiem nie uświadczymy żadnych dialogów. Jedyne, co przyjdzie nam usłyszeć to dziwny język w jakim komunikuje się z nami nasz robot – opiekun. To on nas uwalnia i prowadzi przez krainę, pokazując gdzie mamy się udać. Już na samym początku wędrówki nasza postać zostaje zaatakowana przez dziwne, fioletowe skażenie. W wyniku obrażeń, które otrzymaliśmy, nasza ręka ulega zakażeniu. Robot amputuje nam ją szybkim cięciem, a my tracimy przytomność. Gdy się budzimy, ręka zastąpiona jest mechanicznym ramieniem. I tak rozpoczyna się nasza właściwa przygoda.  Zadanie, które jest przed nami postawione, wydaje się bardzo proste – musimy pozbyć się fioletowego skażenia. Więcej o fabule gry nie napiszę, ponieważ warto ją poznać samemu. Pomimo braku dialogów, nasza wyobraźnia cały czas będzie pracować na pełnych obrotach.

Hob to gra, która łączy ze sobą elementy platformówki, gry przygodowej i miejscami gry akcji. Jeśli spojrzycie na screeny i na myśl przyjdzie wam The Legend of Zelda, to w ogóle się nie pomylicie. Akcję obserwujemy z góry, kamera płynnie przechodzi w odpowiednie ujęcia, gdy schodzimy pod ziemię lub skaczemy po platformach. Walka na pierwszy rzut oka wygląda na bardzo prostą, jednak z biegiem czasu natkniemy się na przeciwników, którzy będą wymagali całkowicie innego podejścia niż sprint w ich stronę z wyciągniętym mieczem. Zagadki, na jakie trafimy podczas gry, nie są specjalnie trudne, jednak czasem minie chwila czasu, zanim zrozumiemy jak popchnąć grę do przodu. Odwiedzone miejsca również są całkiem zróżnicowane. Mamy sporo natury pomieszanej z trybami i urządzeniami mechanicznymi, a także elektrycznymi, które mogą nas zabić. To wszystko razem tworzy świetną mieszankę.

A może trochę elementów RPG? Fani tego gatunku znajdą tu również coś dla siebie. W grze podczas eksploracji oraz walki dostajemy punkty, które zamieniamy na ulepszanie naszego ramienia. Z tego, co zostało z innych robotów, wyciągamy kawałki broni, które potem możemy przetopić. Tu i ówdzie miejsce z sekretem w postaci powiększenia naszego paska zdrowia lub umiejętności specjalnej. I pomimo tego, że większość z tych rzeczy jest opcjonalna, to eksploracja należy do bardzo przyjemnych i z radością szukałem kolejnych „dodatków” dla mojej postaci.

Runic Games wykonało fantastyczną pracę przy oprawie audiowizualnej. Grafika z użyciem technologii cel-shadingu jest oryginalna i bardzo przyjemna dla oka, a miejsca, w których możemy przez chwilę odpocząć i podziwiać widoki, są po prostu piękne. Co do muzyki to mogę powiedzieć tylko jedno – majstersztyk. Podczas eksploracji jest bardzo miła dla ucha, nie przeszkadza, a ja sam pisząc ten tekst w tle odpaliłem soundtrack z gry. Powiem więcej, od ostatnich dwóch dni w moich w słuchawkach słychać tylko ten soundtrack. Uspokaja, odpręża i pozwala myślom układać się w całość.

Do czego mogę więc się tu przyczepić? Momentami praca kamery, czy raczej sterowanie, niedomaga. A to spadniemy w miejscu, w którym nie powinno się to wydarzyć, bo idziemy jak trzeba, a to zamiast wspiąć się na górę, przesuniemy się w bok i rownież zaliczmy lot w ku śmierci. Takich sytuacji miałem co prawda tylko kilka, ale potrafiły zirytować. Czepiając się na siłę wspomnę tylko, że chciałbym jednak widzieć w grze więcej rodzajów przeciwników. Pomimo tego, że walka jest przyjemna i całkiem satysfakcjonująca, to czegoś mi w niej brakowało. Na obronę gry dodam tylko, że „matka natura” atakuje nie tylko nas. Kilku przeciwników ściągałem w jej okolice, by sama się z nimi rozprawiła. Ja tylko unikałem ich ataków.

Przepiękna oprawa audiowizualna, przyjemna eksploracja z wieloma skrótami, niczym w grach od From Software, kilka elementów RPG i cięcie mieczem trawy, dla fanów Zeldy. Runic Games udowodniło, że można zrobić świetnego indyka bez zabawy w Early Access. A do tego kosztuje on mniej niż 90 złotych. Polecam wszystkim, którzy lubią pogłówkować, eksplorować i poznawać nowe krainy. Hob was nie rozczaruje!

Autor: Krzysiek „Hader” Tałajczyk

Platforma: PC / PS4

Hob / Deweloper: Runic Games / Wydawca: Runic Games / Strona Oficjalna.

Grę do recenzji otrzymaliśmy od GOG.

  • isaakPL

    No i cóż kupiłem 🙂 opierałem się ale nic to nie dało gra siedziała mi cały czas w głowie