Helldivers

Cooldan: Czasem się zdarza, że gra jest tak dobra, że nie jeden, a dwóch autorów chce coś o niej opowiedzieć. Zwłaszcza kiedy gra ta stworzona jest do coopa. Helldivers to miód jakich mało. Nie spodziewałem się tak dobrej produkcji, kiedy odpalaliśmy ją po raz pierwszy. Nawet nie zorientowałem się, kiedy minęły pierwsze trzy godziny!

Prez: A pamiętasz, jak minęło całe 36 sekund naszej pierwszej misji?

Cooldan: Pamiętam. Wbiegliśmy na pole minowe i po chwili eksplozji okazało się, że misja nie powiodła się. Pamiętam, również jak poszła nam kolejna próba – wybierając miejsce rozpoczęcia misji zrzuciłeś nas tuż przy plującym lawą wulkanie. Później przy kolejnej próbie udało nam się dotrzeć do obszaru, na którym znajdowały się niewybuchy. Aby się do nich dobrać potrzebny był specjalistyczny sprzęt, zamawiany w zrzutach od dowództwa. Sprzęt po chwili przyleciał w wielkiej kapsule, która spadła na mnie i rozsmarowała po ziemi. Mniej więcej w tym samym momencie Ty ginąłeś stojąc między automatyczną wieżyczką, a gromadą kosmicznych robali. Jak można wywnioskować, gra nie należy do najprostszych – I BARDZO DOBRZE. Dzięki temu satysfakcja, kiedy w końcu udało nam się wezwać wahadłowiec po zaliczeniu wszystkich celów, była ogromna. Przynajmniej do momentu, kiedy zmiażdżył nas lądując (bo jak debile stanęliśmy pod nim).

Prez: Uśmialiśmy się wtedy do rozpuku. Friendly fire, niebezpieczne otoczenie i całkiem wymagający przeciwnik (na wyższych poziomach trudności). Oto gra, która stanowi wyzwanie! Ale te wszystkie porażki na początku wynikały z faktu, że przypadkiem wybraliśmy misję na wyższym poziomie trudności, w dodatku na domowej planecie robali… W porządnej kolejności wygląda to tak, że wybieramy jeden z trzech sektorów obcych (robale, zaawansowana technologicznie rasa przywołująca na myśl Protossów, cyborgi przypominające tych z Quake II) i następnie poziom trudności, reprezentowany przez sześć planet. Na każdej z nich mamy po kilka misji, w których mamy wyznaczone do osiągnięcia cele. Może to być rozbrojenie pola minowego, przejęcie punktu strategicznego, uruchomienie radaru, etc. Pojawiają się również walki z bossami. Bardzo podoba mi się fakt, że kampania postępuje razem z globalnymi osiągami graczy. Tzn. każda zaliczona planeta daje globalne punkty postępu, powodując progres w danym sektorze. Jeśli wszyscy gracze online osiągną odpowiednią pulę punktów, otwiera się dostęp do planety matki (ograniczony dla wszystkich czasowo). Na gwiezdnej mapie ładnie również widać zapieprzający licznik śmierci kolejny Helldiversów.

Cooldan: Jak możecie się domyślić, przez takie podejście do kampanii, gra w pewnym sensie może wydawać się powtarzalna. Rzecz w tym, że zarówno plansze jak i cele są losowo generowane (konkretniej – zestaw celów do wykonania jest wybierany z określonej puli, ale miks jest losowy), przez co robienie po raz kolejny podobnej misji w żaden sposób nie nudzi. Zwłaszcza kiedy gramy w kooperacji. Kolejnym napędzającym nas elementem jest rozwój postaci. Wraz ze zbieraniem doświadczenia odblokowujemy kolejne bronie (które możemy dodatkowo ulepszać), elementy stroju naszych dzielnych wojaków (którzy zawsze wyglądają jak badassi), perki oraz możliwośc wzywania specjalnych zrzutów uzupełnień. Kiedy jesteśmy na misji i np. skończy nam się amunicja, to łączymy się z dowództwem i robiąc odpowiedniego „combosa” (góra góra lewo prawo lewo prawo) wzywamy zrzut wspomagający. Może to być wieżyczka obronna, paczka z amunicją, robot bojowy, ciężki karabin maszynowy, ale również elementy potrzebne do wykonania misji – wykrywacz min lub specjalna bomba do wysadzania wrogich zabudowań.

 

HELLDIVERS Call Support

 

Prez: Graficznie tytuł prezentuje się poprawnie, dźwięki i muzyka dają radę, a design lokacji, mimo że te generowane są losowo, cieszy oko nawet przy n-tej wizycie. Projekty jednostek i wrogów mimo że mało oryginalne, świetnie wpasowują się w koncepcję wymagającej przygody kooperacyjnej z przymróżeniem oka. Statek matka służy nam za bazę, w której dobieramy sprzęt, wybieramy misję i następnie podróżujemy nim do celu – podróż w nadprzestrzeni i wyjście z niej nad wybraną planetą to przyjemny bajer.

Cooldan: Zachwycamy się tytułem, a nie wspomnieliśmy o tym, czym z punktu widzenia mechaniki jest ta gra (chociaż widać to jak na dłoni w trailerze) – Helldivers należy do swego czasu bardzo popularnego gatunku twin-stick shooter. Jedną gałką (albo klawiaturą) sterujemy postacią, a drugą (lub myszą) wybieramy kierunek ostrzału. Obszar walki widzimy z góry, w lekkim rzucie izometrycznym, dzięki czemu prawie zawsze wiadomo co się dzieje wokoło. Wspomnieć wypada również o wizji przyszłości jaką serwuję gra. Nasi bohaterowie zapuszczają się w najdalsze zakątki kosmosu, aby szerzyć WOLNOŚĆ I DEMOKRACJĘ. Mimo, że brzmi to absurdalnie to nie raz i nie dwa parsknąłem śmiechem, kiedy serii z karabinu wycelowanej w kosmicznego robala towarzyszył okrzyk „Say hello to democracy”. Reasumując – Helldivers to tytuł, w który trzeba zagrać: ogromna regrywalność, wysoki (ale przyjemny) poziom trudności i masa miodu!

 

HELLDIVERS Objective

 

Prez: Arrowhead Game Studios już przy okazji remake’u Gauntlet pokazało, że potrafi w gry kooperacyjne. Ale Helldivers? Cudo! Jeszcze bardziej wypasiona, jeszcze miodniejsza rozrywka do czterach graczy na raz. Frajda płynąca strumieniami z ekranu zaskoczyła mnie cholernie pozytywnie, tak samo jak poziom trudności – wielkie tytuły AAA coraz bardziej dają dupy, a tymczasem znienacka ląduje na blaszakach eksluzywny tytuł z PlayStation, który wciąga bardziej niż niejedna duża gra wydana tego roku. I pamiętajcie: „Freedom never sleeps”.

Autorzy: Cooldan & Prez

Platforma: PC, PS4

Helldivers / Deweloper: Arrowhead Game Studios / Wydawca: Sony Computer Entertainment / Strona Oficjalna.

Grę do recenzji otrzymaliśmy od developera –  Arrowhead Game Studios.