Grube Rozmowy #9 – Grupowy Hajp

Cooldan: Ostatnio dotarło do mnie, że teraz jako 30-letni facet mam z „giereczkami” dużo więcej wspólnego, niż kiedy byłem dzieciakiem w szkole. Jasne – gry towarzyszą mi od zawsze. Mam zdjęcia gdzie jako kilkulatek napierdzielam joypadem. Od zawsze grałem i gadałem z kumplami, którzy też grali, ale tak naprawdę to ostatnio czuję, że złapałem faktyczną zajawkę. W liceum do głowy by mi nie przyszło, żeby wyszukiwać na bieżąco informacje z E3, czy oglądać na żywo streamy z konferencji. A teraz? Kiedy zbliża się E3 lub Gamescon to z wypiekami na twarzy śledzę konfy, licząc na jakieś rewelacje. Można by pewnie uznać, że związane jest to z prowadzeniem strony, nagrywaniem podcastów itp., ale przecież na grupie jest masa dorosłych osób, które dokładnie tak samo jak ja to wszystko przeżywają.

Prez: No widzisz, a ja tego siedzenia do rana, żeby oglądać konferencje E3, nigdy nie zrozumiem. Hajpu we mnie coraz mniej i większość zapowiedzi przyjmuję sceptycznie, a ekscytuję się dopiero jak zagram i tytuł jest naprawdę dobry. Wszystkie te newsy, plotki i zajawki zapowiedzi mnie męczą i nudzą. Właśnie zapowiedzieli nowy film z serii Predator. Dali teaser plakatu… maska łowcy i napis. Nie wiadomo, czy to sequel, czy reboot. Nic nie wiadomo. Ale serwisy zapodają ten obrazek na lewo i prawo. Wow, po prostu wow…

Cooldan: No niestety, takie czasy. Dlatego masz Codziennik, tam nie znajdziesz śmiecio-newsów 😉 A co do zajawki, fakt – jesteś dość sceptyczny, ale raz na jakiś czas jak zobaczysz jakiś zwiastun, to wpadasz w hype po samą szyję. Przykład z ostatnich tygodni: Twoja reakcja na pierwszy zwiastun Homeworld: Deserts of Kharak. Albo na „fabularne” kwestie w Star Citizen.

Prez: Oba wymienione przez Ciebie tytuły to wielkie powroty moich ukochanych serii – Homeworld to bezpośredni powrót marki, zaś Star Citizen to duchowy następca Wing Commander. Wiadomo, że mój hajp sięga sufitu w tym momencie, ale to kwestia sentymentu – jest sporo starych gier, które wspominam ciepło, ale niewiele takich, które kocham z całego serca. Mój sceptycyzm dotyczy raczej zalewu tym wszystkim, co obecnie oferuje przemysł. Trailer, zapowiedź, teaser, beta, alfa, wczesny dostęp. Codziennik jest zawsze pełen treści, bo taka ilość informacji lata obecnie w Internecie. I dla mnie tego jest za dużo, nie jaram się tym.

Cooldan: Wydaje mi się, że odczuwasz lekkie przeładowanie bo nie jesteś teraz tylko graczem, a osobą, której gry towarzyszą na każdym kroku – prawie jak by to była Twoja dodatkowa praca.  Natomiast odpływamy w zupełnie inną stronę niż to, o czym chciałem z Tobą porozmawiać. Bo zmęczenie tematem to jest jedno, ale wspólne przeżywanie tego, co jest związane z giereczkami, to drugie. Spójrz na grupę – kiedy pojawia się jakiś znaczący tytuł, nagle masa ludzi wpada w lekki (pozytywny) amok – pojawiają się screeny, dyskusje o tym przejmują grupę, itd. Rozszerzając to trochę nie tylko na gry, a ogólnie GEEK-NERD-STUFF, potrafimy prowadzić zajadłe, wielogodzinne dyskusje o tym, że jakiś film dla 13-latków o brygadzie gości z latarkami jest zachwycający, albo rozczarowywujący. I to właśnie dla mnie jest przepiękne, że nawet o mniejszych tytułach jest z kim porozmawiać, wymienić opinie czy emocje, które dana gra w nas wzbudziła. Kiedyś kończyłeś jakiś tytuł i mogłeś co najwyżej o nim pogadać z jednym, dwoma kumplami ze szkoły, którzy też grali. Teraz masz masę ludzi, którzy tak samo jak Ty czy ja przeżywają to wszystko, co jest z grami związane. I dla mnie to jest naprawdę najlepsza rzecz, która wynika z istnienia grupy.

Prez: Fakt, że grupa Rozgrywki, tak samo jak GKNZAP przed nią, pozwoliły mi na poznanie wielu fantastycznych ludzi, których śmiało mogę dzisiaj nazywać przyjaciółmi. Cieszę się też z możliwości wymiany poglądów z innymi geekami. Bardzo podobała mi się zajawka Firewatchem, która doprowadziła do powstania najnowszego odcinka specjalnego. Tylko, niestety, prawda jest taka, że wspólne hajpowanie rzeczy coraz mniej mnie pociąga, bo coraz mniej hajpuje rzeczy. To nie kwestia zmęczenia matariału, tylko doświadczenia, które człowiek nabiera. Zbyt wiele rzeczy okazuje się MEDIOCRE, żeby nastawiać się na coś pozytywnie. Tak Fallout 4, patrzę na ciebie.

Razer: Przez niszczący moją organizację życia FOMO, musiałem rozstać się z grupą dla dobra własnego zdrowia psychicznego. Teraz czasami brakuje mi miejsca, w którym mógłbym się wygadać o dopiero co obejrzanym zwiastunie, albo podzielić się opinią o jakiejś grze (The Division takie dobre!). Kiedyś robiłem to z dwoma kumplami w klasie (Prez, nie waż się łapać mnie za słówka!), teraz mogę to robić z całym światem. Ale będąc na odwyku od tej globalnej nawałnicy informacji stwierdzam, że faktycznie, co za dużo, to niezdrowo. Nieprzerwany kontakt z dziesiątkami osób i dzielenie się strumieniem informacji (nawet na najbardziej interesujący mnie temat) stawało się męczące i mnie osobiście wypalało.

Prez: Hype train coraz rzadziej mnie rusza, chociaż na grupie tego hajpu zdaje się być wręcz proporcjonalnie odwrotnie do mojego zapału do tych wszystkich gier. Teraz była premiera Superhot i wszyscy się jarali, a ja w to zagrałem i naprawdę nie uważam, żeby ta gra zasługiwała na taki poklask. Zresztą kto by miał czas ograć wszystko, o czym się rozmawia na grupie lub co pojawia się w Cooldannikach.

Razer: No właśnie. Nie dość, że czas uciekał mi przez palce, to jeszcze przechodziła mi ochota na granie, bo swój growy głód nasycałem czytając i pisząc komentarze na fejsie. Nie zganiam winy na portale społecznościowe, po prostu dotarłem do momentu kiedy nie potrafiłem już sobie z nimi rozsądnie radzić. Zatęskniłem za czasami, gdy o grach dowiadywałem się raz na miesiąc z dwóch ulubionych miesięczników, a potem rozmawiałem o nich z dwoma kumplami. Życie było takie proste i spokojne. Mam na dzieję, że na tym odwyku chociaż częściowo wrócę do tamtej, jakże odmiennej atmosfery.

Cooldan: Marudy. Wszystko kwestią umiaru. Są takie dni, że nie mam kompletnie czasu gadać o pierdołach na fejsie i wieczorem nawet mi nie żal zignorować 30 powiadomień. Z drugiej strony, pomijając heheszki i wygłupy, to niesamowicie jak czasem rozwijają się dyskusję. I to prawie bez obrażania innych! Przykład z ostatnich dni – dyskusja o tym, czy Kingpin jest dobrze zrobiony w Daredevilu, czy nie. Albo sens braku czytników w dzisiejszych czasach. Albo wszechogarniający hype na The Division. Swoją drogą to na przykładzie The Division widać jak bardzo „internetowa mega świadomość” potrafi zmienić zdanie. W zeszłym roku o The Division głównie mówiło się jako o grze, która będzie crapem, nie uda się, downgrade, oszustwo, „Phi! Nie kupie więcej gier od Ubi” itd. itp. Po czym w lutym pojawiła się beta i ludzie oszaleli. Na tyle, żeby kupować (!!!!) klucze do bety (pozdro Maciek). I nagle z „nigdy więcej” przeszliśmy na „dajcie mnie preorder natychmiast”. Pytanie zagadka – o ile bardziej cieszysz się jakąś grą jeśli możesz ją przeżywać wspólnie z innymi? Opowiadać sobie, co się ostatnio stało, albo porównywać rekordy. Devil Daggers anyone?

aaa

Prez: Coś w tym jest. Pierwsze akapity tego tekstu powstały jakiś czas temu. Hajp męczył mnie i Razera. Mieliśmy dość zalewu informacji i jarania się wszystkim. Nagle pojawiło się Devil Daggers. Grupa oszalała. Świetne zaskoczenie, które pozwoliło mi na nowo cieszyć się graniem. A The Division? Nie sądzę, żeby to była kwestia grupowego hajpu, tylko samej gry, której beta pokazała, że warto się tytułem zainteresować. Na Rozgrywce większość ludzi jest na tak, ale ogólnie w Internecie reakcje są różne, a na Steam w ogóle ogólna ocena jest mieszana. Pytanie więc, co stało się na grupie Rozgrywki? Czy zżyliśmy się tak bardzo ze sobą, że nie konkretna gra, a możliwość wspólnej zabawy tak nas nahajpowała na nową produkcję spod znaku pana Toma Clancy?

Cooldan: To na pewno. Wiem, że przez Internet, wiem, że na grupie FB, ale codzienne rozmowy z tą samą grupą osób doprowadzają do tego, że je zaczynasz traktować jak znajomych. Zresztą, jakiś weekend temu spotkaliście się „grupowym” towarzystwem i bawiliście się hiper dobrze. Tak jak z osobami, które zna się „z normalnego życia”. Magia Internetu i sieci społecznościowych. Tym bardziej jeśli masz z kimś wspólne zainteresowania (giereczki, czy ogólnie nerdowsko-geekowskie klimaty, są absolutnie tym), to łatwo pogadać i złapać kontakt. Reasumując – dla mnie przeżywanie / jaranie się giereczkami i otoczeniem w grupie daje dużo więcej frajdy niż jaranie się czymś samemu. Nawet jeśli to grupa Rozgrywki na FB.

Prez: Ale to samo wspólne jaranie się, a w zasadzie zalew informacji na grupie, czy w Internecie w ogóle, powoduje przemęczenie tym wszystkim. Więc ja pytam: Z czego to wynika, że potrafimy czasem grupowo tak się na coś nahajpować? Tomb Raider, SC: Blacklist, DriveClub, BLOPS III, SW: Battlefront, czy teraz Devil Daggers i The Division. Z czego to wynika? Bo z przyjemności wspólnego grania na pewno. Ale z czego jeszcze?

Razer: Primo – poniższe opinie, będą pochodzić od osoby, która od niedawna jest na dobrowolnym odwyku od intensywnych socjalnych interakcji w internecie. Secundo – klucz do zamkniętej bety The Division kupiłem za 2zł, żeby ktoś sobie nie pomyślał że to była jakaś bajońska suma. Tertio – moja miłość do tej gry nie ma nic wspólnego z hajpem na grupie, bo podczas otwartej bety już mnie w grupie nie było. Teraz, po premierze, wciąż mi się podoba, a licząc razem z obiema betami mam już prawie 100 godzin gry. I nie interesuje mnie to, czy ludzie się nią jarają, czy nie. Czy grają w nią wszyscy jutuberzy i streamerzy, bo jest na nią teraz „moda” i można nałapać subów i lajków. Czy dostaje mieszane opinie użytkowników na Steamie. Czy jest wyzywana od klonów innych gier i mieszana z błotem za powtarzalność, brak skradania, jazdy samochodem i karcianej mini gierki. Ja się bawię wspaniale, i wydaje mi się, że brak obcowania z komentarzami innych ludzi wychodzi mojej zabawie na dobre.

crazy_it_party

Prez: Fakt, że Ty nawet z nami grać nie chciałeś na początku, bo po prostu chłonąłeś grę. I może rzeczywiście dobrze, że sobie poszedłeś z grupy, bo masz spokój. Ja po trzech dniach grania ośmieliłem się napisać, że gra, mimo tego, że jest naprawdę dobra, ma swoje braki, które rzucają się w oczy. Grupowy hive-mind nie był zadowolony. Skoro nam się podoba tak bardzo i wszyscy koledzy grają, to przecież nie można gry krytykować. Nadal tylko nie rozumiem, czemu WSZYSTKIM się podoba? Mam wrażenie, że ta produkcja, podobnie jak SW: Battlefront, to koniec końców gra mocno uproszczona. I nie zrozumcie mnie źle – to wcale nie jest wada. Jak będę chciał prawdziwego wyzwania, to odpalę…

Razer: Devil Daggers! Tę grę odkryłem trafiając przypadkowo na recenzję na KillScreen. Obejrzałem gameplay i się zakochałem. Nie potrzebowałem dyskusji z innymi osobami, nie potrzebowałem dziesiątek postów i komentarzy przekonywania. To był moment, impuls, wystarczyło kilka sekund i coś zaiskrzyło. Jak za starych czasów, gdy gry często były niespodzianką, odpalało się jakiś nieznany tytuł i wsiąkało na wiele tygodni. Teraz konsumen… tzn. teraz gracze są karmieni informacjami na wiele miesięcy przed premierą, sami prowadzą długie i wyczerpujące dyskusje, a gdy nadchodzi dzień zero to niewiele jest ich w stanie zaskoczyć. Gry nie kończą, bo mają jej już serdecznie dosyć, po tym całym śmietniku w eterze. W Devil Daggers, tytuł, w którym jedno podejście trwa 1-2 minuty, mam rozegrane 7 godzin. Nie rozmawiałem o nim z nikim poza wygadaniem się na podcaście i kilkoma krótkimi czatami na messangerze. Nie musiałem, nie potrzebowałem tego.

Prez: A czy to nie wynika z faktu, że od dawna recenzujesz gry i przez Twoje palce przeszło już ich tak wiele, że raz – wiesz, co lubisz, a czego nie i dwa – jesteś bardziej wyczulony na poszczególne aspekty produkcji, wiesz jak je ocenić, co w nich gra, a co nie bardzo. W tym momencie dyskusja w necie pt. słaba gra bo od Ubisoftu przestaje mieć sens. Kiedyś się z kumplami przy flaszce rozmawiało o Falloucie, od lat rozmawia się z ludźmi w necie, ale powoli chyba masz dość?

Razer: Rozmowa z innymi o swoim hobby jest świetna, pewnie. Można się dzielić spostrzeżeniami i wzajemnie nakręcać, wyczekiwać nowych wiadomości i zwiastunów, snuć teorie, udzielać porad i analizować trawę. Ale u mnie nastąpiło przeżarcie, które teraz leczę zdrową dietą. Jestem tylko ja i gra, żadnych zewnętrznych opinii, żadnego spojrzenia z boku. Po kupieniu The Division grałem w nią solo przez kilkanaście godzin, nie rozmawiając o tym praktycznie z nikim. Tylko ja i gra. Bezpośredni przekaz.

A według Was co jest lepsze/przyjemniejsze? Wspólne jaranie się giereczkami, czy sesje sam na sam bez szumu internetu? /Cooldan

  • Hype powiadacie męczy? A co robił Razer po premierze The Division? 😉

    • Razer

      Jak to co, grał sobie solo przez kilkanaście godzin zanim w ogóle odpalił tryb multi. I napisał tylko kilka postów na SFP 🙂

  • Kasztaniak Zpocześla

    Jeżeli chodzi o totalnie nowy tytuły to wolę jednak posłuchać przed zakupem co i jak w tej grze robi a co kuleje. Są gry, które kupuję bez zastanowienia mimo złych opinii i świadomości, że mogę być zawiedziony (też fallout 4 tu najlepszym przykładem…). Rozmów o grach najbardziej mi brakuje w życiu prywatnym więc daję upust na grupie ale nie widzę jeszcze u siebie problemu bo nie poświęcam temu wiele czasu. Hype train to nie powinno być postrzegane jako zjawisko społeczne, grupowe – Hype train tworzy się samoistnie gdy wiele osób ale osobno bardzo się napala na konkretny tytuł. Ja już wiem, że ilość ludzi jarająca się czymś ma akurat w moim przypadku mały wpływ na to czy ja sam się tym zainteresuję. Znam swoje preferencje growe i szukam konkretnych elementów pasujących nich. Gdyby nie grupa to nawet bym nie usłyszał o np. Devil Daggers ☺. Też za młodu uwielbiałem długie rozmowy o grach, ich mocnych i słabych stronach, o domysłach, o nadziejach co może pojawić się w następnej części a podcasty i grupa pozwala mi poczuć się jak kiedyś. Dla mnie coś takiego jak Hype to określenie zjawiska znanego od dawna tylko nie był on widoczny w takiej skali jak to dziś można zaobserwować.

    • Razer

      Bo kiedyś hajpowało się wśród kumpli w szkole. Dwóch, trzech. I to tylko na przerwach w szkole albo podczas wspólnego grania – przed jednym telewizorem / monitorem, na jednej kanapie, w jednym pokoju. A informacje były dostarczane raz na miesiąc, na stu kolorowych stronach.

      A teraz mamy dostęp do hype’u 24h na dobę, na setkach stron, wśród milionów użytkowników i gazylionów komentarzy i opinii. Dodać do tego zmiany jakie nastąpiły w branży (wyjście z szafy, globalna ekspansja, skażualowienie, ogromny marketing) i wychodzi na to, że kiedyś sami napędzaliśmy ten pociąg, a teraz trzeba uważać żeby nie dać się przez niego rozjechać.