Grube Rozmowy #3 – Gracze to idioci

Grube Rozmowy to cykl w którym dwóch Waszych ulubionych łakomczuszków bierze się na bary z różnymi growymi i okołogrowymi tematami. Będzie śmiesznie, będzie groźnie, a przede wszystkim będzie ciekawie. Naturalnie zapraszamy do wyrażania swoich opinii na temat rozmowy pod tekstem.

Cooldan: No dobra, czas postawić sprawę jasno – od pewnego czasu mam coraz silniejsze wrażenie, że gracze jako „ogół” to kompletni idioci. I to pod wieloma względami. Spójrzmy chociażby na Early Access. Wyobraź sobie to w dowolnej innej branży. Płacisz autorowi za książkę, którą dopiero pisze i podsyła Tobie raz na jakiś czas część rozdziałów, bez korekty, składu, a w dodatku na marnej jakości papierze. Albo filmy – płacisz wytwórni za wcześniejszy dostęp do filmu, jeszcze przed montażem, nałożeniem efektu specjalnych albo z nie wszystkimi scenami. Brzmi absurdalnie i kretyńsko? A przecież dokładnie tym jest Early Access (w czasie kiedy to pisałem na konto Star Citizen wpłynęło kolejne 450$).

Prez: I tak i nie. Gra to inne medium niż książka lub film. Fakt, że takie Early Access oferuje zazwyczaj 2-3 misje, ale to Twój wybór, czy chcesz kupić. Z założenia gra w takiej formie powinna być stale aktualizowana, a gracz płacąc za nią powinien mieć dostęp do wszystkich bonusów, które później tytuł zaoferuje. W praktyce często płaci się cenę równą cenie finalnego produktu, dostaje aktualizacje raz na pół roku, a za wszystkie DLC buli tak samo jak ludzie, którzy grę kupili po premierze. Takie np. Interstellar Marines do dzisiaj nie wyszło, a developer dodaje co chwilę nowe moduły i obiecuje gruszki na wierzbie, co nie zmienia faktu, że gra nadal nie przypomina tego co zapowiadano. Uważam, że Steam powinien zezwalać na wydawanie gry z wczesnym dostępem tylko sprawdzonym studiom, które robią to dobrze (np. Codemasters i DiRT Rally), ale kasa się musi zgadzać. A tak długo jak my, gracze idioci, będziemy płacić, tak długo będzie się zgadzać.

Cooldan: Z tymi sprawdzonymi studiami to trochę pojechałeś, bo jedyne gry przy, których Early Access ma JAKIEKOLWIEK uzasadnienie to produkcje indie typu Minecraft (mówię o starcie), ARC lub DayZ – gry, w których zabawa jest bardzo otwarta i trochę sami ją sobie robimy. Z drugiej strony są to projekty małych studiów, dla których po pierwsze każdy grosz się liczy, a po drugie sygnał zwrotny od społeczności jest bardzo istotny i ma znaczący wpływ na rozgrywkę. Zostawiając jednak Early Access, to przykładów na to, że ogół populacji graczy sam sobie gotuje taki los jest więcej, żeby daleko nie szukać – zalew DLC. To, że pojawia się masa pierdół za prawdziwe pieniądze, jest tylko i wyłącznie naszą winą. Bo gdybyśmy radośnie nie kupowali zbroi dla konia, albo majtek z pomponem dla Batmana, to wydawcy nie widzieli by potrzeby na ładowanie tego do gier. Ale skoro kasa się zgadza, to czemu mieliby tego nie robić?

 

 

Prez: Oczywiście, że będą robić, ponieważ ludzie biorą to hurtowo. Malowanie drona w Killzone: Shadow Fall, Snoop Dogg jako announcer w COD: Ghosts, alternatywna skórka Sub-Zero w Mortal Kombat X, etc. A przecież w takim Mortalu za darmo możesz odblokować kilka skórek dla każdej postaci. Ale nie, kupię tą płatną, będę lepszy od innych. Tylko że takich idiotów znajdzie się cała masa i nagle wszyscy będą biegać w tym stroju. To jest chore i psuje zabawę z gry – kiedyś trzeba było się postarać, żeby odblokować lepszy sprzęt, a dzisiaj wystarczy kupić pakiet odblokowujący w Battlefield 4, żeby uzyskać dostęp do wszystkich giwer dla danej klasy. Zaraz jakiś mądrala wyskoczy z hasłem: „To świetna opcja, bo nie mam dziesiątek godzin na levelowanie żołnierza w multi, a dzięki DLC mogę od razu mieć cały ekwipunek”. No więc panie wygodny – jesteś debilem. Nie masz czasu, to nie graj. Zapomniałeś już jak kiedyś trzeba się było napocić, żeby dostać najlepsze zabawki? Teraz rzucasz kilkanaście złociszy i jesteś kozak. Swoją drogą przełożenie cenowe też jest istotne – kilka euro na Zachodzie to kilkanaście złotych tutaj. Te DLC wychodzą w Polsce strasznie drogo.

Cooldan: Płatne odblokowywanie rzeczy jest również bliskie do mikropłatności. Nie zapomnę jak grałem w (nomen omen) Early Access Godusa, który był wydany zarówno na PC jak i na tablety. W wersji na PC był płatny, na tabletach darmowy. Naturalnie i tu i tu pojawiała się waluta premium. W wersji mobilnej kupowaliśmy ją za prawdziwą gotówkę, w wersji PC nie mogliśmy jej kupić wcale. I wiesz co? Godus był totalnie niegrywalnym syfem. Bo „normalne” zdobywanie gotówki trwało wieki, a bez niej 85% gameplay’u polegało na czekaniu aż się punkciki uzbierają. I o tyle, o ile w przypadku darmowej gry tabletowej ma to sens, to w przypadku gry pecetowej NIE MA. W mega złości i irytacji odpaliłem więc swój moduł Cooldan_hakier i za pomocą cheat engine w sztuczny sposób dałem sobie miliony waluty premium. I wiesz co się okazało? Że gra nagle sprawia bardzo dużo frajdy. Co dokładnie pokazuje jak mikropłatności zabijają gry. Inny balans zdobywania waluty premium w grze (za którą zapłaciłem) pozwoliłby mi się nią bawić bez kombinowania z cheat engine.

Prez: Wczoraj Adek pisał o małej grze Free 2 Play i płaceniu prawdziwą walutą. No cóż, ja tego nigdy nie zrozumiem i wcale nie zamierzam. Mnie takie badziewie odrzuca, a już szczególnie gry, w których czekasz pół dnia żeby uzbierała się sumka na zakup tego, czy tamtego. Ale ludzie biorą to wszystko z otwartymi rękoma, instalują to badziewie i płacą potem prawdziwe siano za walutę w grze. I o ile jestem w stanie to zaakceptować w grach F2P, to już absolutnie nie zgadzam się na mikropłatności, ani walutę premium w grach, za które się płaci. A taki trend się niestety pojawia coraz częściej.

Cooldan: Tymczasem w trakcie wywiadu z Angry Joe przypadkiem wyszło na jaw, że Rainbow Six: Siege, gra nie posiadającej ŻADNEGO trybu single player, za to kosztująca na premierę 259 złotych, będzie miała mikropłatności. Też czujesz oddech na karku, kiedy schylasz się po pada?

 

 

Prez: Pierwsze słyszę. Mam nadzieję, że to będzie dostęp do wszystkiego od razu, a nie lepszy ekwipunek za prawdziwą kasę… W każdym razie za to możemy podziękować panu wygodnickiemu, to dla niego są takie rozwiązania. Cholera mnie bierze jak o tym pomyślę – to jest Rainbow Six, gra dla prawdziwych graczy, a nie jakieś pierdololo. Ale nic nie poradzisz, teraz wszystko idzie w kierunku dostępności dla jak najszerszego grona odbiorców. Może niech od razu dadzą w SCII możliwość wykupienia najmocniejszych jednostek na początku meczu – kto by tam chciał robić research i decydować w co zainwestuje. Niech grają ze sobą tacy wygodnisie i od razu walczą najmocniejszym sprzętem. Przecież nie mają czasu na granie, więc takie rozwiązanie będzie idealne.

Cooldan: Śmiejesz się, ale idę o zakład, że gdyby można było płacić w SCII walutą premium za kupno krążowników Yamato na samym początku gry, to znalazła by się cała masa super szczęśliwych z tego powodu ludków. Zresztą – na czym aktualnie lepiej zarabia Blizzard – na Starcrafcie II czy raczej mikropłatnościach w Hearthstone? I jakie widzimy plany na przyszłość u nich – kolejne Diablo czy raczej jakiś F2P z walutą premium?

Prez: Ale widzisz, ludzie się będą zagrywać, kupować skórki za prawdziwą kasę i chwalić Blizzard w niebogłosy. Pieprzeni fanboje – sorry, taka prawda. Naprawdę chciałbym w komentarzach przeczytać solidny wywód pt. „Dlaczego Prez nie ma racji”. Może to mi otworzy oczy i pozwoli zrozumieć ten mechanizm? Bo jak narazie to widzę masę idiotów, którzy rzucają swoje ciężko zarobione pieniądze (albo jeszcze lepiej – pieniądze rodziców) w monitor i nabijają kabonę ludziom, którzy walą nas w tyłek. Oczywiście, że istnieje zasada „nie chcesz, nie kupuj” tylko wiele osób zapomniało już, że nigdy nie chcieli. Rynek się zmienia, ale to nie daje wydawcom prawa przeginać pały, a robią to od lat. Nikt już nie pamięta, że kiedyś płaciło się za pełną, finalną wersję produktu, nie było żadnych łatek na premierę, ani zakończeń w DLC. A rozszerzenie to była kampania na dziesiątki godzin, a nie jednen mini-grobowiec do splądrowania lub dodatkowa armia do multiplayer.

Grube rozmowy to i grube nagrody. Autor (albo i dwaj) najciekawszych komentarzy pod tekstem w poniedziałek otrzymają od nas kod na Sword Coasts Legends! Premierowe giereczki dla czytelników.

  • Nie wydałem kasy na Heartstone, bawiłem się przednio. Nie wydałem na HOTS, bawiłem się przednio. Te gry są świetne bez płacenia. To co Blizzard robi lepiej to, że „zwykłą grą” jesteś w stanie do wszystkiego dojść sam. A nie tak jak mówił Piotr w Godusie. Zgadzam się z przegięciem i mikropłatności w pełnopłatnym tytule. Zgadzam się, że to bzdura by móc kupić dostęp do broni w tytule Multi. Ale jest podaż i jest popyt. Powiedz sprzedawcy pieczywa z wczoraj, żeby nie sprzedawał go, mimo, że ludzie wolą kupić chleb z wczoraj za pół ceny? Jest podaż, jest popyt. Ja nie kupuję i nie wspieram tego procederu. Jeśli okaże się, że przestaną robić gry, za które trzeba tylko raz zapłacić i móc cieszyć się nimi od początku do końca to przestanę grać. Więcej nie mogę zrobić.

    • Jakub Antoniuk

      Biorąc pod uwagę skalę opcji wydojenia kasy z graczy oraz na ile sobie zaczynają pozwalać wydawcy obawiam się, że za jakiś czas będzie ciężko uświadczyć gry bez „in-app purchases”. Na mobilkach to już smutna norma (faktem, zazwyczaj gry są darmowe, choć bardziej znane marki chcą hajsy za samą grę). Na iTunes bywają fajne akcje gdzie można zgarną – powiedzmy przed 24 h – za darmo ciekawe gry, reprezentujące wysoki poziom, czasem nawet bardzo znane (tak zdobyłem choćby World of Goo) I co z tego, że gier jest w kij skoro 90% ma adnotacje „umożliwia zakupy w grze”. One automatycznie odpadają. Z drugiej strony dzięki temu gram na tablecie mało ale w naprawdę fajne rzeczy/interesujące mnie.

  • Mery84

    @Prez
    HS to nie moje miejsce ale HOTS już owszem i mimo, że gra jest kompletna i w pełni grywalna bez portfela to wydałem w HOTS 20€. Z jednego, prostego powodu – należy im się jak psu zupa.
    Tak ze zwykłej uczciwości, gra jest cholernie dobra (serio, pierwsza ever MOBA, do której usiadłem dłużej niż 3h, mam z 60h ugrane), jest doskonale zaprojektowana, wykonana i przystępna. Jest za friko, tak naprawdę za friko. Możesz w ramach darmowej rotacji grać ciągle kim innym, rozwijać skille na różne postacie i jeszcze zgarniać holda. Jak masz inne gry Blizza na battle.necie w ramach systemu międzygrowego dostajesz fanty i postacie (był Diablo za darmo, za 70lvl na 4 sezonie diablo Rumak Maltaela). Kupiłem pakiety postaci za prawdziwy hajs żeby jakoś docenić robotę Blizza bo jak zwykle jest pierwszorzędna i gra free 2 play jest u nich faktycznie F2P. W pierwszy tydzień gry ugrałem golda na 3 postacie w tym Johannę za 10k. Kolejne brałem w paczkach i z promocji. Obecnie mam jakieś 1/3 postaci, a na dniach dostanę Artanisa bo Legacy of the Void kupię.
    Oprócz postaci gra jest też doskonale zaprojektowana – różnorodne mapy (a nie jedna jak np DOTA2), różnorodne „misje” które znacząco urozmaicają grę, eventy itd. Świadom jestem tego, że to nie gra tak ogromna jak DOTA2 ze swoim community i dziesiątkami postaci ale HOTS ma swoją siłę gdzie indziej – jest cholernie przystępna.
    Wiem też, że HOTS to studnia bez dna i fetyszyści skórek i wierzchowców zostawią tam nie 20, a 200€ i będą potem zostawiać kolejne sumki w ramach pojawiania się nowych fantów ale to jest normalne w każdym F2P. Przewagą HOTS nad innymi F2P jest jakość gry i faktyczna darmowość. Z uzbieranego golda możesz kupić postacie (starsze taniej, nowsze drożej ale te najdroższe za 10k golda to 3 dni gry po 2h) i tymi odblokowanymi za golda możesz nawet do ligi bohaterów iść bo płatne dodatki to tylko wizualia (skórki, kolory, warianty i wierzchowce), na mapie wszyscy są równi 🙂

    Poza tym, Grubcie, zapominacie o jednej sprawie w kontekście graczy idiotów. Dają sobie wyrywać hajs z portfela. Wczoraj porządnie się zbulwersowałem w newsie o dacie premiery TW: Warhammer jest też wzmianka, że w ramach preorder bonusa wyrżnięto z gry kampanię i dostęp do armii Chaosu. No k**wa. Jak chcę przeczekać launch day i sprawdzić czy gra nie wyjdzie w stanie jak ROME2 to dostanę grę bez jednej rasy i będę bulił za nią ekstra w DLC? Serio?
    Albo zapowiadanie miesiąc przed premierą season passów cenie 30€. Gracze są debilami, wydawcy w pysk nam się śmieją, że gra to nie 60, a 90€, a ludzie to i tak łykają 🙁
    Early Access to zło bo ludzie płacą w ciemno za grę, która może będzie dobra, Season passy i DLC to jeszcze większe zło bo płaci się w ciemno za DLCki (skórki dla Batman płatne z góry….) w 80% DLCki to brzydki skok na kasę i siad na portfele graczy skórkami, modelami i pierdołami, 20% to wartościowy kontent, który rozwija grę (tryby, mapy, kampanie, misje etc)

    • b_one

      Nic im sie nie nalezy, wydaja produkt, sa firma i zarabiaja i tyle.

      • Mery84

        No właśnie o tym mówię – są firmą, wydają produkt, ja mam fun, więc wydaję trochę hajsu, bo moim zdaniem im się należy za robotę, którą wpompowali w to, żebym ja mógł Johanną bić Kerrigan 😛

    • Marcin Dmochowski

      Nie kupuj wiec TW:W na premiere, pokaz im faka za takie zagrywki, poczekaj az bedzie na stemia za pol ceny i kupisz taniej z DLC niz kupilbys na premiere.

      • Mery84

        To ofkoz najrozsądniejsza opcja ale jako fan TW i fan Warhammerów mam cholerny problem z jej wykonaniem.
        Preorder na pewno odpada ale pewnie i tak zaraz po premierze pobiegnę do sklepu….

        • Marcin Dmochowski

          No to nie narzekaj na to, ze stosuja takie zagrywki, skoro i tak mimo tego ze Ci sie nie podobaja to z wywieszonym jezykiem po premierze biegniesz do sklepu.
          Ja zawsze bylem fanem SimCity ale jak uslyszalem jak w najnowszej czesci postanowili wydymac graczy postanowilem ze mojej kasy nie zobacza. Gralem w kazda Cywilizacje i kazdy dodatek do Civ jaki powstal, ale jak sie zorientowalem, ze gola Civ to tak naprawde wersja Alpha, ktora ma sens dopiero po wypuszczeniu do niej dwoch dodatkow, to zaczalem czekac na wersje z 2 dodatkami. Tak samo z Beyond Earth. Kupilem golasa, zalowalem, teraz olewam nowy dodatek i czekam az zwyczajowo wypuszcza drugi i bede mial pelna gre.
          Trzeba sie szanowac, a nie narzekac ze diler ma drogi towar po czym ze wzwodem leciec bo zadzwonil ze jest nowa dostawa.

  • sajet1

    Gracze to ćpuny napędzane hypem i nudą gotowi zapłacić za niedokończony produkt by mieć szansę dorwania czegoś przyzwoitego, co zapewni trochę rozrywki w tym smutnym jak (tu sobie można wkleić znany cytat), im dłużej nie ma nic dobrego, tym łatwiej jest się w to wpakować. Z pre alpha i preorderem jest jak z porankiem po imprezie, nie będę już pił! – jasne do następnego razu. Zastanawiam się właśnie nad zakupem dostępu do bety w Blade&Soul EU/NA albo Devilianem Bety (akurat jest darmowy weekend, to przetestuje), bo ile można grać na Diablo.

  • b_one

    Gracze to idioci no i cpuny, wine za to czescowo ponosza dzurnalisty

  • Krzysztof Ośmiałowski

    Nigdy w życiu nie zapłaciłem za żadne przyspieszenie czy skórkę. Z gier typu F2P korzystam na komórce i w przypadku tych fajnych, czasem zajmuje mi to kilka miesięcy niezobowiązującego pykania.
    Pamiętam rozmowę z ojcem rówieśnika mojego syna na temat jednej gierki f2p. Gość zapłacił ok. 100 pln za coś, co my osiągnęliśmy w jakieś 4 miechy. Strata czasu? Po to gram, żeby tego czasu trochę przejebać. A koleś wciąż twierdzi, że nie ma grania bez mikropłatności 😉

  • @winmaciek

    Mnie przeraża ile fajnych gier mobilnych zostało zniszczonych przez agresywny mechanizm mikropłatności. Weźmy choćby przykład Asphalta 8. Fajna gra z ciekawymi trasami dużą ilością aut itp. I przez mikropłatności kompletnie niegrywalna. Tymczasem, jak pokazała poprzednia odsłona serii, mikropłatności da się zawrzeć w sposób nieinwazyjny. Niby tam była kasa i jakieś gwiazdki, ale grę przeszedłem bez wydawania złotówki. Albo Need for Speed. W Most Wanted (mobilnym) niby można było kupić ekstra kasę, ale można było grę swobodnie przejść nie wydając nic ponad samą grę. W No Limits EA przebiło samych siebie w dodawaniu możliwości wydawania kasy.
    Osobiście nie mam problemu z grami F2P, jeśli mikropłatności to dodatek dla leniwców. Tymczasem obecnie mamy zalew produkcji których nie da się przejść bez wydawania dziesiątek euro. Ja sobie zupełnie odpuściłem F2P i gram na iOS tylko w gry „premium”.

  • Moim zdaniem wymieszaliście zbyt dużo tematów i przy okazji skrzywdziliście Blizzarda.
    1. Temat F2P – u Blizzarda nie ma P2W, nawet w Hearthstone kupujesz losowe pakiety, a nie karty, czy pył, za który mógłbyś kupić najpotężniejsze karty. Za darmo, co tydzień do wygrania pakiet z karczemnej bójki. To co jest dostępne za prawdziwą walutę, jest też dostępne za walutę „miękką”, więc „nie trzeba” sięgać po portfel, jeżeli ma się czas, cierpliwość i nie pali nam się z wbijaniem legend w meczach rankingowych.
    W Heroes of the Storm kupuje się nic nie wnoszące do rozgrywki skórki i/lub bohaterów (część skórek jest dostępna wyłącznie za prawdziwe pieniądze, bohaterów zawsze można kupić za walutę „miękką”).

    Teraz zastanówmy się – gra (HS, HotS) jest darmowa, firma wyłożyła budżet na stworzenie i rozwijanie gry, utrzymuje serwery dla setek tysięcy, czy milionów graczy. Czy finansowanie gry, która sprawia nam przyjemność poprzez kupienie skórki dla ulubionego bohatera, to idiotyzm? Z HS jest jeszcze lepiej, bo jeżeli idiotyzmem jest kupowanie pakietów, to co dopiero powiedzieć o graczach fizycznych karcianek, którzy nie mogą zarobić miękkiej waluty w grze i są zmuszeni kupować wyłącznie za prawdziwe pieniądze.

    F2P ma różne oblicza i Blizzard robi to akurat dobrze. Ja wiem, że granie na najwyższych szczeblach rankingów w HS bez otwarcia portfela to trochę hardcore, ale w zasadzie niczym nie różni się to od dowolnej innej karcianki kolekcjonerskiej (a nawet jest łatwiej). Taka natura tego gatunku.

    2. Mikropłatności i/lub DLC w grach, za które się płaci – to zależy 🙂 Ostatnio głośny przykład PAYDAY 2 pokazuje, że nie można przeginać. Obecność DLC była zrozumiała – gra jest zespołowa, trzeba utrzymywać serwery i rozwijać/poprawiać grę. Zmiana balansu przez dodanie broni w DLC nie była aż tak negatywnie odczuwalna (bo nie gra się przeciw sobie, tylko przeciwko AI), ale i tak najwięcej DLC to nic nie wnoszące skórki postaci i maski. Bazowa cena gry – 20€, która i tak bardzo często spada do 5€. To nie standardowe $60, jakie płacimy za wiele AAA, nawet multiplayer-only. Dodanie mikropłatności przelało czarę goryczy, przede wszystkim dlatego, że psuje klimat/sens gry. Gracz zarobił miliony wewnątrz gry, ale żeby otworzyć specjalną skrytkę ze specjalną zawartością musi kupić sprzęt za prawdziwe pieniądze. Serio?

    W GTA V ograniczyli się do płatnych kart kredytowych zasilających wirtualne konto – kredyty można oczywiście zarobić w grze. Z drugiej strony cena gry nie spada aż tak, jak innych gier na PC i konsolach. Coś za coś, a multi wciąż jest rozwijane.

    3. DLC ogólnie – dzisiaj to pojęcie stało się tak szerokie, że określamy tym mianem nawet rozszerzenia, które kiedyś nazywaliśmy „dodatkami” – samodzielnymi, bądź nie. Jeżeli gra jest po premierze nie tylko poprawiana, ale też rozwijana i utrzymuje również serwery multiplayer, to płatne DLC (o ile nie powodują P2W) są akceptowalne. Jeszcze lepiej, gdy za ułamek premierowej ceny gry oferują drugie tyle zawartości (jak na przykład DLC do Dishonored, które tworzą kolejną kampanię, dorównującą długością podstawce i również oferującą zakończenia zależne od stylu rozgrywki). Kto kiedyś irytował się, że wychodzi dodatek do Dawn of War? Kto pamięta, że wyszły trzy? A kto pamięta, że za każdy płaciło się mniej więcej jak za oddzielną grę (przynajmniej w Polsce)? Dwa były samodzielne, ale dla grywalnych ras w trybie multiplayer trzeba było aktywować klucze z odpowiednich części. W sumie cztery „części” gry na tym samym silniku, odgrzewanie kotleta, ale poza Soulstormem wszystkie wspominam pozytywnie (a najbardziej Dark Crusade). Nieco dalej na osi czasu – Dawn of War II, niesamodzielny Chaos Rising (lepszy niż podstawka) i średni, samodzielny Retribution (powtórka Soulstorm?). Z najnowszych – dodatek do Wiedźmina 3. Według dzisiejszej nomenklatury – DLC. Nawet można było kupić „Expansion Pass” == „Season Pass”. Jeżeli ktoś go kupi, to jest idiotą? Czy może świadomie wspiera twórców, którzy już dostarczyli grę na ponad 100h, a teraz oferują dodatkową mocną fabułę i zadania poboczne na ok. 30 dodatkowych godzin. Sensowność kupowania Season Passa to temat na oddzielną dyskusję, bo dotyczy zarówno preorderów (kupowanie kota w worku, często nie wiemy jakie DLC dodadzą, albo okazuje się, że są słabsze niż zapowiadano), jak i późniejszego etapu rozwoju gry, gdzie twórcy dodają DLC nieobjęte SP.

    4. Poza konkursem – handel przedmiotami z gry i prowizje dla twórców – coś pomiędzy mikropłatnościami i DLC. Blizzard nie spodziewał się, że w ciągu pół roku RMAH w Diablo 3 zarobi tyle, ile planował na kilka lat. Przy czym tutaj handlowało się przedmiotami mocno wpływającymi na rozgrywkę. Valve zarabia krocie na czapkach w Team Fortress 2 i to zarówno na rynku pierwotnym (wewnętrzny sklep), jak i wtórnym. Jeszcze większy zysk przynoszą im aktualnie skrzynki ze skórkami broni w CS:GO. W każdym z tych przypadków gracz miał lub ma szansę (hazard) bardzo dużego zarobku, co jest dodatkowym czynnikiem skłaniającym do otwierania portfela.

    Wnioski: mianem DLC określamy bardzo szeroki zakres dodatkowej zawartości (czy to płatnej, czy darmowej). Skutkiem tego jest wrzucanie wszystkiego do jednego worka bez patrzenia na kontekst wypuszczenia DLC (np. jedyne lub główne źródło dochodu darmowej/bardzo taniej gry), czy jego zawartość (jest różnica między pakietem skórek lub broni za 10€ a fabularnym przedłużeniem rozgrywki o 12-30h za tę samą cenę). DLC są nadużywane i to jest fakt. Są twórcy, którzy uczciwie podchodzą do tego tematu i to też jest fakt.

    Nie uważam też wspierania twórców bardzo dobrej gry poprzez zakup DLC za idiotyzm.

    • Prez

      No widzisz w dużej mierze mówimy o tym samym. Duże dodatki oczywiście nie są idiotyzmem, ale nie o takie mamy przecież pretensje. Rozszerzenia do pierwszego DOW wprowadzały nowe armie, ale też całe kampanie i tak jak piszesz, często były to pozycje samodzielne. Teraz to samo studio za grubą kasę wypuszcza pojedyńcze armie lub generałów do Company of Heroes 2. Dodatkowa kampania? Kup osobno. Bez trybu multi. I tak dalej.

      Co do skórek… Rozumiem, że grę trzeba wspierać, skoro jest darmowa, ale wielkie studia, takie jak Blizzard, mają ogrom forsy z pełnopłatnych produkcji, a decydując się na F2P wiedzą doskonale, jaki model biznesowy wprowadzić, żeby im się koszt zwrócił – i tutaj już wchodzi gracz idiota, który za to wszystko buli, zwłaszcza żeby grać w pierwszej lidze. To nie jest fajne, naprawdę – darmowe gry w takim systemie powinny umrzeć.

      • „Rozumiem, że grę trzeba wspierać, skoro jest darmowa, ale wielkie
        studia, takie jak Blizzard, mają ogrom forsy z pełnopłatnych produkcji”
        Mają. Co to ma do rzeczy? Bez urazy, ale to brzmi trochę jak argument piratów albo komunistów 😉 Nachapał się i ma czelność zarabiać na kolejnych produkcjach, co za burżuj 😉
        Dostarczyli dwie gry F2P. Nie musisz za nie płacić. Ba, w przypadku HotS nawet nie mam pewności, czy im się to w ogóle zwróci bezpośrednio. I oni też są świadomi „ryzyka”. Ta gra może mieć bardziej wymiar marketingowy i zachęcać do poznania płatnych gier z multiwersum (w moim przypadku dokładnie odwrotnie, znajomość i posiadanie multiwersum przyciągnęła do gry). Jeżeli gry F2P w ich formie powinny umrzeć, to wszystkie F2P powinny umrzeć, bo lepszej formy F2P próżno szukać gdziekolwiek, a podobna jest np. w LoLu, który ze skórek i bohaterów się utrzymuje, a przecież większość graczy wcale ich nie kupuje.

        Gra jest darmowa, nie musisz jej kupować, nie musisz płacić, żeby komfortowo grać (w HotS w ogóle). Co w takim F2P jest złego?

        Złe F2P to takie, w którym nawet najmniejszy wkład pieniężny znacząco zmienia balans rozgrywki – np. czyni niegrywalną dla „darmowych” graczy, bo nie mają potężnych broni i pancerzy dostępnych wyłącznie za prawdziwe pieniądze. Nie mówiąc już o takich, które bez płacenia stają się niegrywalna na pół dnia po pół godziny rozgrywki. O takich z resztą pisaliście.

        • Prez

          No dobra, trochę jak komunista gadam 😉 Mimo tego, że F2P od Blizzarda ma ręce i nogi to ogólnie podejście twórców jest słabe i nie popieram rozwijania takiego systemu, bo jak widać wchodzi on do gier pełnopłatnych i zaczyna powoli niszczyć branżę. Zobacz co Arkadiusz napisał o TW: Warhammer i Chaosie… Zobacz co chcą wprowadzić w R6S…

  • Piotr Stachowski

    Ta branża jest faktycznie specyficzna, ponieważ wydanie produktu, to nie jest koniec przygody i pracy. Często, premiera jest wypuszczeniem bazy, do której w założeniu będzie się dobudowywać przez najbliższe kilka lat. Lat, przez które trzeba będzie wyżywić całą firmę. I było by wszystko super, gdyby ta baza była pełnoprawnym produktem, a nie tylko rusztowaniem, tak jak to bywało kiedyś. No ale teraz są internety, kontent można wypuszczać co 5 min i jeszcze za niego kasować.

    W grach F2P, płatne rzeczy są spoko, do czasu, aż nie pozwalają osiągnąć przewagi nad innymi graczami. W WoT każdy może sobie kupić czołg premium, ale to nie znaczy, że będzie wszystkich nim mordował i będzie najlepszy. Co najwyżej będzie zyskiwał więcej kredytów na rozwój pojazdów nie premium. W różnej maści MOBA-ch można kupić skórki, przez to się trochę wyróżnić, i bardzo dobrze. Jak się ma kasę, dużo czasu poświęca we F2P, to wrzucenie im do garnuszka kilku $ nie powinno nikogo boleć.

    To, co niektórzy próbowali zrobić pay-wall-ami (np. Star Trek mobilny), najczęściej się na nich zemściło, bo gracz mimo, że debil, to swój rozum ma.

    Wszelkiej maści zestawy ekwipunków, pozwalające odblokować wirtualne narzędzia do wyładowywania frustracji, też raczej nie są groźne. Jak ktoś ma ochotę wszystko odblokować, to nie znaczy, że będzie lepiej grał. Chyba, że odblokowane zostanie coś pokroju BFG one-click kill-all, to wtedy jest zachwianie balansu, i gracze odejdą.

    Co do samych DLC … pamiętajmy, że do wiedźmina też było dużo darmowych DLC. Niestety sama definicja jest na tyle mało precyzyjna, że można pod to DLC podpiąć wszystko, łącznie z nowym kolorem gaci dla bohatera. I tym sposobem dotarliśmy do Season Pass. Season Pass jest bardzo zmyślnym produktem marketingowym, na który łapie się ogrom ludzi, nie wiedzieć tylko czemu. Bo niby, za jakąś kwotę, dajmy na to 50$, dostajemy przepustkę do wszystkich DLC które wyjdą do danej gry, i wychodzi to taniej, niż jak byśmy kupowali te DLC osobno. Świetny deal. Niestety, nie wiemy jakie to będą DLC, jak długo tak naprawdę ten Season będzie trwał, i czy się nie okaże, że 2-go i 5-u następnych DLC nawet nie zainstalujemy bo po grze zostanie tylko wpis w rejestrze.

    Ostatnia sprawa, Early Access, jak dla mnie trochę powiązany z Kickstarterami itp. O ile w ea musisz coś mieć, żeby sprzedać, o tyle w ks nie. Ale koniec końców, płacisz za obietnice. I jak to bywa, za kilkoma dobrymi ea i wielkimi sukcesami ks, leży góra śmierdzących niestrawnych odpadków.

  • Dominik Dygowski

    Early Access – temat nad którym nie ma co się spuszczać i raczej większość ludzi ma takie samo zdanie – kupowanie gier w EA to płacenie za DEMO z obietnicą otrzymania gotowego produktu. Kończy się to różnie i choć dla mniejszego studia jest to okazja by zrealizować swój projekt, którego nikt inny nie chce finansować, to ogólnie nie jestem fanem tego rozwiązania. Zbyt duża szansa na nadużycia i kradzież pieniędzy od ludzi, którzy naiwnie wsparli jakiś pomysł. Bo było kilka historii gdzie EA nie doczekało się końca a kontakt z deweloperem się urwał. Poza tym to tylko pokazuje, że ludzie chętnie płacą za dema, potem dostajemy demo MGS:Ground Zeroes albo niegrywalne Batmany.

    Co do F2P:
    Ja rozróżniam 3 rodzaje F2P
    1) prawdziwy F2P
    2) pośredni F2P
    3) zakłamany F2P

    Przykładem prawdziwego F2P będzie DOTA2. Ideał jeśli chodzi o ten typ. Gra darmowa, od początku masz dostęp do wszystkich postaci, trybów itp. Płacisz (o tym później) tylko za kosmetykę, która nijak nie daje Ci przewagi nad przeciwnikiem, liczy się skill i czas poświęcony na tego skilla szlifowanie.

    Na granicy wariantu 1) i 2) będzie HotS (na nim się skupię) i LoL. Bo choć wszystko możesz zdobyć za darmo, to bohaterów trzeba kupić. Albo prawdziwa kasa albo złoto w grze, które nie tak ciężko uzbierać. Niestety, bilans postaci nie zawsze jest idealny, często nowo dodana postać jest lepsza od starych i w tym momencie człowiek z gotówką ma do niej dostęp wcześniej od kogoś, kto gra czysto F2P.

    Przykładem pośrednim będzie Hearthstone. Tu tak jak w HotS wszystko możesz zdobyć za free, mało tego, wielu profesjonalnych graczy tworzyło konta F2P i nie wydając ani centa dochodzili do Legendy w trakcie jednego sezonu. Rzecz w tym, że tutaj posiadanie lepszych kart i decków daje przewagę nad innymi graczami. W HotS postacie są lepsze i gorsze, ale tam gramy 5v5, te różnica zanikają. Tutaj stajesz sam na sam z innym graczem i jeśli jesteście na podobnym poziomie umiejętności, to zazwyczaj wygra lepszy deck.
    I tak, można się bawić świetnie nie wydając ani grosza, ale jeśli chcesz współzawodniczyć i nabijać rangi, grając F2P będziesz miał dużo ciężej.

    Co do fałszywych F2P – 3/4 gier mobilnych. Gier, gdzie albo musisz odczekać jakiś czas albo zabulić kasę, żeby coś robić. Wszyscy pamiętamy Dungeon Keepera na komórki. To jest przykład gry, która pod zasłoną F2P wymaga kolosalnych nakładów pieniężnych, żeby z gry czerpać full przyjemności. Oczywiście, jak ktoś gra 30 minut dziennie, to mu styka, ale nie mówimy o casualowym graniu na sraczu 🙂

    Wróćmy do kwestii płacenia w grach F2P. Bardzo brzydko nazywać ludzi debilami czy frajerami, za płacenie w takich tytułach (cały czas mówić będę o prawdziwych i pośrednich F2P). Pamiętajmy, stworzenie takiej gry i utrzymywanie serwerów to dla dewelopera spory koszt. To dzięki ludziom, którzy ładują kasę w dany tytuł gra jeszcze działa. Jeśli taki JA spędziłem w HotS 500 godzin, czyli jakieś 100x więcej niż w Call of Duty, to bez żadnych wyrzutów sumienia wpakuję w moje F2P conajmniej równowartość typowej produkcji AAA. To taka forma podziękowania twórcom i upewnienia się, że grę będą wspierać. Jeśli nikt nie będzie płacić, serwery zamkną, bo nikt do interesu nie będzie dokładał.

    Nie zgadzam się też z hasłem „Nie masz czasu to nie graj”. Nie mam czasu cisnąć w Hearthstone 6 godzin dziennie. A bez tego, nie uzbieram kolekcji kart na dobry deck w rozsądnym czasie. I choć można czerpać radość z grania na randze 20, ja chcę się piąć w górę, chce sprawdzać różne decki, które sprawiają frajdę. I jeśli wydanie kilku złociszy na kilka godzin grania zapewni mi to, czego oczekuję, to bez skrupułów zapłacę.

    Było jeszcze coś o DLC. DLC dziś to zestaw czterech skórek albo 20 godzin grania w Wieśmina 3. Co do DLC, które działają jak dawne „rozszerzenia” to nie mam z tym problemu. Dodatkowe 50h w Dark Souls? YES PLEASE.
    Ale DLC jako 4 mapy do BFa? NEVER! I nie chodzi o to, że nie wyciągniesz z tego godzin – bo wyciągniesz. Ale DLC typu nowe mapy dzielą graczy – część kupi, część nie kupi. I potem połowa serwerów z DLC a połowa bez. A potem kolejna mapa i kolejna. A godziny i jakość matchmakingu na tym cierpią.
    Zrozumiał to Capcom przy swoim Street Fighterze (SUper Kuper Turbo w Chuj) i poszli po rozum do głowy. W SF5 wszystkie patche (czyli dawne zmiany wersji na Ultra/Arcade itp) będą za free – ale żeby sobie czymś opłacić robotę dodają mikropłatności w postaci skórek. Skórek, które nie dają żadnej przewagi płacącym graczom a pozwalają deweloperowi wiązać koniec z końcem.

    Podsumowując:
    TL:DR
    – jeśli płacimy za produkt niepełny – źle (EA)
    – jeśli płacimy za produkt dzielący społeczność – źle (mapy DLC w grach multi)
    – jeśli płacimy za produkt F2P aby spokojnie pograć – źle (gry mobilne)
    – jeśli płacimy za kosmetykę, która nie daje przewagi płacącym nad resztą – super.

  • Marcin Dmochowski

    Z sentymentu do Family Guy grywam sobie czasem w Family Guy: The Quest For Stuff. Kiedys nawet pomyslalem – gra pomogla mi spedzic tyle czasu w kibelku, wspomoge tworcow. Akurat byl event ze Star Trekiem. Zobaczylem jakas postac „premium”, zobaczylem ile muszelek potrzeba zeby ja odblkowac, poszedlem do sklepiku z muszelkami i… odechcialo mi sie wspierac developera. JEDNA postac, ktora nie robi nic poza tym ze sobie chodzi, niby pomaga cos tam odblokowac ale tylko podczas tego eventu, potem jest bezuzyteczna kosztowala kilkadziesiat dolarow w walucie muszelkowej. Sick!
    A co do stawianej tezy, ze gracze to idioci – to nie idioci tylko ludzie uzaleznieni. Kupowanie zbroi dla konia czy skorki dla postaci ma tyle samo sensu co kupowanie i branie crack cocaine. Czyli zero, ale mimo to sa chetni na obie te aktywnosci. Jesli Cie kiedys zaswedzi reka, by kupic jakas skorke, czy ekskluzywna-deluxe wersje gry ktora od normalnej rozni sie tym, ze dostajesz dodatkowo 2 emotki i wczesniejszy unlock do broni to najpierw uderz sie mocno w glowe (ale nie za mocno, tak abys poczul ale byl jeszcze w stanie wykonac punkt drugi) a potem przeznacz te pieniadze ktore chciales wydac na wirtualne bzdury na schornisko dla zwierzat, dom dziecka albo wyslij dzieciom w Laskach.

  • isaak911

    Po co mam grać w nieukończony i zabudowany tytuł? skoro teraz każda premiera to taki wczesny dostęp, łatki do wiedźmina już chyba przekroczyły rozmiar gry, nie mówiąc o AC Unity który chyba dalej nie jest grywalny. Tak jestem idiota bo męczyłem sie w zabudowanym Wiedźminie , Batmanie i wielu wielu innych, piękne były czasy kiedy wkładało sie płytkę i grało… Ech

  • O Jezu! O Jezu! A ja nie jestem blokiem tekstu! I co teraz? 😀

  • cooldan

    Kody zgarniają Bartłomiej T.Listwoń i Marcin Dmochowski. Odezwijcie się na FB na priwie w celu odebrania nagrody 🙂

  • Jaro

    Piękno wolnego rynku polega na tym, że sam się doskonale reguluje. I podaż będzie goniła popyt. Czy producenci przeginają pałę? Oni tylko (albo aż) spełniają potrzebę rynku. Jeżeli coś zostało sprzedane, to w równym stopniu można winić kupujących za psucie zabawy reszcie graczy. Jeżeli sprzedaż zostanie sztucznie zablokowana („bo nie powinni”) to podniosą się głosy urażonych i pokrzywdzonych („zawsze kupowałem szybki dostęp a teraz nie mam”). Kiedy ten wariacki krąg zostanie przerwany? Proste, rynek to ureguluje: Jak sprzedaż podstawek mocno siądzie przez to że są płatne dodatki.

  • Prez

    R6:Siege pokazuje, że DLC i season pass można zaoferować jako dodatek, który nie zepsuje gry. Niestety SP w tej grze jest marne i mało kto to kupi, bo nie ma plastikowej lodówki. Reszta też nie będzie grać, bo matchmaking i kod gry leżą. I tak oto dobre intencje znowu lądują jako kostka brukowa w piekle, a reszta zagra we F2P i zapłaci 15 euro za skórkę.