Grube Rozmowy #12 – Walkman

Potrzebowaliśmy tego odcinka. Luźnego, przyjemnego i pełnego wspominek. Mamy znowu po kilkanaście lat. Kasety walają się po całym pokoju. Na biurku, obok zdjęcia pierwszej szkolnej miłości, leży walkman i książki Pratchetta. Pomiędzy strony powtykane są karty Magic the Gathering, służące za zakładki. Tylko biała talia leży równo ułożona w szufladzie – jest najmocniejsza. Z magnetofonu dobiegają szarpane dźwięki Green Day. Życie jest piękne.

POBIERZ

 

Podobało się? Wyślij nam maila: rozgrywkatv@gmail.com, albo tweetnij do Cooldana lub Preza. Nie podobało się? To tym bardziej napisz!

Profil facebookowy: Bądź na bieżąco!

Grupa facebookowa: Komentuj, hejtuj, śmiej się z nami

Strona internetowa: rozgrywkapodcast.pl

iTunes: Masz „ejpla”? Znajdziesz nas tutaj

  • Pingback: Grube Rozmowy #12 – Walkman | Polskie Podcasty()

  • Piotr Ziętal

    Sleeping Beauty z „Clouds”- Tiamat to jeden z tych utworów, od których zaczynałem naukę gry na gitarze.

    • cooldan

      Z „Clouds” najbardziej zawsze lubiłem „In a dream”.

      • Piotr Ziętal

        A Samotari to uwielbiam i mam na DVD 🙂

  • FWG21

    Po raz kolejny słyszę to oklepane hasło, że polacy tylko narzekają, jak jest zimno to chcą by było ciepło, jak jest ciepło to zimno.

    Po pierwsze nikt nie lubi skrajności. Więc wiadomo, że gdy temperatura jest wyższa/niższa od przeciętnej to ludzie (ludzie, a nie tylko Polacy) będą narzekać.

    Po drugie Polacy to nie jeden byt, to miliony jednostek i każda ze swoim gustem i preferencjami. Tak więc to nie jest tak, że „hurr polakom nie dogodzisz bo ciągle im źle durr” tylko w momencie gdy pada i jest chłodniej to jakaś część siedzi cicho zadowolona, a druga narzeka. Ludzie są różni, mój kumpel zakłada krótkie spodnie i idzie na miasto, a ja dostaje przy tej temperaturze kociokwiku i nie mogę nigdzie wyjść komfortowo więc siedzę przed wiatrakiem i produkuje masowo lód.

    Nie jestem tym który narzeka w internecie na takie pierdoły ale c’mon to nie Ci sami ludzie. To nie jest tak, że nam się nie da dogodzić tylko zawsze jak jest zmiana to komuś było lepiej przed zmianą.
    Poza tym burza z deszczem, a 35*C to wciąż skrajności i nie dziwię się, że jedno i drugie może psuć komuś plany…

    • FWG21

      Zapomniałem napisać gdy przesłuchałem całość więc teraz zdaję raport po przesłuchaniu dwa razy. Znów o muzyce, znów nie moje klimaty, znów się super słuchało <3 nawet sobie podłapałem jakąś listę Pereza na spotify z grupy i słucham od kilku dni.

  • Jędrzej Mąkosa

    Gdzieś z piętnaście lat temu czekałbym na sowę, która przyniesie mi powiadomienie rekrutacyjne ze szkoły dla wywijających różdżką.
    Może jeszcze fajnie by było żyć w czasach świetności Fundacji.
    We wszystkich innych uniwersach z którymi miałem przyjemność obcować ich mieszkańcy mieli o wiele bardziej prze**bane i chęć zamieszkania w nich byłaby równie zdrowa jak chęć zarażenia się AIDS.

    Do stękających murzynów nigdy mnie nie ciągnęło. Polski hip hop trochę, ale bez miłości. Raczej metal i długie włosy.
    Teraz jest dziwnie bo przeniosłem się elektronikę i rock.
    Chyba przejdę się na jakiś rave.

  • Sasilton Mihawk

    Jak mówiliście o tych zapachach, to sie zastanawiałem o czym w pieprzycie 😀
    mi zapachy z niczym się nie kojarzą. Jak poczuje jakiś krową kupę to wiadomo że przypomną mi się wyjazdy na wieś, ale nie przypomina mi się żadna konkretna scena. Podobnie z muzyką. Jak odpalę Linkin Park Numb, to przypomni się podstawówka, ale nie sytuacja kiedy jej słuchałem.

  • isaakPL

    Ale mi wspomnienia wróciły do starego dobrego kaseciaka, nigdy co prawda nie słuchałem tak dużo nożyki jak moi koledzy ale swoje w podstawówce słuchałem 😉 głównie rock i metal wiec teraz słuchając i słysząc kolejne tytuły, czy nazwy których nigdy nie pamiętałem wracają wspomnienia 😉

  • Cooldan, piąteczka, Samotni są wyjątkowym filmem 🙂 bardzo często mam ochotę do niego wrócić ale nie mam pojęcia gdzie moje dvd…

  • budda

    Wspomnienia = emołszyns. To co jest ostro nacechowane emocjonalnie zostaje zapamiętane lepiej. Stąd np. w sytuacjach podbramkowych zdaje się, że czas zwalnia – a to lag, bo tyle danych jest sejwowanych.
    Portishead!
    Dead Can Dance dla mnie = Diablo 2

  • Marcin Szymański

    @disqus_3SwgXwnVmj:disqus Magic: The Gathering Shandalar (miał dwa dodatki, Duels of the Planeswalkers i Battle of the Ancients) od Microprose – do tej pory w to gram. Głownie ze względu na ten tryb „fabularny” gdzie lata się po świecie i zbiera karty.

    Super odcinek, dzięki. 🙂

  • Dzięki za przypomnienie Portishead Prezie! Słucham od tego czasu prawie non-stop. 🙂

    Co do Hannibala / Amerykańskich Bogów – Fuller ABSOLUTNIE nie jest autorem lubującym się w krwawych scenach, Cooldan! Porównujemy AM do Hannibala ze względu na niespieszny klimat, ciemne kadry, poetyckie, przeciągnięte ujęcia, a nie dlatego, że Fuller lubi gore.

    I jeszcze łyżeczka dziegdziu – narzekanie na narzekanie jest słabe. Tym bardziej, że to kolejny raz, jak podejmujecie ten temat. Reszta (na tyle, na ile przesłuchałam ;)) – doskonała!

    • Prez

      A gdzie narzekaliśmy na narzekanie? Chodzi Ci o pogodę?

      • Yup, dokładnie tak.

        • Prez

          Twoje narzekanie na nasze narzekanie na narzekanie jest słabe ;] A tak na serio to Kuldan znowu zaczął, to wszystko przez niego.

          • Jak ktoś ładniejszy, to od razu na niego! ;D

            A tak serio, to fajnie było. Odkopałam masę dobrych kawałków dzięki Wam. I wreszcie poczytam Dobry Omen, bo też się do niego zabierałam jak do jeża.

            I BTW, @Prexxxx:disqus, jesteś jedną z pierwszych osób, które znam, która oglądała SoA! 😀 Z tym, że ja Jaxa nie cierpiałam od pierwszych odcinków, do tego stopnia, że Charlie Hunnam obrzydza mi każdy film, w którym gra.

            Za to dzięki SoA pokochałam amerykański country rock.

          • Prez
  • isaakPL

    Zapomniałem napisać o świecie w którym chciałbym żyć ;). Wydaje mi się ze zdecydowanie byłyby to gwiezdne wojny, nawet jako npc na planecie w która skierowana jest gwiazda śmierci, świat jest cudownie różnorodny , mnogość zajęć które można wykonywać jest cudownie ogromna, a najważniejsze są w tym podróże kosmiczne gdzie w zasięgu ręki jest cała Galaktyka, a jak już ginąc to epicko smierć w postaci unicestwienia planety nie musi być taka zła

  • Michal Wargin

    A ja tylko dorzucę słowo w sprawie Gaimana. Nigdziebądź zostało zekranizowane przez Brytyjczyków w ’96 roku w formie miniserialu 🙂 Który polecam każdemu fanowi. Jest to serial jak na dzisiejsze czasy dość archaiczny ale klimacik swój ma. 🙂
    I szybki link dla poszukujących:
    http://www.imdb.com/title/tt0115288/

    • Prez

      Dzięki za info, na pewno to obczaję!

  • trysek fka Pуглик

    Ok, widzę że przyszło mi napisać komć dwa miesiące po wszystkich*. Od razu zaznaczam, że moje procesy tentegowania w głowie nie są tak czasochłonne, a po prostu z czasem krucho i ten tego, ten…
    No już może lepiej się nie tłumaczyć, ino tego komcia lepić.

    Od lat konsekwentnie hejtuję pogodę, kiedy tylko słupek rtęci przekroczy dwadzieścia gradusów. No w tym naszym kochanym lecie lubię tylko deszcze, czym zresztą zawsze zadziwiam wszystkich, wybierając się w takowe na długie spacery. Ale jak już mówiliście o narodzie naszym i podejściu jego, to coś tam mi zaświtało. Pamiętam kiedy na lekcji geografii nauczycielka wyjaśniała nam jak tam to wszystko u nas działa. Pokrótce: nasz kraj leży na styku dwóch klimatów. W lecie mamy przewagę oceanicznego (ciepłego) z Atlantyku, a zimą przeważa kontynentalny z Rosji (zimny). W ten oto sposób mamy lata i zimy stulecia co roku. I przy okazji – wiecznego wkurwa. Inne kraje są chronione przed tą przejściowością np. pasmami górskimi i mimo podobnego położenia w ogóle tego nie doświadczają. Oczywiście jakiś w miarę dobrze uczący się czternastolatek o wiele lepiej by to przedstawił, ale nie zawsze ma się czternastolatka pod ręką… szczególnie takiego z dobrymi stopniami.

    Co do tego całego „milkshake gate” to żeby już nie wpadać w jakąś niepotrzebną wielomówność, napiszę tylko, że każde takie zdarzenie jest tak naprawdę reakcją na całą dziejową zmianę, która już od setki lat zachodzi. Może się to wydawać głupie, ale niestety dla mężczyzny, który wyniósł z domu uproszczoną wersję świata, każde takie wydarzenie urasta do miana jakiegoś wyzwolonego performansu. No ale żyjemy w czasach (bardzo nieciekawych), gdzie kobieta ironicznie spożywa milkszejka, a ktoś jej ironicznie życzy śmierci.
    Swego czasu bardzo śmieszył mnie dowcip takowy: siedzi sobie mąż i żona, mąż mówi: „Halina, jeśli będę w stanie śmierci mózgowej to odłącz ode mnie aparaturę podtrzymującą życie”. Na to rzeczona Halina wstaje i wyrzuca przez okno telewizor i piwo z lodówki.
    Nie wiem czy ta pokrętna metafora była dość jasna: po prostu niektórym trzeba urwać od internetu.

    Portishead znam i kocham. Dzięki z przypomnienie – przyda się to w te deszcze i słoty. Jakieś tam ptaszki ćwierkają, że czwarta płyta jest w drodze, ale pierwsze takie informacje pochodzą z 2008, a ostatnie sprzed pięciu lat. Czekam bardziej niż na HL3 (a nawet tak samo długo ;_;).

    Wypada mi też podziękować za niedawną dyskusję (z głównego podcastu) na temat ostatniego sezonu Gry o Tron. Dotąd namiętnie wręcz go bojkotowałem, jako i seriale w generalności omijam, ale po waszej rozmowie jakoś tak chęci nabrałem i może owa chęć przerodzi się w czyn. No zobaczymy.
    Przekażcie moje podziękowania waszemu sąsiadowi Totoro też ;]

    Co do rozkminy, że Coruscant nie ma racji bytu, to się nie zgodzę.
    Mimo, że całe Star Wars traktuję bardzo pobłażliwie** to akurat koncept miasta-planety jakiś bardzo awykonalny nie jest. Jeśli chodzi o gospodarkę odpadami, o której wspomniał Cooldan, to spieszę poinformować, że nasze ziemskie Tokio w przeciągu najbliższych dziesięciu lat zamierza recyklingować 100% wytwarzanych odpadów. Ponoć już od jakiegoś czasu mieszkańcy miasta dostawali instrukcję postępowania ze śmieciami w formie kilkusetstronnicowej książki. Warto tutaj wspomnieć, że większość ichnich zakładów przetwarzania mieści się w ścisłym mieście, a niektóre mają wbudowane ścieżki turystyczne do obserwowania drogi śmiecia. Wszystko w pełni automatyczne. Ech, a ponoć to myśmy tę wojnę wygrali…
    Jeśli zaś chodzi o aprowizację i tego typu sprawy to każde miasto jest z definicji uzależnione od importu. Ale żeby już nie popadać w takie uogólnienia to nadmienię tylko Vegas, które leży sobie na pustyni i absolutnie wszystko musi mieć zwożone z daleka. Jest jeszcze Cypr, który musi importować sobie słodką wodę statkami z kontynentów. Jeśli tylko pomyślimy o takiej logistyce szerzej to planeta-miasto mogłaby istnieć. Problem polegałby tu tylko i wyłącznie na kosztach logistyki, ale jeśli chodzi o międzyplanetarną, to mogłaby być ona tańsza i wydajniejsza niż ta ziemska. Dużą część Coruscant stanowiłyby najprawdopodobniej doki.
    Inna sprawa to to, że w tej chwili w Tokio żyje 40 mln ludzi. Future is here.

    Jako, że roczną normę czytelniczą wyrabiam pewnie za kilka dużych wsi, nie mogę też od tak olać tematu wymienionych tu dwóch panów: Gaimana i Pratchetta.

    Co do Gaimana, to w chwili kiedy nagrywaliście nie miałem na koncie żadnej jego książki, ale już w chwili kiedy piszę ten komentarz, Pan G. dwa razy przypuścił szturm do mojego serduszka – na razie bez większych sukcesów. Może nie powinienem zaczynać od dupy strony, tylko od razu połasić się na „Amerykańskich Bogów”? Jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa w tej sprawie. Za to o wiele więcej uwagi zawsze otrzymywała ode mnie jego zacna małżonka, dla niepoznaki pozostająca pod rodowymi personaliami Amanda Fucking Palmer. Owa dziewoja para się muzyką z gatunku… hm… kabaretowy punkpop?**** Podeślę tu jedno z jej szalonych dokonań, żebyście wiedzieli z czym możecie mieć do czynienia, aczkolwiek zaznaczam, że wideo będzie miało charakter tzw. NSFW i wypadałoby znać angielski choć troszkę. https://www.youtube.com/watch?v=OiAffX0x04k
    Pani Amanda jest bardzo obeznana z nowymi technologiami i ma konto na Patreonie, a płyty można darmo ściągnąć z jej strony. Generalnie jeśli lubicie lewackie szmaty, to coś dla was ;P

    Co do Pratchetta, to jest on dla mnie – mówiąc oględnie – niełatwy. W ramach drenażu portfeli wiernych fanów Prószyński i S-ka wypuścili kolekcję 44 jego książek. Stwierdziłem wtedy, że to jest dobra okazja do zapoznania się dogłębnie z tą jego twórczością, o której wszyscy piali peany. Ostatecznie zatrzymałem się na 32 książkach***** i nie chce mi się sięgać po kolejne. Może coś jest w tym, że im dłużej z czymś obcujemy, tym więcej wad tego widzimy. W jego książkach nie przeszkadza mi już nawet to, że są kierowane do wczesnonastolatków, ale to jak… albo inaczej: jak się rozmawia z jakimś mistrzem sarkazmu i ironii to może i na początku jest fajnie, ale po jakimś czasie już tylko wkurwiająco. Pan P. ma też straszną tendencję do niemiłosiernego plątania linii fabularnej, żeby na ostatnich 50 stronach zorientować się, że trzeba już kończyć książkę tj. na szybko walnąć jakąś deus ex machinę i można już pisać następną z jakimś innym motywem przewodnim. Nie chcę tu zabrzmieć jak jakiś hejter (te pozostałe książki obadam i nie sprzedam), ale chciałbym przeczytać choć jedną jego książkę, której nie określa się mianem satyry książek z gatunku fantastyki, gdy tak naprawdę jest satyrą samej siebie.
    Ale żeby nie było: nie mam jakiejś tam wielkiej nienawiści do niego. Lubię określać go sobie mianem „najlepszego słabego pisarza” i kiedy z takim podejściem podchodzę do jego twórczości, to jest nawet ok ;]

    Jeśli zaś chodzi o to w jakim świecie fantasy chciałbym się znaleźć, to jak prawdziwy gbur powiem, że w żadnym, dopóki największą elokwencją jaką może poszczycić się pisarz/scenarzysta jest umieszczanie w każdym świecie fantasy konfliktu (wojny itp.) Choć może akurat teraz się rzucam bez sensu, a z tego gatunku z zasady wynika to, że musi w nim istnieć jakiś konflikt?
    Albo nie! Chcę na Solaris Lema! To jest dopiero wyzwanie.

    Uff, koniec.
    Za wszystkie błędy i niezrozumiałości przepraszam. Jeśli chodzi o pisanie, to ja się chyba konsekwentnie uwsteczniam.

    *Ale i tak pod aktualnie najświeższym odcinkiem ;]
    **Bo jak tu nie traktować SW inaczej niż pobłażliwie. Chodzi se jakiś robocik, zna 10 milionów języków, a za nim jeździ kosz na śmieci i nawet w jednym nie mówi, tylko to: „Pi! Pi! Pjuuuuup!”. W przyszłości***, gdzie potrafi się budować niszczyciele planet, a nie potrafi się nauczyć robota mówić (albo chociaż doczepić mu nóżek!!!) coś musiało pójść bardzo nie tak.
    ***Czy tam też dawno, dawno temu i w odległej galaktyce, no już nieważne.
    ****gatunki muzyczne to przeżytek.
    *****Po 32 chyba można już dyskutować? Toć nawet te „*” mu zawinąłem ;P

    • cooldan

      Damn! Świetny komentarz. Do czego chciałbym się odnieść:
      – Skoro Gra o Tron w naszych opowieściach Ciebie zainteresowała to może sięgnij po książkę? Prez ciągle się mądrzy, że lepsza od serialu 😀
      – W sumie jak się nad tym bardziej zastanowić to faktycznie jest to możliwe. Przypominają mi się moje rozgrywki w Anno 2200 gdzie tworzyłem właśnie kolonie w 100% uzależnione od importowaniu produktów typu woda. O Tokio nie miałem pojęcia i to kolejny kamyczek do ogródka future is here. Totalni.
      – Gaiman i Pratchet – po przeczytaniu Twojego komentarza i zabiciu fanboja który chciał napisać coś na zasadzie „SIĘ NIE ZNASZ!!!11oneone” dochodzę do wniosku, że przygodę i z Gaimanem i Pratchettem zacząłem pod koniec podstawówki. I wtedy chwycili mnie za serce w 100%. I nawet czytając cokolwiek teraz i tak odnoszę się do tych emocji zapewne. Więc możliwe, że gdybym teraz czytał ich po raz pierwszy mój odbiór byłby inny. Zwłaszcza, że pierwsze książki Pratchetta były pisane na początku lat 80, ja je czytałem w latach 90, więc możliwe, że w 2017 nie są tak świeże jak wtedy 🙂
      – O Pani Amandzie nie miałem pojęcia, chętnie się zapoznam!

  • Mateusz Duda

    A kij powtórzę się
    Ale dzięki wam za te Grube Rozmowy, po spokonym przesłuchaniu, szczególnie odcinków 5,6,7 czy 8(te o podróżach, feels good czy jedzeniu) to inaczej jakoś tak na niektóre segmenty życia teraz patrzę.

    Dziękuję :*

    • Prez

      Zawsze mnie zaskakuje jak dobry wpływ mają GR na słuchaczy – aż chce się nagrywać więcej <3