Flame Over

Pewnie wiecie, że w PS Plus na marzec otrzymaliśmy Galak-Z i Broforce. Pisali o tym w różnych miejscach, ale jakoś nigdzie (nawet w zakładce PS Plus) nie wspomina się o tym, że jest jeszcze trzecia gra – Flame Over. Z ciekawości postanowiłem sprawdzić, co to jest…

Mówi się, że głównym zadaniem każdego strażaka jest zapuszczenie wąsów. W sumie miałem kiedyś wąsy, więc czemu by nie spróbować! Drugo i trzeciorzędnymi sprawami są w pracy strażaka zdejmowanie kotów z drzew, czy gaszenie pożarów, ale kto by się tym przejmował. Flame Over jest grą z modnego ostatnimi czasy gatunku indie rougelike (Można się było tego spodziewać – dop. Prez) i jak się okazuje, jest całkiem dobra, ale od początku. Skupcie się, bo mechanika jest zawiła.

Naszym zadaniem jako strażak jest gaszenie pożarów. W tym celu używamy węża strażackiego lub gaśnicy. Każdy wie, że wodą można gasić wszystko prócz elektroniki, ta po ugaszeniu wodą za chwilę znów zaczyna się palić, dlatego trzeba ją potraktować z gaśnicy. Można też znaleźć główny wyłącznik prądu i odciąć go w całym domu, wtedy wystarczy używać samej wody, ale nie zawsze dojście do wyłącznika jest łatwe. Do dyspozycji mamy także 3 butelki z wodą, które chlapią na dość sporym obszarze i gaszą wszystko, na co natrafią. Jak wiadomo nic nie jest nieskończone, dlatego nasze zapasy wody i gaśnicy trzeba uzupełniać. Najłatwiej zrobić to przy wyjściu ewakuacyjnym, gdzie jednym kliknięciem uzupełnia się nam wszystko, ale czasem jesteśmy zbyt daleko od tego wyjścia, więc z pomocą przychodzą nam baniaki z wodą, które uzupełniają zapas natychmiastowo. Pomagają też wszelkiego rodzaju krany, fontanny, toalety, przy których chwilę trzeba postać, zanim zapas się uzupełni.

Flame Over_20160312203402

Flame Over_20160312203402

Z gaśnicą nie jest już tak łatwo i jeśli mamy szczęście to być może uda się nam znaleźć jakąś zapasową, ale z reguły i tak trzeba się wracać do samego początku. Czemu jest to dla nas takie upierdliwe? Bo po piętach depcze nam czas, a wraz z nim śmierć. Na ugaszenie każdego etapu mamy 5 minut, czas ten można zwiększyć doprowadzając do wyjścia uwięzionych w płomieniach ludzi, niestety łatwo oni umierają, więc widząc jakiegoś, trzeba działać szybko. Gdy licznik dojdzie do 0, na planszy pojawia się Śmierć. Co prawda możemy dalej gasić pożary, ale musimy jej unikać, bo gdy tylko nas złapie, jest game over. Innym sposobem na zakończenie gry jest spalenie się. Początkowo gracz ma 3 serduszka, za każde spalenie tracimy jedno, za każdego uratowanego kota jedno zyskujemy.

Za gaszenie pożarów dostajemy złoto, które możemy wydać na dwa sposoby. Pierwszy to znajdujące się na mapie okazyjnie sklepy. Tam zawsze są do kupienia jakieś trzy unikalne przedmioty (buty szybkości, defibrylator i wiele, wiele innych), niestety po śmierci tracimy wszystkie zakupione rzeczy. Drugi sposób to wydawanie pieniędzy między poziomami. Tak zakupione rzeczy zostają już na zawsze, ale (zawsze jest jakieś „ale”) pieniądze jakie możemy wydać, to tylko te, które zdobyliśmy w poprzedniej grze. Zaczynając grę po śmierci, pieniądze się zerują i zbieramy wszystko od nowa. Jest jeden sposób na ich odzyskanie, jeżeli zgineliśmy od Śmierci to nasza dusza zostaje na danym etapie. Gdy do niego znowu dojdziemy, możemy dotknąć duszy i odzyskać wszystko, co uprzednio straciliśmy. Dokładnie tak jak w DkS.

Gra niestety nie jest pozbawiona wad. Główną rzeczą jaka mnie denerwuje, jest to, że ludzie, których ratujemy, są od nas wolniejsi, więc podczas biegu do wyjścia gubią się oni i zostają w tyle. Dodatkowo mają skopane coś w pathfindingu i często blokują się na zakrętach i drzwiach. W grze, gdzie liczy się każda sekunda, nie powinny się dziać takie rzeczy. Kolejna rzecz z ludzikami związana to ich respawn. Kilka razy zdarzyło mi się, że w pokoju od razu byli martwi, bo stali na środku ognia i o ile czasem da się ich jeszcze uratować podbiegając szybko zanim umrą, to są też NPC, którzy wymagają wykonania jakiegoś zadania, żeby się ruszyli, więc baaardzo często umierają.

Ból nie byłby taki spory gdyby nie to, że te misje są nam potrzebne do kupowania upgradów między etapami. W teorii poziomy w grze generowane są losowo, ale wystarczy chwilę pograć i szybko okazuje się, że nie jest to w pełni losowe, a tylko wybierane z jakiejś małej puli. Na koniec jest jeszcze zdalnie sterowany ogień. Zapomniałem wcześniej wspomnieć, że ogień rozprzestrzenia się po innych przedmiotach więc trzeba szybko go ugasić, bo inaczej nie tylko zajmie nam całe aktualne pomieszczenie, ale i wyskoczy do kolejnych i właśnie z tym wyskakiwaniem jest problem, bo jestem niemal pewny, że lecące kule ognia starają się trafić w ludzi, których ratujemy, nawet jeśli są oni w innym pokoju. Jest jeszcze muzyka która wydaję się być ok, ale to chyba minutowy loop który, szybko się nudzi i zaczyna denerwować.

Generalnie grę polecam, idealnie pokazuje mechanikę typowego rogala w przyjemnej grafice lowpoly. Dużo zabawy daje całe planowanie i decydowanie, do którego pomieszczenia pójdziemy najpierw, zarządzanie zasobami wody i rozmyślanie, czy lepiej iść wyłączyć ten prąd w domu, czy może olać to i zająć się szukaniem ludzi. Po mojej liście znajomych widzę, że praktycznie nikt w te grę nie grał, a szkoda, bo pomimo swoich wad, jest przyjemna i kilka godzin można z nią spędzić. Szczególnie, że teraz jest za darmo.

P.S. Jak widać po screenach pucharki wpadają łatwo i gęsto.

Autor: Adrian „Adek” Kornađ 

Platforma: PlayStation 4, PlayStation Vita, PC

Flame Over / Deweloper: Laughing Jackal / Wydawca: Ghostlight Ltd / Strona Oficjalna.

  • Jakub Antoniuk

    Adek, pytanie natury filozoficznej. Czy jak ratujemy kotecka i dostajemy za to serduszko to czy zabieramy jedno z jego siedmiu żyć? Czy jeżeli uratujemy tego samego kotka 7 razy to mimo wszystko futrzak umiera?

    • Adrian Kornaś

      Zabieramy go wtedy do wyjścia i już go nie ma, ale Twórcy mają poczucie humoru i jest taka mechanika, że gdy goni Cie Śmierć, a prowadzisz kogoś, to jeśli Śmierć złapie tego kogoś to go zabiera i na chwile daje Ci spokój. Chyba że idziesz z kotem, kotów Śmierć nie zabiera

  • Adrian Kornaś

    Prez, literówka w moim nazwisku 🙂