EGX 2017 – Relacja

Oto relacja Tomasza Wasiewicza oraz Piotra Ziętala z tegorocznego EGX. Masa tekstu do przeczytania, sporo zdjęć i wideo do obejrzenia!

EGX, dawniej Eurogamer Expo, to największe targi growe w Wielkiej Brytanii. Impreza po raz pierwszy odbyła się 2008 roku pod Londynem. W tym roku chętni pogrania w najnowsze tytuły ściągnęli we wrześniu do hal NEC w Birmingham. Przestrzeń wystawowa robi wrażenie, a do tego jest bardzo fajnie rozlokowana. Szybko można się odnaleźć i przemieścić z jednej strefy do drugiej. Do tego organizacyjnie wszystko było idealnie przygotowane. W toaletach nigdy nie było kolejek, jedzenie można było łatwo dostać i nie stało się w gigantycznych kolejkach. Nie czuło się też tłumów przy przechodzeniu. To niezły wyczyn, gdyż według oficjalnych danych przez cztery dni targowe przewinęło się 80 tysięcy unikalnych graczek i graczy.

Chciałbym nadmienić, że jest coś co zrobiło na mnie duże wrażenie, nie do końca związanego z grami. Mianowicie była to ilość osób niepełnosprawnych ruchowo i umysłowo, które aktywnie brały udział we wszystkich atrakcjach oferowanych przez targi. Ba, spora ich część była cosplayerami. Chciałbym, żeby u nas też wszyscy mieli swobodny dostęp do grania, targów i do tego, by byli traktowani tak jak w Anglii. Swoją drogą wszystkich cosplayerów było całe mnóstwo. Najgorsze jest to, że zazwyczaj przechodzili gdzieś obok kolejki, w której od godziny cierpliwie stałem i nie mogłem za nimi pobiec w celu zrobienia fotki. Bardzo żałuję przede wszystkim Fortesque’a z MediEvil oraz Guardiana z Destiny: Rise of Iron. Praktycznie nie było cosplayera, który by nie prezentował wysokiego poziomu.

To co było widać na pierwszy rzut oka, to że Anglia ma inne preferencje sprzętowe niż Polska. Dwie największe przestrzenie zajmowało Nintendo do spółki z Microsoftem. Ci pierwsi zachęcali gadżetami w japońskim stylu, chodzącymi maskotkami i możliwością zrobienia sobie zdjęć z różnymi elementami i postaciami znanymi z ich gier. Praktycznie bez przerwy odbywały się też szybkie konkursy i zawody w wiele tytułów, a nagrody były bardziej niż przyzwoite. Sprzętu od wielkiego N było naprawdę sporo. Od handheldów, przez Switche nie podłączone do TV, po te ostatnie z wielkimi ekranami. Poza Mario bez długiego stania można było we wszystko pograć.

Microsoft kupił sobie odwiedzających zabawą w losowanie fantów. Na stoliku ustawionych było kilkadziesiąt pudełek, a wybierało się jedno. W niektórych z nich ukryte były różne nagrody. Można było zgarnąć w ten sposób nawet po dwie gry na XO na raz. Kolejka od soboty rana do niedzieli wieczora praktycznie nie malała i na moje oko wyglądała na 3 – 4 godziny stania. Osobiście do końca tego nie rozumiem, ale ludzie się świetnie bawili.

Dla mnie ważne było jednak co innego. EGX były pierwszymi targami, na których można było pograć na Xbox One X. Szczerze? Szału nie ma. Liczby liczbami, ale to konsola na poziomie PS4 PRO. Ograłem kilka tytułów (o nich samych później) jak Shadow of War i Assassin’s Creed: Origins na XOX. Zwłaszcza w tym pierwszym przypadku było mocno widoczne jak bardzo nic ta konsola nie zmienia w wyścigu zbrojeń. Druga linia orków była rozmyta tak bardzo, że ciężko było rozpoznać, czy patrzymy się na ich gęby czy plecy.

Sony było i dostarczyło. Detroit: Become Human, Battlefront II, COD: WW II, Gran Turismo Sport, praktycznie wszystkie gry, które zrobiły na mnie wrażenie. Było też spore stanowisko z VRem. Jednak dało się odczuć, że sami siebie traktują jako drugą ligę na Wyspach. Mi to nie przeszkadzało. Kolejki były mniejsze niż do N czy M$. Warto nadmienić, że przy stanowisku Detroid kręciły się Androidy. Tak naprawdę aktorzy, udający androidy, które udają ludzi – incepcja! W każdym razie, pani Android była przerażająca. Przechadzała się ze wzrokiem spuszczonym tak by mniej więcej patrzeć poniżej twarzy mijanych ludzi. Mówiła nienaturalnie, jak postacie z gry. Wow, świetna akcja promocyjna i brawa dla pani za świetną (nomen omen) robotę.

Dużym graczem na targach był również Ubisoft. Świeżo ozłocony SouthPark, grywalny FarCry 5, bardzo duża liczba stanowisk z Mario + Rabbids Kingdom Battle, do tego Assassin’s Creed: Origins w dwóch różnych miejscach, było, gdzie stać w kolejkach. Jak się nad tym zastanowić to może i nie miał aż tak dużo tytułów, ale stanowiska zrobione były z rozmachem i ciężko było przejść koło nich obojętnie.

To co zachwycało to strefa Rezzed, z ponad setką indyków. Świetnych gier, których nie znacie a powinniście stały tylko i czekały na ogranie. Jeden beat’em up miał nawet własny automat do grania! Do tego strefa retro, kącik z planszówkami, cieszącymi się bardzo dużym powodzeniem, wykłady o tworzeniu gier prowadzone przez studia z branży, streamy na żywo z redakcją Eurogamera, targi pracy w branży oraz wykłady temu poświęcone, sklepy z gadżetami, uniwersytety proponujące studia na kierunkach poświęconych tworzeniu gier. Nie powiedziałem wam jeszcze o sali kinowej, gdzie również się działo. Dla każdego coś miłego!

No dobrze, ale czy było warto w ogóle jechać? Tak! We wszystko można było pograć, do niektórych tytułów stało się tylko chwilkę, do innych dłużej, ale wszędzie otaczali mnie entuzjaści gier. Czasem można było pogadać, kiedy indziej po prostu pogapić się jak ludzie grają na 3DSach czy Switchach. Nie raz zagadywała obsługa stoiska. Nawet takie zwykłe pytania o to, skąd jesteś i co już widziałeś sprawiały, że nawet najdłuższe czekanie robiło się przyjemniejsze. Osobiście najdłużej stałem równo 2 godziny w kolejce w celu spędzenia 20 minut z Shadow of War – szaleństwo.

Chciałbym jeszcze powiedzieć, że dzięki akredytacji medialnej otrzymałem przed targami kilkadziesiąt maili z zachętą do spotkania się na targach z twórcami różnych indyków. Umówiłem się na klika takich rozmów. Lekko nie było, terminy porezerwowane, trzeba było lawirować, kombinować. Przygotowałem się, spisałem pytania i ruszyłem uzbrojony w notatnik i dyktafon. Okazało się jednak, że nikt nie potraktował spotkania ze mną na poważnie i nie stawił się w umówionym terminie. Przy niektórych grach w ogóle nie było nikogo ze studia. Także jeśli liczyliście na wywiady, to muszę was zasmucić, nic z tego.

Poniżej zamieszczam alfabetyczną listę gier, w które sam zagrałem, z krótkim komentarzem:

  • Assassin’s Creed: Origins – to będzie świetny Assassyn, ale też super gra akcji w otwartym świecie. To co zdążyłem ograć sprawia wrażenie, jakby twórcy wyciągnęli najlepsze rzeczy z Unity i Syndicate, podlane sosem egipskiej starożytności, do tego nowy system walki i lootu i intrygujący bohater na wierzch. Jako fan serii czekam z wypiekami na twarzy i wiem, że tytuł pochłonie mnie na długie godziny.
  • Battalion 1944 – konkurencja CODa w tym roku. NOT. PRowiec, z którym byłem umówiony, po tym jak go szukali pół godziny był bardziej zainteresowany tym co robię na co dzień niż rozmową o jego grach i po 2 minutach rozpłynął się w powietrzu. Sama gra także nie porwała. Miałem nadzieję, na coś pokroju Insurgency. Ale chłopaki od Battalionu mogli by do nich pójść na szkolenie jak się robi FPSy. Pewnie parę osób w to zagra, ja nie polecam.
  • Battlefront II – jedno z największych zaskoczeń targów. Nie zrozumcie mnie źle. Świetnie się bawiłem przy jedynce, ale to co zrobili z dwójką, to jest dla mnie osobiste wow. Zostawili mega grafikę i przenieśli rozwiązania z oryginalnych Battlefrontów. Nie wiem jak wy, ale mi brakowało grania droidami. Teraz to jest możliwe i niesamowicie wciągające. Poza tym, chyba lepiej czuję się też w skórze Klonów niż Rebeliantów. Do tego super tryb conquest, dużo mądrzej zbudowany niż AT-ATy w jedynce bis. Będzie grane!
  • C.U. B. E. 2 – jedna z gier, gdzie byłem umówiony na spotkanie. Niestety nikogo nie było, chwilę jednak pograłem. Gra urzekła mnie wcześniej wyglądem przypominającym Portala. Faktycznie gra jest lekką zrzynką z tytułu Valve. Nie jest śmieszna, w zamian za to próbuje być bardziej dramatyczna. Słabo jej to niestety wychodzi. Fajny jest z kolei pomysł na rozgrywkę. Oto mamy rękawice, które po przełączeniu się na różne tryby generują sześciany lub prostopadłościany o wielu właściwościach. Trzeba mądrze wykorzystywać dostępne klocki, by przechodzić kolejne pomieszczenia. Sama rozgrywka dostarczyła mi sporo frajdy. Na promocji można wziąć, jeśli tęsknicie za platformowymi wyzwaniami.
  • Call of Duty: World War II – nowa mapa do multi i MVP w rozegranym meczu. Czy muszę dodawać, że mi się podobało? Nowa mapa w moim odczuciu była dużo fajniejsza od tych z zamkniętej bety. Ciekawsza, lepiej rozplanowana, sprawiała, że trudniej było dostać kulkę znikąd, jednocześnie dawała pole do popisu w szybkich rajdach na tyły wroga. Uwielbiam CODa na PS4 i cieszę się, że wreszcie będę biegał bez wspomagaczy ruchu.
  • Cuphead – kolejny zwycięzca targów. Gra genialna, którą powinniście kupić zaraz teraz. Usiąść z drugą osobą i genialnie bawić się w COOPie. Żeby nie ludzie dmuchający nam na karki, to okupowałbym Xboxa z grą dużo dłużej. Jest trudno, ale uczciwie (certyfikat „You died”). Graficy powinni dostać medal i dożywotnią pensję za to co zrobili. Naprawdę chylę czoła, bo jest to najlepszy przykład jak powinno się robić indyki.
  • Destiny 2 – będąc na targach byłem już po rajdzie z moim klanem, więc niewiele rzeczy mogło mnie zaskoczyć. Ciekawił mnie jednak nowy strike – czyli misja dla trzech Guardianów, jaką reklamowali stoisko. Okazało się, że nie ma żadnego nowego strike’a, ale za rozgrywkę dostawało się koszulkę i kod na pojazd w grze. W gratisie było 0.5 litra energetyka i dmuchany miecz, tarcza lub elektryczny kij. Także nie straciłem. Wynik mojego teamu zajął 5 miejsce na tablicy widocznej dla wszystkich – fejm. Było też drugie stanowisko, gdzie można było pograć w tryb PVP, do tego galeria replik broni z gry i trzy figury Guardianów. Całe stoisko było zrobione z rozmachem i czułem się dobrze wśród „swoich”.
  • Detroid: Become Human – dla mnie gra targów. Można było ograć demo znane z interaktywnego filmu na YT, gdzie jako główny bohater staramy się uratować dziewczynkę z rąk wściekłego androida. Choć przeklikałem filmik kilka razy i tak po przejściu ok. 10 minutowego fragmentu miałem ciarki na skórze i wypieki na twarzy. Wiem, że nie wszyscy są fanami gier pokroju Heavy Rain, ale dla tych co są powiem, że to jest taki HR do kwadratu. Sprzedam nerkę, ale zagram w to na premierę.
  • Dragon Ball FighterZ – bardzo fajna bijatyka 3 vs 3. Duża liczba bohaterów, do tego easy to learn hard to master system walki. Wszystko podlane ładną grafiką, czego chcieć więcej? Dla fanów DB polecam, inni i tak nawet nie spojrzą.
  • Far Cry 5 – przyznam się, że byłem zmęczony formułą FC po czwórce. Primal był super odświeżający, ale nie wiedziałem, czy to wystarczy. Wystarczyło w pełni. Nowa część z piątką w tytule będzie świetną strzelanką w otwartym świecie. Patent z psem jest genialny. Przetestowałem też panią snajper. Strzela całkiem celnie, choć niestety nie jest to Quiet. Pewnie w pełnej wersji pobiegam z psiakiem. Wydaje się, że jest najlepiej przygotowany pod strategiczne planowanie akcji. Mapa wygląda kozacko, pojazdy są odjechane, NPC też dają radę. Kawał dobrego sandboxa.
  • Fear Effect – remake gry z 1999 roku, w którym sterujemy kilkoma postaciami, mogąc się między nimi przełączać w dowolnym momencie. Nie wiem czemu najbliższe skojarzenie jakie mam, to Shadowrun w czasie rzeczywistym. Fabularnie fajnie się zapowiada (nie grałem w oryginał), gameplayowo też. Będę wyglądał za premierą tego tytułu.
  • FIFA 18 – gry z serii kupuję co kilka lat, żeby mieć jak najwięcej zmian na raz. Nie interesują mnie aktualne składy, więc spokojnie mogę tak robić. Kupiłem jakiś czas temu FIFĘ 17 i dobrze nam razem. Po rozegraniu meczu w 18tkę mam jednak ogromną ochotę kupić najnowszą odsłonę. Coś się zmieniło, że gra mi się lepiej, płynniej, szybciej. Jestem zachwycony Osiemnastką. Plus, muszę przyznać, że wciągnąłem się w tryb fabularny i jestem ciekaw jego kontynuacji.
  • Gran Turismo Sport – nie będę was oszukiwał, nie umiem w wyścigi. GT jest do tego grą dla mnie za mało arcadową żebym w pełni mógł czerpać z niej przyjemność. Do kolejki do tego tytułu ustawiłem się wyłącznie z powodu super kapsuł do grania, w których po prostu chciałem mieć zdjęcie. Skoro jednak już odczekałem swoje to postawiłem się przejechać. Nie wiem czy coś zrobili w samej grze, czy to efekt ogrywania tytułu na kierownicy, ale podobało mi się strasznie. W życiu w GT nie zająłem trzeciego miejsca! Dla fanów serii to na pewno pozycja obowiązkowa.
  • King of Fighters (Neo Geo) – udało się ograć tę starą grę, na telewizorze z “tyłkiem”, na mega kontrolerach z gałką i przyciskami rodem z automatów. Fun co nie miara i świetny dodatek do strefy retro.
  • Lightseekers – gra dwa w jednym. Po pierwsze jest to karcianka podobna do Magic the Gathering, ale moooocno uproszczona. Mi się nawet podobała szybka rozgrywka, mój przeciwnik był wynudzony na śmierć. Ciężko więc wyrokować czy warto się tytułem zainteresować. Same karty można dodatkowo wykorzystać w darmowej grze na tablety. Przedmioty czy stworki pojawiają się wtedy w niej i można robić za ich pomocą dodatkowe aktywności. Oprócz kart istnieje możliwość dokupienia prawdziwych figurek, a do nich osobnych gadżetów. Wszystko to pojawia się później w grze. Po ich podpięciu do figurki gra natychmiast reaguje na akcję i przedmiot pojawia się w niej. To robiło wrażenie. Dodatkowo tymi figurkami można sterować jak padem! Może nie jest to coś dla mnie, ale gdybym miał dziecko myślę, że sprawiłbym mu taką zabawkę.
  • Middle-Earth: Shadow of War – 20 minut nie starczyło by przejść pierwszą fazę zdobywania twierdzy. Ta gra będzie ogromna! Super jest nowy system dowodzenia własną armią. Walka – miód. To co mnie martwi natomiast, to olbrzymi nacisk położony na starcia, a zmniejszony na eksplorację i wspinaczkę. Nie jestem przekonany czy walki nie będzie za dużo i gra zwyczajnie się szybko nie znudzi. Zobaczymy po premierze.
  • Mortal Kombat Trilogy (PS1) – ukochany klasyk na ukochanym Szaraku. Co tu mogę więcej powiedzieć. Przyjemnie było pograć w MK i przenieść się do dawnych czasów. Strefa retro przywołała wiele miłych wspomnień.
  • Sonic Forces – Sonic powrócił w glorii i chwale. Więcej nie musicie wiedzieć. Jeśli jesteście fanami niebieskiego jeża lub po prostu lubicie platformówki, to gorąco polecam.
  • SouthPark: Fractured But Whole – kolejne demo, które znałem wcześniej z YT i ponownie nie przeszkadzało mi to w super zabawie. Dla miłośników serialu pozycja obowiązkowa. Będziecie śmiać się często i gęsto. Reszty i tak nie przekonam. Ja złożyłem szybki preorder korzystając ze zniżki do sklepu UBI, jaki dostałem po pokazie.
  • Strange Brigade – totalne zaskoczenie. Nic nie słyszałem o tym tytule. Było w Codzienniku? Moją uwagę przyciągnęło stanowisko, które prezentowało się okazale, z dmuchanym zeppelinem wiszącym nad nim. Gra okazała się czteroosobowym COOPem, w którym grupa poszukiwaczy skarbów z lekko nadprzyrodzonymi mocami ściera się z różnym nieumarłym tałatajstwem. Bawiłem się świetnie. Połączenie klimatów Uncharted (w tym ślicznej grafiki) z rozgrywką znaną z Left 4 Dead. Będę uważnie śledził info o tej grze.
  • Total War: Warhammer 2 – usiadłem do tytułu, bo w sobotę o 11, to było jedyne stanowisko bez ludzi. Nie jestem specjalistą, ale wydaje mi się, że jest fajnie. Może tylko dla mnie to taki bardziej Warhammer 1,5, a nie 2? Dobrze jednak grało się Scavenami i armia ta różni się kompletnie od wszystkiego co do tej pory prowadziłem w Total Warze. Mogłem też posiedzieć w jednej z maszyn tego szczurzego ludu. Fun, fun, fun!

To już koniec. Gratuluję dotrwania do tego miejsca. Ogólnie, jeśli będziecie mieli okazję, to polecam te targi z całego serca. Fantastyczne gry, świetni ludzie, dużo fantów i atmosfera growego święta. Ja na pewno wrócę do Birmingham za rok.

Jako, że byłem na targach w towarzystwie Piotra Ziętala, a ten ograł dwie gry, których ja nie miałem przyjemności sprawdzić, to poniżej jego krótka relacja:

  • Super Mario Odyssey – Kilkunastominutowe demo Super Mario Odyssey na Nintendo Switch, do spróbowania którego stałem w półtoragodzinnej kolejce potwierdziło tylko moje oczekiwania. Bez wątpienia gra stanie się kolejnym hitem na tę platformę. Dodatkowo jest poważnym pretendentem do tytułu gry roku oraz godnym następcą Super Mario 64 czy Super Mario Sunshine. Oddzielne, otwarte królestwa i swoboda w ich eksplorowaniu z pewnością zachęcą nowych, lubujących się w nieliniowej rozgrywce graczy. Mnogość zagadek logicznych opartych na coraz to nowych mechanikach z kolei będą wyzwaniem dla zaprawionych w boju graczach znających i grających w tytuły z wąsaczem z Grzybowego Królestwa. Odyseja aż ocieka klimatem Nintendo i mimo iż odwiedzimy w niej lokacje nie bezpośrednio kojarzone z serią jak np. względnie realistyczna metropolia New Donk City, to wciąż ani przez chwilę nie będziemy mieli wątpliwości w co gramy. Warto wyczekiwać premiery, która przewidziana jest na 27 października tego roku.
  • Ni No Kuni II: Revenant Kingdom – Drugim i nie mniej przeze mnie antycypowanym tytułem, którego demo miałem okazję ograć to Ni No Kuni II: Revenant Kingdom od Level-5. Wersja, w którą zagrałem oferowała kilka trybów rozgrywki. Jednym z nich jest klasyczna eksploracja liniowej lokacji zawierającej zamknięte przestrzenie, gdzie mają miejsce dynamiczne walki zakończone starcie z bossem. Tryb ten można uznać za główną oś gry, gdyż dodatkowo zawiera elementy fabularne oraz eksplorację mapy. Nowością w serii jest możliwość rozbudowy królestwa, alokacja różnych rodzajów jednostek i przypominające nieco te, znane z serii Total War, potyczki armii. Tak jak w Total Warach mechaniki walk opierają się na zasadzie papier, kamień, nożyce. Wszystko to okraszone śliczną grafiką w błogim, baśniowym stylu produkcji studia Ghibli. Jeśli wierzyć wydawcy, Ni No Kuni II wessie nas do swojego świata w pierwszym kwartale 2018 r.
  • Jakub Antoniuk

    Tomek mam pytanie, napisałeś, że przy stanowiskach Nintendo „Poza Mario bez długiego stania można było we wszystko pogra.ć” Można było bo było tak dużo stanowisk czy zainteresowanie innymi grami było mniejsze?

    • Piotr Ziętal

      Uwaga ludzi była skupiona na Mario, Rabbidsach i trochę na Skryrimie i Fifie z ciekawości, ale stanowisk było dużo i dobrze zorganizowanych, bo poza sekcją turniejową było kilkanaście gier na Switcha i DSa.